Miałam tę łaskę od Boga, że gdziekolwiek byłam, umiałam podobać się wszystkim i wszędzie byłam lubiana…
25 lipca, 2016
Jak się to dzieje, Boże mój, że dla duszy,pragnącej jedynie Tobie być przyjemną, odpocznienie takie staje się umęczeniem?
25 lipca, 2016

Kiedy się człowiek zwraca ku ludziom, jest najgłębiej związany z Tobą…

o. Reinhard Körner OCD, Zamyślenia nad dziedzictwem Teresy od Jezusa

Wydawało mi się, że źle przeczytałem, gdy po raz pierwszy natrafiłem na następujące słowa w jednym z pomniejszych pism Teresy: „O Jezu mój, jakże wielka jest ta miłość Twoja, którą miłujesz synów ludzkich! Bo to jest największa przysługa, jaką Ci oddać może dusza, gdy dla miłości bliźnich i dla ich zbawienia Ciebie opuści!” (Wołania duszy do Boga, 2, 2). Żeby zatem zrozumieć tę zdumiewającą wypowiedź, trzeba przytoczone zdanie odczytać najpierw w tym sensie, w jakim przypuszczalnie byśmy go oczekiwali, mniej więcej w ten oto sposób: Bo to jest największa przysługa, jaką Ci oddać możemy, gdy z miłości do Ciebie opuścimy ludzi, a zwrócimy się tylko ku Tobie… W każdym razie po dziś dzień często można spotkać się z przeświadczeniem, jakoby koniecznym warunkiem doskonałej pobożności było opuszczenie „świata” i bliźnich, by w sposób niezakłócony i niepodzielny móc oddać się Bogu.

Teresa wyraźnie i zdecydowanie się temu sprzeciwia. Alternatywa: Bóg albo człowiek – jest jej obca. W jej przyjacielskim obcowaniu z Chrystusem, które nie ona zainicjowała, lecz On, Teresa poznaje, jak wielka jest Jego „miłość do dzieci ludzkich”. W ten sposób jej życie staje się życiem razem z Nim. Całe jej poszukiwanie Boga, cała jej modlitwa, jako przyjacielskie bycie z Chrystusem i w Chrystusie w konsekwencji nie ma na celu czysto osobistej, wewnętrznej zażyłości z Bogiem, ale staje się podstawą przyjacielskich relacji z bliźnimi. W Jezusie wyczytuje ona, że Bóg nie pragnie wyrzeczenia się relacji międzyludzkich, lecz ich pogłębienia i uzdrowienia.

Pobożność nastawiona wyłącznie na relację do Boga, gdy się jej dokładnie przyjrzeć, jest ucieczką przed Bogiem i przed Jego „miłością do dzieci ludzkich”. Stanowi ona przeszkodę na drodze do pełnej ludzkiej dojrzałości, staje się niesprawiedliwa względem bliźnich i prowadzi w końcu do rozminięcia się z Bogiem, w każdym razie z tym Bogiem, który w Jezusie objawił się jako Ten, który zwraca się do swych stworzeń i szuka tych, które wraz z Nim chcą kochać i być kochane – z których ludzkimi sercami mógłby się „złączyć” i stanowić jedno w miłości.

Prawda, że Teresa ostrzega przed tak zwanymi „odrębnymi przywiązaniami” (por. Droga doskonałości, rozdz. 4). Jednakże w ten sposób zwraca się ona nie przeciw prawdziwym relacjom międzyludzkim, ale przeciw tym sposobom zachowania, które raczej są sprzymierzaniem się przeciwko innym we wspólnocie, a więc niewiele mają wspólnego z przyjaźnią. Właśnie takie sposoby zachowania mogą zostać przezwyciężone i uzdrowione tam, gdzie na bazie przyjaźni z Bogiem podąża się drogą przyjaźni z bliźnimi.

Jezus ani nie rozwiązał miłości bliźniego na korzyść miłości Boga, ani też miłości Boga na korzyść miłości bliźniego. Jedna z drugą jest związana, również w ich ustawicznym napięciu. Przy czym „miłość” nie jest jedynie ogólnym uczuciem do wszystkich ludzi. Teresa przeżywała głębokie, bardzo konkretne przyjaźnie z kobietami i mężczyznami. Niekiedy nawet boleśnie odczuwała brak ich bliskości, lecz nie było to oznaką jej „niedoskonałości”. O wiele bardziej została ona w ten sposób uświadomiona, jak ważna jest w jej życiu również ludzka sympatia i jak bardzo potrzebuje do życia przyjaźni – właśnie ze względu na swoją miłość do Boga. Ani nie zamienia ona Boga na człowieka, ani też człowieka na Boga – gdyż w takim wypadku straciłaby zarówno ludzi, jak i Boga…