Noc ciemna
15 listopada, 2016
Żywy płomień miłości
15 listopada, 2016

Pieśń duchowa

Wprowadzenie

Pisma św. Jana od Krzyża posiadają siłę budowania osobowej komunii. Zagłębiając się w ich lekturę, właściwie nie dochodzi do powstania relacji pomiędzy współczesnym czytelnikiem a książką sprzed ponad 400 lat, ale do spotkania z ich autorem. Czas, który nas dzieli od niego, praktycznie nie gra roli. Przypomina o nim jedynie trochę dziwny język i terminologia prawie już niespotykana we współczesnym języku polskim albo używana w zupełnie innym znaczeniu: pożądania, zmysły, smak zmysłów. Umiłowany, Oblubieniec, oczyszczenie, noc, oschłości, otchłanie władz duchowych, etc. Trudności te można jednak przezwyciężyć, jeżeli istotnie dojdzie do osobowego spotkania, z którego chcemy wyjść bogatsi duchowo. Miłość wszystko zwycięża. Kto nie szuka w pismach Jana od Krzyża przyjaciela, który go poprowadzi życiową drogą ku spotkaniu z Umiłowanym, bardzo szybko się zniechęci takimi drobiazgami, jak terminologia czy brak zrozumienia niektórych myśli.

Pisma te są owocem osobistego doświadczenia Boga i przeżycia „szczęśliwej przygody” zakończonej zjednoczeniem przemieniającym i przebóstwiającym, po którym ich autor wyśpiewał z radości: „Moje są niebiosa i moja jest ziemia, moje są narody, moi grzesznicy i sprawiedliwi! Aniołowie są moi, Matka Boża jest moja, wszystkie rzeczy są moje, i sam Bóg jest moim i dla mnie, gdyż Chrystus jest mój i wszystek dla mnie!” (por. 1 Kor 3, 21-23). Cel, ku któremu Jan od Krzyża pociąga czytelnika, wart jest wszystkich wyrzeczeń. Człowiek nie tylko spotyka Boga, ale odzyskuje wszystko, co Bogu oddał z miłości. Wraca do rzeczywistości ziemskiej całkowicie odmieniony; nie jak człowiek, który na wszystkim chce zarobić i wszystkim się nasycić, ale jako osoba wolna, do której należy cały świat i może się cieszyć jego pięknem nieprzyćmionym własną zachłannością.

W naszych rękach znajduje się jedno z tzw. dzieł większych mistycznego Doktora Karmelu; jedyne dzieło pisane prozą ukończone i niejako „wypieszczone” przez autora. Pracuje nad nim w całym pisarskim okresie swojego życia (1578-1586), nieustannie je poprawiając i dopracowując. Przyczyna tak długiej pracy nad tym dziełem leżała w dużej liczbie trudnych do pogodzenia ze sobą elementów: trudnej do wypowiedzenia treści mistycznej, odpowiedniej formy przekazu, zamiaru dydaktycznego. Kiedy poprawiony został jeden z elementów, zniekształceniu ulegał inny i w ten sposób Jan od Krzyża czuł się zmuszony ciągle coś poprawiać. W rezultacie tej wytężonej pracy posiadamy obecnie dwie wersje dzieła i trudno jednoznacznie ocenić, która z nich jest lepsza jako całość. Nie ulega wątpliwości, że wersją ostateczną jest Pieśń duchowa B, prezentowana w niniejszym wydaniu. Jest to wersja najlepsza z punktu widzenia pedagogiczno-teologicznego, o który Świętemu najbardziej chodziło, co nie oznacza, że najlepsza pod każdym innym względem.

Kompozycja dzieła

W procesie powstawania Pieśni duchowej można wyróżnić kilka etapów:

  1. Mistyczne doświadczenie autora ubogacone kierownictwem duchowym innych dusz mistycznych.
  2. Pierwotny poemat. Składa się z 39 strof, z których 31 Jan od Krzyża komponuje w toledańskim karcerze, a dalszych osiem dopisuje w późniejszych latach.
  3. Pieśń duchowa A. Jest to pierwsza redakcja 39 strof poematu, którą Święty kończy w Grenadzie w roku 1584, całość dedykując swojej świątobliwej przyjaciółce, karmelitance bosej Annie od Jezusa.
  4. Pieśń duchowa A. Jest to po prostu poprzednia wersja z naniesionymi przez Świętego poprawkami, które miały wnieść więcej prostoty i jasności.
  5. Pieśń duchowa B. Składa się z poematu liczącego 40 strof oraz komentarza, ukończonego w Grenadzie w 1586 roku. Jest to owoc przepracowania całego dzieła. W stosunku do poprzedniej wersji Jan dodaje jedną strofę (Odkryj swoją obecność – nr 11), zmienia porządek 18 strof centralnych: od 16 do 33, dodaje adnotację przed każdą strofą, rozbudowuje i przepracowuje cały komentarz. Podstawowy kodeks tego dzieła znajduje się w Jaen.

Owocem kilkuletniej pracy autora są więc dwa uporządkowania tego samego dzieła: Pieśń duchowa A oraz Pieśń duchowa B, obydwa aktualne i genialne. Pierwsze posiada charakter bardziej liryczny i jest bogatsze literacko; drugie jest bardziej uporządkowane, kompletne i bogatsze w treść teologiczną.

Struktura redakcyjna „Pieśni duchowej”

Struktura wewnętrzna obydwu redakcji Pieśni jest taka sama: składają się na nią komentarze do strof poematu. Wprawdzie Jan zapowiada w Prologu (3), że będzie miał na uwadze aspekt doktrynalny dzieła, jednak w całości komentarz dominuje nad organicznym „wykładem”, który zawsze jest podporządkowany kadencji strof. Coś zupełnie przeciwnego możemy obserwować w Drodze na Górą Karmel, gdzie autor nie jest w stanie trzymać się komentarza. Porządek strof drugiej redakcji Pieśni narzucony zostaje przez proces postępującej miłości pomiędzy duszą-oblubienicą a Chrystusem-Oblubieńcem. Korpus Pieśni, układa się w sposób następujący:

– Wprowadzenie do strofy, które jest cechą charakterystyczną drugiej redakcji i dotyczy prawie wszystkich strof. Ma ono podwójne zadanie:

  1. pokazać ścisłe powiązanie strof i komentarza i nawiązać do postępującego procesu miłości;
  2. ukazać treść i program Pieśni w szerszym kontekście, wskazując także na aspekty rozwinięte już w innych dziełach. – Przytoczenie strofy (zgodnie z zapowiedzią w Prologu). W dwóch przypadkach Jan przytacza dwie strofy jednocześnie: 14 i 15 oraz 20 i 21 z uwagi na tożsamość argumentu.

– Ogólne wprowadzenie w treść strofy (deklaracja) ma miejsce bezpośrednio po przytoczeniu strofy, a przed rozpoczęciem komentarza. Zapowiada treść danej strofy i objaśnia jej relację do uprzednio komentowanych. Zamysł jest oczywisty: ma to uwidocznić postęp duchowy. W niektórych fragmentach komentarza można dostrzec zmaganie się mistyka z poetą, próbę pogodzenia mistycznej treści z poetycką formą.

– Właściwy komentarz każdego wersetu lub grupy wersetów stanowiących tematyczną całość. Nietrudno zauważyć tu dwie płaszczyzny mocno ze sobą splecione. Na plan pierwszy wysuwa się płaszczyzna narracyjno-opisowa, stanowiąca niejako bezpośrednie wyjaśnienie pierwotnego doświadczenia, które znajduje się u podstaw poematu. Stąd też posiada charakter autobiograficzny: „dusza-oblubienica” (czyli Jan od Krzyża) opowiada o sobie. Druga płaszczyzna, przeplatająca się z tą pierwszą, ma charakter doktrynalny. Na tej drugiej płaszczyźnie Doktor Mistyczny stara się teologicznie usprawiedliwić życiową treść zawartą w jego poezji. W dużej mierze jest to realizacja obiecanych w Prologu (3) wyjaśnień. Płaszczyzny te nie tworzą jednak odrębnych traktatów. Doświadczenie i doktryna, aspekt autobiograficzny i teologiczny, chronologiczny postęp duchowy i zamiar dydaktyczny dzieła – są obecne w dziele jako takim, nie zaś w wyróżnionych działach. Wspomnienie historycznego doświadczenia, czy inaczej – deklaracja danej strofy, zwykle dotyka dwóch spraw: po pierwsze wyjaśnia pierwotne doświadczenie, przekładając język symboli na język pojęć; po drugie niejako lokalizuje duchowy stan lub okres na „skali postępu mistycznego”. W doktrynalnych fragmentach dzieła Jan od Krzyża nie ogranicza się do treści swego poematu. Owe teologiczne wstawki są niejako inkrustowane w dzieło poetycko-narracyjne. Pojawiają się głównie w postaci: dygresji dotyczących pobocznych kwestii doktrynalnych; wyjaśnień dotyczących duchowej sytuacji duszy, opiewanej w danej strofie lub wersecie; podziałów i klasyfikacji rozwijanych tematów i zagadnień lub okresów przeżywanych przez duszę.

Pieśni duchowej Jan od Krzyża objawia się jako mistyk, poeta, pisarz i teolog. Wymieszanie tych elementów należy jednak uznać za wielkie bogactwo literacko-doktrynalno-duchowe. Stąd też ważne jest, aby dzieła tego nie czytać wyłącznie według jednego ze wspomnianych kluczy. Cała trudność sprowadza się zatem do wyróżnienia płaszczyzny doświadczalnej i doktrynalnej. Pierwsza znajduje swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w poemacie, natomiast w komentarzu obydwie płaszczyzny są ze sobą wymieszane. Właściwa egzegeza Pieśni wymaga znajomości relacji, jakie zachodzą pomiędzy osobistym doświadczeniem autora, jego symboliczno-poetyckim wyrazem a komentarzem napisanym prozą.

Organizacja tematyczna strof

Kompozycja Pieśni duchowej B stanowi pewne odejście od pierwotnego doświadczenia mistycznego autora, które jest opisane w Pieśni duchowej A, jest jednak ostatnim etapem procesu powstawania dzieła, które oznacza ostateczne ubogacenie drogą dalszego osobistego doświadczenia i ubogacenia pod względem doktrynalnym. W okresie potoledańskim autor bez wątpienia otrzymał jeszcze głębsze łaski mistyczne, mógł też pogłębić ich zrozumienie przez odpowiednią lekturę. Pisząc drugą wersję Pieśni, miał już na koncie inne dzieła (Droga na Górą KarmelNoc ciemnaŻywy płomień miłości) i znajdował się u szczytu swojej duchowej, teologicznej i pisarskiej dojrzałości.

Zabierając się do drugiej redakcji Pieśni, Jan pragnął dać czytelnikowi gruntowniej przemyślany program duchowej formacji, konsekwentniej łączący pierwotne doświadczenie z logicznym i ścisłym planem postępu duszy na drodze oblubieńczej miłości. Pociągnęło to za sobą konieczność zmiany kolejności strof. Różnice zaznaczają się bardziej w poemacie niż w komentarzu, gdzie Jan jedynie kontynuuje swoją pracę jako teolog i kierownik duchowy.

Rozpoczynając komentarz drugiej redakcji, Jan przedstawia schemat duchowej drogi, do którego doszedł, kończąc pierwszą redakcję (Pieśń duchowa A 27, 2). Uznał, że logiczniej będzie rozmieścić strofy w nieco innej kolejności. Porządek strof nie pokrywa się z pierwotnym doświadczeniem duchowym autora; Pieśń jest artystycznym przetworzeniem tego doświadczenia. Strofy opiewają życie duszy, jednak nie życie nadaje im uporządkowaną strukturę, lecz logika tkwiąca w umyśle poety”.

Historia miłości duszy i Umiłowanego nadal posiada ten sam rytm wstępujący i przedstawia się następująco:

  • poszukiwanie Umiłowanego-Oblubieńca z tęsknotą w sercu (strofy 1-12);
  • radosne spotkanie (13-15);
  • przeszkody i opóźnienia w całkowitym oddaniu się Oblubieńcowi (16-21);
  • pełne zjednoczenie protagonistów (22-23);
  • pieśń tryumfalna oblubienicy z powodu nowej sytuacji (24-30);
  • zestawienie porównawcze czasu obecnego z minionym (31-35);
  • radość zjednoczenia i tęsknota za chwałą ostateczną (36-40).

W takim uporządkowaniu strof nie ma już wcześniejszego dysonansu pomiędzy poematem a komentarzem, widocznego zwłaszcza we fragmentach dotyczących etapu zaręczyn i małżeństwa duchowego (strofy 27 i 31).

Ta zawarta w Pieśni panoramiczna wizja duchowej drogi jest przejrzysta i zrozumiała. Ofiaruje wspaniałe przemyślenia dotyczące człowieka, stworzenia, łaski, Chrystusa, Trójcy Świętej i innych rzeczywistości, które implikuje duchowa doskonałość, nie zatrzymuje się jednak na ich stronie doktrynalnej. Perspektywa Jana od Krzyża ma charakter dynamiczno-operatywny. Jan jest zainteresowany nie tyle wyjaśnianiem pojęć, ile stosowaniem ich w życiu, co oczywiście nie jest rezultatem braku doktrynalnych podstaw, lecz założenia ich służebnej roli w stosunku do dzieła doskonalenia miłości. Takiej właśnie perspektywy wymaga doktrynalna synteza Pieśni duchowej.

Aktualność

Wielu zadaje sobie pytanie, dlaczego hiszpański mistyk, żyjący ponad cztery wieki temu, jest nadal bliski ludziom wierzącym? Wielu także próbowało na to pytanie odpowiedzieć. Prawdopodobnie jednak każdy z jego czytelników i duchowych uczniów ma swoją własną, bardzo osobistą odpowiedź. Stąd nawet odpowiedzi wielkich współczesnych myślicieli i mistrzów duchowości mają jedynie cząstkowy charakter.

Kardynał A. Ballestrero, niedawno zmarły karmelitański arcybiskup Turynu, poruszając temat aktualności Jana od Krzyża, wskazywał głównie na fakt, że jego przekaz ma charakter autobiografii. Zatem nie jest to jakaś teologiczna doktryna, ale świadectwo, o którym trudno dyskutować. Pozostaje jedynie zająć wobec niego jakieś stanowisko. Świadectwo życia ma w sobie właśnie ową moc aktualności. Problem został podjęty także podczas sympozjum na PAT w 1991 roku. Wszystkie wątki istotne dla tego tematu znajdziemy w Liście Apostolskim Ojca Świętego Jana Pawła II do przełożonego generalnego Karmelitów Bosych, z okazji czterechsetlecia śmierci św. Jana od Krzyża (1991). Już w pierwszych słowach Wprowadzenia zawarta jest odpowiedź na nasze pytanie: Jan Paweł II mówi o autorze Pieśni duchowej jako „mistrzu w wierze i świadku Boga żywego” oraz podnosi jego „świętość” i „mądrość”. W centrum naszego zainteresowana powinna znaleźć się pierwsza cecha Świętego – mistrzostwo w wierze, gdyż wszystkie następne są właśnie jej podporządkowane.

Od mistrza zależy wartość jego nauki i duchowego przewodnictwa. Stąd nie powinno nas dziwić, że Jan Paweł II najpierw zatrzymuje się nad osobą Doktora Mistycznego, by na końcu sformułować przesłanie jego życia i doktryny. To przesłanie Papież streszcza w formule: przewodnik dla szukających Boga.

Jan od Krzyża przyciąga zwolenników różnych wartości: humanitarnych, estetycznych, religijnych, poetyckich, jednak dziedziną jemu właściwą jest Bóg i powołanie człowieka do zjednoczenia z Nim. Mistycy tego pokroju, co on, „są wielkimi świadkami prawdy o Bogu i nauczycielami, za których pośrednictwem Ewangelia Chrystusa i Kościół katolicki spotykają się niekiedy z pozytywnym przyjęciem wśród zwolenników innych religii”. Tym bardziej może być przewodnikiem dla chrześcijan szukających głębokiego zjednoczenia z Bogiem.

Jan od Krzyża uczy nadal nie tylko dróg Ducha, prowadzących na szczyty Góry Karmel ,ale także łączenia „wiary i kultury, doświadczenia i nauki”, wierności łasce chrztu świętego, przylgnięcia do Kościoła, głębokiej odnowy wewnętrznej, wspólnotowej i kulturowej.

Podsumowując, można powiedzieć tak: aktualność Pieśni duchowej ma swoje źródło, z jednej strony, w niezmienności natury ludzkiej, z drugiej zaś w niezmienności praw duchowego rozwoju, tj. praw Bożej pedagogiki. Stąd też prawdziwi mistrzowie ducha są zawsze aktualni. Pozostaje problem języka, którym się posługują. W przypadku Jana od Krzyża należałoby wręcz mówić o dwóch językach: języku teologii scholastycznej oraz języku hiszpańskim szesnastowiecznej Kastylii. Mimo ich archaiczności wielu współczesnych wierzących i poszukujących wciąż podejmuje próbę poddania się kierownictwu duchowemu Jana, starając się przebić przez problemy językowe, literackie i kulturowe. Może to oznaczać tylko jedno: Jan od Krzyża jest mistrzem duchowym takiej rangi, że warto podjąć wysiłek przezwyciężenia tych trudności, aby móc korzystać z jego przewodnictwa.

Na koniec wypada życzyć czytelnikom Pieśni duchowej, by oprócz wartości poetyckich i literackich (na ile to umożliwia tłumaczenie) odkrywali w niej świadectwo Słowo Boże, zdolnego przynosić obfite owoce światła i miłości oraz otwartości na Ducha, który przez Jana od Krzyża chce doprowadzić w nas do końca dzieło rozpoczęte na chrzcie świętym.

o. Jerzy Gogola OCD

Św. Jan od Krzyża,
Pieśń duchowa,
Wydawnictwo Karmelitów Bosych,
Kraków 2002

Prolog

IHS. + MAR.

Objaśnienie strof, które mówią o wzajemnej miłości pomiędzy duszą a jej Oblubieńcem Chrystusem, gdzie omawia się i objaśnia stopnie i skutki modlitwy, napisane na prośbę Matki Anny od Jezusa, przeoryszy karmelitanek bosych klasztoru św. Józefa w Grenadzie w r. 1584.

1. Strofy te, Czcigodna Matko, wydają się napisane w zapale gorącej miłości ku Bogu, którego mądrość i miłość jest tak wielka, że jak mówi Księga Mądrości, „dosięga od końca aż do końca” (8,1). Dusza też przepojona i pobudzona tą miłością wykazuje podobną obfitość i zapał w swoich wypowiedziach. Dlatego nie myślę bym tutaj wyjaśnił je w tej rozciągłości i bogactwie, jakich użycza im płodny duch miłości. Byłoby to zresztą znakiem nieznajomości rzeczy myśleć, że mistyczne pieśni miłości, jakimi są te strofy, można dostatecznie wyjaśnić słowami. Bowiem „Duch Święty, który wspomaga niemoc naszą, przebywając w nas, jak mówi św. Paweł, prosi za nami wzdychaniem niewysłowionym (Rz 8, 26) o to, czego my nie możemy zrozumieć ani pojąć na tyle, aby to wyjaśnić.

Bo i któż może opisać to, co On pozwala zrozumieć duszom rozmiłowanym, w których mieszka? I kto ośmieli się wyrazić słowami to, co On im daje odczuć? Kto wreszcie może wyrazić pragnienia, które w nich wznieca? Na pewno nikt, nawet same te dusze, które to przeżywają. I to jest przyczyna, dla której nie w ścisłych naukowych określeniach, lecz raczej w słowach pełnych przenośni, obrazów i porównań dają nam one poznać nieco ze swych przeżyć i z pełności ducha wyjawiają sekrety i tajemnice.

Jeśli tych podobieństw nie czyta się z prostotą ducha miłości i w znaczeniu im właściwym, wydają się one raczej niedorzecznością niż istotną prawdą. Przykładem tego jest Pieśń nad pieśniami Salomona i inne księgi Pisma świętego, w których Duch Święty, nie mogąc wyrazić nadmiaru swej boskiej miłości słowami zwykłymi, powszechnie używanymi, wypowiada je w tajemniczych obrazach i podobieństwach. Stąd też, choć tyle razy przez świętych doktorów byty i będą objaśniane, to jednak nie ustaną nigdy dociekania nad nimi, gdyż tych tajemnic nie można wyrazić słowami. Wszelkie też objaśnienia nie dorównują zazwyczaj głębi ich istotnego znaczenia.

2. A ponieważ i te strofy powstały w chwilach porywów miłosnych i głębokiego zrozumienia mistycznych tajemnic, nie można ich dokładnie objaśnić. Nie zdążam też do tego. Pragnę tylko rzucić na nie nieco ogólnego światła, według życzenia Waszej Wielebności. To zresztą będzie stosowniej sze. Bo lepiej jest wyjaśniać słowa miłości w ich szerokim znaczeniu, aby każdy według pragnienia i stanu swej duszy mógł w nich znaleźć pokarm, niż zacieśniać je do jednego znaczenia, które nie odpowie każdemu podniebieniu. Chociaż więc tutaj objaśnię je nieco, to jednak niekoniecznie trzeba się ograniczać do tego objaśnienia. Mądrość bowiem mistyczna wynikająca z miłości, o której mówią te strofy, nie musi być wyraźnie zrozumiana, by mogła spowodować w duszy miłość i skłonność uczuciową, gdyż rzecz ma się tu podobnie jak z wiarą, w której kochamy Boga, choć nie możemy Go pojąć.

3. W omawianiu zatem tych spraw będę bardzo zwięzły, choć przyznam, że nie mogę się bardzo ścieśniać, zwłaszcza co do niektórych części, gdzie sam przedmiot będzie tego wymagał, lub tam, gdzie będzie sposobność do objaśnienia niektórych stopni modlitwy i jej skutków, z których wiele wspomniano w strofach – nie można więc niektórych pominąć.

Pominąwszy więc zwykłe przeżycia duchowe, zajmę się pokrótce omawianiem wyższych stopni, przez jakie przeszły lub przechodzą dusze podniesione już przez łaskę Bożą z drogi początkujących. Czynię to najpierw dlatego, że dla początkujących napisano już wiele książek, a po drugie, że piszę to na życzenie Czcigodnej Matki, którą Pan nasz raczył wyprowadzić z początków i wprowadzić głębiej w łono miłości swojej.

A chociaż będą tu pojawiały się pewne określenia z teologii scholastycznej, dotyczące wewnętrznego życia duszy z Bogiem, ufam, że ten sposób mówienia nie będzie bez pożytku dla czystości ducha. Bo chociaż Wasza Wielebność nie ma studiów teologii scholastycznej, ułatwiających zrozumienie prawd boskich, nie zbywa jej jednak na znajomości wiedzy mistycznej, której się nabywa przez miłość. Ona to sprawia, że nie tylko się ją poznaje, ale równocześnie jej się kosztuje.

4. By zaś na tych objaśnieniach, w których poddaję się całkowicie orzeczeniom świętej Matki Kościoła i zdaniu ludzi lepiej ode mnie obeznanych w tych sprawach, można bezpiecznie polegać, nie będę się opierał na doświadczeniu własnym lub zaczerpniętym od innych osób duchowych, choć jedno i drugie dużo mi pomoże, o ile to nie będzie potwierdzone i wyjaśnione powagą Pisma świętego przynajmniej tam, gdzie rzecz będzie wydawała się szczególnie trudna do zrozumienia. Będę zaś pisał w ten sposób, że przytoczę najpierw teksty z łaciny, a następnie będę je objaśniał stosownie do danego przedmiotu.

Strofy zaś tych pieśni umieszczę wszystkie razem na początku, następnie będę przytaczał jedną po drugiej, by je objaśnić, zaś poszczególne wiersze każdej strofy przytoczę przed ich objaśnieniem.

KONIEC PROLOGU

PIEŚŃ MIĘDZY DUSZĄ I OBLUBIEŃCEM

OBLUBIENICA

1. Gdzie się ukryłeś,
Umiłowany, i mnieś wśród jęków zostawił?
Uciekłeś jak jeleń,
Gdyś mnie wpierw zranił;
Biegłam za Tobą z płaczem, a Tyś się oddalił.

2. Pasterze, którzy podążacie
Poprzez ustronia na szczyt wzgórza wyniosłego,
Jeżeli kędyś napotkacie
Mego nad wszystko Umiłowanego,
Powiedzcie, że schnę, mdleję, umieram dla Niego!

3. Szukając mojej miłości,
Pójdę przez góry i rozłogi.
Nie zerwę kwiatów,
Przed dzikim zwierzem nie uczuję trwogi,
Przejdę przez szyk obronny i graniczne progi!

4. Zagaję i puszcze
Rękami mego Oblubieńca zasadzone,
O łąki pełne zieleni,
Kwiatami ozdobione,
Powiedzcie, czy przeszedł wśród was, w którą stronę?

5. Rzucając wdzięków tysiące
Przebiegnął szybko wskroś boru cichego,
A jedno tylko spojrzenie
I blask Jego postaci
Okrył je szatą piękna czarownego.

OBLUBIENICA

6. Ach! I któż uleczyć mnie może!
Ukaż się mi już prawdziwie, bez cienia!
I nie chciej więcej wysyłać już do mnie
Tylko zwiastunów,
Którzy nie zaspokoją mojego pragnienia.

7. Te dzieła, co się wokół przesuwają,
Niosą mi pieśń o Twojej czarownej piękności.
I coraz głębiej duszę rozdzierają
Tak że niemal umieram,
Gdy mi szepcą o Twoich tajemnic wielkości.

8. Ach, czemu jeszcze trwasz,
Życie, co nie masz życia prawdziwego?
I ciągle tylko umierasz
Od uderzenia grotu miłosnego,
Gdy wchodzisz w tajemnice Umiłowanego.

9. Dlaczego, gdy rozdarłeś miłością
Me serce, nie dasz balsamu tej ranie?
I gdyś mnie porwał,
Czemuś mnie znowu zostawił?
I nie bierzesz zdobyczy w swoje posiadanie?

10. Ugaś te ognie rozpalone,
Bo nikt tego prócz Ciebie uczynić nie może,
I niech Cię ujrzą me oczy,
Boś Ty jest dla nich jak zorze
I tylko w Ciebie patrzeć chcą, o Boże!

11. Odsłoń przede mną obecność Twoją
I zadaj śmierć widokiem Twej boskiej piękności!
Wszak wiesz, że nic nie ukoi
Cierpień zadanych grotami miłości,
Tylko obecność Twoja, widok Twej istności!

12. O źródło kryształowe!
Gdyby mi teraz twa toń wysrebrzona
Odzwierciedliła nagle
Te oczy upragnione,
Których piękność w moim wnętrzu już jest nakreślona!

13. Odwróć się, Miły,
Wychodzę z mego istnienia!

OBLUBIENIEC

Zawróć, gołąbko,
Bo jeleń zraniony
Na wzgórzu wyłania się z cienia
Na powiew twego lotu, szuka orzeźwienia.

OBLUBIENICA

14. Mój Ukochany jest jak gór wyżyny,
Jak samotne doliny wśród gajów tonące,
Wyspy osobliwe,
Jak potoki rozgłośnie szumiące,
Jak tchnienie wiatru miłośnie wiejące.

15. Jak noc w spoczynku cichym pogrążona,
W chwili gdy się rozlewa blask zorzy rumiany,
Jak muzyka ciszą przepojona,
Samotność, w której brzmią organy,
Uczta, co moc i miłość daje na przemiany.

16. Pojmajcie nam liszki,
Bo winnica nasza już w pełnym rozkwicie,
W pęki podobne jak pinii szyszki
Złożymy róż kwiecie,
I nic się nie zjawi na wyniosłym szczycie!

17. Ustań, wichrze północny śmiercią tchnący,
A przyjdź ty, południowy, ze wspomnieniem miłości,
Powiej przez mój ogród,
Niech się rozleją w krąg twe wonności,
I będzie się pasł Miły wśród kwiatów świeżości.

18. Nimfy z judejskiej ziemi,
Gdy po kwiatach i krzewach pokrytych różami
Zapach się wokół rozlewa,
Zostańcie z dala, za twierdzy murami
I nie wkraczajcie w progi, gdzie mieszkamy sami.

19. Ukryj się, moja jedyna Miłości,
I patrz obliczem Twoim na górskie wyżyny!
Nie chciej wyjawiać skrytości,
Lecz spójrz na drużyny
Tej, co wysp tajemniczych przebiega doliny.

OBLUBIENIEC

20. Przez ptaki w swym locie swobodne,
Lwy, jelenie, rogacze skaczące,
Góry, doliny, rozłogi,
Wody, przestworza jaśniejące,
Upiory nocne sen niepokojące.

21. Przez lir słodkie dźwięki
I przez śpiew syren was zaklinam,
Byście nie sprawiały swym gniewem udręki,
Ni się zbliżały w murów otoczenia,
By miła spała pełna ukojenia.

22. Oblubienica wszedłszy utęskniona
Do ogrodu rozkoszy upragnionego,
Spoczywa czarem jego ukojona,
Oparłszy szyję
W słodkich objęciach Umiłowanego.

23. Pod drzewem jabłoni
Poślubiłem cię, ma miła,
Tam moją rękę ci oddałem,
I tam niewinność twoja powróciła,
Gdzie ją twa matka niegdyś utraciła.

OBLUBIENICA

24. Łoże nasze w kwieciu tonące,
Jaskiniami lwów wokół otoczone,
W purpurze całe,
Pokojem wzniesione,
Tysiącami złotych tarcz ozdobione!

25. Śladami Twoich kroków
Pobiegną dziewice w drogę
Za błyskiem skrzącym iskrami,
Za smakiem wina wytrawnego,
W zapachy balsamu Bożego.

26. W winnej piwnicy głębinie
Rozkosze mego Oblubieńca piłam,
A kiedym wyszła, w zewnętrznej krainie
O niczym nie wiedziałam,
I co dawniej miałam, wszystko utraciłam.

27. I tam mi piersi dał Jedyny,
Tam mnie najsłodszej nauczył mądrości,
Tam Mu oddałam siebie i swe czyny,
Nie zostawiwszy żadnej własności,
I tam przyrzekłam być Jego w miłości.

28. Dusza ma Tobą zajęta jedynie,
Całe moje jestestwo Twa służba pochłania!
Nie strzegę już stada
I nie mam innego starania,
Zajęciem moim jest słodycz kochania.

29. Odtąd już nigdy błoń zielona
Nie ujrzy mnie, ni pójdę kiedyś w tamte strony!
Powiedzcie wszystkim, żem dla nich zgubiona,
Poszłam, gdzie mnie porwała miłość,
Zgubiłam wszystko, lecz mam skarb niezgłębiony!

30. Kwiaty, szmaragdów rumieńce,
W porankach tchnących świeżością zebrane,
Złożymy w zdobne wieńce,
Twojej miłości kwieciem obsypane,
I jednym włosem moim powiązane.

31. I jednym tylko włosem moim,
Który na mojej szyi wiewem poruszony
Ujrzałeś boskim wzrokiem Twoim,
Zostałeś ubezwładniony,
Jednym mych oczu spojrzeniem zraniony!

32. Gdy mnie swym wzrokiem ogarniałeś,
Zostawiłeś w mej duszy Twych oczu odblaski,
I przez to we mnie tak się rozkochałeś!
A mym źrenicom dano wzniosłe łaski,
Że mogę podziwiać piękności Twej brzaski.

33. O, nie chciej mną pogardzać,
Choć twarz moja od żaru śniada słonecznego,
Już możesz zwrócić Twój wzrok na mnie,
Bo gdyś mnie objął w blask spojrzenia Twego,
Okryłeś mnie wdziękami piękna czarownego.

OBLUBIENIEC

34. Gołąbka biała
Z gałązką swe do arki skierowała loty,
Synogarlica
Już odnalazła przedmiot swej tęsknoty
Na brzegach, gdzie zieleni zwieszają się sploty.

35. Żyła ukryta w samotności
I w samotności swe gniazdo uwiła,
I w samotności ją prowadził
Umiłowany, w którym siebie zagubiła,
I jego w samotności miłość zraniła.

OBLUBIENICA

36. Radujmy się sobą, mój Miły,
Chodźmy przejrzeć się w Twojej piękności
Na górę i na pagórek,
Gdzie rozlewają się wody przejrzyste
I wejdźmy w puszcz ostępy cieniste.

37. A potem na wyżyny
W skaliste groty pójdziemy,
Które w ukryciu są osłonione,
I tam w ich wnętrze wszedłszy tajemnicze
Soku granatu pić będziem słodycze.

38. Tam mi okażesz
To, czego dusza moja pragnęła!
Tam mnie obdarzysz,
Mój Oblubieńcze, jedyne me życie!
Tym, co mi dałeś w innego dnia świcie.

39. Wietrzyka lekkie tchnienia,
I śpiew słowika czułością drgający,
Czar łąk lesistych
Niesie noc zdobna w blask promieniejący,
I żarzy się w niej płomień bez bólu trawiący.

40. Już nikt teraz nie patrzy w tę stronę,
Aminadab też się nie pokaże.
Uciszone jest już oblężenie.
Stada rumaków zstępowały
Na widok wód, które się rozlały.

ZAŁOŻENIE

1. Porządek tych strof wyraża postęp duszy od chwili, gdy zaczyna służyć Bogu, aż do osiągnięcia przez nią najwyższej doskonałości, czyli zaślubin duchowych. Omawiają więc trzy stopnie przeżyć duchowych albo trzy drogi, przez które przechodzi dusza, zanim przyjdzie do tego szczęśliwego stanu, tj. drogę oczyszczającą, oświecającą i jednoczącą.

2. W pierwszych strofach jest mowa o początkujących, czyli o drodze oczyszczającej. W następnych o postępujących, czyli o drodze oświecającej, która się kończy zaręczynami duchowymi. Dalsze wreszcie mówią o tych, którzy już osiągnęli doskonałość, czyli o drodze jednoczącej, gdzie dokonują się duchowe zaślubiny. Ostatnie zaś opisują stan wiecznej szczęśliwości, którego dusza, będąca już w pełni doskonałości, jedynie pragnie

Zaczyna się objaśnianie strof miłości między oblubienicą i Oblubieńcom Chrystusem.

UWAGA

1. Gdy dusza zastanowi się głęboko nad sobą, poznaje jasno, jak wielka odpowiedzialność czeka ją za jej czyny. Widzi, że życie jest krótkie (Job 14, 5), że „wąska jest droga, która wiedzie do żywota wiecznego” (Mt 7, 14), że „zaledwie sprawiedliwy się zbawi” (1 P 4, 18), że rzeczy tego świata są próżne i zwodnicze i wszystko się kończy i rozpływa jak woda (2 Sm 14, 14), że czas krótki, odpowiedzialność wielka, potępienie łatwe, zbawienie bardzo trudne. Z drugiej zaś strony odczuwa wielki dług, jaki winna Bogu za to, że ją stworzył wyłącznie dla siebie: wszystkie więc dni jej życia Jego służbie powinny być oddane. Czuje wdzięczność za to, że ją Bóg odkupił w swej nieskończonej dobroci. Wszystko więc, co ma, powinna Mu złożyć w dani i odpowiedzieć miłością na miłość i na tyle innych dobrodziejstw, które zawdzięcza Bogu, zanim jeszcze przyszła na świat. Uświadamia sobie również, że wiele dni jej życia minęło bezużytecznie, a przecież za wszystkie, tak za pierwsze jak za następne, musi zdać rachunek aż do ostatniego pieniążka (Mt 5, 26), gdy Pan będzie „szperał w Jeruzalem ze świecami” (So 1, 12). Widzi również, że już jest późno i może ma się już ku wieczorowi dnia (Mt 20, 6). Wtedy, by naprawić to wszystko zło, a zwłaszcza to największe, że Bóg oddalił i ukrył przed nią swe Oblicze, gdyż ona zajęta stworzeniami (s.533) niewdzięcznie o Nim zapomniała, dotknięta strachem i wewnętrzną boleścią serca na myśl o tak wielkiej stracie i niebezpieczeństwie, nie zwleka dnia ani godziny. Wyrzeka się wszystkich rzeczy, zostawia wszystkie sprawy, a z udręką i jękiem, wychodzącym już z serca uranionego miłością Bożą, zaczyna wzywać swego Umiłowanego i woła:

STROFA I

Gdzie się ukryłeś,
Umiłowany, i mnieś wśród jęków zostawił?
Uciekłeś jak jeleń,
Gdyś mnie wpierw zranił,
Biegłam za Tobą z płaczem, a Tyś się oddalił.

OBJAŚNIENIE

2. W tej pierwszej strofie dusza rozmiłowana w Słowie, Synu Bożym, swym Oblubieńcu, pragnąc złączyć się z Nim przez jasne i istotne widzenie, daje wyraz swym udrękom miłosnym. Skarży się na Jego nieobecność. Zraniona bowiem głęboko przez Umiłowanego, dla którego opuściła wszystko i wyzuła się z siebie samej, musi jeszcze żyć z dala od Niego, gdyż On nie uwalnia jej z więzów śmiertelnego ciała, aby się mogła radować Nim w wiekuistej chwale. Pyta więc:

Gdzie się ukryłeś?

3. Czyli innymi słowy: O Słowo, mój Oblubieńcze, ukaż mi miejsce, gdzie jesteś ukryty. Prosi więc dusza, by jej ukazał swą boską istotę, gdyż miejscem, gdzie jest ukryty Syn Boży, jak mówi św. Jan, jest „Tono Ojca” (J 1, 18), czyli sama istota Boga, niedostępna dla żadnego śmiertelnego oka i ukryta przed wszelkim poznaniem człowieczym. Dlatego też Izajasz, rozmawiając z Bogiem, mówi: „Zaprawdę, Ty jesteś Bóg ukryty” (45, 15).

Należy tu zaznaczyć, że nawet najściślejsza łączność z Bogiem, najżywsze odczucie Jego obecności, wysokie i wzniosłe Jego poznanie, jakiego może dostąpić dusza w tym życiu, nie jest jeszcze samą istotą Boga i nie może się z nią równać. W tym życiu bowiem Bóg jest rzeczywiście ukryty przed duszą i mimo te wszystkie nieocenione dary winna Go dusza uważać za ukrytego i jako ukrytego szukać, wołając: Gdzie się ukryłeś?

Bo, jak z jednej strony, ani ciągle obcowanie z Bogiem, ani odczuwalna Jego obecność nie może upewnić o tej Jego łaskawej obecności, tak z drugiej strony ani oschłość, ani brak tych wszystkich łask nie świadczy o Jego nieobecności w duszy. Stąd prorok Job mówi: „Jeśli przyjdzie do mnie, nie ujrzę Go; jeśli odejdzie, nie zrozumiem” (9,11).

4. Wynika więc z tego, że choćby dusza przeżywała nadzwyczajną łączność z Bogiem, poznanie duchowe albo jakieś uczucie, nie powinna sądzić, że przez to bardziej posiada Pana Boga albo jest bardziej z Nim, ani też, że coś z tego, co odczuwa czy też rozumie jest istotnie Bogiem, chociażby to było coś wielkiego. I chociażby nie posiadała tych wszystkich darów zmysłowych i duchowych i pozostawała w oschłości, ciemnościach i osamotnieniu, nie powinna sądzić, że Bóg się od niej oddalił. W rzeczywistości bowiem ani przez jedno, ani przez drugie nie może z pewnością poznać, czy jest w Jego łasce czy nie. Mówi bowiem Mędrzec: „Nie wie człowiek, czy jest miłości czy nienawiści godzien przed Bogiem” (Koh 9, 1).

Dusza zatem nie prosi w tym wierszu o uczuciową i odczuwalną pobożność, w której w tym życiu nie ma pewności posiadania Oblubieńca, lecz błaga głównie o Jego jasną obecność i takie widzenie Jego istoty, jakim pragnie być upewniona i zaspokojona w życiu przyszłym.

5. To samo chciała wyrazić oblubienica z Pieśni nad pieśniami, gdy pragnąc połączenia się z Bóstwem Słowa, swego Oblubieńca, prosiła Ojca, mówiąc: „Oznajmijże mi, gdzie pasiesz, gdzie odpoczywasz w południe” (1, 6). W prośbie, by jej pokazał, gdzie się karmi, błaga, by jej pokazał istotę Słowa Bożego, swego Syna, gdyż Ojciec nigdzie się nie karmi, tylko w swym Synu, który jest chwałą Ojca. W prośbie zaś, by jej pokazał „gdzie spoczywa”, błaga o to samo, gdyż Syn jest rozkoszą Ojca, który nie odpoczywa gdzie indziej, w żadnej rzeczy, tylko w swym umiłowanym Synu i udziela Mu swego bytu „w południe”, tj. w wieczności, w której zawsze Go rodzi i ma zrodzonego.

O ten więc pokarm, którym jest Słowo, Oblubieniec, którym się w chwale nieskończonej syci Ojciec, i o łoże kwieciste, na którym w nieskończonej rozkoszy miłości spoczywa, ukryty głęboko przed wszelkim wzrokiem śmiertelnym i przed stworzeniem, błaga tu dusza-oblubienica, gdy mówi: Gdzie się ukryłeś?

6. Iżby zaś owa spragniona dusza znalazła swego Oblubieńca i zjednoczyła się z Nim zjednoczeniem miłości w tym życiu, według możności swojej, i złagodziła swoje pragnienie tą kroplą, której z Niego tu na ziemi może kosztować, dobrze będzie (ponieważ o to prosi oblubienica), gdy w Jego imieniu odpowiadając, wskażemy jej najpewniejsze miejsce Jego ukrycia, aby Go tam znalazła na pewno z taką doskonałością i z takim smakiem, jak to tylko możliwe w tym życiu, i by dzięki temu nie błąkała się na próżno po śladach swych towarzyszek (Pnp 1, 6).

Najpierw trzeba zaznaczyć, że Słowo, Syn Boży, wraz z Ojcem i Duchem Świętym jest przez swą obecność istotnie ukryty w najgłębszej istocie duszy. Dusza zatem, która pragnie Go znaleźć, musi wyjść ze wszystkich rzeczy odnośnie do przywiązań i woli. Musi wejść w siebie przez głębokie skupienie tak, aby wszystkie rzeczy uważała za nieistniejące. To właśnie wyraża św. Augustyn, gdy rozmawiając w Solilokwiach z Bogiem, mówił: Nie znalazłem Cię, Panie, na zewnątrz, gdyż szukałem Cię błędnie na zewnątrz, a Tyś był wewnątrz mnie. Przebywa zatem Bóg ukryty w duszy i tam Go powinien szukać z miłością człowiek kontemplatywny, pytając: Gdzie się ukryłeś?

7. O duszo, najpiękniejsza pomiędzy wszystkimi stworzeniami, która tak pragniesz poznać miejsce, gdzie przebywa twój Umiłowany, abyś Go mogła znaleźć i złączyć się z Nim, wiedz o tym, że ty sama jesteś schronieniem, gdzie On przebywa, ty sama jesteś Jego ustroniem i miejscem tajemnym, gdzie On się ukrywa! Jakież to zadowolenie i wesele dla ciebie wiedzieć, że wszystko twe dobro i cała twa nadzieja jest tak blisko ciebie, że jest w tobie, a raczej, by się lepiej wyrazić, ty nie możesz istnieć bez Niego. Wiedzcie, mówi Oblubieniec, że „królestwo Boże w was jest” (Łk 17, 21), a Jego sługa św. Paweł apostoł mówi: „Wy jesteście świątynią Boga” (2 Kor 6, 16).

8. Jest to wielka pociecha duszy wiedzieć, że ona nigdy nie Jest bez Boga, choćby była w grzechu śmiertelnym, a tym bardziej, kiedy jest w łasce. I czegóż więcej chcesz jeszcze, o duszo? i czemu szukasz Go poza sobą, gdy w samej sobie masz wszystkie swe skarby, swe rozkosze, swoje zadowolenie, swoje nasycenie i swe królestwo, czyli twego Umiłowanego, którego pragniesz i szukasz? Wesel się i raduj w wewnętrznym skupieniu z Nim razem, gdy posiadasz Go tak blisko. Tu Go więc pożądaj, tu Go uwielbiaj, a nie wychodź Go szukać poza sobą, gdyż wówczas rozproszysz się i zmęczysz, i nie znajdziesz Go ani nie będziesz się Nim radować pewniej i szybciej, niż w samej sobie. Wiedz jednak, że chociaż jest w tobie, to jednak pozostaje tam ukryty . Jest to bardzo pożyteczne wiedzieć, gdzie się ukrywa Oblubieniec, by Go móc znaleźć z pewnością. To właśnie wyrażasz, duszo, i o to prosisz, gdy pytasz z miłością: Gdzie się ukryłeś?

9. Lecz może zapytasz: Skoro przebywa we mnie Ten, którego miłuje dusza moja, czemu Go nie znajduję i nie odczuwam? Dlatego, że jest ukryty, a ty nie wchodzisz również w ukrycie, by Go znaleźć i odczuć. Jeśli bowiem ktoś chce znaleźć jaką rzecz ukrytą, musi wejść w takie ukrycie, gdzie ta rzecz się znajduje. A wówczas, gdy ją znalazł, pozostaje razem z nią ukryty. Ponieważ zatem twój Umiłowany Oblubieniec jest skarbem na roli twej duszy, za który mądry kupiec „sprzedał wszystko, co miał” (Mt 13, 44), potrzeba, abyś zapomniała o wszystkim i oddaliła się od wszystkich stworzeń; wtedy, ukryta w kryjówce twego ducha, znajdziesz Oblubieńca. Gdy „zamkniesz drzwi za sobą (czyli swą wolę odnośnie do wszystkich rzeczy) i w skrytości modlić się będziesz do twego Ojca” (Mt 6, 6) i tam z Nim będziesz przebywać, wówczas, w tym ukryciu odczujesz Go, będziesz Go miłować, radować się Nim i rozkoszować się Nim będziesz więcej, niż to język może wyrazić, a zmysły odczuć.

10. Skoro więc, o piękna duszo, już wiesz, że w twym łonie ukrywa się twój upragniony Umiłowany, staraj się przebywać z Nim dobrze ukryta, a obejmiesz Go w twym łonie i poczujesz Go odczuciem miłości. Pomyśl, że do tego ukrycia On cię wzywa przez Izajasza, mówiąc: „Idź, wejdź do komór twoich, zamknij drzwi twoje za sobą (tj. wszystkie twe władze dla wszystkich stworzeń): skryj się na mały czas” (26, 20), tj. na czas życia doczesnego. Duszo, jeśli przez krótki czas tego życia będziesz strzegła pilnie twego serca, do czego zachęca Mędrzec (Prz 4, 23), to z całą pewnością udzieli Ci Bóg tego, co obiecał przez Izajasza, mówiąc: „Dam ci skarby ukryte i tajemnice kryjówek” (45, 3). Istotą tych skrytych rzeczy jest sam Bóg, gdyż Bóg jest treścią wiary i jej przedmiotem, wiara zaś jest sekretem i tajemnicą. Skoro zaś objawi się i ukaże to, co jest tajemne i ukryte w wierze, tj. doskonałość Boga, wedle określenia św. Pawła (1 Kor 13, 10), odsłoni się wówczas przed duszą sama istota ukrytych tajemnic.

W życiu ziemskim, chociażby dusza weszła w najgłębsze ukrycie, nie ujrzy tego tak doskonale, jak w przyszłym. Jeśli jednak ukryje się tak, jak Mojżesz w jaskini kamiennej (Wj 33, 22), czyli będzie naśladowała doskonale życie Syna Bożego, swego Oblubieńca, Bóg zakryje ją prawicą swoją, a wtedy ona zasłuży na to, by ujrzeć plecy Boże (Wj 33, 22-23), czyli dojdzie już w tym życiu do takiej doskonałości, że się zjednoczy i przemieni przez miłość w swego Oblubieńca, Syna Bożego. Zjednoczy się z Nim tak ściśle i tak jasno pozna Jego tajemnice, że co dotyczy poznania Go w tym życiu, nie będzie już musiała pytać: Gdzie się ukryłeś?

11. Wiesz zatem, o duszo, jak masz postępować, by znaleźć swego Oblubieńca w twojej kryjówce. Jeśli jednak pragniesz dowiedzieć się czegoś więcej, posłuchaj słowa pełnego znaczenia i prawdy najgłębszej: Szukaj Go przez wiarę i miłość, nie zadowalając się żadną inną rzeczą i nie pragnąc niczego posiadać czy poznać poza tym, co musisz z konieczności. Te dwie cnoty są przewodnikami ślepego i zaprowadzą cię tam, gdzie sama nigdy byś dojść nie mogła, czyli do tego ukrycia, gdzie Bóg przebywa. Wiara bowiem to głębia tajemnic, jak to już powiedzieliśmy, i jest ona jak nogi prowadzące duszę do Boga. Miłość zaś jest przewodniczką, co ją prowadzi. Gdy dusza na tej drodze rozważa i zgłębia tajemnice wiary, zasłuży sobie na to, że miłość odsłoni jej to, co kryje wiara, czyli jej Boskiego Oblubieńca. Posiądzie Go wtedy w tym życiu przez najściślejsze zjednoczenie się z Nim, jak to już powiedzieliśmy, a w przyszłym przez istotną chwałę, radując się z Nim już bez żadnych zasłon, twarzą w twarz (l Kor 13, 12). W tym wszystkim jednak, choć dusza dojdzie do tego błogosławionego zjednoczenia, które jest najwyższym stopniem doskonałości, jaki można osiągnąć w tym życiu, Oblubieniec jej wciąż jest przed nią ukryty w łonie Ojca, jak było wspomniane, a ona pragnie radować się Nim tak całkowicie, jak w przyszłym życiu, dlatego wciąż pyta: Gdzie się ukryłeś?

12. Dobrze jednak, że szukasz Go, duszo, ukrytego, bo pewniej Go posiędziesz i szybciej przyjdziesz do Niego, jeśli Go będziesz uważała za o wiele wyższego i głębszego niż wszystko, co możesz osiągnąć. Dlatego nie zatrzymuj się nigdy, nawet przelotnie, nad tym, co twe władze mogą pojąć. Chcę powiedzieć, abyś się nigdy nie zadowalała tym, co pojmujesz o Bogu, lecz tylko tym, czego nie pojmujesz. I nigdy nie zatrzymuj swojej miłości i rozkoszy na tym, co rozumiesz lub zmysłami poznajesz o Bogu, lecz kochaj i rozkoszuj się tym, czego z Boga nie możesz zrozumieć i odczuć. To bowiem, jak mówiliśmy, jest szukaniem Boga przez wiarę. Wobec tego więc, że Bóg jest niepojęty i ukryty (Iz 45, 15), powinnaś Go zawsze za takiego uważać i ukryta służyć Mu w ukryciu, choćby ci się zdało, że Go znajdujesz, odczuwasz i pojmujesz. I nie bądź w liczbie tych niemądrych, którzy po ziemsku myśląc o Bogu, sądzą, że jeśli Go nie pojmują, nie odczuwają i nie smakują w Nim, to On jest od nich więcej oddalony czy bardziej przed nimi ukryty. Owszem, rzecz ma się zupełnie przeciwnie; im mniej kto pojmuje Boga, tym więcej zbliża się do Niego, gdyż, jak mówi prorok Dawid: „Uczynił ciemność kryjówką swoją” (Ps 17, 12). Jeśli więc zbliżysz się do Niego, z konieczności musisz odczuwać ciemność, gdyż oczy twe są zbyt słabe. Dobrze zatem czynisz, gdy zawsze – tak w chwilach cierpienia jak i w chwilach pomyślności duchowej czy doczesnej – uważasz Boga za ukrytego i wołasz do Niego, mówiąc: Gdzie się ukryłeś, Umiłowany i mnieś wśród jęków zostawił?

13. Nazywa Go Umiłowanym, by tym skuteczniej Go wzruszyć i nakłonić do wysłuchania swej prośby. Bóg bowiem, gdy jest kochany, zawsze chętnie skłania się ku prośbom tych, którzy Go kochają. Wyraża to przez św. Jana: „Jeśli trwać będziecie we Mnie, o cokolwiek zechcecie, prosić będziecie, a stanie się wam” (J 15, 7). A wtedy tylko może dusza prawdziwie zwać Go Umiłowanym, gdy Mu jest cała oddana, gdy nie ma serca przywiązanego do żadnej rzeczy poza Nim i myśli swe zwraca zawsze do Niego. Czując brak tego, skarżyła się Dalila na Samsona: „Jakoż możesz mówić, że mnie miłujesz, gdy serce twoje nie jest ze mną?” (Sdz 16, 15), albowiem w sercu zamyka się myśl i odczucie. Wiele dusz, choć nazywa swego Oblubieńca Umiłowanym, nie miłuje Go jednak prawdziwie, bo serca ich nie są z Nim całkowicie złączone, i dlatego też prośby ich nie mają wielkiej wagi przed Bogiem. Nie uzyskają przeto tego, o co proszą, dopóki przez ciągłe ćwiczenie się w modlitwie nie dojdą do ścisłego zjednoczenia się z Bogiem i dopóki nie oddadzą Mu całkowicie serca i uczucia miłości. To bowiem, co się od Boga uzyskuje, uzyskuje się drogą miłości.

14. W tym zaś, co dusza dalej mówi:i mnieś wśród jęków zostawił, należy rozumieć, że nieobecność Umiłowanego wywołuje w duszy ciągłe za Nim wzdychanie. Dusza bowiem, nie kochając poza Nim żadnej rzeczy, nie może w niczym znaleźć odpocznienia i ulgi. I tu poznaje się prawdziwą miłość ku Bogu. Kto Go kocha prawdziwie, w żadnej rzeczy nie znajduje zadowolenia, tylko w Nim samym. Ale co mówię: Nie znajduje zadowolenia? Owszem, choćby wszystko posiadał, nie będzie z tego zadowolony, a im więcej będzie miał, tym mniej będzie zaspokojony. Zaspokojenie bowiem serca człowieczego nie polega na posiadaniu tych rzeczy, lecz na wyzuciu się z nich, na ubóstwie ducha. Na nim opiera się miłość doskonała, w której posiada się Boga w wielkim do Niego zbliżeniu, dzięki szczególnej łasce. Gdy dusza dojdzie do tego ubóstwa, będzie żyła tu na ziemi w pewnym zadowoleniu, choć jeszcze nie całkowitym, bo i Dawid, jak sam mówi, doskonałego zaspokojenia spodziewał się w niebie: „Nasycon będę, gdy się ukaże chwała Twoja” (Ps 16, 15).

A więc pokój, uciszenie i zaspokojenie serca, jakie może osiągnąć dusza w tym życiu, nie wystarczą jej tak, aby nie wzdychała w swym wnętrzu, choć spokojnie i bez cierpień, w oczekiwaniu tego, czego jej brakuje. Wzdychanie bowiem jest objawem nadziei. Takim było owo wzdychanie, które wyrwało się z piersi Apostoła i innych, chociaż już doskonałych dusz, o którym on mówi: „Ale i my sami, którzy mamy pierwiastki ducha, i my także we wnętrzu naszym wzdychamy, wyczekując przybrania za synów Bożych” (Rz 8, 23). Te same jęki odzywają się i tu w głębi tej duszy, w sercu rozmiłowanym; bo gdzie miłość [rani], tam zawsze odzywa się jęk zranionej duszy, skarżącej się na oddalenie Umiłowanego, tym więcej, że zakosztowawszy już słodkiego i przyjemnego obcowania z Nim, teraz, gdy się oddalił, pozostaje niespodziewanie sama i oschła. Skarży się więc:

Uciekłeś jak jeleń.

15. Co do tych słów należy zauważyć, że i w Pieśni nad pieśniami oblubienica porównuje swego Umiłowanego do jelenia lub kozicy, mówiąc: „Podobny jest Miły mój do sarny lub jelonka” (2, 9). I to nie tylko dlatego, że jest On tajemniczy, samotny, uciekający od zgiełku jak jeleń, lecz również dla tej szybkości, z jaką się ukazuje i znika. Przychodzi bowiem niespodziewanie do dusz pobożnych, by je pocieszyć i dodać im odwagi, i znów znika, zostawiając je w smutku i opuszczeniu, by je wypróbować, nauczyć pokory i innych cnót. Wtedy właśnie dusza odczuwa bardzo boleśnie Jego oddalenie, jak to daje do zrozumienia w następnym wierszu:

Gdyś mnie wpierw zranił.

16. Jakby mówiła: Nie wystarczy to zmartwienie i ból, które zawsze odczuwam z powodu Twej nieobecności, lecz nadto, zraniwszy mnie strzałą Twej miłości, spotęgowawszy namiętność i pragnienie oglądania Ciebie, uciekłeś ze zwinnością jelenia, nie pozwalając, bym Ci się mogła choć trochę przyjrzeć.

17. Dla głębszego objaśnienia tego wiersza zaznaczam, że prócz wielu innych sposobów, jakimi Bóg nawiedza duszę, raniąc ją i pomnażając w niej miłość, zwykł sprawiać w niej ukrycie pewne dotknięcia miłości, które jak strzały ogniste przeszywają ją i ranią. Na skutek tego dusza pozostaje na wskroś przepalona ogniem miłości. I to są owe rany miłości, o których tu dusza wspomina. Rozpłomieniają one wolę i skłonności uczuciowe w takim stopniu, że dusza jest jakby zanurzona w ognistych płomieniach miłości i zdaje się jej, że się w nich spala. Wychodzi wówczas z siebie i odnowiona całkowicie poczyna żyć innym życiem, jak ów feniks, który się spala i znów do nowego życia powraca. Mówi o tym prorok Dawid: „Zapaliło się serce moje i odmieniły się nerki moje, a ja wniwecz obrócony byłem i nie wiedziałem (Ps 72, 21-22).

18. Wszystkie afekty i pożądania, które tu określa prorok mianem nerek, wzruszają się w tym rozpłomienieniu serca i zmieniają w boskie, a dusza w tej miłości unicestwia się niejako i niczego już nie zna, jeno samą miłość. To odnowienie nerek jest jednak dla duszy rodzajem tak wielkiej męczarni i tęsknoty za oglądaniem Boga, że wydaje się jej nieznośną surowość, którą miłość stosuje względem niej. Nie dlatego że ją zranił, owszem, te rany uważa za życiodajne, lecz że ją zostawił w tej męce miłości, że jej nie zranił z większą gwałtownością, kładąc kres jej ziemskiemu życiu, aby Go mogła ujrzeć i złączyć się z Nim w życiu najpełniejszej miłości. Wyrażając zatem i ukazując ten ból, mówi: Gdyś mnie wpierw zranił. Skarży się tu słowami: zostawiwszy mnie zranioną, umierającą z ran miłości ku Tobie, ukryłeś się z taką zwinnością jak jeleń.

19. Ból ten dlatego jest tak wielki, że przez ową ranę miłości, jaką Bóg zadaje duszy, afekt woli wzmaga się gwałtownie, by posiąść Umiłowanego, którego dotknięcie odczuła. Z tą samą gwałtownością odczuwa Jego oddalenie, niemożność posiadania Go tu tak, jak tego pragnie. Równocześnie odczuwa smutek z powodu takiego oddalenia. Nawiedzenia te bowiem nie należą do tych, którymi Bóg pokrzepia i zaspokaja duszę, lecz do tych, przez które raczej rani, niż uzdrawia, i więcej zadaje bólu niż zaspokojenia. Służą one bowiem do ożywienia świadomości, do spotęgowania pożądania, a tym samym bólu i tęsknoty za oglądaniem Boga. To są owe duchowe rany miłości, tak słodkie i pożądane dla duszy, że pod ciosami, jakie otrzymuje, chciałaby umrzeć tysiącem śmierci, gdyż one wyprowadzają ją z niej samej, by mogła wniknąć w Boga. Daje to zrozumieć w następnym wierszu, gdy mówi:

Biegłam za Tobą z płaczem, a Tyś się oddalił.

20. Na te rany miłości nie może być lekarstwa, jeno od Tego, który zranił. Zraniona więc dusza, w porywie tego ognia, który spowodował jej rany, wybiegła za swym Umiłowanym, co ją zranił i woła, by ją uleczył. Należy zwrócić uwagę, że przez słowo „biegnąć” rozumie się tu w znaczeniu duchowym dwa sposoby podążania za Bogiem. Pierwszy, to wyjście ze wszystkich rzeczy, co dokonuje się przez wyrzeczenie się ich i wzgardę; drugi, to wyjście z siebie samego, przez zapomnienie o sobie dla miłości Bożej. Albowiem gdy miłość prawdziwa, o jakiej tu mówimy, dotknie duszę, podnosi ona ją tak wysoko, że dusza nie tylko wychodzi ze siebie przez zapomnienie o sobie, lecz nadto odnawia się całkowicie, oczyszcza ze swych nawyknień i skłonności naturalnych i woła do Boga, mówiąc: Oblubieńcze mój, przez to dotknięcie Twoje i ranę miłości wyrwałeś mą duszę nie tylko z wszystkich rzeczy, lecz również z siebie samej, by biegła za Tobą (rzeczywiście, wydaje się jej, jakby ją wyrwał z ciała), i tak zbliżyłeś ją do Siebie, że tylko za Tobą tęskni, opuszcza wszystko, by tylko Ciebie samego posiąść, a Tyś się oddalił.

21. Innymi słowy: Wtedy, gdy chciałam ująć Twą obecność, nie znalazłam Cię i pozostałam ogołocona z jednego, a nie mogąc posiąść drugiego, cierpię zawieszona w przestworzu miłości i nie mam oparcia ani w Tobie, ani w sobie. Tę samą myśl, którą wyraża tu dusza przez słowo „wybiec”, aby iść szukać Umiłowanego, oblubienica z Pieśni nad pieśniami wyraża słowem „powstać”. Mówi bowiem: „Wstanę i obiegnę miasto, po ulicach i po rynkach szukać będę Tego, którego miłuje dusza moja. Szukałam Go, lecz nie znalazłam… i zranili mię” (3, 2; 5, 7). Przez powstanie duszy oblubienicy rozumie się tam w znaczeniu duchowym jej podniesienie z nizin w górne wyżyny, tj. z jej nawyknień i miłości przyziemnej na szczyty Bożej miłości.

Lecz mówi tam dalej oblubienica, że została zraniona, nie znalazłszy Oblubieńca. I tu również skarży się, że jest zraniona miłością i opuszczona przez Niego. Dlatego zaś dusza rozmiłowana odczuwa boleśnie nieobecność Oblubieńca, któremu jest oddana, iż oczekuje nagrody za swą miłość, czyli pragnie, aby Oblubieniec nawzajem jej się oddał. Chociaż bowiem porzuciła wszystko dla Umiłowanego, nawet siebie samą, nie otrzymała nagrody za swe oddanie, gdyż nie posiada Tego, którego miłuje jej dusza.

22. Ta udręka i tęsknota z powodu oddalenia się Boga w czasie, gdy zadaje On duszy rany miłości, jest tak wielka u dusz dążących do doskonałości, że spowodowałaby śmierć, gdyby ich Bóg sam nie umacniał. Mając bowiem podniebienie woli zdrowe, ducha czystego i dobrze usposobionego wobec Boga, i zakosztowawszy już, jak to mówiliśmy, nieco słodyczy miłości Bożej, której nad wszystko pragną, cierpią ponad wszelką miarę – widzą bowiem jakby przez szczelinę swoje najwyższe dobro, a nie mogą go posiąść. Dlatego ich cierpienie i męczarnia są niewymowne.

STROFA II

Pasterze, którzy podążacie
Poprzez ustronia na szczyt wzgórza wyniosłego,
Jeżeli kędyś napotkacie
Mego nad wszystko Umiłowanego,
Powiedzcie, że schnę, mdleję, umieram dla Niego!

OBJAŚNIENIE

1. W tej strofie dusza pragnie się zbliżyć do Umiłowanego przez inne osoby i pośredników, i prosi ich, by Mu donieśli o jej bólu i udręce. Jest bowiem właściwością kochającego, że jeśli nie może porozumieć się wprost z Ukochanym, czyni to przez najlepsze, jakie tylko może znaleźć środki. I tu również dusza używa swych pragnień, afektów i jęków jako wysłańców, którzy najlepiej umieją wyrazić jej Umiłowanemu sekret serca. Zachęca ich, aby biegli do Niego, mówiąc:

Pasterze, którzy podążacie.

2. Swoje pragnienia, afekty i jęki nazywa pasterzami, bo one nasycają duszę dobrami duchowymi. Pasterz bowiem to tyle co karmiciel. Przez nie też Bóg udziela się duszy i daje jej boską strawę, bez nich zaś mało się jej udziela. I mówi dusza: którzy podążacie, czyli innymi słowy: którzy wyjdziecie z czystej miłości. Nie wszystkie bowiem afekty i pragnienia wznoszą się do samego Boga, lecz tylko te, które pochodzą z prawdziwej miłości.

Poprzez ustronia na szczyt wzgórza wyniosłego.

3. Ustroniami nazywa hierarchie i chóry aniołów, przez które wznoszą się nasze wzdychania i modlitwy coraz wyżej, aż do Boga. Stwórcę przedstawia tu jako wzgórze, bo On jest najwyższym szczytem; ponieważ w Nim, jak na wzgórzu, widzi się i obserwuje wszystkie rzeczy i pastwiska, wyższe i niższe; do którego wreszcie wznoszą się nasze modlitwy ofiarowane przez aniołów, jak już powiedzieliśmy, według tego, co rzekł anioł do Tobiasza: „Gdyś się modlił z płaczem i grzebałeś umarłych… ja ofiarowałem modlitwę twoją Panu” (12, 12).

Pasterzami duszy można również nazwać samych aniołów, gdyż oni nie tylko przedstawiają Bogu nasze dary, lecz przynoszą je również od Niego. Oni to, jak czujni pasterze, karmią nasze dusze słodkimi wieściami i natchnieniami, bo przez nich Bóg nam ich udziela. Oni strzegą nas i bronią przed wilkami, czyli szatanami.

Tak tedy, rozumiejąc pod nazwą tych pasterzy już to afekty, już to aniołów, pośrednictwem ich wszystkich pragnie posłużyć się dusza w stosunku do Umiłowanego swego, a przeto do wszystkich mówi:

Jeżeli kędyś napotkacie.

4. Czyli innymi słowy: Jeżeli szczęśliwym dla mnie losem przyjdziecie przed Jego oblicze, tak aby was zobaczył i wysłuchał. Chociaż bowiem jest prawdą, że Bóg wszystko wie i przenika aż do najskrytszych myśli duszy, jak powiedział Mojżesz (Pwt 31, 21), to jednak mówimy, że wtedy tylko widzi nasze potrzeby i wysłuchuje nasze prośby, gdy tamtym zapobiega, a te spełnia. Nie wszystkie bowiem potrzeby i prośby dochodzą tej miary, by je Bóg wysłuchał i spełnił, dopiero gdy w Jego oczach osiągną stosowną porę, czas i liczbę, wtedy mówi się, że widzi i wysłuchuje, jak to wskazuje Księga Wyjścia. Po czterystu latach utrapień synów Izraela w niewoli egipskiej, rzekł Pan do Mojżesza: „Widziałem utrapienie ludu mego… i zstąpiłem, aby go wyzwolić” (3, 7-8); a przecież zawsze miał je przed oczyma.

Do Zachariasza również mówił św. Gabriel, by się nie lękał, albowiem wysłuchał teraz Bóg jego prośby, dając mu syna, o którego od wielu lat prosił (Łk 1, 13); a przecież zawsze go słyszał. Stąd też każda dusza powinna zrozumieć, że choć Bóg nie od razu wychodzi naprzeciw jej potrzebom i prośbom, wszelako nie znaczy to, że nie wspomoże jej w czasie właściwym. Bóg jest „pomocnikiem w potrzebach, w ucisku” – mówi prorok Dawid (Ps 9, 10), jeśli dusza nie zniechęci się i nie ustanie w swych prośbach. Tę myśl wyraża tu dusza, gdy mówi: Jeżeli kędyś napotkacie, czyli innymi słowy, jeśli już przyszedł czas, w którym Pan uzna za stosowne spełnić me błagania. I woła:

Mego nad wszystko Umiłowanego,

5. czyli Ukochanego bardziej niż wszystko inne. A miłowanie to wtedy jest prawdziwe, gdy w służbie Bożej dusza nie lęka się niczego znieść i przecierpieć. I jeśli również z głębokim przeświadczeniem może powiedzieć o sobie słowa następnego wiersza, niech będzie przekonana, że Go kocha nad wszystko. Słowa te brzmią:

Powiedzcie, że schnę, mdleję, umieram dla niego.

6. Dusza wyraża w tych słowach trzy konieczności, tj. słabość, cierpienie i umieranie. Bo rzeczywiście, gdy dusza kocha już Boga pełniejszą miłością, przechodzi z powodu Jego nieobecności przez cierpienia dotyczące trzech władz duszy, tj. rozumu, woli i pamięci.

Co do władzy rozumu mówi, że usycha z bólu, gdyż nie widzi Boga, który jest uszczęśliwieniem tej władzy, jak to mówi sam Bóg przez proroka Dawida: „Jam jest zbawieniem twoim” (Ps 34, 3).

Co do woli, mówi, że mdleje, gdyż nie posiada Boga, który jest ochłodą i rozkoszą tej władzy, jak to również wyraża Dawid: „I strumieniem rozkoszy Twojej napoisz ich” (Ps 35, 9).

Co do pamięci mówi, że umiera, gdyż pamiętając, iż rozum jej jest pozbawiony jedynego szczęścia, czyli widzenia Boga, że wola nie nasyca się rozkoszą posiadania Go, że może Go utracić na zawsze wśród niebezpieczeństw i okazji tego życia, cierpi w tejże pamięci śmiertelne męki. Widzi bowiem, że jest pozbawiona pewnego i pełnego posiadania będącego według słów Mojżesza życiem duszy: „On jest życiem twoim” (Pwt 30, 20).

7. Te trzy potrzeby przedstawił Bogu Jeremiasz, gdy śpiewał w Trenach: „Wspomnij na nędzę moją… na piołun i na żółć” (3, 19).

Nędza odnosi się do rozumu. Przedmiotem jego są bezcenne skarby mądrości Syna Bożego, w którym, jak mówi św. Paweł, są ukryte wszystkie skarby Boże (Kol 2, 3).

Piołun, który jest ziołem bardzo gorzkim, odnosi się do woli, kosztującej słodyczy z posiadania Boga, a teraz, gdy jest jej pozbawiona, znajdującej samą gorycz. A że ta gorycz w znaczeniu duchowym odnosi się rzeczywiście do woli, widać to z Apokalipsy, w której anioł mówi do św. Jana, że książka, którą zje, gorzkością napełni wnętrze jego (10, 9), wyrażając przez wnętrze wolę. Żółć zaś odnosi się nie tylko do pamięci, lecz także do wszystkich władz i sił duszy, gdyż żółć oznacza jej śmierć, na co w Księdze Powtórzonego Prawa wskazują słowa Mojżesza o skazańcach: „Żółcią smoczą ich wino i jadem żmijowym nieuleczalnym” (32, 33). Przez słowa te wyraża prawdę, że nieposiadanie Boga jest śmiercią dla duszy.

Te trzy braki i udręczenia opierają się na trzech cnotach teologicznych: wierze, nadziei i miłości, które z kolei odnoszą się do trzech wspomnianych władz duszy: rozumu, pamięci i woli.

8. Należy zauważyć, że w przytoczonym wierszu dusza nic więcej nie czyni, tylko przedstawia Umiłowanemu swe potrzeby i udręki. Jest to bowiem cecha delikatnej miłości nie naprzykrzać się swymi brakami i pragnieniami, lecz je tylko przedstawiać Umiłowanemu, by On uczynił, co zechce. Tak postąpiła Najświętsza Dziewica na godach w Kanie Galilejskiej. Nie prosiła Syna wprost o wino, tylko powiedziała: „Wina nie mają” (J 2, 3). Siostry Łazarzowe posłały do Jezusa, również nie prosząc Go o uzdrowienie swego brata, tylko zawiadamiając Go, iż ten, którego miłuje, jest chory (J 11, 3).

Ta delikatność w przedstawianiu próśb jest konieczna dla trzech powodów. Po pierwsze, że Bóg najlepiej wie, co nam potrzeba; po drugie, że Umiłowany więcej się wzrusza, gdy widząc potrzeby kochającej duszy, widzi zarazem jej rezygnację: po trzecie, że dusza jest bardziej zabezpieczona od miłości własnej i swych upodobań, gdy tylko przedstawia swe braki, a nie prosi według własnego upodobania o to, co jej potrzebne. Więc i tutaj przedstawiając tylko swe trzy potrzeby, dusza zdaje się mówić: powiedzcie memu Oblubieńcowi, że omdlewam. A ponieważ On sam jest moim zdrowiem, niech mi da zdrowie. Powiedzcie, że cierpią, więc Ten, który jest mą radością, niech mi da radość. Powiedzcie, że umieram, a Ten, który jest mym życiem, niech mi raczy dać życie.

STROFA III

Szukając mojej miłości,
Pójdę przez góry i rozłogi.
Nie zerwę kwiatów,
Przed dzikim zwierzem nie uczuję trwogi,
Przejdę przez szyk obronny i graniczne progi!

OBJAŚNIENIE

1. Widząc, że aby znaleźć Umiłowanego, nie wystarczą jęki i modlitwy ani pomoc dobrych pośredników, których to środków dusza używała w pierwszej i drugiej strofie, a czując coraz głębsze pragnienia, by znaleźć przedmiot swej wielkiej miłości, nie pomija niczego, co tylko ze swej strony może uczynić. Dusza bowiem, która prawdziwie kocha Boga, nie zaniedbuje uczynić wszystkiego, co może zrobić, by znaleźć swego Umiłowanego – Syna Bożego. A chociaż już wszystko, co mogła, uczyniła, nie zadowala się tym ani nie myśli, że uczyniła cokolwiek.

Tak więc, w tej trzeciej strofie pragnie dusza szukać Umiłowanego wszystkimi siłami i określa drogę, którą ma iść, by Go znaleźć. Pójdzie więc, zdobywając cnotę jedną po drugiej, ćwicząc się w życiu duchowym kontemplacyjnym i czynnym z taką wiernością, że nie wstrzymają jej ani zawrócą z tej drogi żadne wysiłki i zasadzki potrójnego jej nieprzyjaciela: świata, czarta i ciała. Dlatego nie będzie dopuszczała żadnej przyjemności ani rozkoszy wewnętrznych. Mówi więc:

Szukając mojej miłości,

2. czyli mojego Umiłowanego. Daje tu jasno zrozumieć, że aby naprawdę znaleźć Boga, nie wystarczy tylko modlić się sercem i usty lub opierać się na pomocy innych, ale równocześnie trzeba zdobywać się na wszelkie możliwe wysiłki osobiste i pracę. Albowiem jeden czyn spełniony osobiście ma większe znaczenie przed Bogiem, niż wielka liczba czynów dokonanych przez innych dla danej osoby. Więc i tutaj, przypomniawszy sobie słowa Boskiego Oblubieńca: „Szukajcie, a znajdziecie” (Łk 11, 9), dusza spieszy sama, jak to już zaznaczyliśmy, by własnym staraniem odnaleźć Oblubieńca, aby nie zostać bez Niego, jak wielu tych, którzy chcieliby posiąść Boga bez żadnego wysiłku kosztem kilku modlitw i to jeszcze źle odmówionych, nie chcąc uczynić dla Niego nic, co by ich trochę kosztowało. Niektórzy nie raczą nawet podnieść się z miejsca swego upodobania i zadowolenia, lecz niejako oczekują, aby smak Boży spływał im do ust bez najmniejszego z ich strony wysiłku i umartwienia przez odrzucenie pociech, upodobań i bezużytecznych zachcianek.

Ci wszyscy, jak długo nie wyzują się z nich, by szukać Boga, choćby jeszcze dłużej wołali do Niego, nie znajdą Go. Bo tak szukała Go oblubienica z Pieśni nad pieśniami i nie znalazła Go aż dopiero wtedy, gdy wybiegła, by Go szukać. Wyraża to w tych słowach: „Na łóżku moim w nocy szukałam Tego, którego miłuje dusza moja; szukałam Go, lecz nie znalazłam. Wstanę, a obiegnę miasto, po ulicach i po rynkach szukać będę Tego, którego miłuje dusza moja” (3, 1-2). A zatem, dopiero później, gdy poniosła pewne trudy, mówi, że Go znalazła (3, 4).

3. Kto szuka Boga, pozostając jednocześnie przy swoich upodobaniach, w bezczynności, szuka Go po nocy i nie znajdzie. Lecz ten, kto porzucił łoże swych upodobań i rozkoszy, i szuka Go przez ćwiczenie się w cnotach, szuka Go w dzień i znajdzie Go wnet. Albowiem to, co w nocy jest ukryte, wśród dnia się ukazuje. Sam Oblubieniec daje to jasno zrozumieć w Księdze Mądrości, mówiąc: „Jaśniejąca jest i nigdy nie więdnąca Mądrość, i łatwo spostrzegają ją ci, którzy ją miłują i znajdują ci, którzy jej szukają; uprzedza tych, którzy jej pożądają, aby im się pierwsza ukazała. Kto do niej rano wstanie, nie będzie się trudził, bo ją znajdzie siedzącą u drzwi swoich” (6, 13-15). Wskazują te słowa, że gdy tylko dusza wyjdzie z mieszkania własnej woli i podniesie się z łoża swych upodobań, wnet napotka tę Mądrość Bożą, tj. Syna Bożego, jej Oblubieńca. I dlatego mówi tu dusza:

Szukając mojej miłości,
Pójdę przez góry i rozłogi.

4. Przez wysoko piętrzące się góry rozumie tu cnoty, a to najpierw z powodu ich wzniosłości, a następnie z powodu trudności i znojów, których się doświadcza przy ich zdobywaniu. Mówiąc o tych górach, dusza oznajmia, że pójdzie ku ich szczytom przez życie kontemplacyjne. Przez rozłogi, które się nisko rozpościerają, rozumie tu umartwienia, pokutę, ćwiczenia duchowe i zaznacza, że pójdzie również przez nie, łącząc z życiem kontemplacyjnym życie czynne. Jedno i drugie jest potrzebne, by znaleźć Boga i posiąść pełnię cnót. Wyraża zatem tę myśl: Szukając mego Oblubieńca, pójdę, spełniając akty wzniosłych cnót, wyniszczając się w niżach umartwienia i w pokornych ćwiczeniach. Droga bowiem do pełnego znalezienia Boga, to czerpanie z Niego dobra, a wyniszczanie w sobie zła w sposób, na jaki wskazuje dusza, mówiąc w następujących wierszach:

Nie zerwę kwiatów.

5. By szukać Boga, trzeba mieć serce ogołocone, mężne i wolne od wszelkiego zła i od wszelkiego dobra, które nie jest samym Bogiem. Mówi więc dusza w tym i w następnych wierszach o wolności i odwadze, jaką musi mieć, szukając Boga. Postanawia nie zbierać kwiatów na swej drodze. Przez kwiaty rozumie tu wszystkie upodobania, zadowolenia i rozkosze, jakie nadarzyć się mogą w tym życiu. Gdyby je chciała zbierać lub zatrzymywać dla siebie, wstrzymałyby ją na drodze. Trzy są ich rodzaje: doczesne, zmysłowe i duchowe.

A ponieważ jedne i drugie pociągają za sobą serce, i dla tych, którzy się przy nich zatrzymują lub mają do nich upodobanie są przeszkodą dla ogołocenia się duchowego, które jest konieczne, by iść prostą drogą Chrystusową, przyrzeka dusza, że nie będzie brała dla siebie wspomnianych rzeczy, szukając jedynie swego Oblubieńca. Mówi więc niejako w tym wierszu: Nie zatopię swego serca w bogactwach i dobrach, które mi świat daje, nie zakosztuję rozkoszy i zadowolenia zmysłów, nie zatrzymam się na upodobaniach i pociechach duchowych, aby mnie nie wstrzymały w poszukiwaniu moich miłości na wzgórzach cnót i trudów.

Wyraża te myśli, idąc za wskazaniem, jakie daje król Dawid tym, którzy dążą tą drogą. Divitiae si affluant nolite cór apponere; „Jeśli wam przybędzie majętności, nie przykładajcież serca” (Ps 61, 11). Ma tu na myśli zarówno upodobania zmysłowe, dobra doczesne jak i pociechy duchowe. Albowiem nie tylko dobra doczesne i rozkosze cielesne utrudniają i przeciwstawiają się dążeniu do Boga, lecz również pociechy i rozkosze duchowe, jeśli się je posiada jako własność albo ich szuka, przeszkadzają na drodze krzyża Oblubieńca Chrystusa. Kto zatem chce wciąż postępować naprzód, nie może zbaczać tu i tam, by zbierać te kwiaty. A nadto musi być odważny i mężny, by mógł powiedzieć:

Przed dzikim zwierzem nie uczuję trwogi,
Przejdę przez szyk obronny i graniczne progi!

6. Wskazują te wiersze na trzech wrogów duszy: świat, szatana i ciało, którzy wypowiadają jej wojnę i utrudniają drogę. Przez dzikie zwierzęta rozumie się tu świat, przez szyk obronny – szatana, a przez granice – ciało.

7. Dzikim zwierzem nazywa dusza świat, gdy bowiem zaczyna dążyć do Boga, świat przedstawia się jej w wyobraźni jakby drapieżne zwierzęta, które jej grożą i straszą ją. Po pierwsze, wmawiając w nią, że straci uznanie w świecie, pozbawi się przyjaciół, straci zaufanie, znaczenie, poniesie nawet szkody materialne. Po drugie, a nie jest to mniej groźne, napełnia ją obawą, że nie będzie mogła wytrzymać, nie mając już nigdy zadowolenia i rozkoszy świata i będąc pozbawiona wszelkich jego wygód. Po trzecie, najgroźniejsze, to powstające przeciw niej języki, szyderstwa, sądy i kpiny oraz wzgarda. To wszystko w taki sposób przedstawia się duszom, że trudno im jest nie tylko stawić czoła tym zwierzętom, ale nawet rozpocząć drogę.

8. Duszom bardziej szlachetnym zwykły zagradzać drogę inne jeszcze zwierzęta. Są to trudności wewnętrzne i duchowe, jakie muszą przechodzić. Zsyła je Bóg tym, których chce podnieść do wysokiej doskonałości. Chce ich bowiem doświadczyć i wypróbować jak złoto w ogniu. Mówi o tym król Dawid: Multae tribulationes justorum… „Mnogie są uciski sprawiedliwych, ale z nich wszystkich Pan ich wybawi” (Ps 33, 20). Dusza prawdziwie rozmiłowana, która ponad wszystko ceni swego Umiłowanego, patrzy tylko na Jego miłość i Jego względy i powtarza śmiało: Przed dzikim zwierzem nie uczuje trwogi, Przejdę przez szyk obronny i graniczne progi.

9. Duchy ciemności, które są drugim wrogiem duszy, określa jako szyki obronne, ponieważ z wielką siłą zagradzają jej drogę. Ich pokusy i zasadzki są bardziej niebezpieczne, trudniejsze do poznania i przezwyciężenia niż te, które zastawia świat i ciało. Używają one również do pomocy tych dwóch wrogów, którymi są świat i ciało, aby z tym większą siłą walczyć przeciw duszy. Dlatego Dawid, mówiąc o nich, nazywa ich potęgą i nieprzyjaciółmi: Fortes quaesierunt animam meam; „Potężni szukali duszy mojej”(Ps 53, 5). O tej ciemnej potędze mówi również prorok Job: „Nie masz na ziemi mocy, którą by z nim porównać można, on jest uczyniony, aby się nikogo nie bał” (41, 24). Czyli innymi słowy, żadna siła ludzka nie może go poskromić i tylko w promieniach światła Bożego można odkryć jego podstępy. Dlatego też dusza nie zwycięży jego potęgi bez modlitwy ani nie odkryje jego zasadzek bez umartwienia i pokory. Toteż św. Paweł mówi do wiernych te słowa: Induite vos armaturom Dei ut possitis stare adversus insidias diaboli, quoniam non est nobis colluctano adversus camem et sanguinem; „Przyobleczcie się w zbroję Bożą, abyście mogli się ostać przeciw zasadzkom diabelskim. Albowiem prowadzimy walkę nie z ciałem i krwią” (Ef 6, 11-12). Przez krew rozumie tu Apostoł świat, a przez zbroję Bożą modlitwę i Krzyż Chrystusowy, będący symbolem tej pokory i umartwienia, o jakich mówiliśmy.

10. Mówi również dusza, że przejdzie granice, którym to słowem, jak już zaznaczyliśmy, nazywa opory i bunty, jakie podnosi ciało przeciw duchowi. Mówi św. Paweł: Caro autem concupiscit adversus spiritum; „Ciało bowiem pożąda przeciw duchowi (Ga 5,17), i kładąc się jakby na granicy, przeciwstawia się drodze duchowej. I te granice musi przejść dusza, zwyciężając wszystkie trudności oraz powalając na ziemię z energią i nieugiętą stanowczością ducha wszystkie zmysłowe pożądania i naturalne odczucia. One bowiem im więcej się panoszą w duszy, tym mocniej skrępują ducha, tak że nie będzie mógł zakosztować prawdziwego życia i duchowych rozkoszy. Wskazuje na to św. Paweł, mówiąc: Si spiritu facta carnis mortificaveritis, vivetis; Jeśli duchem sprawy ciała – tzn. skłonności ciała i pożądania ducha – umartwicie, żyć będziecie” (Rz 8, 13). Tego właśnie sposobu postępowania trzyma się dusza w tej strofie, by szukać swego Umiłowanego. Bo rzeczywiście, potrzeba jej stałości i odwagi, by nie schylać się i nie zbierać kwiatów. Potrzeba jej odwagi, by nie ulęknąć się dzikich zwierząt, a męstwa, by przejść przez twierdze i granice, starając się tylko iść przez góry i rozłogi cnót, tak jak to już zostało wyjaśnione.

STROFA IV

Zagaje i puszcze
Rękami Oblubieńca mego zasadzone,
O łąki pełne zieleni,
Kwiatami ozdobione,
Powiedzcie, czy przeszedł wśród was, w którą stronę?

OBJAŚNIENIE

1. Dusza wytłumaczyła już, w jaki sposób przygotowuje się do wstąpienia na tę drogę. Polega on na tym, by nie szukać smaków i rozkoszy, lecz uzbroić się w męstwo potrzebne do zwyciężenia pokus i trudności. Na tym polega ćwiczenie się w poznaniu siebie samego, i to przede wszystkim powinna dusza czynić, by mogła postąpić w poznaniu Boga. Teraz zaś, w tej strofie zaczyna dążyć przez rozważanie i poznawanie stworzeń do poznania swego Umiłowanego, ich Stwórcy. Rozmyślanie o rzeczach stworzonych jest po poznaniu samego siebie najważniejsze na tej duchowej drodze, jaką kroczy się do poznania Boga, a to przez rozważanie Jego wielkości i wzniosłości w stworzeniach, według tego, co mówi Apostoł: Invisibilia enim ipsius a creatura mundi per ea quae facta sunt, intellecta conspiciuntur (Rz 1, 20), czyli: Niewidzialne doskonałości Boga poznaje dusza z Jego dzieł stworzonych, tak widzialnych jak i niewidzialnych. Rozmawia więc dusza w tej strofie ze stworzeniami, pytając je o swego Umiłowanego. Należy tu zaznaczyć, jak mówi św. Augustyn, że pytanie, jakie dusza zadaje stworzeniom, jest wynikiem rozważania o nich i ich Stworzycielu. Strofa ta mówi o rozważaniu żywiołów i niższych stworzeń, i rzeczy materialnych, które Bóg w nich stworzył, wreszcie o rozważaniu duchów niebieskich. Mówi więc:

Zagaje i puszcze.

2. Słowem zagaje określa żywioły, jakimi są ziemia, woda, powietrze i ogień, ponieważ te żywioły, jakby najprzyjemniejsze lasy, są zaludnione licznymi stworzeniami, które tu nazywa puszczami z powodu ich liczby i rozmaitości. Na ziemi jest mnóstwo różnych zwierząt i roślin; w wodzie niezliczone odmiany ryb; w powietrzu wielka różnorodność ptactwa; ogień zaś jest żywiołem, który łączy się z innymi dla ich ożywienia i podtrzymania. Każdy rodzaj zwierząt żyje w swoim żywiole, jest umieszczony i niejako zasadzony w nim jak w swoim lesie i okolicy, gdzie się rodzi i rozwija. Bo istotnie, Bóg stwarzając, rozkazał ziemi, by zrodziła rośliny i zwierzęta, morzu i wodzie, by wywiodły ryby, a powietrze uczynił mieszkaniem ptactwa (Rdz 1). Dusza zatem, widząc, że tak Bóg polecił i tak się stało, (tamże) mówi w następnym wierszu:

Rękami Oblubieńca mego zasadzone.

3. Wiersz niniejszy zawiera rozważanie o tym, że wszystką tę różnorodność i wspaniałość stworzeń mogła wyprowadzić z nicości i uczynić jedynie ręka Umiłowanego Boga. Stąd trzeba zaznaczyć, że z naciskiem mówi: rękami Oblubieńca. Chociaż bowiem Bóg wiele innych rzeczy czyni ręką cudzą, tj. przez aniołów i ludzi, to jednak dzieła stworzenia nie dokonał ani nigdy nie dokona inaczej, tylko ręką własną. I dlatego dusza czuje się wielce pobudzona do miłości swego Umiłowanego Boga przez rozważanie stworzeń, jako że są dziełami Jego ręki własnej. I mówi następnie:

O łąki pełne zieleni.

4. Wyrażają te słowa rozważanie o niebie, które nazywa łąkami pełnymi zieleni, albowiem wszystko, co w nim istnieje, jest zielenią wiecznie świeżą, która nie więdnie ani nie usycha z biegiem czasu. W nim, jakby na świeżej zieleni odpoczywają i rozkoszują się sprawiedliwi. W tych słowach zawiera się również rozważanie o różnorodności i piękności gwiazd i innych planet niebieskich.

5. Wyrażeniem zieleń również i Kościół święty określa rzeczy niebieskie. W modlitwie bowiem za dusze wiernych zmarłych, zwracając się do tych dusz, mówi: Constituat vos Dominus inter amoena virentia; „Niech was umieści Pan wśród miłej zieleni”. Mówi dalej, że te łąki zieleni są

Kwiatami ozdobione.

6. Słowem kwiaty określa aniołów i dusze święte, które ozdabiają i upiększają niebiosa, podobnie jak wdzięczna i artystyczna inkrustacja ozdabia naczynie ze szczerego złota.

Powiedzcie, czy przeszedł wśród was, w którą stroną?

7. To pytanie jest rozważaniem, o jakim już mówiliśmy, i znaczy: powiedzcie mi, jakie wspaniałości w was stworzył?

STROFA V

Rzucając wdzięków tysiące
Przebiegną szybko wskroś boru cichego,
A jedno tylko spojrzenie
I blask Jego postaci,
Okrył je szatą piękna czarownego.

OBJAŚNIENIE

1. W tej strofie stworzenia odpowiadają duszy; odpowiedź ta, jak to również twierdzi św. Augustyn, świadczy o potędze i wielkości Boga, jaka się w nich objawia. Najważniejsze zatem w tej strofie jest to, że Bóg stworzył wszystkie rzeczy z wielką łatwością i szybkością i pozostawił w nich jakiś ślad swej wielkości. Nie tylko bowiem dał im z niczego byt, lecz również ozdobił je niezliczonymi przymiotami i wdziękami, upiększając je z przedziwnym ładem i wzajemną zależnością jednych od drugich. Wszystko to zaś uczynił przez swą Mądrość, przez którą je stworzył, tj. przez Słowo, swego jedynego Syna. Mówi więc dusza:

Rzucając wdzięków tysiące.

2. Przez tysiące wdzięków, które – jak mówił – przechodząc rozrzucał, rozumie się mnogość najrozmaitszych stworzeń. Dlatego też używa liczby tak wielkiej jak tysiące, by wskazać na niezliczoną liczbę stworzeń, które nazywa wdziękami z powodu wielu wdzięków, jakich udzielił On stworzeniom, rozlewając je, tj. zaludniając nimi cały świat, gdy

Przebiegnął szybko wskroś boru cichego.

3. Przejście przez bory oznacza stworzenie wszelkich żywiołów, które tu nazywa borami, a przez które, jak mówi, przebiegł rzucając tysiące wdzięków, bo je ozdabiał wszystkimi wdzięcznymi stworzeniami. A ponadto rozlał w nich tysiące wdzięków, dając im moc rozmnażania się i zachowania gatunku.

I mówi dusza, iż przeszedł, bo stworzenia są jakby śladem przejścia Bożego, noszącymi na sobie ślady Jego wielkości, potęgi, mądrości i innych Bożych przymiotów.

I mówi, że przebiegł szybko, by dać poznać, że stworzenia są mniejszymi dziełami Boga, które stworzył jakby mimochodem. Największe bowiem dzieła Jego, przez które nam się objawił i na których się dłużej zatrzymał, są to wcielenie Słowa i tajemnice wiary chrześcijańskiej. W porównaniu z tymi dziełami wszystkie inne zostały dokonane jakby mimochodem i w pośpiechu.

A jedno tylko spojrzenie
I blask Jego postaci,
Okrył je szatą piękna czarownego.

4. Według św. Pawła, Syn Boży jest „jasnością i odbiciem istoty Jego” (Hbr 1, 3). I trzeba pamiętać, że przez tę postać swego Syna patrzy Bóg na wszystko stworzenie i tym samym daje stworzeniom byt naturalny, przymioty i dary naturalne oraz sprawia, że są piękne i doskonałe. Mówi o tym Księga Rodzaju w tych słowach: „I widział Bóg wszystkie rzeczy, które był uczynił: i były bardzo dobre” (1, 31). U Boga zaś widzieć rzeczy bardzo dobrymi znaczy to samo, co uczynić je bardzo dobrymi w Słowie, Synu swoim. I nie tylko udzielił stworzeniom bytu i wdzięków naturalnych patrząc na nie, jak to powiedzieliśmy, lecz również samą postacią swego Syna odział je pięknością, udzielając im bytu nadprzyrodzonego. Dokonało się to wówczas, gdy Syn Boży stał się człowiekiem i podniósł człowieczeństwo do piękności Bożej, a z nim i wszystkie stworzenia przez to, iż złączył się z nimi przez przyjęcie ludzkiej natury. I dlatego mówi tenże Syn Boży: Si ego exaltatus a term fuero, omnia traham ad me ipsum; „A ja, gdy nad ziemię podwyższony będę, wszystko do siebie pociągnę” (J 12, 32). Przez to podniesienie stworzeń skutkiem wcielenia Syna Bożego i Jego zmartwychwstania wedle ciała, nie tylko Ojciec przyozdobił stworzenia częściowo, lecz możemy powiedzieć, że całkowicie okrył je pięknem i godnością.

STROFA VI

Te dzieła, co się wokół przesuwają,
Niosą mi pieśń o Twojej czarownej piękności.
I coraz głębiej duszę rozdzierają,
Tak że niemal umieram,
Gdy mi szepcą o twoich tajemnic wielkości.

OBJAŚNIENIE

1. W poprzedniej strofie dowodziła dusza, że zachorowała lub została zraniona miłością Oblubieńca skutkiem tych wieści, jakie jej dawały o Nim nierozumne stworzenia. W tej zaś strofie mówi nam, że rana Jego miłości jeszcze się bardziej zaogniła skutkiem innego, wyższego poznania Oblubieńca. Poznania tego nabywa ona za pośrednictwem stworzeń rozumnych, szlachetniejszych od tamtych, mianowicie przez ludzi i aniołów. I nie tylko zwiększa się jej rana, lecz mówi, że umiera z miłości na widok przedziwnego bezmiaru, jaki dzięki tym stworzeniom zaczyna się przed nią częściowo odsłaniać. Nazywa go tajemniczym, ponieważ nie umie tego wyrazić; jest on jednak taki, że przyprawia duszę o śmierć z miłości.

2. Z tego możemy poznać, że w obcowaniu miłości są trzy rodzaje udręk spowodowanych przez Umiłowanego, stosownie do trzech sposobów poznania, jakie można mieć o Nim.

Pierwszy nazywa się raną. Jest to cierpienie lżejsze i szybciej przemijające, tak właśnie jak zranienie. Powstaje to zranienie z poznania Boga, jakiego dusza nabywa za pośrednictwem nierozumnych stworzeń, będących najniższymi z dzieł Bożych. I o tym zranieniu, które tu nazywamy także omdleniem, mówi również oblubienica z Pieśni nad pieśniami: Adjuro vos, filiae Jerusalem, si inveneritis dilectum meum, ut nuntietis ei, quia amore langueo; „Poprzysięgam was, córki jerozolimskie, jeśli znajdziecie Miłego mego, abyście Mu oznajmiły, iż mdleję z miłości” (5, 8). Przez córki jerozolimskie rozumie tu stworzenia.

3. Drugie cierpienie to jakby rozdarcie duchowe, o wiele głębsze i dłużej trwające niż rana. Jest ono jakby raną, która już przekształciła się w rozdarcie, dzięki czemu dusza czuje się prawdziwie trawiona miłością. To rozdarcie powstaje w duszy poznającej wcielenie Słowa i tajemnice wiary, które będąc większymi dziełami Boga i zawierając w sobie większą miłość Bożą niż inne stworzenia, wywołują w duszy tym większy skutek miłości. Tak że gdy pierwszy był jakby zranieniem, ten drugi jest już jakby oczywistą, rozdartą i długotrwałą raną. Rozmawiając o tym z duszą, Oblubieniec z Pieśni nad pieśniami mówi: „Zraniłaś serce moje, siostro moja, oblubienico, zraniłaś serce moje jednym okiem twoim i jednym włosem szyi twojej” (4, 9). Oko oznacza tu wiarę we wcielenie Oblubieńca, a włos umiłowanie tej tajemnicy.

4. Trzeci przejaw tego miłosnego cierpienia to jakby umieranie, w którym i rana duszy jest zaogniona i cała dusza jest objęta tym zaognieniem i żyje tak umierając, aż miłość, kładąc kres jej życiu i przemieniając ją w miłość, sprawi, że żyć będzie życiem miłości. To umieranie z miłości powstaje w duszy za pośrednictwem dotknięcia najwyższego poznania boskości, będącego czymś niepojętym, o czym mówi w tej strofie, że jej szepcą. Dotknięcie to nie jest długotrwałe ani mocne, raczej przechodzi szybko, gdyż inaczej dusza odłączyłaby się od ciała. Na skutek tego dotknięcia dusza pozostaje umierająca z miłości i bardziej umiera dlatego, że nie może już zaraz umrzeć z miłości. To jest miłość gwałtowna, nie cierpiąca zwłoki. Wskazują na nie słowa Pisma świętego w Księdze Rodzaju, mówiąc o Racheli, która taką miłością potomstwa pałała, iż rzekła mężowi swemu Jakubowi: Da mihi liberos, alioquin moriar; „Daj mi dzieci, inaczej umrę” (30, 1). Prorok Job zaś wołał: Quis mihi det, ut qui coepit ipse me conterat? „Kto by mi dał… aby Ten, który począł, ten mnie starł?” (6, 8-9).

5. Te dwa rodzaje cierpień miłosnych, tj. rozdarcie i umieranie, zadają duszy stworzenia rozumne, jak to sama mówi w tej strofie. Rozdzierają przez to, że opowiadają jej o czarownej piękności Umiłowanego, zawartej w tajemnicach i w Mądrości Bożej, których ją nauczają w wierze. Umieranie jest przez to, co niepojęte, tzn. przez uczucie i poznanie boskości, które niekiedy jej się odsłania, kiedy słyszy rozmowę o Bogu. Mówi więc:

Te dzielą, co się wokół przesuwają.

6. Przez te dzieła, które się przesuwają, jak to już zaznaczyliśmy, oznacza tu dusza stworzenia rozumne: ludzi i aniołów, gdyż tylko oni spośród wszystkich stworzeń chodzą przed Bogiem, tj. poznają Go. To bowiem chce wyrazić przez słowo: przesuwają się (vagan), które w języku łacińskim odpowiada słowu vacant. A ponieważ z pomocą tych istot rozumnych lepiej poznaje Boga bądź przez rozważanie Jego doskonałości, nieskończenie przewyższających doskonałość choćby najwyższych stworzeń, bądź przez jaśniejsze poznanie, jakie dają o Nim te istoty, jedne przez wewnętrzne natchnienia, jak to czynią aniołowie, inne przez prawdy Pisma świętego, dlatego słusznie mówi:

Niosą mi pieśń o Twojej czarownej piękności,

7. czyli pozwalają mi zrozumieć niewymowne skarby łaski i Twego miłosierdzia w dziele Wcielenia i prawdach wiary, które mi Ciebie objaśniają. Wciąż też dają mi poznać coraz to nowe rzeczy, a gdyby jeszcze więcej mogły mówić, tym więcej odsłoniłyby Twoich wdzięków.

I coraz głębiej dusze rozdzierają.

8. Im więcej bowiem aniołowie dają mi natchnień, a ludzie nauczają o tobie, tym bardziej rozmiłowują mnie w Tobie, i tak coraz głębiej ranią mnie miłością.

Tak, że niemal umieram,
Gdy mi szepcą o Twoich tajemnic wielkości.

9. Innymi słowy: Oprócz tej rany, którą mi stworzenia zadają przez to, że mówią mi o tysiącach Twoich wdzięków, jest jeszcze coś, co czuje się, że zostało do powiedzenia, i jedna rzecz, którą się poznaje, że została do powiedzenia, i wzniosły ślad Boga, który się odsłania przed duszą, który zostaje jeszcze do zbadania, i jakieś bardzo wzniosłe poznanie Pana Boga, którego nie można wyrazić, i dlatego określam to jako coś. I jeśli to pierwsze, które znam, rani mnie i ranę miłości pogłębia, to owo drugie, którego nie mogę pojąć, a tylko czuję wzniosłość jego, przyprawia mnie o śmierć.

To przeżycie spotyka się czasem u dusz, które są już na wyższym stopniu doskonałości. Bóg daje im łaskę wzniosłego poznania w chwili, gdy słuchają, patrzą lub rozważają o Nim, a czasem i bez tego wszystkiego. W Nim poznają lub odczuwają ogrom i potęgę Boga. A w tym odczuwaniu tak wzniosie odczuwa Boga, że jasno rozumie, iż wszystko jeszcze zostaje do zrozumienia. Wtedy owo zrozumienie i odczucie, że tak nieogarniona jest boskość i że nie można jej całkowicie zrozumieć, jest bardzo wzniosłym zrozumieniem. Jest to więc jedna z największych łask, jaką Bóg obdarza duszę w tym życiu. I choć trwa ona krótko, daje jej tak jasne poznanie i tak wysokie odczucie Bóstwa, iż widzi jasno, że nie można Go nigdy całkowicie zrozumieć i odczuć. Jest to bowiem w pewnym stopniu poznanie podobne do tego, jakie jest w niebie, gdzie ci, którzy Go lepiej poznają, tym jaśniej widzą Jego nieskończoność jaka im do zrozumienia zostaje. Tym zaś, którzy mniej Go widzą, nie ukazuje się z taką wyrazistością to, co zostało do zobaczenia.

10. Myślę jednak, że kto tego sam nie doświadczył, nie zrozumie tego nigdy, bo nawet dusza, która przeżyła to wszystko, widząc, że zostało jej do zrozumienia dane coś, co wzniosie odczuwa, określa to jako nie wiem co. Nie mogąc bowiem tego pojąć, nie umie też wyrazić tego słowami, chociaż to odczuwa, jak już zaznaczyliśmy. Dlatego dusza mówi, że stworzenia rozumne niosąc jej pieśń o wielkości tajemnic Bożych, nie mogą jej tego wytłumaczyć, ponieważ mówią jak dzieci, które nie potrafią wysłowić i wyjaśnić tego, co chcą powiedzieć.

STROFA VII

Te dzieła, co się wokół przesuwają,
Niosą mi pieśń o Twojej czarownej piękności.
I coraz głębiej duszę rozdzierają,
Tak że niemal umieram,
Gdy mi szepcą o twoich tajemnic wielkości.

OBJAŚNIENIE

1. W poprzedniej strofie dowodziła dusza, że zachorowała lub została zraniona miłością Oblubieńca skutkiem tych wieści, jakie jej dawały o Nim nierozumne stworzenia. W tej zaś strofie mówi nam, że rana Jego miłości jeszcze się bardziej zaogniła skutkiem innego, wyższego poznania Oblubieńca. Poznania tego nabywa ona za pośrednictwem stworzeń rozumnych, szlachetniejszych od tamtych, mianowicie przez ludzi i aniołów. I nie tylko zwiększa się jej rana, lecz mówi, że umiera z miłości na widok przedziwnego bezmiaru, jaki dzięki tym stworzeniom zaczyna się przed nią częściowo odsłaniać. Nazywa go tajemniczym, ponieważ nie umie tego wyrazić; jest on jednak taki, że przyprawia duszę o śmierć z miłości.

2. Z tego możemy poznać, że w obcowaniu miłości są trzy rodzaje udręk spowodowanych przez Umiłowanego, stosownie do trzech sposobów poznania, jakie można mieć o Nim.

Pierwszy nazywa się raną. Jest to cierpienie lżejsze i szybciej przemijające, tak właśnie jak zranienie. Powstaje to zranienie z poznania Boga, jakiego dusza nabywa za pośrednictwem nierozumnych stworzeń, będących najniższymi z dzieł Bożych. I o tym zranieniu, które tu nazywamy także omdleniem, mówi również oblubienica z Pieśni nad pieśniami: Adjuro vos, filiae Jerusalem, si inveneritis dilectum meum, ut nuntietis ei, quia amore langueo; „Poprzysięgam was, córki jerozolimskie, jeśli znajdziecie Miłego mego, abyście Mu oznajmiły, iż mdleję z miłości” (5, 8). Przez córki jerozolimskie rozumie tu stworzenia.

3. Drugie cierpienie to jakby rozdarcie duchowe, o wiele głębsze i dłużej trwające niż rana. Jest ono jakby raną, która już przekształciła się w rozdarcie, dzięki czemu dusza czuje się prawdziwie trawiona miłością. To rozdarcie powstaje w duszy poznającej wcielenie Słowa i tajemnice wiary, które będąc większymi dziełami Boga i zawierając w sobie większą miłość Bożą niż inne stworzenia, wywołują w duszy tym większy skutek miłości. Tak że gdy pierwszy był jakby zranieniem, ten drugi jest już jakby oczywistą, rozdartą i długotrwałą raną. Rozmawiając o tym z duszą, Oblubieniec z Pieśni nad pieśniami mówi: „Zraniłaś serce moje, siostro moja, oblubienico, zraniłaś serce moje jednym okiem twoim i jednym włosem szyi twojej” (4, 9). Oko oznacza tu wiarę we wcielenie Oblubieńca, a włos umiłowanie tej tajemnicy.

4. Trzeci przejaw tego miłosnego cierpienia to jakby umieranie, w którym i rana duszy jest zaogniona i cała dusza jest objęta tym zaognieniem i żyje tak umierając, aż miłość, kładąc kres jej życiu i przemieniając ją w miłość, sprawi, że żyć będzie życiem miłości. To umieranie z miłości powstaje w duszy za pośrednictwem dotknięcia najwyższego poznania boskości, będącego czymś niepojętym, o czym mówi w tej strofie, że jej szepcą. Dotknięcie to nie jest długotrwałe ani mocne, raczej przechodzi szybko, gdyż inaczej dusza odłączyłaby się od ciała. Na skutek tego dotknięcia dusza pozostaje umierająca z miłości i bardziej umiera dlatego, że nie może już zaraz umrzeć z miłości. To jest miłość gwałtowna, nie cierpiąca zwłoki. Wskazują na nie słowa Pisma świętego w Księdze Rodzaju, mówiąc o Racheli, która taką miłością potomstwa pałała, iż rzekła mężowi swemu Jakubowi: Da mihi liberos, alioquin moriar; „Daj mi dzieci, inaczej umrę” (30, 1). Prorok Job zaś wołał: Quis mihi det, ut qui coepit ipse me conterat? „Kto by mi dał… aby Ten, który począł, ten mnie starł?” (6, 8-9).

5. Te dwa rodzaje cierpień miłosnych, tj. rozdarcie i umieranie, zadają duszy stworzenia rozumne, jak to sama mówi w tej strofie. Rozdzierają przez to, że opowiadają jej o czarownej piękności Umiłowanego, zawartej w tajemnicach i w Mądrości Bożej, których ją nauczają w wierze. Umieranie jest przez to, co niepojęte, tzn. przez uczucie i poznanie boskości, które niekiedy jej się odsłania, kiedy słyszy rozmowę o Bogu. Mówi więc:

Te dzielą, co się wokół przesuwają.

6. Przez te dzieła, które się przesuwają, jak to już zaznaczyliśmy, oznacza tu dusza stworzenia rozumne: ludzi i aniołów, gdyż tylko oni spośród wszystkich stworzeń chodzą przed Bogiem, tj. poznają Go. To bowiem chce wyrazić przez słowo: przesuwają się (vagan), które w języku łacińskim odpowiada słowu vacant. A ponieważ z pomocą tych istot rozumnych lepiej poznaje Boga bądź przez rozważanie Jego doskonałości, nieskończenie przewyższających doskonałość choćby najwyższych stworzeń, bądź przez jaśniejsze poznanie, jakie dają o Nim te istoty, jedne przez wewnętrzne natchnienia, jak to czynią aniołowie, inne przez prawdy Pisma świętego, dlatego słusznie mówi:

Niosą mi pieśń o Twojej czarownej piękności,

7. czyli pozwalają mi zrozumieć niewymowne skarby łaski i Twego miłosierdzia w dziele Wcielenia i prawdach wiary, które mi Ciebie objaśniają. Wciąż też dają mi poznać coraz to nowe rzeczy, a gdyby jeszcze więcej mogły mówić, tym więcej odsłoniłyby Twoich wdzięków.

I coraz głębiej dusze rozdzierają.

8. Im więcej bowiem aniołowie dają mi natchnień, a ludzie nauczają o tobie, tym bardziej rozmiłowują mnie w Tobie, i tak coraz głębiej ranią mnie miłością.

Tak, że niemal umieram,
Gdy mi szepcą o Twoich tajemnic wielkości.

9. Innymi słowy: Oprócz tej rany, którą mi stworzenia zadają przez to, że mówią mi o tysiącach Twoich wdzięków, jest jeszcze coś, co czuje się, że zostało do powiedzenia, i jedna rzecz, którą się poznaje, że została do powiedzenia, i wzniosły ślad Boga, który się odsłania przed duszą, który zostaje jeszcze do zbadania, i jakieś bardzo wzniosłe poznanie Pana Boga, którego nie można wyrazić, i dlatego określam to jako coś. I jeśli to pierwsze, które znam, rani mnie i ranę miłości pogłębia, to owo drugie, którego nie mogę pojąć, a tylko czuję wzniosłość jego, przyprawia mnie o śmierć.

To przeżycie spotyka się czasem u dusz, które są już na wyższym stopniu doskonałości. Bóg daje im łaskę wzniosłego poznania w chwili, gdy słuchają, patrzą lub rozważają o Nim, a czasem i bez tego wszystkiego. W Nim poznają lub odczuwają ogrom i potęgę Boga. A w tym odczuwaniu tak wzniosie odczuwa Boga, że jasno rozumie, iż wszystko jeszcze zostaje do zrozumienia. Wtedy owo zrozumienie i odczucie, że tak nieogarniona jest boskość i że nie można jej całkowicie zrozumieć, jest bardzo wzniosłym zrozumieniem. Jest to więc jedna z największych łask, jaką Bóg obdarza duszę w tym życiu. I choć trwa ona krótko, daje jej tak jasne poznanie i tak wysokie odczucie Bóstwa, iż widzi jasno, że nie można Go nigdy całkowicie zrozumieć i odczuć. Jest to bowiem w pewnym stopniu poznanie podobne do tego, jakie jest w niebie, gdzie ci, którzy Go lepiej poznają, tym jaśniej widzą Jego nieskończoność jaka im do zrozumienia zostaje. Tym zaś, którzy mniej Go widzą, nie ukazuje się z taką wyrazistością to, co zostało do zobaczenia.

10. Myślę jednak, że kto tego sam nie doświadczył, nie zrozumie tego nigdy, bo nawet dusza, która przeżyła to wszystko, widząc, że zostało jej do zrozumienia dane coś, co wzniosie odczuwa, określa to jako nie wiem co. Nie mogąc bowiem tego pojąć, nie umie też wyrazić tego słowami, chociaż to odczuwa, jak już zaznaczyliśmy. Dlatego dusza mówi, że stworzenia rozumne niosąc jej pieśń o wielkości tajemnic Bożych, nie mogą jej tego wytłumaczyć, ponieważ mówią jak dzieci, które nie potrafią wysłowić i wyjaśnić tego, co chcą powiedzieć.

STROFA VIII

WPROWADZENIE DO NASTĘPNEJ STROFY

1. Również odnośnie do innych stworzeń zdarzają się duszy pewne oświecenia, podobne do tych, o których mówiliśmy, chociaż nie zawsze tak głębokie. Dzieje się to wtedy, gdy Bóg w łaskawości swojej odsłania przed duszą ich duchowy sens i daje poznać przez nie Boże wspaniałości, których dusza nigdy nie zdoła poznać całkowicie. Są one bowiem tym szeptem o Bożej wielkości. Tak więc dusza idzie dalej ze swą skargą i rozmawia z życiem w swej duszy, mówiąc w następnej strofie:

Ach, czemu jeszcze trwasz,
Życie, co nie masz życia prawdziwego?
I ciągle tylko umierasz
Od uderzenia grotu miłosnego,
Gdy wchodzisz w tajemnice Umiłowanego.

OBJAŚNIENIE

2. Dusza, widząc że umiera z miłości, według tego co powiedziała, a umrzeć nie może, by móc radować się już bez granic swą Miłością, skarży się na przedłużanie się życia ziemskiego, z powodu którego odwleka się jej życie duchowe. Tak więc w tej strofie prowadzi rozmowę z tym życiem, wyrażając ból, jaki jej ono sprawia, i wypowiada następujące myśli: O życie mojej duszy, jak możesz trwać jeszcze w tym życiu cielesnym, będącym dla ciebie śmiercią i pozbawieniem pełnego, duchowego życia w Bogu, w którym przez swój byt, miłość i pragnienie prawdziwiej żyjesz niż w ciele? I czyż to nie jest dostateczną przyczyną, byś wyszło, uwolniło się „z ciała tej śmierci” (Rz 7, 24), aby żyć i radować się życiem twego Boga? Jak możesz jeszcze żyć w tym.kruchym ciele?

Ponadto rany miłości, jakie otrzymujesz od Umiłowanego, gdy daje ci udział w swoich wielmożnościach, same z siebie wystarczają, by położyć kres twemu życiu. A one wszystkie zadają ci głęboką ranę miłości. I tak, ilekroć coś o Nim czujesz i rozumiesz, tylekroć otrzymujesz uderzenia i rany miłości, które cię zabijają. Następuje wiersz:

Ach, czemu jeszcze trwasz,
Życie, co nie masz życia prawdziwego?

3. Aby zrozumieć te słowa, należy zaznaczyć, że dusza więcej żyje w tym, co kocha, niż w ciele, które ożywia. W ciele bowiem nie ma swego życia, lecz przeciwnie, ona daje życie ciału. Przez miłość zaś żyje w tym, co kocha.

Poza tym życiem miłości, którym dusza miłująca Boga żyje w Nim, ma ona jeszcze w Bogu swe życie podstawowe i naturalne, tak jak wszystkie inne stworzenia. Wskazuje na to święty Paweł, gdy mówi: „Albowiem w Nim żyjemy i ruszamy się, i jesteśmy” (Dz 17, 28). Czyli, że w Bogu mamy nasze życie, możność poruszania się i istnienia. Święty Jan mówi również, iż wszystko, co się stało, było życiem w Bogu (J 1, 4). Rozumie zatem dusza, że w Bogu ma swe życie naturalne, biorąc zeń swój byt, i w Bogu ma swe życie duchowe przez miłość, którą Go kocha. Uskarża się więc i boleje, że życie tak kruche, w śmiertelnym ciele, może przeszkadzać jej w radowaniu się życiem tak trwałym, prawdziwym i rozkosznym, jakie ma w Bogu z natury i przez miłość.

Dlatego też dusza wyraźnie podkreśla, że cierpi na skutek dwóch przeciwieństw, jakimi są życie naturalne w ciele i życie duchowe w Bogu. Są to przeciwieństwa zwalczające się nawzajem, a dusza żyjąc w nich obu, z konieczności odczuwa wielkie męczarnie. Jedno bowiem życie pełne udręki przeszkadza jej w kosztowaniu drugiego życia pełnego szczęścia. I życie naturalne staje się dla niej jakby śmiercią, gdyż pozbawia ją pełnego życia duchowego, w którym tkwi cały jej byt i życie naturalne, i wszystkie czynności i odczucia przez miłość. Wyrażając ciężar tego nędznego życia, mówi:

I ciągle tylko umierasz
Od uderzenia grotu miłosnego.

4. Innymi słowy: Jak możesz trwać w tym ciele, kiedy wystarczą dla pozbawienia cię życia te uderzenia miłości (wyrażone tu przez groty), które twemu sercu zadaje Umiłowany? Uderzenia tych strzał miłości tak ubogacają duszę i serce poznaniem i miłością Boga, iż słusznie można powiedzieć, że pojmuje ona cos z Boga, jak to wyraża w wierszu następnym:

Gdy wchodzisz w tajemnice Umiłowanego.

5. Należy to rozumieć odnośnie do wielkości, piękna, mądrości, wdzięków i przymiotów, jakie zeń poznajesz.

STROFA IX

WPROWADZENIE DO NASTĘPNEJ STROFY

1. Jeleń zraniony zatrutą strzałą nie odpoczywa ani się nie uspokoi, lecz biega w różne strony szukając lekarstwa. Zanurza się raz w tę, drugi raz w inną wodę, lecz zawsze, mimo tych zabiegów i lekarstw, jakie bierze, siła trucizny coraz bardziej się potęguje, aż dochodząc do serca zabija go. Podobnie również i dusza zraniona strzałą miłości, o jakiej mówimy, nie zaprzestaje szukać lekarstwa na swój ból. Nie tylko jednak nie znajduje go, lecz wszystko, co mówi i czyni powiększa jeszcze jej ból. Poznaje wreszcie, że nie ma innego sposobu tylko oddać się w ręce Tego, który ją zranił, by uwolnił ją od cierpień i zadał jej śmierć nadmiarem miłości. Zwraca się zatem do swego Oblubieńca, będącego sprawcą wszystkich męczarni i mówi w następnej strofie:

Dlaczego, gdy rozdarłeś miłością
Me serce, nie dasz balsamu tej ranie?
I gdyś mnie porwał,
Czemuś mnie znowu zostawił?
I nie bierzesz zdobyczy w swoje posiadanie?

OBJAŚNIENIE

2. Zwraca się dusza w tej strofie do swego Umiłowanego i wiedzie z Nim rozmowę, skarżąc się wciąż na swój ból. Albowiem ta niecierpliwa miłość, jaka ją trawi, nie daje najmniejszego spoczynku ni wytchnienia, wzmaga wciąż pragnienie, dopóki nie znajdzie ukojenia. Widząc się zatem zranioną i opuszczoną, i nie mając u nikogo oparcia ni ukojenia, prócz Umiłowanego, który ją zranił, czyni Mu miłosne wyrzuty: gdy zranił jej serce miłością, dawszy jej poznać siebie, czemu nie uleczy tej rany widokiem obecności swojej? I gdy zabrał to serce całkowicie w swoje posiadanie przez miłość, jaka nim zawładnęła i wyrwał je spod jej panowania, dlaczego je tak pozostawia, wyrwane spod jej władzy? Wszak ten, kto kocha, nie ma swojego serca, gdyż je oddał Umiłowanemu. Dlaczego nie umieścił go w swoim sercu, przywłaszczając je sobie przez całkowite i doskonałe przeobrażenie miłości w chwale? Mówi więc:

Dlaczego, gdy rozdarłeś miłością
Me serce, nie dasz balsamu tej ranie?

3. Nie skarży się, że ją zranił, bo kochający im głębsze otrzymuje rany miłości, tym większą ma zapłatę. Lecz skarży się, że zraniwszy jej serce, nie uleczył go przez położenie kresu jej życiu. Rany bowiem miłości są tak słodkie i pełne takiej rozkoszy, że jeśli nie zadają śmierci, nie mogą duszy zadowolić. Tak są słodkie, że chciałaby, aby ją raniły aż do zabicia i dlatego pyta: Dlaczego, gdy rozdarłeś miłością me serce, nie dasz balsamu tej ranie? Czyli innymi słowy: zraniwszy to serce tak głęboko, czemu nie leczysz go, zabijając je miłością? Jesteś przyczyną uzdrowienia przez śmierć z miłości! W ten sposób serce zranione bólem z powodu Twej nieobecności, ozdrowieje dzięki rozkoszy i chwale Twej słodkiej obecności. I mówi dalej:

I gdyś mnie porwał,
Czemuś mnie znowu zostawił?

4. Porwać coś, to znaczy pozbawić dotychczasowego pana władzy nad tą rzeczą i przyswoić ją sobie. Skarży się więc dusza Umiłowanemu, że porwawszy jej serce przez miłość, pozbawiwszy ją nad nim władzy i posiadania, pozostawia ją w takim stanie, nie biorąc go naprawdę na swą własność i nie przyswajając, jak to czyni złodziej ze swą zdobyczą, którą unosi z sobą.

5. O tym, kto kocha, mówimy, że ma serce skradzione lub zagrabione przez tego, którego kocha, gdyż serce jego jest poza nim w tym, co kocha, a tak nie ma go już dla siebie, tylko dla umiłowanego. Stąd też łatwo poznać, czy dusza miłuje Boga prawdziwie, czy tylko pozornie. Gdy jej miłość jest prawdziwa, nie ma serca dla siebie, nie szuka swych upodobań i korzyści, lecz jedynie czci i chwały Bożej i Jego upodobania. Im więcej zaś dla siebie ma serca, tym mniej ma go dla Boga.

6. By się przekonać, czy Bóg rzeczywiście porwał czyjeś serce, należy zważyć dwie rzeczy: czy tęskni ono jedynie za Bogiem i czy nie szuka zadowolenia w czym innym, jak tylko w samym Bogu. Tak bowiem czyni dusza, o której tu mowa. Powodem tego jest, że serce człowiecze nie może zaznać spoczynku i pokoju bez posiadania czegoś. Jeśli zaś skłania się do czegoś uczuciowo, wtedy już, jak powiedzieliśmy, ani siebie, ani niczego innego nie posiada. I dopóki nie posiędzie całkowicie przedmiotu swej miłości, tyle ma utrudzenia, ile doznaje braku; a gdy Go w końcu posiędzie, zaspokoi się. Dusza w tym stanie jest jak puste naczynie, czekające napełnienia, jak głodny szukający pokarmu, jak chory wzdychający za zdrowiem, jak człowiek wiszący w powietrzu i nie mający punktu oparcia. Takim jest serce bardzo rozmiłowane. Dlatego tutaj dusza, wiedząc to z własnego doświadczenia, skarży się: Dlaczego je tak zostawiłeś? tj. puste, zgłodniałe, samotne, zranione miłością, cierpiące, zawieszone jakby w powietrzu.

I nie bierzesz zdobyczy w swoje posiadanie?

7. Innymi słowy: Czemu nie bierzesz tego serca, któreś zdobył przez miłość, aby je napełnić, nasycić, złączyć się z nim, uzdrowić je, dać mu oparcie i pełne odpocznienie w Tobie?

Dusza rozmiłowana, chociaż oddała się cała Umiłowanemu, nie może jednak nie żądać tej zapłaty miłości, za którą Mu oddaje swą służbę. Byłoby to bowiem znakiem, że miłość jej nie jest prawdziwa. Nagrodą bowiem i zapłatą za miłość nie jest co innego i nie innej też rzeczy dusza żąda, jak tylko miłości, coraz większej miłości, by mogła dojść do jej pełni. Za miłość płaci się tylko miłością! Tłumaczy to prorok Job, gdy wyrażając te same udręki i pragnienia, jakie tu dusza odczuwa, mówi: „Jak niewolnik pragnie cienia i jak najemnik czeka końca pracy swojej, tak i ja miałem miesiące rozczarowania i noce pracowite obliczałem sobie. Jeśli zasnę, rzeknę: Kiedyż wstanę? I znowu będę czekał wieczora i będę napełniony boleściami aż do zmroku” (7, 2-4).

Tak więc i dusza płonąca miłością Bożą pragnie pełni i doskonałości tej miłości, aby znaleźć w niej słodkie odświeżenie, jak sługa uznojony upałem i pracą pragnie go w chłodnym cieniu. I jak najemnik wygląda końca swej pracy, tak i dusza oczekuje końca swojej. Dla jaśniejszego zrozumienia tego należy zaznaczyć, że prorok Job nie mówi, że najemnik oczekuje końca swego znoju, tylko końca swojej pracy. Dusza rozmiłowana również nie pragnie kresu swych trudów, jeno końca swego dzieła. Tym dziełem jest miłość i pragnie ona dokonania i kresu tego dzieła w pełnej i doskonałej miłości.

Boga. Dopóki tego nie osiągnie, znajduje się w tym stanie, jaki w powyższych słowach określił Job. Przeżywa dni i miesiące rozczarowania i liczy noce pracowite i długie. To wszystko, cośmy powiedzieli, wskazuje nam, jak dusza prawdziwie kochająca Boga nie żąda i nie pragnie innej nagrody za swą służbę, jak tylko doskonałej Jego miłości.

STROFA X

WPROWADZENIE DO NASTĘPNEJ STROFY

1. Dusza będąca na tym stopniu miłości jest jak chory i bardzo osłabiony człowiek, który stracił smak i apetyt i każdy pokarm wstręt mu sprawia. Wszystko nudzi Go i drażni. We wszystkim, co widzi i o czym myśli, ma jedno tylko pożądanie i pragnienie: odzyskać zdrowie. Wszystko zaś, co się do tego nie odnosi, jest mu przykre i nieznośne. Te trzy cechy są znamienne dla duszy odczuwającej to cierpienie miłości Boga. Wszystkie rzeczy, które widzi i rozważa, wywołują w niej ten okrzyk tęsknoty za zdrowiem, którym jest jej Umiłowany. I chociaż żyje wśród świata, nie mogąc się od niego uwolnić, to jednak serce i myśli ma zawsze tylko przy Umiłowanym. Z tego stanu wynika druga cecha: zatrata wszelkiego smaku i upodobania w czymkolwiek, dzięki czemu wszystkie rzeczy są jej nieznośne, a obcowanie z nimi przykre i męczące.

2. Przyczyna leży w tym, o czym już mówiliśmy. Podniebienie woli duszy, dotknąwszy i zasmakowawszy raz pokarmu Bożej miłości, w każdej rzeczy i w każdym obcowaniu, jakie się nadarzają, niezwłocznie i bezpośrednio, nie zważając na inne upodobania czy względy, skłania się do szukania i radowania się w tym Umiłowanym swoim. Tak uczyniła Maria Magdalena, gdy wiedziona gorącą miłością szukała po ogrodzie Umiłowanego. Mniemając zaś, że napotkała ogrodnika, bezpodstawnie i bez żadnego zastanowienia rzekła doń:

„Jeśliś ty Go zabrał, powiedz mi, gdzieś Go złożył, a ja Go wezmę” (J 20, 15). I dusza, czując tutaj podobną udrękę szukania Oblubieńca wśród wszystkich rzeczy, a nie znajdując czego pragnie, jak się to często zdarza, cierpi również wiele z powodu obcowania z ludźmi, załatwiania różnych spraw, ponieważ to wszystko raczej jej przeszkadza, niż pomaga w osiągnięciu celu.

3. Oblubienica z Pieśni nad pieśniami daje również do zrozumienia, że te trzy objawy miłości i ona odczuwała, gdy szukała swego Oblubieńca. Mówi bowiem: „Szukałam, a nie znalazłam Go… Znaleźli mię stróże, którzy chodzą po mieście…, zranili mię, wzięli płaszcz mój ze mnie stróże murów” (5, 6-7). Stróżami chodzącymi po mieście są sprawy tego świata. I gdy dusza szukająca Boga zetknie się z nimi, zadają jej rany, bóle, sprawiają zmartwienia i niesmaki. Nie tylko bowiem nie znajduje w nich Tego, do którego tęskni, lecz przeciwnie, widzi, że jej tylko przeszkadzają. Szatani zaś, którzy strzegą przed nią murów kontemplacji, by nie weszła w ich wnętrze, oraz sprawy tego świata zrywają z niej płaszcz pokoju i ukojenia owej miłosnej kontemplacji. Wszystko to razem zadaje duszy rozmiłowanej w Bogu niezliczone udręki i cierpienia. Widząc zaś, że w tym życiu, pozbawiona widoku Boga, nie może się od spraw ziemskich uwolnić całkowicie i w wystarczającym stopniu, zwraca się do Umiłowanego i woła w następnej strofie:

Ugaś te ognie rozpalone,
Bo nikt tego prócz Ciebie uczynić nie może,
I niech Cię ujrzą me oczy,
Boś Ty jest dla nich jak zorze
I tylko w Ciebie patrzeć chcą, o Boże!

OBJAŚNIENIE

4. W tych słowach dusza prosi swego Oblubieńca, by położył już kres jej udrękom i zmartwieniom, bo nikt tego uczynić nie zdoła, tylko On jeden. I prosi, aby to uczynił tak, by mogła Go ujrzeć oczyma swej duszy, ponieważ On tylko jest światłem, w które one patrzą, a dusza nie chce się zająć czym innym, prócz Niego. Więc prosi:

Ugaś te ognie rozpalone.

5. Cechą miłości pożądania, jak to już zaznaczyliśmy, jest to, że wszystko, czego nie czyni, nie mówi i nie odnosi do tego, co jej wola kocha, trudzi ją, męczy, drażni i pozostawia ją mdłą, widzi bowiem, że nie może dopiąć tego, czego pragnie. I to wszystko, jak również tęsknotę za widokiem Boga, nazywa tu ogniami rozpalonymi, których nic nie może złagodzić, tylko posiadanie Umiłowanego. Prosi Go więc, by je ugasił, ochładzając je swoją obecnością tak, jak zimna woda ochładza człowieka zmęczonego upałem. Celowo więc używa tu słowa: ugaś, by dać zrozumieć, że jest trawiona ogniem miłości.

Bo nikt tego prócz Ciebie uczynić nie może.

6. By tym skuteczniej wzruszyć i skłonić Oblubieńca do spełnienia swej prośby, mówi mu dusza, że nikt inny, tylko On może zaspokoić jej naglącą żądzę, i że On tylko potrafi ugasić jej udręczenia. Bóg również ze swej strony tylko wtedy jest skory dać duszy pociechę, zaspokojenie jej potrzeb i ulgę w cierpieniach, gdy dusza nie ma i nie szuka poza Nim innej pociechy i zadowolenia. Toteż gdy duszy żadna rzecz nie więzi poza Bogiem, niedługo pozostanie bez nawiedzenia Umiłowanego.

I niech Cię ujrzą me oczy.

7. To znaczy: daj mi się ujrzeć twarzą w twarz (1 Kor 13,12) oczyma mej duszy,

Boś Ty jest dla nich jak zorze.

8. Oprócz tego, że Bóg jest nadprzyrodzonym światłem dla oczu duszy, bez którego pozostawałaby w ciemnościach, nazywa Go tu z uczuciem miłości zorzą swych oczu. Tak bowiem czyni kochający, by wyrazić uczucia miłości, jakie żywi dla osoby ukochanej. Wyraża więc dusza w powyższych wierszach tę myśl: Ponieważ oczy mej duszy ani przez swą naturę, ani przez swą miłość nie mają innego światła, prócz Ciebie, niech Cię ujrzą me oczy, bo pod każdym względem jesteś ich zorzą. Na brak tego światła skarżył się Dawid, gdy z bólem wołał: „I nawet jasności oczu moich nie masz przy mnie” (Ps 37, 11). Również Tobiasz skarżył się na to w tych słowach: „Co za wesele mi będzie, który w ciemności siedzę, a światłości niebieskiej nie widzę?” (5, 12). Pragnął ten patriarcha jasnego widzenia Boga, gdyż światłem niebios jest Syn Boży, jak mówi święty Jan: „l miasto nie potrzebuje słońca ani księżyca, aby w nim świeciły. Albowiem jasność Boża oświeciła je, a Baranek jest pochodnią Jego” (Obj 21, 23).

I tylko w Ciebie patrzeć chcą, o Boże!

9. Dusza nakłania tu Umiłowanego, by jej już dał ujrzeć światłość swoich oczu, nie tylko dlatego, że nie widząc Go, zostają w ciemnościach, ale raczej dlatego, że ona nie chce posługiwać się nimi do oglądania czego innego, prócz Niego samego. Jak bowiem dusza, zwracająca oczy swej woli do światła innych rzeczy poza Bogiem, słusznie jest pozbawiona tej boskiej jasności, gdyż wzrok jej zajęty czym innym nie może odbierać światła Bożego, tak z drugiej strony dusza, która na wszystko zamyka swe oczy, by je otwierać tylko dla samego Boga, całkiem słusznie zasługuje na to, by ujrzeć Jego światło.

Zobacz podobne wpisy

15 listopada, 2016

Noc ciemna

Dusza zaznacza tutaj, że tego wyjścia mogła dokonać dzięki mocy i gorącości, jaką napełniła ją we wspomnianej ciemnej kontemplacji jej miłość do Oblubieńca. Wysławia więc swoje szczęście, że osiągnęła tak pomyślny skutek dążenia do Boga poprzez tę noc, tak że żaden z trzech nieprzyjaciół, to jest świat, szatan i ciało (...) nie zdołał jej powstrzymać.
15 listopada, 2016

Żywy płomień miłości

I na tym właśnie polega działanie Ducha Świętego w duszy przemienionej w miłość, że jej akty, które wzbudza wewnętrznie, rozpłomieniają ją i są żagwiami miłości. W tej miłości zjednoczona wola duszy kocha w najwyższym stopniu stawszy się jedną miłością z tym płomieniem.