Doświadczenia nadprzyrodzone i charyzmat mądrości
22 lipca, 2016
Asceza kontemplacyjna
22 lipca, 2016

Cnota miłości w interpretacji i praktyce

Miłość – przyjaźń

 s. Immakulata Adamska OCD, Dziedzictwo ducha

Biograficzny zapis św. Teresy urzeka jej ludzkim doświadczeniem miłości jako kształtu przyjaźni. Od dziecka miała wielką zdolność kochania. Jako dorastająca dziewczyna znalazła się krok od niebezpieczeństwa skrzywienia tej łaski i daru natury i rozmienienia miłości na miłostki. Bolesna ingerencja ojca, jej osobista współpraca z „Światłem z wysoka”, zapoczątkowały nowy etap miłości, w którym jej światem uczuciowym rządził Chrystus, a modlitwa stała się „przyjaźnią z Bogiem”.

Odtąd Teresa mogła z pełną wewnętrzną swobodą darzyć wielką i niepowtarzalną miłością wszystkich ludzi, tych konkretnych, postawionych na jej życiowej drodze, i tych widzianych tylko oczyma wiary, o których zbawienie zabiegała przed Panem.

W miłości nie zna dualizmu. Miłość ku Bogu uzewnętrznia się u niej w miłości ku człowiekowi, a ta trwa korzeniami w miłości Boga. „Pan żąda od nas tylko dwóch rzeczy – pisze Święta w Twierdzy wewnętrznej – byśmy miłowali Jego i byśmy miłowali bliźniego. Do tego ma zmierzać wszystka praca nasza, tego dwojga przestrzegając z wszelką, ile zdołamy, doskonałością, czynimy wolę Jego, a zatem i dochodzimy do zjednoczenia z Nim„. „Doskonała miłość bliźniego jest w nas o tyle tylko, o ile się zrodzi jak drzewo z korzenia, z doskonałej miłości Boga”.

Wnioski praktyczne nasuwają się same: „Gdybyśmy dobrze zrozumiały, jak wielką jest waga tej cnoty, wszystką wolę i usilność naszą skierowałybyśmy, aby ją nabyć„. (…) Bóg żąda uczynków! Gdy widzisz siostrę chorą, której możesz przynieść ulgę, nie wahaj się ani chwili; poświęć dla niej twoje nabożeństwo; okaż jej współczucie; co ją boli, niech ciebie boli i jeśli trzeba ją posilić kosztem odmówienia sobie pożywienia, uczyń to ochotnym sercem. Gdy kogo chwalą przed tobą, ciesz się z tego, jak gdyby ciebie samą chwalono”. W Wołaniach duszy Święta precyzuje swe życiowe hasło w natchnionej modlitwie: „Kto bliźniego nie miłuje, nie miłuje Ciebie, Panie mój, który tak wielką ofiarą Krwi swojej okazałeś tę ogromną  miłość, jaką ukochałeś synów Adama”.

To jest źródło wszystkich miłości i przyjaźni Świętej, wyrasta jej urzekający humanizm, który chciała przede wszystkim zaszczepić w swoich klasztorach karmelitańskich, gdzie nabierał on specyficznych rumieńców życia. Miłość jest bowiem naczelną regułą Karmelu i scala wszystkie inne przepisy. Miłość, ze wszystkimi odcieniami uczuć duszy i serca, jest prawem absolutnym do tego stopnia, że św. Teresa pisze jakby z zażenowaniem: „Może się wydać niewłaściwym, gdybym jeszcze ten obowiązek zalecała. Przebywając ciągle razem w ustawicznym między sobą obcowaniu i nie mając żadnego innego poza domem towarzystwa ani rozmowy, ani rozrywki, wiedząc nadto i wierząc, że Bóg każdą miłuje i że każda miłuje Boga, kiedy dla Jego chwały wszystkiego się wyrzekła, byłybyście nieludzkie nie miłując siebie wzajemnie”. I nakazuje w Konstytucjach: „Niech siostry się wzajemnie miłują, jak to często zalecał Apostołom swoim Pan nasz, Jezus Chrystus; a że ich jest niewielka liczba, łatwo im przyjdzie wypełnić to przykazanie, jeżeli tylko starać się będą naśladować swego Boskiego Oblubieńca, który wydał samego siebie za nas wszystkich”.

Wierna wewnętrznemu wymaganiu, jakie stawiał jej Chrystus – Miłość, u podstawy Karmelu kładzie miłość na wzór utworzonej przez Pana wspólnoty Dwunastu i dopiero w jej atmosferze mówi o autorytecie i posłuszeństwie, wymagając od przeorysz, by stanowiły wśród sióstr więź jedności i miłości we wspólnym przeżywaniu powołania. Sama pierwsza w najdoskonalszy sposób wypełniła to, czego żąda od każdej przeoryszy: „Aby być słuchaną, niech się stara być kochaną„.

Miłość – przyjaźń i jej odchylenia

Swoją genialną intuicją św. Teresa odkryła, że miłość zawsze łączy się z wolnością, i prawu absolutnej wolności ducha ze względu na Boga dała naczelne miejsce w Konstytucjach karmelitańskich. Znając słabość i niedoskonałość uczuć człowieczego serca, w rozmowach rekreacyjnych czy pismach adresowanych do karmelitanek, dzieliła się z nimi własnym doświadczeniem postaw i reakcji zrodzonych w konkretnych warunkach przyjaźni. Nie zamierzenie dokonała przez to analizy psychologicznej uczuć miłości-przyjaźni i jej odchyleń. Z pełnym realizmem ukazuje skomplikowany świat uczuciowości, wskazując równocześnie właściwą drogę takim formom przyjaźni, które w pewnym stopniu degradują prawdziwą miłość. Odrzuca stanowczo wszelkie odcienie pseudomiłości nie zmierzające do skutecznego działania w prawdzie. Piętnuje przyjaźnie oparte na gadulstwie, wybujałej  uczuciowości, czułostkowości, i takie, które byłyby ukierunkowane na zaborczą wyłączność w stosunku do innych. Ukazuje, jak czułostkowość prowadzi do uczuć niedojrzałych, często infantylnych, z całą gamą chorobliwych postaw i reakcji.

Celem ma być czysta i doskonała miłość duchowa. Najczęściej jednak zdobywa się ją na drodze miłości uczuciowej i jeszcze niedoskonałej, ale z silną tendencją oczyszczania jej w ogniu prób i ofiary. Czysta miłość jest nadprzyrodzoną miłością-przyjaźnią, wkorzenioną w miłość Boga. Nie tracąc nic z tego, co ludzkie, całe swe napięcie skierowuje ku pomnażaniu miłości Boga i zbawianiu bliźnich przez postawę autentycznego miłosierdzia Taka miłość uczy kochać człowieka dla niego samego, nie zaś dla jego przymiotów, właściwości czy aktualnych okoliczności, które podlegają falowaniu i przemijaniu. Autentyczna miłość w interpretacji św. Teresy jest uniwersalna (obejmuje wszystkich i wszystko), ofiarna i bezinteresowna, darmo dana i darmo dająca, jest aktywna i pragnie dobra nadprzyrodzonego dla osoby kochanej. Objawia się w konkretnych czynach. Analizy św. Teresy przebiegają po linii wytycznych św. Pawła z jego hymnu o miłości (2 Kor, 13). Ofiarna i wierna miłość – przyjaźń idzie za swym Mistrzem aż na krzyż.

Droga do miłości dojrzałej

Do takiego ideału miłości zdąża się najczęściej poprzez miłość niedoskonałą, opartą na przecenianiu elementów zmysłowych. Św. Teresa uczy ukierunkowywać ją, oczyszczać i sublimować, sprowadzając na drogę miłości duchowej. Nie osiągnie miłości doskonałej, kto nie zacznie kochać, choćby w sposób niedoskonały. Nie dojdzie do dojrzałości uczuciowej i duchowej nikt, kto nie nauczy się – najpierw wobec najbliższych domowników  współczuć im, wraz z nimi się radować, pomagać im i nie gorszyć się ich błędami.

W ostatnim rozdziale Twierdzy wewnętrznej przekazuje nam św. Teresa swój duchowy testament.

Zdarza się niekiedy – pisze – że zły duch wzbudza w nas wielkie i wspaniałe pragnienia, abyśmy, nimi się uwodząc, zaniechały tego, co byśmy mogły uczynić dla chwały Bożej, pocieszając się tym, że pragnęłyśmy rzeczy wielkich, lecz niemożliwych. Otóż, chociaż modlitwą możemy rzeczywiście ogarnąć cały świat, nie sięgajmy jednak tak daleko, ale patrzmy, co dobrego możemy uczynić tym, wśród których żyjemy. Tym większa to zasługa przed Bogiem, gdyż bliższym bardziej jesteśmy zobowiązane przyjść z pomocą. Czy mały, sądzicie, będzie to zysk zarówno dla nich, jak i dla was, gdy w postępowaniu waszym taką okażecie pokorę, taką wytrwałość w umartwieniu, taką ochotną gotowość do służenia każdej, taką szczerą dla wszystkich miłość, taką w pełnieniu wszelkiej cnoty stateczność, taką miłość Bożą, iżby wszystkie żarem swoim zapalała? Rzecz pewna, że będzie przyjemna w oczach Boskiego Majestatu taka wasza służba. Czyniąc to, co jest w waszej możności, okażecie Panu, że uczyniłybyście więcej, gdybyście mogły; i wedle tej miary Pan odda wam podwójną zapłatę, bo także za to, coście uczynić chciały.

Ale powiecie mi może: po cóż to nawracanie, przecież wszystkie siostry i tak są cnotliwe? Dlaczego tak sądzić? Dlatego że im która będzie doskonalsza, tym przyjemniejsza z jej ust popłynie chwała Panu, tym pewniejszy pożytek z jej modlitwy dla bliźnich.

Ostatecznie więc, siostry moje, na tym kończę, byśmy nie budowały wysokich wież bez fundamentów. Pan nie patrzy na wielkość czynów, jeno na miłość, z jaką je czynimy. Czyńmy wiernie, co możemy, a Boska łaskawość Jego sprawi, byśmy co dzień mogły uczynić więcej. Nie ustawajmy w pracy, nie traćmy serca, choć trud się przedłuża. Wewnętrznie i zewnętrznie zanośmy Panu taką ofiarę, na jaką nas stać. Pan zaś złączy ją z tą wielką ofiarą, jaką za nas złożył swemu Ojcu na krzyżu, aby przez nią nasza ofiara miała pełną wartość i zasługę, nie wedle małości uczynku, ale wedle miary dobrej woli i miłości, z jaką Mu się bez podziału oddałyśmy„.

Duch wspólnotowy

Wrażliwość św. Teresy na miłość – przyjaźń i wzajemną łączność duchową zrodziła charyzmatyczną rodzinę terezjańską, która ma być wzajemnie dla siebie szkołą doskonałości. „W tym domu – pisze Święta – wszystkie powinny być z sobą w przyjaźni, wszystkie powinny na równi siebie miłować, wzajemnie siebie cenić i wzajemnie się wspomagać„.

Wspólnota więc powinna być wewnętrznie zwarta, jej życie określone motywami wewnętrznymi, wytyczonymi przez wielki ideał teologalno-kontemplacyjny. Sama Święta miała wielką potrzebę dzielenia się z innymi własnym odkrywaniem Boga, chciała Ewangelię przeżywać we wspólnocie. W wierności przyjaźniom była niezłomna. Kiedy doświadczyła przyjaźni z Chrystusem, chciała natychmiast innym udzielać tego dobra, które zdobyła w wyniku wielu walk i porażek.

Wola zawsze gotowa do działania i wybitny duch wspólnoty dawał jej przywództwo duchowe grup i zespołów. Początkowo było ono tylko ludzkie, spowodowane jej silną osobowością o wielkim darze kochania. Powołana do tworzenia ewangelicznych wspólnot karmelitańskich, doświadczyła bolesnego etapu oczyszczania tej czysto ludzkiej miłości i naturalnego przywództwa. Chcąc dochować przyjaźni Chrystusowi przeszła samotność serca, która jej wyrwała słowa: „Wielkie to nieszczęście dla duszy być pozostawioną samej sobie wśród tylu niebezpieczeństw. (…) Radziłabym każdemu, kto się oddaje modlitwie wewnętrznej, aby zwłaszcza z początku starał się o przyjaźń i towarzystwo z takimi, którzy się podobnie ćwiczą jest to rzecz pożyteczna w najwyższym stopniu, choćby tylko dlatego, że wtedy jeden drugiego  wspomaga swoją modlitwą, tym bardziej, że taka łączność przynosi jeszcze wiele innych korzyści. Jeśli w stosunkach i za biegach czysto ziemskich, niezbyt chwalebnych i nie najlepszych, ludzie szukają sobie przyjaciół, (…) nie rozumiem doprawdy, dlaczego by temu, kto szczerze zaczyna służyć Bogu i miłować Go, nie miało być wolno mieć powiernika lub kilku dobranych przyjaciół i zwierzać się im z pociech czy trudności, jakich niechybnie doznawać musi każdy, kto się oddaje modlitwie wewnętrznej. Kto prawdziwie pragnie i szuka złączenia się z Bogiem przez miłość, niech się nie lęka, by mówiąc z przyjacielem o tych wewnętrznych swoich przejściach, uległ później chwale. (…) Niezmiernie ważną pomocą są te rozmowy duchowe dla dusz jeszcze nie utwierdzonych w cnocie, a wystawionych na tyle przeciwności i fałszywych przyjaciół, pociągających je do złego, że słów mi nie staje na dostateczne ich zalecenie„.

Wszelki komentarz zaciemniłby tylko przejrzystość słów Świętej. Ta wypowiedź skierowana do jej spowiednika, o. Piotra Ibaneza, kończy się serdeczną prośbą: „Wspomóż, błagam Cię, Ojcze, prostotę moją, mocniej i szerzej dopowiadając to, czegom należycie powiedzieć nie umiała (…) Ci, którzy dzisiaj Panu służą, muszą wzajemnie się wspierać, aby mogli postąpić naprzód. (…) Nadto, jest to także znak pokory nie ufać sobie samemu, ale raczej spodziewać się pomocy od Boga za pośrednictwem drugich, u których szukamy rady; i miłość również rośnie przez wzajemne udzielanie się, i wiele innych pożytków płynie z tego źródła, o których nie ważyłabym się mówić, gdybym ich sama nie poznała w długoletnim doświadczeniu. (…) Do upadania miałam wielu przyjaciół i pomocników, ale do powstania tak byłam opuszczona i samej sobie zostawiona, że dzisiaj dziwię się, że nie pozostałam upadłą na zawsze, i wysławiam miłosierdzie Boga, który sam jeden mnie nie opuścił i rękę mi podał„. Już w klasztorze Wcielenia przewodzi św. Teresa małej grupie duchowej, z którą wymienia doświadczenia modlitewne. Pewna słów Ewangelii, że Chrystus przebywa zawsze wśród tych, którzy gromadzą się w Jego Imię, i utwierdzana w tej pewności w przeżyciach mistycznych, mężnym sercem podejmuje ideę utworzenia wspólnoty duchowej na miarę danego jej charyzmatu założycielki. Jej pierwszy Karmel św. Józefa w Awili przypomina pierwszą gminę chrześcijańską, opisaną w Dziejach Apostolskich. Miał on być Betanią, gdzie Chrystus jest „Panem domu”. Cała wspólnota zespala się wokół Chrystusa Oblubieńca. Otwarta na wzrost ducha, św. Teresa ceni sobie siostrzaną przyjaźń, szczerość i prawdę, nawet w formie upomnienia, uwagi czy nagany. W 7 numerze Konstytucji umacnia prawem tego rodzaju rozmowy, pisząc: „Gdy dwie siostry pragnęłyby porozmawiać w celu pobudzenia siebie do większej miłości swego Oblubieńca, matka przeorysza udzieli zezwolenia. Da je również, gdy dla koniecznego przezwyciężenia pokusy, jakaś siostra będzie potrzebowała umocnienia„. Dążenie do takiej miłości i więzi nie może nie owocować, owoce duchowe zaś zamienione w apostolski dynamizm, stają się „solą ziemi”.

Śmiałe wypowiedzi św. Teresy na temat życia w siostrzanej łączności i miłosnej widzi z tymi, którzy kochają Chrystusa, niech zakończy modlitwa, która się jej wyrwała po mistycznym przeżyciu miłości: „Racz, o Królu mój, sprawić to, o co Cię błagam gdy z łaski i miłosierdzia Twego w chwili, kiedy to piszę, nie wróciłam jeszcze z tego świętego, niebieskiego szaleństwa, którym mnie, niegodną tak wielkiej łaski, bez żadnych zasług moich uszczęśliwiasz; spraw, proszę, niech wszyscy, z którymi mam przestawać, tak samo szaleją z miłości Twojej. (…) Bądźmy wszyscy szaleni dla miłości Tego, który dla nas dopuścił, aby Go miano za szalonego„.

Z całą prostotą, naturalnością i głębią uczuć zwraca się Święta do o. Garcia de Toledo, adresata i powiernika tych przeżyć: „Mówisz, Wasza Miłość, że mnie kochasz, więc okaż mi tę miłość swoją, czyniąc siebie sposobnym, aby i Tobie Bóg tej łaski użyczył„.

Pełne miłości serce Teresy nie może pomieścić wewnętrznego żaru. Czterdziestoletnia zakonnica klasztoru Wcielenia nie boi się mówić, że kocha do szaleństwa Chrystusa i ludzi, i nie obawia się przyciągać ich do swego żaru, proponując spotkania w imię Pana: „Taką zmowę, chciałabym, abyśmy uczynili między sobą, my pięcioro, którzy się dziś wzajemnie miłujemy w Chrystusie (…), byśmy starali się od czasu do czasu schodzić się, aby wzajemnie jedni drugich ostrzegać i upominać, i jedni drugim ukazywać, w czym moglibyśmy się poprawić i lepiej służyć Bogu. Nie masz bowiem nikogo, kto by tak dobrze znał siebie, jak znają go ci, którzy nań patrzą, jeśli jeno czynią to z miłości i szczerą troską o jego postęp„.

Ta idea znajdzie później zastosowanie w zakonnych kapitułach na winy, gdzie w imię Pana siostry mogą się wzajemnie upominać i zachęcać do większej żarliwości ducha, a także prostym, zewnętrznym aktem pokutnym zadośćuczynić za swe zewnętrzne niedociągnięcia.