
Przeniesienie ciała śp. ojca Bernarda Smyraka OCD z Łodzi do Zawoi
2026-02-11
Pieśń duchowa: Prolog i założenie – św. Jan od Krzyża | AUDIOBOOK
2026-02-12
Zelia Martin – niewiasta dzielna
Mężatka, matka, siostra, przyjaciółka, pracodawczyni. Pełni w życiu różne role oraz pielęgnuje wiele relacji. We wszystko, co robi, wkłada całe swe kobiece serce. Współbrzmiewa w niej roztropny umysł i bogata uczuciowość. Widać to w jej korespondencji, gdzie pisze o blaskach i cieniach codzienności. Spotykamy tam prawdziwą Zelię – jest szczera, pokorna, pisze do najbliższych osób, więc może sobie pozwolić na bycie sobą. Całość prześwietla głęboka wiara, którą Zelia dzieli się naturalnie i subtelnie.
Chociaż wprost nigdy nie używa takiego określenia, to w jej duchowości bardzo wyraźnie wybrzmiewają rady ewangeliczne: czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Zelia pokazuje, że droga rad ewangelicznych jest możliwa dla osób świeckich, małżonków i rodziców. Możliwe, że Zelia była inspiracją dla swoich córek, które później, poprzez konsekrację, ślubowały życie radami ewangelicznymi. Może zainspiruje również nas? Zapraszam, by przyjrzeć się bliżej poszczególnym radom w życiu Zelii Martin.
CZYSTOŚĆ ZNACZY MIŁOŚĆ…
O miłości do Boga Zelia raczej nie pisze. To coś, o czym się nie mówi, tylko pokazuje czynami. Zelia troszczy się o wierność modlitwie, uczestniczy codziennie w Eucharystii, ale nie jest to powierzchowna pobożność. Jej relacja z Bogiem jest żywa, wpisana w wydarzenia codziennego życia i ponadczasowa. Zelia często odwołuje się do wieczności: ziemia nie jest naszą prawdziwą ojczyzną (7 – numeracja listów pochodzi z książki Korespondencja rodzinna, Zelia i Ludwik Martin, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2015).
Pierwszym po Bogu jest mąż Ludwik. Kocha go „bardziej niż własne życie” (46). Zwierza się: „jestem z nim nadal szczęśliwa; on jest tego przyczyną, że życie moje jest bardzo miłe. Mąż mój – to święty człowiek” (1). Zelia potrafi wyznać swoje uczucia, jej mąż wie, że jest kochany. Podczas chwilowej rozłąki pisze do niego: „chciałabym czym prędzej być przy Tobie, mój kochany Ludwiku. Kocham Cię z całego serca i czuję, że podwaja się jeszcze moje uczucie przez to pozbawienie się twojej obecności. Byłoby dla mnie niemożliwością żyć z daleka od Ciebie” (108), a przy innej okazji: „moja radość jest tylko z Tobą, mój drogi Ludwiku” (179).
Sakramentalne małżeństwo ma dla Zelii wymiar wieczny: „bylebym tylko dostała się do nieba, z moim kochanym Ludwikiem” (20). Tego samego życzy bratu i bratowej: „byście żyli razem na ziemi i byście połączyli się w niebie” (20).
W Zelii odzywa się czasem nostalgia za życiem zakonnym. Dzieje się tak w chwilach większego zmęczenia i natłoku doczesnych zmartwień. Sama zauważa, że jest to przejściowe uczucie. Macierzyństwo to całe jej życie, pasja i radość: „kocham dzieci do szaleństwa. Urodziłam się po to, by je mieć” (83). To szczęście przeplata się z troską i cierpieniem, jednak Zelia nie wychowuje dzieci dla siebie, ale dla Boga. Przyznaje, że bardzo chciałaby mieć syna, jednak z radością przyjmuje kolejne córki jako dar.
Pomimo wielu obowiązków przejmuje opiekę nad chorym ojcem, zabiega, by ten zamieszkał wraz z nią i jej rodziną: „nasz ojciec jest wspaniały, ale obecnie ma już pewne starcze manie. Dzieci muszą je znosić i jestem na to całkowicie przygotowana” (20). Towarzyszą razem ojcu, aż do jego śmierci.
Zelia jest mocno związana z rodzeństwem. Zarówno siostrę, jak i brata z rodziną otacza żywym uczuciem: „co do mojej miłości to chyba się podwoiła. Kocham Cię bardzo, a moją bratową tak samo jak Ciebie” (19). Razem z listami płynie wiele podarunków, często bez okazji, mających wspomóc kochane osoby. Raz to jest gęś, innym razem płótno, kiedy indziej zabawki dla dzieci. Zelia potrafi też cieszyć się tym, co otrzymuje, przelewa wdzięczność na papier: „dziękuję za wszystko, coście dla mnie uczynili, jestem wzruszona do głębi serca” (207).
Kiedy jest taka potrzeba, Zelia angażuje się w sprawy społeczne. Walczy pomiędzy powinnością a własną nieumiejętnością i lękiem, nie przestając powierzać się Matce Bożej Nieustającej Pomocy. Kiedy uda się doprowadzić sprawę do końca, pisze z ulgą do bratowej: „dla mnie to było wielkie wydarzenie w moim życiu; nigdy go nie zapomnę, a zwłaszcza sceny na policji” (129).
Świadomie formuje swoje serce do miłości bliźniego, zwłaszcza trudnego bliźniego: „nie wiem, dlaczego nie czuję do niej sympatii (...), chcę się zmienić całkowicie, wykorzystuję każdą okazję, by mówić dobrze o tej damie” (75).
Zelia potrafi być przyjaciółką i potrzebuje przyjaciół, by dzielić z nimi swoją codzienność, porozmawiać, wypowiedzieć swoje serce: „lubię z Tobą pogwarzyć o wszystkim, co mnie zajmuje” (65).
UBÓSTWO ZNACZY ZAUFANIE…
Im więcej trudnych spraw, tym więcej okazji do zawierzenia. Zelia nim oddycha jak powietrzem. Ze swojej ludzkiej strony robi wszystko, co może, ale jest świadoma zależności od Boga i w Nim pokłada nadzieję, zarówno jeśli chodzi o sprawy materialne, jak i duchowe: „Bóg pomaga wszystkim, którzy w Nim ufność pokładają” (1). Pisze do brata, który wstępuje na ścieżkę zawodową: „twój sukces zawdzięczasz nie swoim zdolnościom czy inteligencji, ale samemu Bogu” (81).
Zelia jest kobietą zaradną, przedsiębiorczą, na równi z mężem pracuje na utrzymanie rodziny: „choć jesteśmy zrujnowani, spodziewam się, że będę mogła zarobić na życie handlem koronkami” (66). Pracuje dużo i ciężko. Jej główną motywacją jest zapewnienie przyszłości dzieciom, ale wie, że jej możliwości są ograniczone: „byłam obciążona pracą i różnymi kłopotami, ale miałam tę siłę, ufałam, że przyjdzie mi pomoc z wysoka” (65).
W życiu zawodowym jest raz lepiej, raz gorzej. Własna firma to duża odpowiedzialność i stres, niekiedy zyski są większe, niekiedy nie ma ich wcale. Doświadczenie życia i zmysł wiary podpowiadają Zelii, że „stała pomyślność oddala od Boga. On nigdy nie prowadzi swoich wybranych tą drogą” (81).
W rodzinie Martin podtrzymywany jest wielki szacunek do niedzieli jako dnia Pańskiego. Zelia wspomina przy okazji: „jestem zdania, że należy bardzo na to uważać, żeby nie pracować w niedzielę” (74). Wie, że nie przyniesie to bogactwa jej rodzinie. Wzorując się na mężu, który w tej kwestii jest bardziej radykalny niż ona, deklaruje, że nie będzie robić zakupów w niedzielę, chyba że zabraknie „bułeczek dla dzieci – to je kupię” (140).
Uczciwość to dla Zelii wartość większa niż zysk materialny. Gdy na skutek postępującej choroby jest zmuszona sprzedać swój zakład, troszczy się o potencjalnych kupców: „prosiłam Najświętsze Serce Jezusa o to, żeby sprawa nie doszła do skutku, gdyby to miał być zły interes dla tych, którzy chcą zakład nabyć. Gdybyśmy chcieli, sprzedaż byłaby już załatwiona, ale poczuwałam się do obowiązku, by kupującym otworzyć oczy na pewne trudności, bo widzieli wszystko w różowych kolorach” (183).
Największą próbą zawierzenia dla Zelii jest jednak rodzicielstwo. Nie może karmić piersią, więc z drżeniem serca powierza swoje maleńkie dzieci mamkom i z tęsknotą czeka, by móc je zabrać do domu. Dzieci chorują, medycyna bywa bezradna, ale jeszcze większa jest bezradność matki wobec konającego dziecka. Ten dramat Zelia i Ludwik przeżywają aż czterokrotnie. „Razem ofiarowaliśmy ją Bogu” (52) – napisała Zelia po śmierci córki – „jestem poddana woli Bożej, choć odczuwam wielki ciężar straty kochanej córeczki. Jednak najbardziej żałuję, że nie rozumiałam lepiej jej stanu, i nie mogę znaleźć pocieszenia” (52).
Zelię w doświadczeniu niewyobrażalnej straty podtrzymuje nadzieja przekraczająca próg śmierci: „kiedy zamykałam oczy moim kochanym dzieciom i kiedy je grzebałam, odczuwałam ból, ale zawsze był on połączony z poddaniem się woli Bożej. Nie zostały stracone na zawsze. Życie jest krótkie i pełne cierpień, a po tym życiu odzyskamy je w górze” (72).
Zelia dzieli się przeżywanymi trudnościami, nie wypiera ich, nie zaprzecza. Wie jednak, kiedy zamilknąć i pójść na całość w zaufaniu: „Nie szemrajmy. Dobry Bóg jest Panem: może nam zesłać, dla naszego dobra, mniejsze lub większe cierpienie, ale nigdy nie zabraknie nam Jego pomocy i łaski” (71).
POSŁUSZEŃSTWO ZNACZY WSŁUCHIWANIE SIĘ…
Zelia idzie za tym, czego pragnie Bóg. Wie, że „najmądrzejszą i najprostszą rzeczą jest zdać się na wolę Bożą i z góry przygotować się do niesienia krzyża możliwie najodważniej” (51), choć nie przychodzi jej to łatwo.
Najtrudniejszym doświadczeniem dla Zelii jest śmierć dzieci. Żałoba odciska piętno na wrażliwej kobiecie i zaszczepia w niej lęk, z którym próbuje sobie poradzić, ilekroć rodzi się kolejne dziecko. Czy zdoła je wykarmić? Czy będzie zdrowe? Czy przeżyje? Zelia wyznaje z głębi serca: „ile mam obaw związanych z przyjściem tego dziecka, którego się spodziewam. Myślę, że ten lęk jest gorszy niż samo nieszczęście. Kiedy nieszczęście nadchodzi, dość łatwo godzę się z wolą Bożą, ale lęk jest dla mnie jedną wielką udręką. Lepiej oddać wszystko w ręce dobrego Boga i czekać na wydarzenia w spokoju oraz przyjąć je z poddaniem się woli Bożej. Tak też usiłuję postępować” (45).
Skomplikowana sytuacja firmy, zależność od – jak powiedzielibyśmy dzisiaj – podwykonawców, nie pozwala spać spokojnie. Zelia nie udaje, że jest ze skały. Wyznaje wprost: „jest czym się martwić i przeżywa się koszmar. Ale cóż robić? Trzeba zdać się na wolę Bożą i jak najmężniej stawiać czoło przeciwnościom” (40).
Ważne decyzje podejmuje razem z mężem. W korespondencji można wyczuć atmosferę wzajemnego słuchania, dialogu, szacunku. Zelia, choć przywiązana do swojej racji, jest otwarta na to, aby mąż konsultował się z kimś innym: „Ludwik jest niezdecydowany. Namawiam go stale i wiem, że skłoniłabym go do decyzji, ale chciałabym, by się oparł nie tylko na moim zdaniu” (70).
Kiedy nasila się choroba Zelii, ta próbuje odnaleźć się w nowych, trudnych okolicznościach: „wzdycham za odpoczynkiem, brak mi odwagi do dalszej walki, czuję potrzebę większego skupienia, by pomyśleć o swoim zbawieniu, w czym przeszkadzają mi światowe kłopoty” (172). Bierze jednak życie takim, jakim jest. Rozeznaje w codzienności małe znaki czasu i przyjmuje łaskę w tym, co przychodzi: „jakkolwiek by było, korzystajmy z tego cennego czasu, jaki nam pozostaje, i nie zadręczajmy się. W końcu stanie się tylko to, czego chce dobry Bóg” (177).
Nieuleczalna choroba to ostateczna próba dla kochającej żony i mamy piątki dzieci: „mam nadzieję, że zostanę uzdrowiona” (202), „ufam bardzo, ale jestem całkowicie gotowa przyjąć to, co zechce dobry Bóg” (206). W ogromnym cierpieniu fizycznym prosi o wsparcie modlitewne: „módl się za mnie, o poddanie woli Bożej i cierpliwość...” (213).
Na przestrzeni całego życia Zelii rady ewangeliczne rozkwitają. Jej zdolność do miłości poszerza się, obejmując kolejne osoby. Aż do kresu dojrzewa zaufanie, że Bóg zajmie się wszystkim. Umacnia się pragnienie wypełnienia Jego miłującej woli. Czysta miłość, ubóstwo i posłuszeństwo stają się drogą, jaką Zelia idzie ku świętości.
„Chcę być świętą – pisze – a to nie przyjdzie łatwo. Trzeba wiele obciosać, a drewno jest twarde jak kamień”. I dodaje z właściwym sobie realizmem i humorem: „trzeba było zabrać się do tego wcześniej, kiedy było to łatwiejsze, ale lepiej późno niż wcale” (110).
Zelia Martin, świecka święta kobieta. Piękna i silna tym, że nie polega na sobie. Podobnie jak później jej najmłodsza córka, przeczuwa intuicją wiary, że „wszystko jest łaską, że Bóg wszystko czyni w niej i dla niej, i czyni to z czystej dobroci i miłosierdzia” (202).






