Chodzić w prawdzie
s. Immakulata Adamska OCD, Dziedzictwo ducha
W Drodze doskonałości, tym podręczniku pedagogiki życia kontemplacyjnego, św. Teresa uczy swe córki dróg modlitwy. Wskazuje przede wszystkim na wiarę, nadzieję i miłość jako istotne źródła zjednoczenia z Bogiem. Daje przykłady mistycznego działania wiary i przeobrażającej potęgi miłości. Odwołuje się do przepisów Reguły, które na tym fundamencie budują całe kontemplacyjne życie Karmelu. Geniusz św. Teresy nadaje słowom Reguły specyficzną terezjańską orientację.
Naczelną regułą Świętej jest miłość i całe życie ma zmierzać do osiągnięcia doskonałej miłości. Najpewniejszą zaś drogą do tego celu, jednocześnie najkrótszą i niezawodną, jest pokora, podjęta w sposób świadomy i wolny. Scala ona w sobie życiowy realizm i doświadczenie mistyczne, a opiera się na poznaniu samego siebie. Poznać siebie to zgodzić się na swą człowieczą nędzę i ograniczoność, znać swoje wymiary i Tego, który jest punktem odniesienia samopoznania. Św. Teresa tak o tym pisze: „Nigdy nie dojdziemy do poznania samych siebie, jeśli nie staramy się poznać Boga; zapatrując się na wielkość Jego – poznamy niskość naszą; Jego nieskończona czystość ukaże nam nasze zmazy; patrząc na Jego pokorę, ujrzymy, jak nam daleko do tego, byśmy były pokorne”. Wniosek nasuwa się sam: „Dopóki żyjemy na tej ziemi, nie ma nic, co by nam bardziej było potrzebne niż pokora„.
Teresa rzuciła swym córkom lapidarne wezwanie: „Chodźcie w prawdzie! Pokora to prawda„. Wyjaśnia: „Zastanawiałam się któregoś dnia nad pytaniem, dlaczego Pan tak bardzo kocha cnotę pokory; stanęła mi przed oczyma ta racja, że Bóg jest Prawdą Najwyższą, a pokora nie jest niczym innym, jeno chodzeniem w prawdzie. Nie ma zaś prawdy większej nad tę, że sami z siebie nie mamy nic dobrego, że nasza jest tylko nędza i nicość. Kto tego nie rozumie, ten chodzi w kłamstwie. Im zaś ktoś szczerzej uznaje tę prawdę, tym przyjemniejszy staje się Prawdzie Najwyższej, bo sam chodzi w prawdzie„. Święta bezlitośnie demaskowała wszelkie odcienie pychy z małodusznością i fałszywą skromnością włącznie. Pokorę uważała za źródło mocy w cierpieniu i modliła się: „Doświadczaj nas, Panie, Ty, który znasz wszelką prawdę, abyśmy i my poznali prawdę i samych siebie„. Pokora, znajdując się na styku łaski Bożej i nędzy człowieczej, przeważa szalę, rzucając człowieka w ramiona Boże. Korzeniami tkwi w miłości, która jest warunkiem jej istnienia, tak jak warunkiem zaistnienia czystej miłości jest pokora. Autentyczna pokora przyciąga Obecność Bożą. „Jest lekarstwem na wszelkie rany nasze; jeśli mamy ją prawdziwą, boski nasz Lekarz przyjdzie w końcu niezawodnie i nas uzdrowi„.
Jak poznać, czy rządzi nami pokora? „Prawdziwa pokora nie wprowadza zamieszania wewnętrznego, ani niesmaku, ani ciemności, ani oschłości, ale na odwrót, przynosi duszy wesele, pokój, słodycz i światło, (…) choć duszę kruszy głęboki żal, że obraziła Boga, z drugiej strony serce jej się rozszerza na wspomnienie Jego Miłosierdzia„.
I tylko pokora pomoże przetrwać okres doświadczeń, niepokojów i ciemności, bo umie się przed Bogiem uniżyć i ściągać Jego Miłosierdzie Jeden akt tej cnoty ma większą wartość niż cala wiedza świata, gdyż Pan jest „Miłośnikiem pokory”. Słowo pokora nie jest dziś modne. Kojarzy się z naiwną poczciwością, a nawet głupotą, i wobec tak atrakcyjnych słów jak rozwój osobowości, wolność, samostanowienie, odłożono je – zda się na zawsze – do lamusa słów, które wyszły z obiegu. Nawet w Piśmie świętym usiłowano zastąpić je wyrażeniem „bezinteresowność”. Świadczy to, że człowiek zatracił ostrość widzenia wartości obiektywnie trudno uchwytnych. „Ograniczenie rozumienia – pisze Dietrich von Hildebrand w swoim dziele Idolkult und Gotteskult – przebiega paralelnie do hierarchii wartości. Im wyższa wartość, tym większego wymaga uwolnienia się od więzów pychy i pożądliwości. (…) Najbardziej subtelne cnoty można pojąć jedynie w oparciu o Objawienie Boże, gdyż – jak pokora – są one możliwe jedynie wtedy, gdy stanowią odpowiedź na Boga z Objawienia, na Chrystusa i świat widziany w świetle Chrystusowym„.
Słowo pokora mieni się wachlarzem trudnych do uchwycenia, a jeszcze trudniejszych do przyjęcia i praktykowania znaczeń, jak: uniżenie, poniżenie, prostota, skromność i cierpienie.
Św. Teresa stawia pokorę wraz z miłością jako filar całego życia wewnętrznego. Osobiste rady, jakich udzielała siostrom, krążyły nieustannie wokół tego tematu, a jej pisma roją się od przestróg, że bez pokory nie osiągnie się nawet progu autentycznej modlitwy. W Drodze doskonałości określa pokorę jako najważniejsze ćwiczenie modlitwy, a w autobiografii pisze: „Cała budowa duchowa wspiera się na pokorze; im bliżej dusza przystąpi do Boga, tym więcej powinna wzrastać w cnocie pokory, gdyż w przeciwnym razie wszystko budowanie rozsypie się w gruzy„.
Dlaczego pokora?
Pokory nie zrozumie się na drodze abstrakcyjnych dociekań, ale na krzyżowej drodze Pana, na którą wzywa On wszystkich chcących iść za Nim. Jezus był dla Teresy „otwartą księgą życia”, według której modelowała własne życie. Rozumienie pokory rosło w niej wraz z rozumieniem Osoby Jezusa, rozumienie Jezusa zaś potęgowało w niej umiłowanie pokory i pragnienie upodobnienia się do Niego. We wszystkim chce naśladować usposobienie Jego serca, dlatego zachęca siostry: „Życie jest długie i sporo w nim różnych utrapień. Abyśmy je umieli znosić jak należy, potrzeba nam patrzeć na nasz wzór, Chrystusa, jak On je znosił, jak je za Jego przykładem znosili Apostołowie i Święci„.
Trafia tu w samo sedno sprawy: w tajemnicę Wcielenia Syna Bożego, którą w całej prawdzie można nazwać tajemnicą pokory Boga. Miłość kazała Boskiemu Majestatowi zniżyć się do ziemi, do humus, od której wywodzi rdzeń łacińskiego głowa humilitas – pokora. Roman Brandstaetter w wierszu Pieśń Madonny na chwałę człowieka śpiewa o pokorze Słowa Wcielonego: „Wieczne są obroty Boga dokoła ciebie, najpiękniejszy z pyłów, pyle człowieczy„.
Miłość i pokora Boga ucieleśniły się w Chrystusie. Chrystus i jeszcze raz Chrystus jest dla człowieka ostateczną „drogą, prawdą i życiem”. Św. Teresa ostrzega z mocą: „Oddalić się od Wcielonego Boga? Którzy tak radzą, ci chyba sami nie wiedzą, co mówią, i szkodę wielką sobie i drugim wyrządzają. (…) Sam Pan naucza, że On jest drogą (J 14, 6), że jest światłością (J 8, 12) i że nikt nie przychodzi do Ojca, jeno przez Niego (J 14, 6), i że kto ujrzał Jego, ujrzał i Ojca (J 14, 9)„.
Święta umiała patrzeć oczyma wiary, dlatego bez trudu dojrzała sens Chrystusowej pokory i zrozumiała Jego nawoływanie: „Uczcie się ode Mnie, bom jest cichy i pokorny Sercem” (Mt 11, 29). „Badajmy się z nieustającą pilnością – zachęca – zwłaszcza pod względem miłości zobopólnej i szczerego pragnienia, aby nas wszyscy mieli za najmniejszych i ostatnich„. Tylko taka postawa może nas upodobnić do Boskiego wzoru Słowa Wcielonego.
Istota pokory
Rozmyślanie i kontemplowanie życia Chrystusa to trwanie w zasięgu oddziaływania Jego Osoby, która jednocześnie porywa i trwoży. Porywa, bo jest w kenozie Chrystusa moc wyzwalająca nas z pęt egoizmu. Jest ukazany kierunek drogi do urzeczywistnienia swego życia w wolności przekształcającej je w nowe stworzenie, prowadzący do wyniesienia poprzez uniżenie. Trwoży, bo człowiek boi się poniżenia i trudno mu zdecydować się na radykalizm uniżenia; boi się przyłączyć do wydarzeń Chrystusowych i tajemnic Jego życia i istnienia. To istnienie streścił Paweł:
„On, istniejąc w postaci Bożej,
nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać sługi. (…)
Uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył„.
Z własnej i wolnej decyzji przyjął Chrystus postać niewolnika, „ogołociwszy samego siebie” z równości z Bogiem. Ogołocenie oznacza fakt Wcielenia, w którym sposób „egzystencji Bożej” zostaje zastąpiony przez istnienie niewolnika. Ten stan uniżenia Bóg przemienia w stan wywyższenia.
Uniżenie się Jezusa znajduje się poza granicami pokory, dostępnej człowiekowi. Niemniej jest on włączony w Boski byt Jezusa i w Jego tajemnicze związki między Boskością a radykalną pokorą.
Wiemy, że i Teresa z początku była przerażona radykalizmem pokory, ale uniżała się przed Panem, jak umiała, i ciągle na nowo usiłowała pokorę uczynić egzystencjalnym ćwiczeniem życia. Nie jest to ćwiczenie, któremu sprostają czysto ludzkie siły, i Bóg zadowala się dobrą wolą naszych nieudolnych wysiłków, przychodząc nam na pomoc swoją mocą i łaską. Dlatego Teresa nauczona własnym doświadczeniem radzi: „Pokora zawsze pracuje na sposób pszczoły, wyrabiającej w ulu swój miód; gdyby pracowała inaczej, praca jej byłaby daremna”. Czyli: pokorę zdobywa się w procesie postępującym; jest ona przyczynowo związana z poznaniem i ukochaniem Chrystusa. „Dopóki żyjemy na tej ziemi – pisze Teresa – nie ma nic, co by nam było bardziej potrzebne niż pokora. (…) Patrząc na pokorę (Jezusa) ujrzymy, jak nam daleko do tego, byśmy były pokorne„.
Duch Święty odpowiadając na jej pokorne wysiłki naśladowania Pana umacniał ją na tej drodze przez nadprzyrodzone wizje, słyszane zaś przez Świętą słowa Chrystusa pozwoliły jej kosztować słodyczy Serca Jezusowego, przekształcając ją jednocześnie na Jego wzór. Dostąpiła jak wyznaje – „łaski wielkiego pokoju, nieustających pragnień podobania się Bogu i wzgardy do wszystkiego, co do Niego nie podnosi. (…) Łaska ta sprawia w duszy głębokie zawstydzenie i pomnaża pokorę„.
Pokora jest konieczną odpowiedzią człowieka na wołani Boga wzywając go do przekraczania samego siebie, a objawione człowiekowi w Osobie Syna Bożego, w Jego uniżeniu, które prowadziło do zmartwychwstania i wywyższenia. Przekraczać siebie to nie dbać o własną korzyść i własne konkretne osiągnięcia, ale wkroczyć w ukrytą, lecz jedynie prawdziwą ludzką wielkość, w autentyczność duchową, w oddanie się, które otwiera serce na przyjęcie daru. Z postawy pokory wyrasta nowy, prawdziwy świat, w którym ostatnie miejsce jest zawsze pierwszym.
„Jedna tylko pokora może coś zdziałać – uczy Teresa i to pokora nie długim rozmyślaniem nabyta, ale taka, która się oświeca światłością z ogniska samej Prawdy, która zatem w jednej chwili widzi i poznaje to, do czego by rozum wraz z wyobraźnią zaledwo po długiej pracy zdołał dojść, to jest jak dalece człowiek jest niczym, a jak nieskończenie Bóg jest wszystkim„.
Pokora i drogi modlitwy kontemplacyjnej
W Drodze doskonałości Święta pisze: „Chciałyście, bym wam wyłożyła początek i źródło modlitwy kontemplacyjnej, więc go macie„. Cały dalszy trudny wywód dróg i metod kontemplacji porównuje do gry w szachy. Mówi: „Nam wolno zagrać w inną grę, w której, gdy się dobrze wprawimy, rychło tak Króla naszego zamatujemy, że nie będzie mógł, i sam nie będzie chciał, ujść rąk naszych. Najdzielniej w tym zawojowaniu działa królowa; inne figury i pionki pomagają jej tylko. Nie masz królowej, której by tak łatwo i ochotnie poddał się nasz Król, jak pokora. Ona Go z nieba sprowadziła do łona Dziewicy; przez nią i my z łatwością sprowadzimy Go do dusz naszych. Kto więcej ma pokory, ten, wierzcie, mocniej Go trzyma; kto mniej, ten trzyma Go słabiej„.
Wszelkie metody autentycznej modlitwy wszystkich szkół duchowości muszą brać z pokory początek i źródło, kierować się nią poprzez etapy oczyszczeń i nią uwieńczyć koniec. Pokora jest kierunkiem, kompasem i sprawdzianem modlitwy. „Miejmy pokorę i jeszcze raz pokorę – nawołuje Święta. – Pokorą Pan daje się zwyciężyć i spełnia wszystko, czego pragniemy. Pierwszym zaś znakiem, po którym możecie poznać, czy posiadacie tę cnotę, będzie szczere i mocne przekonanie, że nie jesteście godne takich łask (modlitwy) i rozkoszy Bożych i że w waszym życiu nigdy ich nie dostąpicie„.
Gdy Teresa objaśnia poszczególne stopnie modlitwy, nie przestaje przypominać kardynalnego prawa pokory: „Boski Miłośnik sam duszę nauczy, co ma czynić; a wszystko prawie, co ma uczynić, na tym jednym się zasadza, by uznała się niegodną łaski i cała się wylała przed Panem w radosnym dziękczynieniu„.
„Całe nasze działanie zasadza się na tym, byśmy stawali przed Bogiem jak ubodzy i żebracy (…) a zaniósłszy prośbę naszą, z oczyma spuszczonymi, pokornie oczekiwali Jego zmiłowania. (…) Dusza powinna oddać się całkowicie w ręce Boga – niech czyni z nią, co zechce – z zupełnym przy tym zapomnieniu o swej własnej korzyści i bezwarunkowym zdaniem się na Jego wolę„.
W życiu modlitwy pokora przywołuje łaskę, a łaska pomnaża pokorę. Jedno wypływa z drugiego i jedno drugie zasila. Na pewnym etapie modlitwy „dusza widzi siebie całkiem przemienioną i sama nie wie, jak się poczyna zdobywać na wielkie rzeczy. (…) Widzi, że sama nie była do nich zdolna, i przez długie lata własną pracą nie mogła nabyć tego, co w tej maluczkiej chwili sprawił w niej Bóg. Za czym w jej głębi budzi się pokora nierównie głębsza i większa niż przedtem; poznaje wszak jasno, że sama tu zgoła nic nie zrobiła, jedynie zgodziła się na to, aby Pan uczynił jej łaskę i usposobił wolę do jej przyjęcia„.
Tylko ufna pokora pozwoli duszy przetrwać noc nieodzownych oczyszczeń duchowych. Pokora umie czekać i spodziewać się miłosierdzia Bożego wśród wewnętrznej zawieruchy. A „uciski wewnętrzne – pisze Teresa taką duszy zadają mękę dojmującą i nieznośną, że nie wiem, z czym bym ją mogła porównać, chyba tylko z mękami, które potępieni cierpią w piekle; bo jak na męki piekielne, tak i na tę zawieruchę wewnętrzną żadnej znikąd nie ma pociechy„.
„Najlepszym sposobem na uczynienie tego cierpienia możliwym do przetrwania jest zajęcie się uczynkami miłosiernymi i ufanie w miłosierdzie Boga, który nigdy nie opuszcza tych, co w Nim pokładają nadzieję„. Pokora więc przyciąga miłosierdzie, a miłosierdzie potęguje pokorę.
Miłość i pokora
Pokora jest szczególną jakością miłości. Teresa zauważa wnikliwie: „Nie pojmuję, jak i jaka może być pokora bez miłości i miłość bez pokory„. Pokora i miłość tworzą jedną całość. „Pokora jest kształtem miłości, w którym osiąga ona najwyższą czystość, niejako swój szczyt; jest ową największą siłą, która miłość czyni zdolną do bezinteresowności„.
Człowiek urzeczywistnia się w miłości, w tym jej szczególnym kształcie darowania się i oddania innym, w niezachwianej pewności powstającej w miarę nabierania postawy pokory, która jest najwyższą doskonałością miłości. Teresa pisze: „Jeśli chcemy czynić postępy, nie o to nam powinno chodzić, byśmy dużo rozmyślały, jeno o to, byśmy dużo miłowały; powinnyśmy zatem przede wszystkim czynić to, i do tego głównie się przykładać, co skutecznie pobudza nas do miłości. (…) Nie ta dusza więcej miłuje, która większych doznaje smaków i słodkości, ale ta, która mocniejsze ma postanowienie i usilniejsze pragnienie we wszystkim podobać się Bogu; taka pilniej się też stara o to, by w niczym Go nie obrazić i goręcej Go błaga o rozszerzenie czci i chwały Jego Syna i o coraz wyższy wzrost św. Kościoła katolickiego„.
Podobać się we wszystkim Bogu! Jest to postawa na wskroś Chrystusowa, postawa bytu „uwolnionego od siebie”. „Ja zawsze czynię to, co się Ojcu podoba” – powiedział o sobie Chrystus (J 8, 29). „Z nieba zstąpiłem nie po to, aby czynić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał” (J 6, 38).
Egzystencja Jezusa była jednocześnie Jego posłannictwem. Sam usuwał się poza swoje własne dzieła, które miały wyłącznie objawić i uwielbić Ojca. „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem” (J 15, 9). Umiłował nas całkowitym oddaniem się Ojcu za ludzi. „Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję” (J 10, 17). Chrystus urzeczywistnił swoją pokorę w miłości mającej źródło w Bogu. Nasza pokora już urzeczywistniona pobudza nas ciągle bardziej, aby być jeszcze pokorniejszym. Tego domaga się miłość, która w pokorze osiąga swą pełnię. Miłość wznosi się aż do serca Boga, pokora natomiast zstępuje w fundamenty.
„Patrzcie na Ukrzyżowanego – zachęca Teresa – a wszystek trud walki wyda się wam lekki. Gdy Boski Majestat Jego takimi zdumiewającymi czynami i mękami miłość nam swoją okazał, wy chciałybyście poprzestać na tym, że Mu się odwdzięczycie słowami? Czy wiecie, co to znaczy być prawdziwie duchowym? Znaczy to uczynić siebie niewolnikiem Boga; tak Bogu oddać wszystką swą wolność, iżby On, naznaczywszy tego niewolnika piętnem, to jest krzyżem swoim, mógł sprzedać go i wydać za niewolnika całemu światu, tak jak sam był sprzedajny i wydany dla zbawienia świata. Niewolnik nie powinien widzieć w tym żadnej dla siebie krzywdy, ale raczej poczytywać to sobie za niemałą łaskę. Kto nie ma do tego mocnej i stanowczej woli, ten niech się nie spodziewa wysokiego postępu. Cała bowiem ta budowa stoi – jak wam mówiłam – na fundamencie pokory; kto nie założył w sobie naprawdę tego fundamentu, temu Pan nie pozwoli wznieść się wysoko, dla własnego nawet dobra jego, bo z takiej wysokości budowy tym głębszy byłby upadek.
Jeśli więc chcecie, siostry, aby wasz fundament był mocny i dobry, niech każda stara się być najmniejszą, niewolnicą wszystkich; niech pilnie uważa, jak i czym jedna drugiej mogłaby zrobić przyjemność czy oddać jaką usługę. Cokolwiek uczynicie w tym duchu, więcej uczynicie dla siebie samych niż dla innych, kładąc mocne i trwałe kamienie w wasz fundament, aby się wam wasza twierdza nie zawaliła„.
Natchnione strofy terezjańskiej pieśni o pokorze zakończmy jej żarliwym wołaniem; „Podnieśmy oczy na Chrystusa, najwyższe dobro nasze, i na Świętych Jego, a tam nauczymy się prawdziwej pokory; i uszlachetni się nasz umysł i serce, a poznanie siebie nie będzie już małoduszne i trwożliwe„.
Obok Chrystusa najdoskonalszym wzorem i uczestniczką Jego pokory jest Maryja i należy ze wszystkich sił starać się „choćby w jakiejś ma1uczkiej cząsteczce stać się podobnym w pokorze tej Pannie Najświętszej”. Pokorni są siłą świata; oni go bronią od zagłady. Są prawdziwie maluczcy, a cała ziemia opiera się na nich. Bo małym przyrzeczone jest miłosierdzie i błogosławieństwo zastrzeżone cichym, ubogim i prześladowanym. Oni posiadają rządy nad duszami, dla nich przede wszystkim istnieje świat. Oni odziedziczą ziemię i niebiosa. I tylko oni posiadają klucz do tajemnicy doskonałej radości. Bóg spełnia wszystko, co chcą, ponieważ przylgnęli do Jego woli, oddawszy się jej najbardziej wolnym wyborem. Ich wolność nie ma granic, ich pragnienia są boskim pragnieniem i zawierają w sobie moc wypełnienia.
W takim jedynie klimacie może się rozwijać modlitwa kontemplacyjna. Tchnie nim cała księga Drogi doskonałości, która ma na celu nauczyć nas modlić się. Na 42 rozdziały połowa poświęcona jest miłości, pokorze i innym cnotom w ich najsubtelniejszych aspektach. Dopiero druga połowa odnosi się ściśle do modlitwy.
„Trzeba – zachęca św. Teresa – byście wasz fundament duchowy zakładały nie na samej tylko modlitwie i bogomyślności. Bez usilnego starania się o cnoty, bez ciągłego ćwiczenia się w nich, pozostaniecie zawsze duchowymi karłami. A daj Boże, by się choć na tym skończyło! By z braku wzrastania nie było coraz większego karłowacenia! Wiecie bowiem, że kto nie wzrasta, ten się pomniejsza; miłość bowiem, gdy jest prawdziwa, niepodobna, by ciągle nie rosła; jeśli zaś nie rośnie, nie jest zapewne prawdziwa. (…) Stawszy się jedno z Bogiem mocnym, dusza musi się stać uczestnikiem tej mocy Bożej„.
Święty upór
Terezjańskie hasło „pokora to prawda” łączy się z drugim zawołaniem; „męstwo i niezłomne postanowienie” (grande y mny determinada determination). Jest to obok miłości i pokory – trzeci filar pedagogiki Świętości Matki Teresy. Przywiązuje ona ogromną wagę do mocnej woli i zabrania przyjmować do Karmelu osoby niezdecydowane, małoduszne, które boją się rzucić Bogu pod stopy całe swoje życie i których motywacja wstąpienia do klasztoru nie wypływa z miłości do Pana.
Pisze: „Dom ten prawdziwie jest rajem, jeśli może być raj na ziemi, ale dla tych, które zadowolenie swoje na tym zakładają, by Bóg z nich był zadowolony; takim życie tu płynie dziwnie słodko. Ale która by innej szukała pociechy, ta wszystko straci, bo tego, czego szuka, nie znajdzie”.
„Kto ma mocną wolę i postanowienie oddania się Panu bez podziału, tego Pan – jestem pewna – uprzedza szczególnymi łaskami swojej boskiej dobroci. Należy zatem każdą, która chce wstąpić do nas, dobrze naprzód wybadać, jakiego jest ducha. (…) Osoby niedomagające pod względem rozsądku przekonane są, że lepiej wiedzą niż najmędrsi, czego im potrzeba. Jest to wada – moim zdaniem – nieuleczalna, bo rzadko się zdarza, by jej nie towarzyszyła pewna doza złej woli„.
„I cóż to ostatecznie my czynimy dla Ciebie, Panie, któryś nas uczynił? Jedno maluczkie postanowienie służenia Tobie, jedno nic. Ale gdy Pan w nieskończonej dobroci swojej żąda tego nic, abyśmy przez nie zasłużyły i otrzymały wszystko, nie bądźmyż tak niemądre, byśmy Mu miały odmówić. (…) Niech nie będzie rzeczy tak wzniosłej i doskonałej, na którą byśmy się w służbie Pana nie odważyły. (…) Pragnęłabym, aby taka święta zuchwałość zawsze panowała w tym domu; przez nią rośnie pokora, przez nią przybywa odwagi, a to zapewnia pomoc Bożą, bo Bóg daje łaskę duszom mężnym i nie zważa na osobę„.
Teresa nie ukrywa, że oddać się świadomie i dobrowolnie Miłości „to uczynić siebie niewolnikiem miłości, bo nie czym innym jest to «niezłomne postanowienie», jak naśladowaniem Tego, który nas umiłował„. Najpierw jest to postanowienie nawrócenia życia, potem postanowienie wytrwania na „królewskiej drodze” służby Pańskiej mimo piętrzących się trudności. „Wszystko na tym zależy – pisze Święta – by przystąpić do rzeczy z niezłomnym postanowieniem, iż się nie spocznie, dopóki nie stanie się u celu. (…) Niech przyjdzie, co chce, niech boli, jak chce, niech szemrze, kto chce, niech własna nieudolność jęczy i mówi: nie dojdziesz, umrzesz w drodze, nie wytrzymasz tego wszystkiego; niech i cały świat się zwali„.
Królewska droga jest drogą krzyża. „Pan sam wskazuje nam tę drogę, gdy mówi; «Weź krzyż swój i naśladuj Mnie». On jest naszym wzorem„. Pokorna miłość i Święty upór gwarantują zwycięstwo duchowe, gdyż „jeśli diabeł spotka się w duszy z niezłomnym postanowieniem utracenia raczej życia, spokoju i wszystkiego, co jej ofiaruje (…) daleko prędzej da jej za wygraną i dalszych napaści zaniecha. Niech się dusza okaże jako żołnierz waleczny. (…) Niech się przygotuje na to, że idzie stawić czoło wszystkiemu wojsku diabelskiemu i że do tej walki nie ma dzielniejszego oręża nad krzyż„.
Decyzja oddania się w niewolę miłości musi być dokonana w wolności duchowej, która ją umacnia i potwierdza wybór. „Wszystko na tym polega, abyśmy oddali się Panu bez podziału z niezłomnym postanowieniem i w niczym nie krępowali Jego działania w nas, tak iżby mógł rządzić i rozporządzać nami jak rzeczą swoją. Taki jest Jego ze wszech miar słuszny warunek, więc Mu nie odmawiajmy. Prawda, że Pan nie chce zmuszać naszej woli i przyjmuje, co Mu damy, ale całkowicie nam siebie nie odda, póki my się całkowicie nie oddamy Jemu„.
Kontemplacyjna asceza terezjańska eksponuje jeszcze jeden punkt niezmiernej wagi. Jest to zażyłość ze słowem Bożym, nazwanym przez Regułę mieczem duchowym. Ono udziela duszy intuicji i mocy, odżywia całe życie duchowe i ułatwia miłosną rozmowę z Bogiem. Najodpowiedniejszą zaś atmosferę duchową i materialną dla zażyłości z Panem stwarza samotność i mi1czenie. Teresa widzi w nich nie tyle środek ascetyczny, ile nieodzowny warunek dla życia oddanego Bogu w modlitwie.








