
Kolędowanie konsekrowanych w Przemyślu
2026-01-14
Jaśmin i duchowość uśmiechu
2026-01-15
„Święta Rodzina z Lisieux” – rodzice i córka
Paweł Urbańczyk OCD
Maria Zelia i Ludwik – małżonkowie oraz ich córka Teresa – karmelitanka. O tych trzech można powiedzieć, że to święta rodzina z Lisieux. Choć być może ta święta rodzina się jeszcze powiększy, gdy dołączą do niej w przyszłości niektóre, albo i wszystkie, z pozostałych córek państwa Martin.
Zelia i Ludwik byli małżonkami zakochanymi w sobie i w Bogu, a miłość Boża w ich zwykłej, codziennej, czasami trudnej i bolesnej pracy – tak zawodowej, jak i wychowawczej – była ich codzienną siłą. Modlitwa, częste nawiedzanie kościoła, gorliwość w przystępowaniu do sakramentów świętych, miłość bliźniego oraz wielka wiara i ufność w Opatrzność Bożą stanowiły zasadniczą osnowę życia duchowego tego skromnego małżeństwa.
Zelia i Ludwik byli ludźmi prostymi, a jednocześnie osobami o wielkiej kulturze osobistej i o dużym szacunku do drugiego człowieka. Oboje zajmowali się zwyczajnymi czynnościami: Zelia była koronczarką, a Ludwik zegarmistrzem. Żyli w XIX-wiecznej Francji, która – choć naznaczona elementami rewolucji i postępu o cechach ateistycznych i laickich – wciąż pozostawała krajem o mocnym rysie katolickim. Pragnieniem małżonków było stworzenie szczęśliwego domu oraz dobre i pobożne wychowanie swoich dzieci.
Mieli ich dziewięcioro. Dwóch chłopców i dwie dziewczynki zmarło w wieku bardzo wczesnym, pięć pozostałych córek, w tym najmłodsza Teresa, zostało zakonnicami, cztery karmelitankami bosymi, a jedna – Leonia – wizytką.
Tak naprawdę o życiu małżeństwa Zelii i Ludwika dowiadujemy się z pism i listów ich córek, przede wszystkim św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Ich najmłodsza córka jest jedną z największych świętych Kościoła katolickiego, być może największą ze świętych czasów nowożytnych, geniuszem Kościoła, prawdopodobnie, tuż po Najświętszej Maryi Pannie, obecnie najbardziej znaną kobietą w Kościele. Jej mała droga dziecięctwa duchowego i zaufania Bogu we wszystkim oraz czynienia małych rzeczy z miłością lub z powodu miłości Boga, dar przyjmowania wszystkiego, co ją spotyka z ufną wiarą w Bożą Opatrzność – to wszystko zostało przyjęte w całym Kościele z wielkim entuzjazmem, który wybuchł zaraz po jej śmierci i trwa aż po dziś dzień.
Dla niej Bóg to dobry Ojciec, pełen miłosierdzia i czułości tym większej, gdy ona jako niesforne dziecko bardziej przez grzech i słabość się od Niego oddala. Maryja była zaś bardzo bliską, prostą i zwyczajną, acz kochającą ją do szaleństwa Niebieską mamą, okrywającą ją tarczą szkaplerza świętego. Kościół zaś, pomimo wielu jego ograniczeń, które Teresa zresztą dobrze poznała, o czym wspomina w swoich pismach, np. słabości i kruchości księży i osób zakonnych, był jej domem i drogą ku zbawieniu.
To właśnie dzięki tej „wielkiej małej” świętej, s. Teresie z Lisieux nazywanej Małą Tereską, możemy poznać jej rodziców.
Oto fragment z jej pism: „Dobry Bóg dał mi ojca i matkę bardziej godnych nieba niż ziemi. Prosili Pana, aby dał im wiele dzieci i wziął je do Siebie. To życzenie zostało spełnione. Cztery małe aniołki poleciały do Nieba, a pięć córek, które pozostały na ziemi, przyjęło Jezusa jako Oblubieńca”.
O Mamie pisze tak: „Niewątpliwie Jezus chciał w swojej miłości, abym poznała niezrównaną matkę, którą mi dał, ale którą Boska ręka spieszyła się, by koronować w niebie!”.
O Tacie zaś notuje następujące słowa: „Spodobało się Dobremu Bogu przez całe życie otaczać mnie miłością. Moje pierwsze wspomnienia pełne są czułych uśmiechów i pieszczot. Nie potrafię wyrazić, jak bardzo kochałam tatę, wszystko w nim budziło we mnie podziw”.
Nie wszystko było sielanką i nie wszystko było łatwe w rodzinie Martin. Ból z powodu utraty czwórki dzieci, wczesna śmierć Zelii, gdy Teresa miała zaledwie cztery latka, bolesne wdowieństwo Ludwika, a pod koniec życia jego ciężka choroba psychiczna, która doprowadzi do tego, że umrze w zakładzie dla umysłowo chorych.
I takich ludzi czcimy, takie osoby stworzyły święte małżeństwo. Prosta gospodyni zajmująca się wytwarzaniem i sprzedażą koronek, która całe swoje życie skupiała na wychowywaniu dzieci, oraz zwykły zegarmistrz, który pod koniec życia został obciążony ciężką psychiczną chorobą.
Być może to pierwszy raz w historii, gdy Kościół wynosi na ołtarze kogoś takiego i wielki znak, kiedy to w naszych czasach depresja i słabości psychiczne stają się tak często przyczyną cierpienia tak wielu…
Ich życie zwykłe na zewnątrz było jednak niezwykłe od wewnątrz. Nieustanna modlitwa przejawiająca się w dobrym traktowaniu wszystkich osób, szacunek oraz wielka miłość do dzieci… To uczyniło ich świętymi.
Możemy powiedzieć, że nie byłoby wielkiego geniuszu świętości świętej Tereski, gdyby nie zwyczajna, prosta i codzienna świętość jej rodziców. Zresztą i w swojej małej drodze Teresa będzie kroczyć w szarej, zwykłej codzienności modlitwy i ofiary bez żadnych ekstaz, często bez pocieszeń duchowych i w wielkim cierpieniu fizycznym z powodu gruźlicy, która doprowadzi ją do wczesnej śmierci w wieku zaledwie 24 lat.
Między innymi dzięki miłości, jaką darzył ją jej własny ojciec św. Ludwik Martin, Teresa z łatwością odkryła czułą i delikatną miłość miłosiernego Boga, a to z kolei, możemy powiedzieć, znacząco przyczyniło się do wyzwolenia Kościoła z lęku i strachu przed Bogiem srogim i każącym. Teresa nauczyła nas, że Bóg nie jest niebezpieczny, że nie jest matematykiem liczącym tylko nasze upadki i grzechy, że kocha nas i dzieje się tak nie dlatego, że jesteśmy tego godni i na to zasługujemy, ale ponieważ to On jest Miłością…
Analogicznie, to również między innymi dzięki zwykłej, a przepełnionej czułością i dobrocią postaci swojej matki, Teresa zrewolucjonizowała i stała się prekursorką Soboru Watykańskiego II, gdy idzie o cześć i kult Najświętszej Maryi Panny, o której mówiła, że jest dużo bardziej matką niż królową. W swoich pismach tak to wyjaśnia: „O jakże chciałabym być kapłanem, aby mówić kazania o Maryi. Najpierw wskazałabym, do jakiego stopnia życie Najświętszej Dziewicy jest mało znane. Nie należałoby mówić o niej rzeczy nieprawdopodobnych lub o których się niewiele wie. Aby kazanie o Najświętszej Dziewicy było owocne, musi ukazać jej życie tak, jak ukazuje je Ewangelia. Ukazują Matkę Najświętszą niedostępną, a przecież Jej życie było całkiem zwyczajne, proste, żyła z wiary tak jak my. Maryja woli, gdy ją naśladujemy, niż gdy podziwiamy, a jej życie było takie proste”.
Na koniec chciałbym przytoczyć modlitwy, jakimi Kościół modli się w dzień wspomnienia naszych Świętych. Wspomnienie Zelii i Ludwika przypada na 12 lipca. Dlaczego? Bo właśnie o północy z 12 na 13 lipca w kościele Notre Dame w Alençon odbył się ich ślub. Oto modlitwa tego dnia: „Boże, który udzieliłeś świętym Ludwikowi i Marii Zelii łaski kroczenia ścieżką świętości jako chrześcijańskim małżonkom i rodzicom, daj nam za ich wstawiennictwem i przykładem kochać Cię i wiernie Ci służyć, odpowiadając godnie na nasze powołanie”.
Wspomnienie świętej Tereski to już bardziej znany dzień, a data to 1 października. Teresa bowiem odeszła do Pana 30 września 1897 roku, zapowiadając, że będzie po swej śmierci z Nieba zsyłać deszcz róż. Oto modlitwa, jaką w ten dzień modli się cały Kościół: „Boże, Ty otwierasz bramy swojego królestwa pokornym i małym, spraw, abyśmy z ufnością wstępowali w ślady świętej Teresy od Dzieciątka Jezus i za jej wstawiennictwem osiągnęli Twoją wieczną chwałę. Amen”.






