Mała droga św. Teresy
7 listopada, 2016
Teologia świętej Teresy
7 listopada, 2016

Osiem postaw wewnętrznych «małej drogi»

Wprowadzenie

Jacques Gauthier

Charakterystyczne cechy duchowości Teresy z Lisieux to przede wszystkim miłość i ufność, prostota i głębia. Nie daje się ona określić poprzez jakąś szczególną cnotę czy pobożną praktykę; jest to najgłębsze pragnienie serca wyrażające się w otwarciu na działanie Boga i w gorącym pragnieniu „życia miłością” (Po, P II, s. 9; OC, 667).

Teresa jest pełną żarliwości dziewczyną, która wybiera „prostą, krótką małą drogę” (Rps C, s. 222; OC, s. 237); po jej śmierci droga ta zostanie nazwana drogą dziecięctwa duchowego. Jest to droga zawierzenia miłości, zrodzona z doświadczenia własnych ograniczeń; dostrzegając swoją małość, Teresa opiera na niej nadzieję na miłosierdzie Boże. Nadzieja wyraża się w przepojonej miłością ufności, staje się zarzewiem nowego dynamizmu ożywiającego duchowość.

W życiu duchowym Kościoła od dawna już obecne jest to wszystko, co odgadła intuicja Teresy: powrót do Ewangelii, prostota wiary w Jezusa, głębia nadziei pośród nocy, autentyczność miłości w najdrobniejszych sprawach życia codziennego, dostępna dla każdego człowieka droga ufności, miłosierdzia i świętości. Jej gorąca miłość, szczególnie żywa w ostatnich miesiącach życia, gdy przeżywała noc wiary, rozjaśnia nasze ciemności i nadaje sens milczeniu Boga, sprawia, że nasze szare poranki rozświetla blask Wielkiej Nocy, niosącej obietnicę nowego świtu, któremu początek dał Jezus Chrystus.

Droga wybrana przez tę młodą dziewczynę jest drogą ufności i nadziei, którą Teresa odkrywa w miarę, jak nią postępuje. Idzie tak, jak mogłoby iść dziecko, nie porównując się z innymi i nie oglądając się za siebie; kieruje się jedynie miłością i wiarą. Idzie lekkim krokiem, ufna w miłosierdzie Ojca, który ją poślubia w swoim Synu i zawiera w Duchu nowe przymierze.

„Mała droga” ufnej miłości jest nam znana już od stu lat, mimo wojen, obozów koncentracyjnych i ludobójstwa. Bardziej niż my ją, ona wybiera nas. „Małe dusze” odgadują swoją drogę instynktownie. Przeciwstawiają się nieustannie atakom śmierci, umierając w ramionach Jezusa „w pełnej zbroi” (Po, P II, s. 46; OC, s. 741). „Mała droga” jest zawsze drogą przyszłości. Teresa poprzedziła nas na niej, aby nas prowadzić. Solidaryzuje się z naszymi zmaganiami i nadziejami. Jej duchowość mówi nam wyraźnie, że ostatnie słowo ma zawsze miłość.

Rzeczą ważną jest podkreślanie, że duchowość Teresy jest duchowością miłości, wskazywanie na wewnętrzne nastawienia, gdzie słowa są zaproszeniem do wkroczenia na drogę świętości, do której prowadzi miłość. A kochać to znaczy działać. Teresa jest człowiekiem czynu, gdyż wielka jest siła jej miłości. Życie Teresy jest zarazem jej przesłaniem, w nim ucieleśnia się jej zjednoczenie z Bogiem Ojcem, Synem i Duchem. Czyż może być inaczej w duchowości chrześcijańskiej, skoro Bóg stał się człowiekiem w Jezusie i skoro powstał z martwych?

Oto osiem postaw wewnętrznych wyznaczających duchowość Teresy, osiem punktów odniesienia będących zarazem wyzwaniem, które trzeba przyjąć, aby lepiej zrozumieć istotę jej drogi ufności i kroczyć tą drogą razem z nią, by osiągnąć szczyt, którym jest miłość – to, co w każdym z nas najlepsze.

1. Pragnienie, by kochać Jezusa

Kobieta, która pragnie

Pragnienie jest pierwszym krokiem na drodze, jest postawą mobilizującą. Trzy słowa: „pragnąć”, „kochać” i „Jezus” pojawiają się w pismach Teresy najczęściej. Ta młoda karmelitanka jest przede wszystkim kobietą, która pragnie i kocha, żyje tylko dzięki Jezusowi i dla Jezusa. Krótko po swoim nawróceniu w Boże Narodzenie 1886, kiedy to „Jezus przemienił jej serce” (Rps A, s. 106; OC, s. 142), Teresa zdaje sobie sprawę, że jej pragnienie musi być pilnie zaspokojone, jakby przeczuwała, że ma przed sobą niewiele lat życia: „Chciałam «kochać, kochać» Jezusa «z pasją» i okazywać Mu to na tysiące sposobów, dopóki mogę…” (Rps A, s. 111; OC, s. 146).

Jesteśmy istotami, których pragnieniem jest miłość, radość, pokój, jedność. Stworzeni na obraz Boga pragniemy związku pełnego, który będzie trwał również po śmierci. Teresa pragnęła tego zapewne bardziej niż my. Jedynym jej pragnieniem było kochać. „Tak samo już nie pragnę cierpienia ani śmierci, choć kocham i jedno, i drugie. Pociąga mnie tylko miłość…” (Rps A, s. 180; OC, s. 210).

Od najmłodszych lat gorąco kochająca Jezusa, mała Teresa pragnie tego, czego Bóg od niej oczekuje. Cecha ta przejawiła się już w dzieciństwie: gdy Leonia zaproponowała młodszym siostrom swoją lalkę, którą się już nie bawiła, i koszyk pełen szmatek, Teresa po chwili zastanowienia wybrała wszystko (Rps A, s. 46; OC, s. 84). Taki będzie motyw przewodni jej życia: wybierać wszystko, czego chce Bóg, a więc pragnąć miłości, miłości zjednoczenia związanej z najgłębszą tajemnicą jej istnienia.

Później, gdy Teresa jest już postulantką w Karmelu, miłość Boga w jej duszy jest przyćmiona. Jezus wydaje się spać. Teresa doświadcza nieobecności Boga, wewnętrznej pustki, tego, co mistyczka Hadewich d’Anvers, beginka, nazywała „głodem miłości”. Im bardziej jednak Jezus się ukrywa, tym bardziej wzrasta miłość Teresy. Oschłość modlitwy i „ukłucia szpileczek”, których nie oszczędza życie we wspólnocie, nie osłabiają młodzieńczego porywu ani woli kochania Jezusa ponad wszystko: „Tak bardzo chciałabym Go kochać!… Kochać Go bardziej, niż był kochany kiedykolwiek!… Jedynym moim pragnieniem jest spełniać zawsze wolę Jezusa” (L 51, P I, s. 457; OC, s. 370).

Teresa jest przekonana, że tylko Jezus może rzeczywiście spełnić jej pragnienie: kochać i być kochaną. W lipcu 1890, mając siedemnaście lat, pisze do swej dwudziestoletniej wówczas kuzynki Marii Guérin, która pięć lat później także wstąpi do Karmelu, wspaniały list. Odkrywa w nim najgłębszy sens swego powołania, ukryte pragnienie całej swej istoty:

Szukam niekiedy innego słowa, które mogłoby wyrazić miłość, ale na ziemi wygnania słowa nie zdołają oddać wszelkich drgnień naszej duszy, toteż trzeba trzymać się tego jednego wyrazu: Miłować!…

Ale komuż nasze biedne serce, tak spragnione miłości, ma ją okazać?… Ach, któż jest tak wielki?… Czyż jakiekolwiek stworzenie zdoła ją zrozumieć, a zwłaszcza oddać miłość za miłość?… Mario, jedna jest tylko Istota zdolna pojąć całą głębię słowa: Miłować!… Nasz Jezus jedynie potrafi i chce oddać nam nieskończenie więcej, niż my Mu dajemy… (L 87, P I, s. 515; OC, s. 415).

Pragnienie miłowania pochodzi od Boga i Teresa wie, że tylko On może je spełnić: „Pan Bóg nie daje nigdy pragnień, których by nie mógł czy nie chciał urzeczywistnić” (L 176, P I, s. 702; OC, s. 553). Pragnienie to realizuje się w miłości Jezusa. W wieku dwudziestu dwóch lat, gdy wyśpiewuje miłosierdzie Boga w Rękopisie A, Teresa pisze: „Ach! ile to mam powodów, by dziękować Jezusowi, który umiał spełnić wszystkie moje pragnienia!… Teraz nie pragnę już niczego, jak tylko «kochać» Go do szaleństwa…” (Rps A, s. 179; OC, s. 209-210).

Ten krzyk płomiennej miłości odzywa się w pieśni Tylko Ty, Jezu, napisanej przez Teresę 15 sierpnia 1896, gdy już jest chora na gruźlicę:

Serce moje, Panie, bezustannie płonie
Żądzą, by Ci dowód dać mojej miłości!
Kto pojmie bezmiary uczucia w mym łonie
I gdzie szukać mogę równej wzajemności?
Próżno moje serce o wzajemność woła
I o szczęście pośród mroków ziemskiej głuszy.
Nic zachwytu we mnie wzbudzić tu nie zdoła,
Tylko Ty, o Panie, dasz rozkosz mej duszy!
(Po, P II, s. 37; OC 720)

Bezmiar pragnień

W przeciwieństwie do buddyzmu, który dąży do wyeliminowania wszystkich pragnień dla osiągnięcia nirwany, podstawą mistycyzmu chrześcijańskiego jest pragnienie Boga objawionego w Jezusie. Otwarte ramiona i przebite serce ukrzyżowanego Chrystusa jasno wyrażają pragnienie, podczas gdy siedzący w pozycji lotosu Budda uosabia błogosławiony spokój. Obraz Jezusa dobrowolnie oddającego z miłości swe życie ukazuje nam, jak dalece Bóg nas pragnie. Teresa odgaduje jedno z wielkich pragnień Boga: abyśmy pozwolili się kochać przez Jego serce Ojca. Ofiarowuje się więc w dniu 9 czerwca 1895 Jego miłości miłosiernej jako ofiara całopalna:

O Boże, Trójco Przenajświętsza, pragnę Cię «kochać» i pobudzać innych do «Miłowania» Ciebie […] Oblubieniec mój «Najmilszy» powiedział nam za dni śmiertelnego żywota swego: „O cokolwiek prosić będziecie Ojca w imię moje, da wam”. Mam więc pewność, że prośby moje będą wysłuchane: a wiem, o Boże, że im więcej chcesz dać, tym więcej każesz pragnąć. Serce moje, przepełnione niezmiernymi pragnieniami, prosi z całą ufnością, byś wziął duszę moją w swoje posiadanie (M, P II, s. 201-202; OC, s. 962-963).

„Serce moje przepełnione niezmiernymi pragnieniami”. Teresa napisała „nieskończonymi pragnieniami” (désirs infinis), lecz przełożony ojca Armanda Lemmonier, którego matka Agnieszka poprosiła, aby przejrzał tekst, zmienił to wyrażenie. Rację miała jednak Teresa. Już w maju 1890 pisała: „Ach! Celinko, nasze nieskończone pragnienia nie są zatem ani marzeniem sennym, ani chimerą, skoro Jezus sam dał nam takie przykazanie” (L 86, P I, s. 513; OC, s. 411).

Teresa otwiera swoje ludzkie pragnienie na nieskończoność pragnienia boskiego. Nie umniejsza Boga, lecz wznosi się do Niego. Gdy dostosowujemy nasze pragnienia do nieskończonej miłości Boga, nie istnieje już żadna miara. „Miarą kochania Boga jest kochać Go bez miary” – mówił święty Bernard. Pragnienia Teresy zdają się być większe niż wszechświat. We wrześniu 1896 pisze:

Odkrywam w sobie także powołanie Wojownika, Kapłana, Apostoła, Doktora, Męczennika […] Jezu, moja miłości, życie moje … jak pogodzić te przeciwieństwa? Jak spełnić pragnienia mej biednej małej duszy?… Ach, pomimo swojej małości chciałabym oświecać dusze jak Prorocy, jak Doktorzy (Rps B, s. 198; OC, s. 224).

Nieco dalej pyta siebie znów: „Czy moje pragnienia bez granic nie są złudzeniem, szaleństwem? […] Jeśli me pragnienia są zuchwałe, to spraw, by znikły, gdyż są dla mnie największym męczeństwem” (Rps B, s. 201-205; OC, s. 229). Pragnienia, przez które tak cierpi, streszczają się w jednym, w pragnieniu „czystej miłości” (Rps B, s. 204; OC, s. 229). Czysta miłość – to znaczy, że tylko w Jezusie może żyć, w nadziei, że kiedyś ujrzy Go twarzą w twarz: „Jezu, Jezu, jeśli samo pragnienie kochania Ciebie jest tak cudowne, to czymże dopiero są zdobycze i rozkosze miłości?” (Rps B, s. 205; OC, s. 229).

Oczyścić swoje najgłębsze pragnienie

Objawiony przez Jezusa Bóg Ojciec chce, abyśmy promieniowali Jego miłością, tak jak poranne słońce przenika witraże katedry. Powierza nam objawienie swojej nieskończonej miłości, abyśmy przekazywali tę miłość światu. Teresa dobrze zrozumiała to przesłanie, woła z radością: „Jezu, moja Miłości… znalazłam wreszcie powołanie, powołanie moje to Miłość!… Tak, znalazłam swoje miejsce w Kościele, i to Ty, mój Boże, mi je dałeś… W Sercu Kościoła, mej Matki, będę Miłością… W ten sposób będę wszystkim… W ten sposób moje marzenie się spełni!!!…” (Rps B, s. 200-201; OC, s. 226).

Odkrywając najgłębsze pragnienie, którym żyje, młoda karmelitanka przyjmuje je całą głębią swojej istoty i swobodnie rozwija. Zwiększa ogrom pragnienia, chce umrzeć z miłości; 9 czerwca 1897, a więc dwa lata po swoim ofiarowaniu się miłości miłosiernej i cztery miesiące przed śmiercią, pisze: „I wydaje mi się, Matko umiłowana, że obecnie już nic nie przeszkadza mi wzlecieć, gdyż nie mam już wielkich pragnień poza tym jednym, by kochać, aż z tej miłości umrę…” (Rps C, s. 233; OC, s. 244).

Teresa przechodzi doświadczenie najgłębszej nocy, widzi przed sobą „mur, który się wznosi prawie do nieba i przysłania gwiaździsty nieboskłon” (Rps C, s. 232; OC, s. 244). Doświadczenie miłości oczyszcza jej „pragnienie Nieba z wszystkiego, co mogłoby […] wzbudzać przyrodzoną satysfakcję” (Rps C, s. 233; OC, s. 244). Krzyż drąży w niej uczucie niedostatku, które wzmaga pragnienie utożsamienia się z Jezusem ukrzyżowanym. Kierowana pragnieniem, na które nie ma lekarstwa, Teresa z ufnością pozwala, by paliła ją miłość, powtarzając za świętym Janem od Krzyża: „W ciemności kroczę, trawiona miłością” (Po, P II, s. 28; OC, s. 711). Oczyścić swoje pragnienie w ogniu miłości, oto czego oczekuje od Teresy Ewangelia, Dobra Nowina, która jest dla niej źródłem głębokiej radości.

Pragnienie kochania Jezusa jest jądrem istnienia Teresy, błogosławionym miejscem, w którym przebywa Bóg, nawet wówczas, gdy wszystko wydaje się w niej umierać. Ukryty ogień trawi ją nocami, palące pragnienie kochania, wola posiadania miłości i oddania się jej: „Jezu, mój pierwszy, mój jedyny Przyjacielu, ty, którego kocham WYŁĄCZNIE, wyjaśnij mi tę tajemnicę” (Rps B, s. 205; OC, s. 229). „Jakże dusza tak niedoskonała jak moja może pragnąć posiąść pełnię Miłości?” (Rps B, s. 205; OC, s. 229). Odpowiada sobie na to pytanie w wierszu, który zatytułuje Moja radość:

Pragnę jeszcze żyć na ziemi,
Jeśliby Twa wola była,
Lub iść do nieba z świętymi,
Bylem Ci radość sprawiła.
Żyć będę, chociaż powieki
Zamknę, miłością strawiona.
Kochać Cię, Boże, przez wieku
To radość ma nieskończona!
(Po, P II, s. 43; OC, s. 734)

Postawa „małej drogi”

Śledząc życie Teresy, dostrzegamy, że jest to szereg kolejnych pragnień, którym Jezus nie odmawia. Jej pragnienia, jej prośby są zawsze spełniane: gdy prosi o nawrócenie Pranziniego, chce stać się świętą, wstąpić do Karmelu w wieku piętnastu lat, być w klasztorze razem z Celiną, mieć braci misjonarzy (stają się nimi księża Bellière i Roulland). „Ach, wybacz mi, Jezu, jeśli będę mówić od rzeczy, próbując powiedzieć Ci raz jeszcze o moich pragnieniach, o nadziejach, które sięgają w nieskończoność. Wybacz mi i uzdrów moją duszę, obdarzając ją tym, czego ufnie od Ciebie wyczekuje!!!…” (Rps B, s. 197-198; OC, s. 224).

W przypadku Teresy pragnienie wchodzi w zakres zasadniczej postawy jej „małej drogi”: Pan sprawia zawsze, że pragnie ona tego, co chce jej dać. „Pan jest dla mnie tak dobry, że nie potrafię się Go obawiać. Zawsze spełniał moje pragnienia, a raczej sprawiał, bym pragnęła tego, czym chciał mnie obdarzyć. Niedługo przed tym, jak owładnęła mną pokusa przeciw wierze, mówiłam sobie w duchu: Doprawdy, na zewnątrz nie miałam ciężkich doświadczeń, a gdyby miały przyjść teraz od wewnątrz, to dobry Bóg musiałby zmienić moją drogę. Lecz nie sądzę, by to zrobił, a z drugiej strony nie mogę żyć nieprzerwanie w takim spokoju…” (Rps C, s. 275; OC, s. 277).

Ważne jest, że pragnie się wewnętrznie, i pragnienie to należy przyjąć jako dar Boga. Dla Teresy jest to miłość. Teresa wierzy w miłość, gdyż czuje się kochana przez Boga bezwarunkowo. Nie musi pragnąć być najlepsza czy pierwsza wśród innych, czynić coś użytecznego czy nadzwyczajnego, aby posiąść tę miłość. Może więc urzeczywistniać swoje pragnienie bycia świętą: „Zawsze pragnęłam być świętą” (Rps C, s. 221; OC, s. 237). Pragnąć być świętą to pragnąć kochać i zarazem chcieć pozostać małą: „Pomimo, że jestem taka mała, mogę pragnąć świętości” (Rps C, s. 221; OC, s. 237). Teresa nigdy nie zrezygnuje z pragnienia świętości.

Jako godna córka świętego Jana od Krzyża Teresa pamięta o pierwszeństwie miłości: „Co do mnie, to nie znam innej drogi, by dojść do doskonałości, jak miłość… Miłować, jakże serce nasze właśnie do tego jest przystosowane!” (L 87, P I, s. 515; OC, s. 415). I przywołuje werset z Pieśni duchownej poety: „Chorobę miłości jedynie miłością uleczyć można”.

Ten, kto pragnie rzeczy nadzwyczajnych, nie postępuje w duchu „małej drogi”, nawet jeśli nie robi nic nadzwyczajnego. Dla Teresy pragnienie miłowania nie przejawia się w wielkich ofiarach czy w ekstazach, lecz każdego dnia i w zwykły sposób poprzez praktykowanie miłości braterskiej, przez drobne przysługi, życzliwy uśmiech, dobrą wolę, zgodę na własną niedoskonałość. Chlubić się można jedynie w Bogu obecnym w drobnych codziennych sprawach, w których żyje miłość, pokora, radość, ufność w Jego nieskończone miłosierdzie.

Pragnienie, by również po śmierci móc pociągać do miłowania Jezusa

Niebo jako miejsce schronienia nie jest dla Teresy pociągające, jeśli nie jest miejscem, gdzie będzie mogła najlepiej wypełniać swoją misję, sprawiać, by kochano Miłość. W liście do księdza Bellière z 24 lutego 1897 pisze: „W Niebie także będę pragnęła tego samego, co na ziemi: miłować Jezusa i pociągać dusze, by Go miłowały” (L 188, P I, s. 730; OC, s. 576).

List ten zawiera zadziwiającą prośbę karmelitanki, pragnienie wskazujące kierunek jej pośmiertnej misji, którą Teresa przeczuwa w czasie przeżywanej przez siebie nocy. Przyjąwszy z miłością doświadczenie zachwiania wiary, które rozpoczęło się 5 kwietnia 1896, czując, że wkrótce umrze, Teresa prosi księdza Bellière, aby modlił się za nią codziennie, a zwłaszcza po jej śmierci, aby nadal mogła pociągać dusze, by miłowały Jezusa; „aby niebem moim było czynić dobrze na ziemi” (OR, P II, s. 471; OC, s. 1050), jak wyraziła to w rozmowie z matką Agnieszką.

Zwracając się do księdza Bellière, ale również i do nas, Teresa podsuwa słowa modlitwy, która obejmuje wszystkie jej pragnienia: „Ojcze miłosierny, w imię naszego słodkiego Jezusa, Najświętszej Maryi Panny i Świętych proszę Cię, abyś raczył zapalić Siostrę moją Duchem Miłości i udzielił jej łaski, by wiele dusz pociągnęła do miłości Twojej” (L 188, P I, s. 730; OC, s. 576).

Pragnienie miłowania objawia się u Teresy w tym, że chce po śmierci móc pociągać do miłowania Miłości. Jej pragnienie obejmuje całą wieczność. Żyjąc na ziemi, chciała pracować dla zbawienia dusz, chce to czynić również w Niebie, gdyż poprzez własne doświadczenie nicości zna udrękę dusz, swoich braci, które nie mają wiary. Mówiła o tym już w liście z 23 czerwca 1896 do ojca Roulland: „Będę doprawdy bardzo szczęśliwa, współpracując z Ojcem dla zbawienia dusz, w tym celu przecież wstąpiłam do Karmelu, i nie mogąc być misjonarką czynną, chciałabym być nią mocą miłości i pokuty, jak święta Teresa, moja seraficzna Matka. Błagam, aby przewielebny Ojciec zechciał poprosić Jezusa w tym dniu, w którym raczy po raz pierwszy na głos Ojca zstąpić z Nieba, abym płonęła ogniem miłości Jego, a tak mogła skutecznie wspomagać Ojca w szerzeniu tego płomienia w wielu sercach” (L 168, P I, s. 677; OC, s. 537-538).

Życie Teresy ukazuje nam, że miłość nie jest wyrazem posiadania, lecz bycia; że nie chodzi o to, by – jak mówiła Teresa z Awili – w czasie modlitwy wiele myśleć, lecz by wielce usiłować; nie o to, by współzawodniczyć, lecz być życzliwym; że miłość to nie tylko uczucie, lecz przede wszystkim wola. W ten sposób dochodzimy do najgłębszego pragnienia, które jest ośrodkiem życia. Pragnienie to ma jedno imię: Jezus. „Być z Tobą, być w Tobie, to jedyne me pragnienie… a Twoje zapewnienie urzeczywistnienia go daje mi siłę do znoszenia wygnania w oczekiwaniu radosnego oglądania Cię kiedyś twarzą w Twarz na wieki!…” (M, P II, s. 215; OC, s. 973).

Modlitwa Teresy
(za księdza Bellière)

O mój Jezu! Dzięki Ci, że spełniasz
jedno z moich najgorętszych pragnień:
posiadanie brata kapłana i misjonarza…

Błagam Cię, o Boże, nie patrz na to, czym jestem,
ale na to, czym powinnam i czym chcę być,
to jest zakonnicą całkowicie oddaną Twej miłości.

Wiesz, o Panie, że jedyną mą ambicją jest
przyczyniać się do tego, żebyś był więcej znany i kochany,
i oto spełnia się moje pragnienie.
(M, P II, s. 212; OC, s. 966)

2. Znosić ze spokojem własną niedoskonałość

Uznawać swoją nicość

Kilka miesięcy przed śmiercią Teresa pisze do swojej siostry Celiny, w Karmelu siostry Genowefy, że Pan podtrzymuje nas w każdej chwili i wyciąga do nas rękę „gdy tylko ujrzy, że jesteśmy przekonane o naszej nicości”. I dodaje: „Tak, wystarczy upokorzyć się, znosić cierpliwie swoje niedoskonałości” (L 215, P I, s. 767; OC, s. 599). Nie chodzi więc o to, by gniewać się na siebie i użalać z powodu swoich słabości, buntować się przeciw własnej nędzy, lecz by cierpliwie i ze spokojem znosić to, co jest związane ze stanem człowieka jako grzesznika: swoje niedoskonałości. Teresa będzie się starała wpajać powierzonym sobie nowicjuszkom tę wewnętrzną postawę, która pozwoli im z radością kroczyć „małą drogą” i nie zniechęcać się swymi niedoskonałościami.

Taka postawa Teresy jest wynikiem znajomości siebie samej, cierpliwości wobec doświadczeń, radosnego przyjęcia swoich ograniczeń, utożsamienia się z Jezusem, który kocha nas razem z naszymi niedoskonałościami, tym bardziej, że i On znał ludzkie słabości: „Jakież to dla nas pocieszające, gdy pomyślimy, że Jezus, Bóg Mocny, poznał słabości nasze, że i On drżał na widok kielicha tak gorzkiego, a przecież przedtem jakże gorąco pragnął wypić ten kielich aż do dna…” (L 184, P I, s. 721; OC, s. 569). Na tym szczeblu wiary nieuleganie zniechęceniu wydaje się samo przez się zrozumiałe: „Nie zawsze bywam wierna, ale nie zniechęcam się, oddaję się całkowicie w ręce Jezusa” (L 122, P I, s. 587; OC, s. 467).

Aby cierpliwie i ze spokojem znosić własne niedoskonałości, trzeba przede wszystkim być przekonanym o swojej nicości: taki jest początek pokory i prawdy. „Doskonałość wydaje mi się tak łatwa; widzę, że wystarczy tylko uznać swą nicość i oddać się jak dziecko w ręce dobrego Boga” (L 203, P I, s. 751; OC, s. 589). W wierszu napisanym dla najmłodszej z nowicjuszek, siostry Marii od Trójcy Świętej, Teresa woła: „Jezu Ukochany, skąd to wyróżnienie/ Cóż ja, «nic» maleńkie, zrobiłam dla Ciebie?” (Po, P II, s. 46; OC, s. 748).

W jaki sposób wyraża się u Teresy świadomość własnej nicości? Przez głębokie przekonanie, że ona sama jest niczym, a jej wszystkim jest Jezus, zgodnie z dialektyką Jana od Krzyża, którą Teresa przedstawia swojej kuzynce Marii Guérin: „Maryniu, jeżeli ty jesteś niczym, nie zapominaj, że Jezus jest wszystkim, toteż trzeba zagubić Twoją małą nicość w Jego nieskończonym wszystkimi nie myśleć już o niczym, tylko o tym wszystkim, jedynie miłości godnym…” (L 87, P I, s. 514; OC, s. 415). Trzy miesiące wcześniej pisała do siostry Agnieszki: „Pragnę być zapomniana, a to nie tylko przez stworzenia, ale także przez siebie samą, chciałabym być tak wniwecz obrócona, żebym nie miała już żadnego pragnienia… Chwała mojego Jezusa, oto wszystko!” (L 81, P I, s. 505; OC, s. 406).

Teresa chce być obrócona wniwecz, aby całe miejsce zajął Jezus. Pragnie być mała, aby i w jej życiu i w śmierci nie było nic prócz Jezusa. Kiedy matka Agnieszka mówi Teresie, że będzie później sławiła jej cnoty, ta odpowiada: „Pana Boga jedynie trzeba będzie wysławiać, bo w moim małym nic nie ma niczego do wysławiania” (OR, P II, s. 493; OC, s. 1085).

Tę egzystencjalną świadomość swojej nicości, wyzwalające wyzbycie się samej siebie, Teresa wyraża 9 czerwca 1895 w Akcie oddania się miłosiernej miłości Boga: „Pragnąc, aby całe moje życie było aktem doskonałej miłości, oddaję się na ofiarę całopalną Twej Miłości miłosiernej, Wyniszczaj mnie, błagam Cię, bezustannie, przelewaj w serce strumienie nieskończonej czułości przepełniającej Twoje Serce, abym stała się, o mój Boże, męczennicą Twojej miłości” (M, P II, s. 203; OC, s. 964).

Teresa może otwierać się na „strumienie nieskończonej miłości”, gdyż jest próżna samej siebie: „Jestem jedynie dzieckiem, bezsilnym i słabym, ale to właśnie moja słabość wzbudza we mnie zuchwałość, by oddać się na Ofiarę Twojej Miłości, Jezu!” (Rps B, s. 201; OC, s. 226). Na wzór świętego Pawła Teresa jest silna swoją słabością. Jej nicość przekształciła się w ogień nieskończonej miłości, którą jest Jezus, Bóg-człowiek, Wszechmocny, który stał się bezsilny: „Miłość, aby się w pełni nasycić, musi się uniżyć, aż do nicości i przemienić tę nicość w ogień…” (Rps B, s. 201; OC, s. 227).

Unicestwienie siebie samej w ogniu przemieniającej miłości prowadzi Teresę do przeżycia najwyższego oczyszczenia: pokusy rozpaczy, tej nocy wiary, o której będzie mowa w innym rozdziale: „No to pójdź, pójdź, raduj się ze śmierci, która ci da nie to, czego w nadziei oczekujesz, lecz noc jeszcze ciemniejszą, noc nicości” (Rps C, s. 231; OC, s. 243).

Wyczerpana przez tę noc wiary i osłabiona chorobą, Teresa ma coraz bardziej wyostrzoną świadomość swojej nicości i swoich braków. Kiedy matka Agnieszka dzieli się z nią jakąś myślą o niebie, jej odpowiedź brzmi: „Co do mnie, mam jedynie światło, aby widzieć moje małe nic, lecz korzystniejsze jest mi ono od światła odnośnie do prawd wiary” (OR, P II, s. 498; OC, s. 1091).

Prawda w miłości

Przyjmując w Jezusie nasze ciało, Bóg przyjął naszą nicość. Poznał ograniczenia ludzkiej, śmiertelnej kondycji. Dołączył do nas w tym, wobec czego jesteśmy najbardziej bezbronni: w cierpieniu i w śmierci. Uniżył się, aby nas wywyższyć. Ubogacił nas swoim ubóstwem. Wierzyć w tajemnicę Wcielenia to odzwierciedlać tę prawdę w miłości, łącząc się z cierpieniami Chrystusa i uczestnicząc w chwale Jego zmartwychwstania.

Teresa czerpie podstawy swego postępowania z prawdy, a więc z pokory, w kontemplacji tajemnicy odkupiającego Wcielenia. Stąd druga część jej imienia, o której tak często się zapomina: Teresa od Dzieciątka Jezus i Świętego Oblicza. Swoją miłość tego tak pokornego Oblicza wyśpiewa Teresa w pieśni Do Najświętszego Oblicza:

Skarb mój jedyny, święty – Twarz Twoja,
Nie żądam więcej niczego:
Tylko niech przy niej trwa dusza moja
I bliżej będzie Ducha Twego…
Wykuj w mym sercu tak jak w marmurze
Twą cudną i niepojętą
Twarz – a dusz ludzkich złożę Ci kruże
I wkrótce stanę się świętą.
(Po, P II, s. 13-14; OC, s. 685)

Teresa z Awili ukazała, że prawda i pokora są nierozłączne. „Mała Teresa”, uznając swoją nicość i znosząc swoją niedoskonałość, jest w zgodzie z samą sobą, jest prawdziwa. Słowo „prawdziwy” występuje często w jej pismach i wypowiedziach. Ma ono związek ze świadomością małości ofiarowanej miłosierdziu Bożemu. Pragnienie prawdy, której Teresa szuka w prawdzie życia (Rps A, s. 82; OC, s. 119), i bezinteresowność miłości, sprawiając, że w poszukiwaniu prawdy nie ustaje, nadają jej pismom autentyczność i prawdziwość równoważące ubóstwo stylu, w którym zdaniem bardziej „krytycznych” umysłów przymiotnik „mały” powtarza się zbyt często.

Teresa pragnie w miłości tylko prawdy. Na pierwszych stronach Rękopisu A wyznaje szczerze: „Nie byłam wcale dziewczynką bez wad” (Rps A, P I, s. 85; Rps s. 43: „daleko mi było do ideału”; OC, s. 80). Brzydzi się udawaniem, nie ma więc złudzeń co do życia zakonnego, marności rzeczy i kruchości życia. „Złudzeń, z łaski Boga, nie miałam ŻADNYCH: życie zakonne znalazłam takie, jakie sobie wyobrażałam, nie zdziwiła mnie żadna ofiara. A przecież, kochana Matko, moje pierwsze kroki napotkały więcej cierni niż róż!” (Rps A, s. 153; OC, s. 187).

Celina, która odbywała nowicjat w czasie, gdy Teresa była jego mistrzynią, opisuje w zbiorze Conseils et souvenirs (Rady i wspomnienia), jak to Teresa lubiła zaliczać się do najsłabszych, chwalić się swymi nieudolnościami, nie podpierała się swymi zasługami. W jednym z przypisów mówi: „Uznawać, przyjąć, kochać swoją słabość to nie znaczy usprawiedliwiać grzech ani się z nim godzić: to znaczy umocnić się w prawdzie, stracić wszelkie złudzenia co do siebie samej i sprawić, by z dna rozpoznanej nędzy wybuchł krzyk bezgranicznego zaufania do Nieskończonego Miłosierdzia. Odnosi się to w pełni do naszych słabości, depresji, pokus, doświadczeń, niedoskonałości, niepowodzeń, mających przyczynę w ułomnej ludzkiej naturze; nowicjuszki, do których zwracała się Święta, miały skłonność rozwodzić się nad nimi” (Thérèse de Lisieux, Conseils et souvenirs. Recueillis par soeur Geneviève de la Sainte Face, „Foi vivante”, 149, Cerf, Paris 1973, s. 20-21).

Wyzwalająca pokora

W życiu młodej karmelitanki nie ma niczego nadzwyczajnego, tak dalece, że jedna z sióstr zadaje sobie pytanie, co będzie można powiedzieć o siostrze Teresie po jej śmierci. Dla Teresy prawda pokory znajduje się uniżeniu: „Uniżając się aż do dna swojej nicości, wzniosłam się tak wysoko, że dosięgłam swego celu” (Rps B, s. 200; OC, s. 225). Teresa czuje, że jej uniżenie podoba się Bogu. Czyż nie jest to droga, którą On sam wyznaczył przez swoją Mękę? Wyciąga więc dla siebie i dla innych wnioski, które same się narzucają:

Aby miłować Jezusa, aby być ofiarą Jego miłości, im bardziej jest się słabym, bez pragnień i cnoty, tym bardziej jest się podatnym na działanie tej Miłości trawiącej i przekształcającej. Samo pragnienie, aby stać się ofiarą, wystarczy, ale trzeba się zgodzić na to, by zawsze pozostać ubogim i bezsilnym, i na tym polega cała trudność, że „prawdziwie ubogiego w duchu któż znajdzie? Trzeba go szukać bardzo daleko”, mówi Psalmista. Nie mówi, że trzeba go szukać wśród wielkich dusz, ale „bardzo daleko”, to znaczy w niskości, w unicestwieniu (L 176, P I, s. 701; OC, s. 553).

Teresa nie opiera się na własnych siłach, by ćwiczyć się w cnotach, widzi jedynie Boga; to On staje się jej cnotą. Pisze do Celiny: „Nie lękaj się, im będziesz uboższa, tym bardziej umiłuje cię Jezus. Pójdzie daleko, bardzo daleko, odnajdzie cię, gdybyś kiedy się zabłąkała” (L 182, P I, s. 717; OC, s. 567). Później, 7 czerwca 1897, pisze:

Jedyna rzecz, której nikt nie zazdrości, to miejsce ostatnie; stąd też tylko to ostatnie miejsce nie jest marnością i utrapieniem ducha. Jednakże droga człowieka nie jest pod jego władzą, niekiedy spostrzegamy się, że pragniemy tego, co błyszczy. Wówczas stańmy pokornie w szeregu niedoskonałych, uznajmy, że jesteśmy duszami małymi, które Bóg podtrzymywać musi w każdej chwili. Gdy tylko ujrzy, że jesteśmy przekonane o naszej nicości, poda nam rękę. […] Tak, wystarczy upokorzyć się, znosić cierpliwie swoje niedoskonałości: oto świętość prawdziwa (L 215, P I, s. 767; OC, s. 599).

Teresa cieszy się swymi niedoskonałościami i znosi je cierpliwie, gdyż służą one oddawaniu chwały Bogu, tak bogatemu w miłosierdzie. Zna dobrze ten ustęp z Listu świętego Pawła do Koryntian: „Najchętniej będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa” (2 Kor 12, 9). Kroczy drogą prawdy i wolności, na której przewodniczką jej jest pokora. „Nie mogę powiedzieć, że Jezus upokarza mnie na zewnątrz; wystarcza Mu, że upokarza mnie w głębi duszy” (Rps C, s. 267; OC, s. 270). Głęboko zakorzeniona w wyzwalającej pokorze, w dniu swojej śmierci, 30 września 1897, Teresa wyznaje: „Tak, zdaje mi się, że zawsze szukałam jedynie prawdy… tak zrozumiałam pokorę serca…” (OR, P II, s. 525; OC, s. 1144).

Niedoskonałość naszej istoty

Uznanie swojej nicości i pogodzenia się z własną niedoskonałością, tak jak to czyniła Teresa, to postawy przeciwstawne dwom innym: żądzy władzy i chęci panowania, tym ranom XX wieku. Ale pokora dziecięctwa duchowego, jaką żyła Teresa, dla której „wszystko jest łaską” (OR, P II, s. 446; OC, s. 1009), ma większą siłę niż reprezentowany przez Hitlera kult nadczłowieka, dla którego Bóg umarł. Noc Wielkiego Piątku można zrozumieć tylko w świetle wielkanocnego poranka. Widać to wyraźnie: dyktatury rodzą się i prędzej czy później zostają obalone, padają mury, jak berliński, mocarstwa przestają istnieć, zaledwie powstały.

Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek człowiek poszukuje sensu swego istnienia, grzęznąc w wielkiej pustce duchowej, w której dominują zyskowność i sukces. Nauka, która obudziła tak wielkie nadzieje, nie spełniła danych obietnic. Ruchy integrystyczne, sekty i podobne im grupy powstają i umierają równie szybko, jak powstały. Kuszą, obiecując automatyczny rozwój osobisty, wolność bez ograniczeń, nawet nieśmiertelność – wystarczy mieć pieniądze, by za to zapłacić, i to wysoką cenę. New Age usypia ludzi chimerycznymi snami, rozpowszechnia fantastyczne historie, sączy do ucha tajemnice bez wartości i mgławicowe techniki, które podsycają synkretyzm i głód sensacji. Wprowadza w błąd, mówiąc o blaskach, lecz nie o cieniach, o wzlotach, lecz nie o cierpieniu, o zwycięstwie, lecz nie o klęsce, każąc myśleć o sobie samym, lecz nie o drugim człowieku. Nic nie jest bardziej sprzeczne z duchowością Teresy niż ta magiczna myśl, tak bardzo odległa od codziennej rzeczywistości, nie uznająca ograniczeń śmiertelnego człowieka.

Niezwykłe wyczucie pozwoliło Teresie tak dobrze ukazać własnym życiem, że właśnie przez swoją niedoskonałość podobamy się Bogu. Nie musimy stać się nieskazitelnie doskonali, trzeba nam jedynie uznać swoją nicość, zdając sobie sprawę z całego zła, które w nas mieszka, i w tym znaleźć spokój, gdyż mieszka w nas również Chrystus i Jego miłosierdzie. Chodzi tylko o to, by ofiarować Mu skrajne ubóstwo naszej istoty i nic nie zachować dla siebie. „Wystarczy być” – pisze Patryk de La Tour du Pin w swoim hymnie W całym życiu milczenie mówi: Bóg (Zob. Que cherchez-vous au soir tombant?, Cerf / Médiaspaul, Paris / Montreal 1995, s. 25-39).

Przychodzimy na świat niedoskonali. Życie uczy nas, że jesteśmy śmiertelni, ograniczeni, nie jesteśmy jak Bóg wszechmocni. Uznając naszą niemoc i niedoskonałość, otwieramy się na brak, który tylko Bóg może uzupełnić. Teresa pogrążyła się w świadomości tego istotnego braku; jej palącym pragnieniem stało się, by kochać i być kochaną aż poza grób. Sięgnąwszy dna ograniczeń nierozłącznie związanych z jej istotą, spotkała Boga, który jest miłosierdziem. Wie o tym, gdyż spotykała Go wiele razy w Ewangelii, za pośrednictwem syna marnotrawnego, Zacheusza, Marii Magdaleny, celnika, dobrego łotra.

Czyż nie jest to zdumiewające odkrycie: wiedzieć, że jest się kochaną – istotą niedoskonałą, ograniczoną i śmiertelną? „Szczęśliwa nędza mojej istoty, która pozwala mi być kochaną przez takiego Boga!” – mogłaby powiedzieć Teresa. Właśnie dlatego, że nasza miłość jest niedoskonała, może odkryć prawdziwe oblicze miłości, bowiem to Bóg kocha w nas: „Panie, […] znasz lepiej ode mnie moją słabość, niedoskonałość, wiesz dobrze, że nigdy nie potrafiłabym kochać innych sióstr tak jak Ty, gdybyś Ty sam, mój Jezu, nie kochał ich również we mnie” (Rps C, s. 242; OC, s. 250). Jakaż dobra nowina dla wszystkich, zwłaszcza dla małżeństw i rodzin, które przeżywają kryzysy, gdyż będąc w rozwoju, są niedoskonałe!

Teresa uczy nas, że im bardziej odkrywamy i akceptujemy niedoskonałość naszej istoty, tym bardziej odkrywamy i przyjmujemy bezwarunkową miłość Boga. Uznawać własną niedoskonałość to znaczy widzieć siebie w najgłębszej prawdzie swojej istoty, a więc w pokorze, i wychodząc od tej prawdy, ofiarowywać siebie przemieniającemu miłosierdziu Bożemu: „Jeśli upadnę przez słabość, niechże natychmiast Twe Boskie Wejrzenie oczyści moją duszę i wyniszczy wszelkie niedoskonałości, jak ogień, który wszystko w siebie przemienia” (M, P II, s. 202; OC, s. 963).

Sobie Teresa nie przypisuje niczego, chyba że to jest owo nic, w którym Jezus może być wszystkim. Ona jest tą pustką, którą Jezus może napełnić swoją miłością. Uznanie swojej niedoskonałości, doświadczenie wewnętrznego ubóstwa, rozpoznanie swego grzechu, świadomość własnej niegodności, akceptacja własnej nicości – oto klucze otwierające skarbiec miłosierdzia Bożego; tylko ono może uratować. Teresa otwiera się z pełnym zaufaniem na oczyszczające światło tego miłosierdzia, poddaje się intensywnemu działaniu tego ognia, który ją całkowicie przemienia. Radosna i bezbronna, z otwartym sercem i pustymi rękoma, idzie naprzód w poszukiwaniu swojej wewnętrznej prawdy, gdzie mieszka Bóg.

Modlitwa Teresy

O Jezu! Jakże bym się cieszyła, gdybym
mogła sobie powiedzieć, że byłam wierna.
Niestety! Często wieczorem smutek mnie
ogarnia, gdyż czuję, że mogłabym lepiej
odpowiedzieć Twoim łaskom… Gdybym była
bardziej z Tobą zjednoczona, pokorniejsza
i bardziej umartwiona, gdybym umiała
okazać więcej miłości mym Siostrom, miałabym
mniej trudności w obcowaniu z Tobą na modlitwie.
Mimo to, o mój Boże! nie chcę się zniechęcać
widokiem mej nędzy i przychodzę do Ciebie
z całą ufnością, wiedząc, że „nie zdrowi potrzebują
lekarza, lecz chorzy”. Błagam Cię więc,
Panie, racz mnie uzdrowić i przebaczyć mi
winy, ja zaś pamiętać będę o tym, że dusza,
której więcej odpuściłeś, powinna Cię więcej
niż inne miłować.
(M, P II, s. 211; OC, s. 965)

3. Pokładać nadzieję w miłosierdziu Bożym

Oddanie się i ufność dziecka

Postawa Teresy, która znosi swoją niedoskonałość, opierając się jedynie na swej słabości i małości, łączy się zawsze z inną, ważniejszą postawą: pokładać nadzieję w miłosierdziu Bożym. Teresa ma nadzieję jak dziecko, które oddaje się z całym zaufaniem uprzedzającej miłości, gdyż jest jej pewne. „Jezus z upodobaniem pokazuje mi jedyną drogę, która prowadzi do Boskiego ogniska, a tą drogą jest ufność małego dziecka, co bez obawy zasypia w ramionach Ojca” (Rps B, s. 191; OC, s. 220). Takim oddaniem Teresa żyła już przed wstąpieniem do Karmelu. Rozczarowana po spotkaniu z papieżem Leonem XIII pisze: „Nie przestałam żywić nadziei wbrew jakiejkolwiek nadziei” (Rps A, s. 143; OC, s. 178).

Nadzieja i ufność w miłość Bożą przejawia się w małych codziennych sprawach. W powszedniej rzeczywistości Teresa doświadcza nędzy swojej istoty, niedoskonałej, lecz szczęśliwej, gdyż ofiarowanej dobrowolnie potędze miłosierdzia Bożego. Nie godzi się, by cokolwiek uchodziło jej samej czy jej nowicjuszkom, przepędza najmniejszy odruch niecierpliwości, chce zawsze żyć w prawdzie i zachwycać się czułą miłością Jezusa, który spełnia jej nadzieje i pragnienia.

Daleko jestem szczęśliwsza, że byłam tak niedoskonała, niż gdybym wsparta łaską okazała się wzorem łagodności… To tyle dobrego czyni mojej duszy, gdy widzę, że Jezus jest zawsze równie słodki, równie tkliwy dla mnie!… Ach, teraz już poznaję, że wszystkie moje nadzieje będą spełnione… O tak, Zbawiciel uczyni dla nas cuda, które przewyższą nieskończenie nasze najśmielsze pragnienia… (L 207, P I, s. 760; OC, s. 593).

Dynamizm powołania Teresy – z jednej strony uznanie swojej nicości, swoich braków i wad, a z drugiej pełna nadziei wiara w miłosierdzie Boże – objawia się w życiu tej świętej karmelitanki przez jej wypływającą z miłości ufność podobną do ufności dziecka, które wie, że jest kochane przez Boga. Im bardziej Teresa jest świadoma swojej słabości, tym bardziej wzrasta jej ufność. Ufność ta, zrodzona z nadziei i miłości, nie pozwala nadmiernie akcentować dystansu dzielącego ją od Boga i od bliźniego; Teresa widzi raczej nieograniczone możliwości, jakie kryje miłosierdzie Boże.

List napisany przez Teresę 17 września 1896 do jej siostry i zarazem matki chrzestnej, siostry Marii od Najświętszego Serca, pozwala wyobrazić sobie jej ufność, która jest „wiedzą Miłości” (Rps B, s. 190; OC, s. 219); Teresa posiada tę wiedzę dzięki doświadczeniu miłosierdzia.

Moje pragnienia męczeństwa są niczym, nie mają żadnego znaczenia, to bynajmniej nie one dają mi tę bezgraniczną ufność, jaką odczuwam w sercu. […] Pragnienia piękne i wzniosłe to pociecha, jakiej Jezus użycza niekiedy duszom tak słabym jak moja. […] Jakże wobec tego możesz mówić, że pragnienia moje są oznaką mojej miłości? Ach! Czuję doskonale, że to nie one podobają się Bogu w mojej małej duszy. Podoba Mu się we mnie to, gdy widzi, że miłuję moją małość i moje ubóstwo, podoba Mu się moja ślepa ufność w miłosierdzie Jego… Oto jedyny mój skarb, najdroższa Mateczko chrzestna, dlaczegoż ten skarb nie miałby być także i Twoim? […] Im bardziej jest się słabym, bez pragnień i cnoty, tym bardziej jest się podatnym na działanie tej Miłości trawiącej i przekształcającej. Samo pragnienie, aby stać się ofiarą, wystarczy, ale trzeba się zgodzić na to, by zawsze pozostać ubogim i bezsilnym. […] Ach! Pozostańmy zatem jak najdalej od tego, co błyszczy, miłujmy naszą maleńkość, miłujmy to właśnie, że nic nie odczuwamy; wtedy będziemy ubogie w duchu i Jezus przyjdzie po nas, jakkolwiek byłybyśmy daleko i przemieni nas w płomienie miłości… Och, jakże bym chciała, żebyś zrozumiała to, co czuję!… Ufność i nic jak tylko ufność powinna nas prowadzić do Miłości… (L 176, P I, s. 700-702; OC, s. 552-553).

Teresa jest człowiekiem nadziei. Wie, że Bóg spełni jej pragnienia, może więc z ufnością i oddaniem oczekiwać tego, co On zechce jej dać. Pokłada nadzieję przede wszystkim w przedmiocie swoich pragnień, w Jezusie, swoim Niebie tu na ziemi. Będąc mistrzynią nowicjatu, może więc pisać: „Poczułam, że muszę tylko jednoczyć się coraz mocniej z Jezusem, a reszta będzie mi przydana. I rzeczywiście, nigdy się nie zawiodłam: zawsze, kiedy mi przyszło pokrzepić dusze moich sióstr, Dobry Bóg raczył napełnić moją małą dłoń” (Rps C, s. 260; OC, s. 264-265). Pragnienie, oddanie się, ufność, oto słowa najważniejsze elementy terezjańskiej nadziei.

Szaleństwo nadziei

W każdym niemal człowieku drzemie niezbywalna cząstka utopisty, która skłania go do marzeń o lepszym świecie. Nie mamy złudzeń co do tego, że świat, w którym żyjemy, do najlepszych nie należy. Dzieje ludzkości naznaczone są przez wojny, zdrady, rany, śmierci. Życie Teresy jest znakiem nadziei: słyszymy tam muzykę, którą zrodziło niezakłócone, potem ponownie odnalezione dzieciństwo. Młoda karmelitanka śpiewa miłosierdzie Boga, jakby to była pierwsza pieśń miłości.

Teresa trzyma zakład nadziei w toku codziennych zajęć. Jej nadzieja to nie nabożny optymizm, nie budowanie lepszego świata. Źródłem nadziei Teresy jest ufność, ufność w każdej próbie. Teresa umie kochać, ponieważ kocha. Mądrość czekania w miłości daje jej nadzieja, wiara w to, że Bóg kocha najlepiej, jak mówi Péguy. Nadzieja Teresy jest zawsze aktywna. To wir życia, który wzbudza w niej niewzruszoną nadzieję, nawet w głębi najczarniejszej nocy. Oczyszczający ogień, codzienna droga radości, święto miłosierdzia Bożego, bezmierne pragnienie Nieba.

Niebo, czyli miłość, którą w końcu posiądzie, opanowuje całą nadzieję Teresy. Nieco ponad rok po wstąpieniu do Karmelu pisze ona do siostry Agnieszki: „Ja cierpię… ale nadzieja Ojczyzny dodaje mi odwagi, wkrótce będziemy w Niebie… Tam nie będzie już ani dnia ani nocy, lecz Oblicze Jezusa sprawi, że królować będzie światło nie mające sobie równych!” (OC, s. 398). Cierpienie stanie się ogromne, gdy na ostatnie osiemnaście miesięcy życia przedmiot nadziei Teresy, Niebo, zostanie jej odebrane.

Od dawna już Teresa czuje się obca na ziemi. Nie znaczy to, że życie przestało być dla niej interesujące: po prostu przestała dostrzegać uroki tego świata. Spragniona nieskończoności Teresa wie, że życie mija, że czas spędzony na ziemi jest odroczeniem kontemplacji piękna jej Umiłowanego. Pisze do Celiny: „Życie jest skarbem… każda chwila jest wiecznością, wiecznością radosną, wiodącą do Nieba. Wieczność… oglądać Boga twarzą w twarz… być jednym z Nim… Jeden tylko Jezus jest, wszystko inne nie jest… miłujmy Go zatem do szaleństwa, zbawiajmy dusze dla Niego” (L 74, P I, s. 493; OC, s. 399).

Siedem lat później, gdy Teresa przeżywa noc wiary, to szaleństwo kochania Jezusa stało się dla niej szaloną miłością do Jezusa. Używając przenośni, przyrównuje siebie do małego ptaszka, którego przedwieczny Orzeł żywi swoim własnym życiem. Na szaleństwo miłości odpowiada innym szaleństwem: szaleństwem nadziei.

Odwieczny Orle, chcesz mnie żywić swą boskością, mnie, biedną, małą istotę, która obróciłaby się w nicość, gdyby Twe boskie spojrzenie nie obdarowywało mnie w każdej chwili życiem… Jezu, pozwól mi powiedzieć w porywie wdzięczności, że Twoja miłość posuwa się do szaleństwa… Jakżeby więc wobec tego szaleństwa moje serce miało nie wzbić się ku Tobie? Jakżeby moja ufność mogła mieć jakieś granice?… Ach, wiem, dla Ciebie Święci też porywali się na szaleństwa, będąc orłami dokonywali rzeczy wielkich…

Ja, Jezu, jestem zbyt mała, by dokonywać rzeczy wielkich… moim szaleństwem jest mieć nadzieję, że Twoja Miłość przyjmie mnie na ofiarę… (Rps B, s. 208; OC, s. 231).

Teresa pokłada nadzieję w Miłości, która każdego dnia wspiera jej kruchość. Niedoścignionym czynom świętych przeciwstawia swoją słabość. Może zostać świętą, pozostając małą. Przypomnijmy list z 17 września 1896, w którym opisuje swojej siostrze Marii, co podoba się Jezusowi. Podkreśla tam następujące słowa: „Podoba Mu się we mnie to, gdy widzi, że miłuję moją małość i moje ubóstwo, podoba Mu się moja ślepa ufność w miłosierdzie Jego… Oto jedyny mój skarb” (L 176, P I, s. 700; OC, s. 552). Nie niepokoi się o przyszłość, gdyż wie, że Bóg czuwa nad nią. Jej wiara żyje w chwili obecnej, kiedy wszystko powierza miłosierdziu Bożemu. Jej życie jest w rękach Ojca, który daje swoje życie – Jezusa.

W naszych czasach nieuporządkowanych miłości, odrzucania po wykorzystaniu, poniżającego materializmu, gdzie pomieszanie pojęć wkrada się we wszystkie dziedziny życia, pozostaje nam szaleństwo Teresy: ufać wbrew wszelkiej nadziei. Przez swoją odwagę zachęca nas ona dyskretnie, abyśmy nie upadali na duchu i nie zniechęcali innych. Jej przykład skłania do cierpliwości w czasie prób, do podejmowania stale na nowo wysiłku ufności Bogu, który jest zawsze wierny i pełen miłosierdzia. Teresa dobrze zna wewnętrzne rozdarcie i niepokoje właściwe ludzkiej naturze. Nawet w najgłębszym mroku nocy wiary jej nadzieja trwa niewzruszenie, ufa sercu Boga. W absolutnej wolności przyjmuje za swoje słowa Hioba: „Słowa: Chociażby mię Bóg zabił, w Nim ufać będę, zachwycały mnie od dzieciństwa” (OR, P II, s. 456; OC, s. 1027). Miejsce nadziei Teresy to miejsce jej wolności, miejsce, gdzie Bóg objawia swoje miłosierdzie.

Miłosierdzie Boże

Teresa żyje ufną nadzieją w nieskończone miłosierdzie Boże. Jest to jej szaleństwo, jej najgłębsza postawa, stan duszy, w którym trwa nieustannie. W Bożym miłosierdziu pokłada absolutną ufność. Rozumie, że jest ono atrybutem najlepiej określającym Boga. Bóg jest przede wszystkim Miłością miłosierną, istnieje, miłując. Teresa objawia to, śpiewając całym swoim życiem: „to, co winnam śpiewać wiecznie – Miłosierdzie Pana!…” (Rps A, s. 34; OC, s. 71). Wszystkie doskonałości Boga wydają się w jej oczach promieniować z miłości miłosiernej. Misją Teresy jest sprawić, aby poznano to miłosierdzie, które jej samej każe kochać Boga do szaleństwa. Dlaczego mielibyśmy bać się Go i drżeć przed Nim?

Kochana Matko! Czy po tylu łaskach nie mogę śpiewać wraz z Psalmistą: „Jak dobry jest Pan, a Jego miłosierdzie trwa na wieki”? Wydaje mi się, że gdyby wszystkie stworzenia doznały tych łask, co ja, to Dobry Bóg w nikim nie wzbudzałby lęku; kochano by Go do szaleństwa i z miłością, a nie z drżeniem, i nikt nigdy by nie chciał wyrządzić Mu przykrości… Lecz rozumiem, że wszyscy nie mogą być tacy sami, trzeba, by ludzie pochodzili z różnych rodzin, aby móc wielbić w sposób szczególny jeden z przymiotów Dobrego Boga!… Mnie On obdarzył nieskończonym Miłosierdziem i poprzez nie właśnie widzę i wielbię Boskie przymioty!… Wówczas wszystkie wydają mi się promieniejące miłością, nawet Sprawiedliwość (a może nawet przede wszystkim ona) wydaje mi się przyodziana w miłość

Jak dobrze jest pomyśleć, że Dobry Bóg jest sprawiedliwy, to znaczy, że ma wzgląd na naszą słabość, że doskonale zna kruchość naszej natury. Czego więc mogłabym się lękać? Ach! Czy ów nieskończenie sprawiedliwy Bóg, który raczył przebaczyć z taką dobrocią wszystkie winy marnotrawnego syna, nie będzie sprawiedliwy i wobec mnie, „która jestem przy Nim zawsze”? (Rps A, s. 181; OC, s. 211-212).

W czasach Teresy Karmel, noszący na sobie piętno jansenistycznych skrupułów swojej epoki, skłaniał się ku praktykom ascetycznym i ku ciasnemu moralizmowi, które mogły przesłaniać oblicze miłującego Boga. Obawiając się grzechu, często nadmiernie przypatrywano się własnemu postępowaniu, lecz zapominano o spojrzeniu miłości, które Bóg kieruje na każde ze swoich dzieci. Ukazanie miłosiernego oblicza Boga-Miłości wówczas, gdy znajdowano upodobanie w surowych wymaganiach sprawiedliwości Bożej, wymagało odwagi. Teresa demaskuje karykaturalny obraz Boga mściwego, wymierzającego sprawiedliwość, aby nam powiedzieć, że Bóg jest zawsze po stronie człowieka. Jest zawsze z nami, nie przeciw nam. Chce dla nas szczęścia w niebie, a nie czyśćca. Jego sprawiedliwość opiera się na płomieniach miłosierdzia. Teresa pisze o tym do ojca Roulland:

Nie rozumiem, mój Bracie, dlaczego zdajesz się wątpić w to, że pójdziesz wprost do Nieba, w razie gdyby niewierni pozbawili cię życia. Wiem, że trzeba być bardzo czystym, by stanąć przed Bogiem wszelkiej świętości, ale wiem również, że Pan nasz jest nieskończenie sprawiedliwy, a ta właśnie sprawiedliwość, która przeraża tyle dusz, jest dla mnie źródłem radości i ufności. Być sprawiedliwym to nie oznacza jedynie wymierzać surową karę winowajcom, ale także uznawać intencje prawe i wynagradzać cnotę. Spodziewam się tyleż od sprawiedliwości Bożej ile od Jego miłosierdzia; a właśnie dlatego, że jest sprawiedliwy, to równocześnie „litościwym i miłościwym jest Panem, powolnym do karania i hojnym w miłosierdzie On zna ułomność naszą, wspomniał iżeśmy proch Jako lituje się ojciec nad synami swymi, tak zlitował się Bóg nad nami” […] Droga moja jest wyłącznie drogą ufności i miłości; nie rozumiem dusz, które boją się tak tkliwego Przyjaciela (L 203, P I, s. 752-753; OC, s. 558).

Podobnie pisze Teresa do swego drugiego, młodszego brata, księdza Bellière; tę samą ufność w miłosierdzie Boże wyznaje w Rękopisie A: „Zdaje mi się, że w każdej chwili ta Miłość Miłosierna odnawia mnie i oczyszcza moją duszę z wszelkiej skazy grzechowej, tak że już nie jestem w stanie obawiać się czyśćca. […] Ogień Miłości uświęca skuteczniej od płomieni czyśćcowych” (Rps A, s. 239; OC, s. 212-213). Poczucie winy i strach przed karą ustępują wobec miłości i ufności „małej drogi”, idąc za przykładem Marii Magdaleny, której „serce zrozumiało przepastne głębiny miłości i miłosierdzia Serca Jezusowego” (L 220, P I, s. 774; OC, s. 604).

Teresa zrozumiała lepiej niż ktokolwiek, że miłosierdzie Boże potrzebuje naszej niedoskonałości, aby mogło się objawić. Szczęśliwa ograniczoność człowieka, jego nędza, rany i słabości, które sprawiają, że potrzebuje miłosierdzia! Teresa oddaje siebie tej Miłości miłosiernej na ofiarę całopalną, chce być męczennicą miłości nieskończonej, czułej dobroci Boga: „Nie chcę gromadzić zasług dla Nieba, ale chcę pracować jedynie dla Twej Miłości ku Tobie […] abym stała się, o mój Boże, Męczennicą Twojej Miłości” (M, P II, s. 203-203; OC, s. 963-964). Akt ofiarowania się miłości miłosiernej będzie nosiła na sercu, chce Go ponawiać „za każdym uderzeniem serca” (M, P II, s. 203; OC, s. 964).

Silna ufnością w miłosierdzie Boże, zwierza się matce Agnieszce: „Powiedz jasno, moja Matko, że chociażbym popełniła wszystkie możliwe zbrodnie, miałabym zawsze tę samą ufność, czułabym, że to mnóstwo grzechów byłoby jak kropla wody rzucona na żar ognisty” (OR, P II, s. 462; OC, s. 1037). Wie, że Jezus zbawia każdego żałującego grzesznika. Słowami tej niewzruszonej ufności kończy z wielkim trudem, ołówkiem, zaczętą dwa i pół roku wcześniej wypowiedź o „miłosierdziu Pana” (Rps A, s. 36: OC, s. 73):

Tak, czuję, że choćbym na sumieniu miała wszystkie możliwe grzechy, to i tak bym poszła, ze skruszonym z żalu sercem, rzucić się w ramiona Jezusa, gdyż wiem, jak drogi jest Mu syn marnotrawny, który do Niego powraca. To prawda, że w swym uprzedzającym miłosierdziu uchronił mnie od grzechu śmiertelnego, lecz nie dlatego, wcale nie dlatego idę ku Niemu z ufności i miłości (Rps A, s. 286; OC, s. 285).

Modlitwa Teresy
(akt ofiarowania dnia)

Boże mój, ofiaruję Ci wszystkie czynności dnia
dzisiejszego w intencjach: na chwałę Najświętszego
Serca Jezusa; pragnę uświęcić uderzenia mego
serca, moje myśli i uczynki najzwyklejsze,
łącząc je z nieskończonymi Jego zasługami,
winy zaś moje chcę naprawić wrzucając je
w ognisko Jego miłości miłosiernej.
(M, P II, s. 215; OC, s. 968)

4. Wzrastać w małości

Wielkość małości

Jak już powiedzieliśmy, Teresa jest wobec siebie szczera, zupełnie nie szuka swojej własnej korzyści. Nie zmyśla. Nienawidzi udawania. Jej realizm sprawia, że pragnie świętości w „prawdzie życia”, w konkretnym życiu. Kochająca piękno i wielkość, od dzieciństwa pasjonująca się lekturą i głodna wiedzy, czuje, że jest wezwana do chwały, która nie jest ułudą:

Prawdą jest, że czytając niektóre powieści rycerskie, nie zawsze umiałam rozpoznać od razu prawdę życia, lecz wkrótce dobry Bóg dał mi odczuć, że prawdziwą chwałą jest ta, która trwa wiecznie, i że aby ją osiągnąć, nie trzeba koniecznie dokonywać wspaniałych rzeczy, lecz wystarczy się ukryć i czynić dobro tak, aby lewica nie wiedziała, co czyni prawica…. (Rps A, s. 82; OC, s. 119).

Cztery miesiące przed śmiercią, gdy redaguje Rękopis C dla przeoryszy, matki Marii od św. Gonzagi, Teresa uświadamia sobie jeszcze wyraźniej swoją małość i bezsilność. W tym właśnie tkwi jej wielkość: wielkość prawdy w miłości. Nie ma tu fałszywej pokory ani tym bardziej infantylizmu; Teresa uznaje po prostu, że wszystko otrzymała od Boga i że wszystko do Niego należy. Naśladuje w tym Maryję, której jest ukochanym dzieckiem:

Matko umiłowana, nie obawiałaś się powiedzieć do mnie kiedyś, że Dobry Bóg napełnia mnie blaskiem i nawet, że obdarzył mnie doświadczeniem na miarę długiego życia… Matko, jestem zbyt mała, aby popaść teraz w próżność, zbyt mała również, by układać piękne zdania, dowodząc, że mam dużo pokory. Wolę przyznać po prostu, że Wszechmocny uczynił wielkie rzeczy w duszy dziecka swej boskiej Matki, a największą jest to, że dał mu poznać jegomałość, jego bezsilność. (Rps C, s. 225-226; OC, s. 239).

Pragnienie miłowania Jezusa, uznanie swojej niedoskonałości i ufność w miłosierdzie Boże skłaniają Teresę do tego, że chce się stawać coraz mniejsza. W ten sposób będzie wielka w oczach Boga. W tej postawie widzi wąską bramę, przez którą trzeba przejść, aby podobać się Panu i tak być świętą: „Czy jest dusza mniejsza, bardziej bezsilna od mojej!… A przecież to właśnie z powodu mojej słabości spodobało Ci się, Panie, spełnić kiedyś moje małe dziecięce pragnienia” (Rps B, s. 199; OC, s. 225).

Teresa doświadcza swej słabości codziennie. Pisze do Marii Guèrin: „Mylisz się, moja droga, jeżeli sądzisz, że Twoja Terenia kroczy zawsze gorliwie drogą cnoty; ona jest słaba, i to bardzo słaba, co dnia nowe zbiera doświadczenia pod tym względem” (L 87, P I, s. 514; OC, s. 415). Prawdziwą siłę znajduje właśnie w akceptacji swojej słabości, prawdziwą wielkość w uznaniu małości; postawa wzrastania w małości daje radość:

Mój Pokój to być maleńką,
Bo gdy padam, gdy się chwieję,
Pan mnie dźwiga świętą ręką,
Więc radością promienieję.
I zdwajam mych pieszczot dary,
Mówię, że dla Niego żyję,
Że miłuję Go bez miary,
Nawet gdy mi się ukryje!
(Po, P II, s. 42; OC, s. 733-734)

Teresa wie z doświadczenia, że jej pragnienie coraz doskonalszego miłowania Jezusa idzie w parze z pragnieniem stawania się coraz silniejszą. W trosce o prawdę w ocenianiu siebie samej posługuje się – zwłaszcza w początkach swego życia w zakonie – symbolami małości i ukrycia, jak „piłeczka Dzieciątka Jezus” (L 18, P I, s. 401; OC, s. 329), „małe ziarenko piasku” (L 24, P I, s. 413; OC, s. 337), „mała, nędzna stokrotka” (L 107, P I, s. 550; OC, s. 438).

Chwała rysująca się na twarzy

Słowa „mały” i „małość”, których tak często używa Teresa, zrażają niejednego czytelnika. Czy należy dopatrywać się tutaj wpływu matki, która zapewne tak się do niej zwracała, później starszej siostry Pauliny, przez pewien okres przeoryszy w Karmelu, do której adresowany jest Rękopis A? Teresa kończy ten rękopis słowami: „Kochana Matko, to wszystko, co mogę powiedzieć o życiu twojej małej Teresy” (Rps A, s. 183; OC, s. 213). Po jej śmierci wierni spontanicznie nazwali ją „małą Tereską”, która zsyła na nich „deszcz róż”: dobrodziejstw, uzdrowień i niezliczonych uwolnień. Wizerunki przedstawiają Świętą zwykle kwitnącą zdrowiem, trzymają w rękach Krucyfiks i bukiet róż. Bardzo łatwo można zniekształcić wyobrażenie świętych.

Teresa bynajmniej nie apologizuje małości i słabości dla nich samych, co prowadziłoby do pogardy dla samej siebie i do rezygnacji. Przeciwnie, ukazuje, że prawdziwa wolność zaczyna się tam, gdzie miłosierdzie Boże odkrywa przed nami naszą własną małość i nędzę. Przyjmując siebie takimi, jacy jesteśmy naprawdę, z naszymi ułomnościami i ciemnymi stronami, wolność prowadzi nas drogą ufności i światła, na której znajdujemy wolność Boga Ojca objawiającego nam swoją miłość przez Syna.

Ileż heroizmu potrzeba, aby uwierzyć, że nasze wysiłki nie są naszym dziełem, lecz pochodzą od Boga! Prawdziwy wysiłek to liczyć jedynie na miłosierdzie Boże; tylko ono usprawiedliwia. Nasza małość i słabość stają się miejscami spotkania z Jezusem, który poucza nas o swojej miłości. Teresa może więc napisać z charakterystyczną dla niej prostotą: „Ponieważ byłam mała i słaba, pochylał się nade mną i w ukryciu pouczał o sprawach miłości” (Rps A, s. 115; OC, s. 149).

Poprzez swoje życie i pisma Teresa ukazuje nam, że wielkość znajdziemy jedynie w małości, dobrowolnie przyjętej w świetle miłosierdzia Bożego. To jest jej tajemnica, tak prosta pozornie, jakże jednak głęboka! Do tych, których to przesłanie oburza, niech przemówi fotografia posłanki. Pośrednik również jest przesłaniem, jak mówił McLuhan. Autentyczne, pozbawione retuszu fotografie ukazują piękną twarz młodej, energicznej kobiety, naznaczoną trudną do opisania wielkością, przez którą przebija pochłaniający ją ogień.

Teresa lubiła obrazy religijne swoich czasów, nigdy jednak nie przyszłoby jej na myśl, że zdjęcia jej twarzy obiegną cały świat. Chciała pozostać w ukryciu, z Jezusem, którego Oblicze kontemplowała: „chciałam, aby moja twarz – na podobieństwo twarzy Jezusa – była prawdziwie ukryta, tak aby na ziemi nikt mnie nie rozpoznał” (Rps A, s. 157; OC, s. 189). Bóg przewidział inną chwałę, za pośrednictwem aparatu fotograficznego, który Celina wniosła do Karmelu. Przenikliwe spojrzenie Teresy nie wpatruje się w nas, lecz wraz z nami dostrzega przyszłość otwierającą się na drodze ufności i miłości. Z tej twarzy bije tak wielka siła, tak spokojna determinacja, że wiele osób jest poruszonych do głębi duszy. Jak Christine, zamknięta w centralnym więzieniu w Rennes:

Kiedy wieczorem spojrzałam na fotografię małej Tereski, zobaczyłam światło bijące z jej oczu i dosięgające mego serca z kamienia; w tej chwili poczułam, że jakieś skrępowanie, które było we mnie, jakiś ciężar, który mnie przytłaczał, podnosi się w moim sercu i opuszcza mnie. Światło Boga przemieniło moje serce poprzez spojrzenie mojej małej siostry. W jednej chwili poczułam się szczęśliwa, wolna, a przede wszystkim odczułam obecność jakiejś niezwykłej istoty, która mnie kocha i ochrania, ogarnia moje serce i całą moją istotę. Bóg był tuż tuż, wystarczyłoby wyciągnąć do Niego rękę (Marie-Michel, Nés pour aimerThérèse et les jeunes, Le Sarment / Fayard, Paris 1996, s. 51).

Dziś, kiedy w przekazywaniu informacji tak wielką wolę odgrywa słowo, fotografia twarzy Teresy objawia nam serce Boga. Zarówno jej dziecięca twarzyczka, jak i twarz młodej kobiety promieniują chwałą Zmartwychwstałego. Czy jest to zdjęcie ośmioletniej Teresy z jej siostrą Celiną, czy piętnastoletniej, przed wstąpieniem do Karmelu, czy w habicie nowicjuszki, czy w roli Joanny d’Arc, czy w grupie kilku karmelitanek na wewnętrznym dziedzińcu klasztoru, czy przy praniu wraz ze wspólnotą, czy u stóp Krzyża, wśród nowicjuszek, w infirmerii czy zmarła – zawsze można rozpoznać na jej twarzy rysy Boga-Miłości.

Teresa ma szesnaście lat, gdy ojciec jej zostaje hospitalizowany w zakładzie dla umysłowo chorych w Caen. Wstrząśnięta, dostrzega w tym utożsamienie z cierpieniami Jezusa, tak przejmująco rysującymi się na Jego świętym Obliczu. Pociesza Celinę: „Jezus płonie miłością dla nas… patrz na Jego godne Oblicze! Przypatrz się Jego oczom zgaszonym i spuszczonym!… Patrz na rany Jego… Wpatruj się w Jego Oblicze… Tam zobaczysz, jak nas miłuje” (L 63, P I, s. 476; OC, s. 387). Parafrazując te słowa Teresy, która tak bardzo wpatrywała się w „zgaszone i spuszczone” oczy Jezusa, możemy powiedzieć: „Spójrz na twarz Teresy… zobaczysz, jak bardzo nas kocha”.

Przykład Maryi

Pragnąc być świętą mimo swej małości, Teresa widzi, jak wielka jest różnica między nią, „zabłąkanym ziarnkiem piasku” (Rps C, s. 221; OC, s. 237), a świętymi, którzy „spędzili życie, praktykując wprost zdumiewające umartwienia, by odpokutować grzechy” (L 220, P I, s. 775; OC, s. 604). „Cieszę się, że w Królestwie Bożym jest mieszkań wiele, bo gdyby było tylko to jedno, którego opis i droga tak są dla mnie niezrozumiałe, nie mogłabym się tam dostać” (L 103, P I, s. 754; OC, s. 589). Teresa idzie drogą, którą wyznacza dla niej Jezus, odnajduje w Ewangelii Matkę i poddaje się Jej wpływowi: „Przy Tobie pragnę zawsze pozostać maleńką” (Po, P II, s. 56; OC, s. 751).

Teresa marzyła o tym, by wypowiedzieć w pieśni to, co myślała o Maryi. W maju 1897 ułożyła swój ostatni wiersz, Dlaczego kocham Cię, Maryjo. W sierpniu tegoż roku pisze:

Jakże chciałabym być kapłanem, aby mówić kazania o Maryi. Zdaje mi się, że jeden raz byłby mi wystarczył, aby wypowiedzieć moją myśl w tym przedmiocie.

Najpierw wykazałabym, do jakiego stopnia życie Najświętszej Dziewicy jest mało znane.

Aby kazanie o Najświętszej Dziewicy było owocne, musi ukazać życie Jej rzeczywiste, tak jak nam je Ewangelia pozwala coś niecoś ujrzeć, a nie tak jak my przypuszczamy. I łatwo można odgadnąć, że Jej życie w Nazarecie i później musiało być całkiem zwyczajne.

Ukazują Matkę Najświętszą niedostępną; przeciwnie, trzeba Ją ukazać łatwą do naśladowania, praktykującą cnoty ukryte, powiedzieć, że żyła z wiary jak my i dać na to dowody z Ewangelii (OR, P II, s. 505-506; OC, s. 1102-1103).

W oparciu o Ewangelię Teresa pisze, co myśli o Maryi:

To, co mówią o Tobie Ewangelii słowa
Zbliżyć mi się do Ciebie i patrzeć ośmiela,
Tak prosta życia Twego osnowa:
Żyłaś, cierpiałaś jak ja, Matko Zbawiciela! […]
Ty wiesz, Maryjo, że mimo mej maleńkości
Jak Ty w sercu posiadam Wszechmocnego Pana,
Lecz nie wzbudzają we mnie lęku ułomności.
Skarb Matki to skarb dziecka, Matko ukochana!
Jam dzieckiem kochającym mocą duszy całej.
Czyż Twa miłość i cudy nie są także moje?
Gdy do serca wstępuje mój Pan w Hostii białej,
Niech w mym sercu znajduje, Matko, Serce Twoje!
(Po, P II, s. 55-56; OC, s. 750-751)

Dla Teresy Maryja jest bardziej matką niż królową. Wyraża to w naiwny sposób w liście do Celiny: „Co do Najświętszej Maryi Panny, to muszę Ci powiedzieć, z jaką prostotą do Niej się odnoszę; spostrzegam niekiedy, że mówię do Niej: «Ależ moja dobra Najświętsza Panienko, stwierdzam, że ja jestem szczęśliwsza od Ciebie, bo mam Ciebie za Matkę, a Ty, Matuchno najdroższa, nie masz Najświętszej Maryi Panny, aby Ją miłować…»” (L 116, P I, s. 570-571; OC, s. 452). Teresa ma zawsze świadomość macierzyńskiej obecności Maryi, choć odmawianie różańca sprawia jej trudność:

Nie chciałabym jednak, Matko umiłowana, byś mniemała, że bez skupienia odmawiam wspólne modlitwy, czy to w chórze, czy w ermitażu. Przeciwnie, kocham je bardzo, gdyż Jezus obiecał, że będzie pośród tych, którzy gromadzą się w Jego imię. Czuję wtedy, że żarliwość mych sióstr uzupełnia to, czego brakuje mnie. Jednakowoż w samotności (wstyd mi to wyznać) odmawianie różańca kosztuje mnie bardziej niż włosienica… Czuję, że bardzo źle go odmawiam i choć staram się rozważać jego tajemnice, to zupełnie mi się nie udaje na nich skupić… Długo smuciłam się tym brakiem pobożności, który mnie zastanawiał, ponieważ kocham Najświętszą Pannę tak bardzo, że ta miła jej modlitwa powinna przychodzić mi z łatwością. Teraz jednak smucę się mniej; myślę, że Królowa Niebios, będąc moją Matką, musi widzieć moją dobrą wolę i że to jej wystarcza (Rps C, s. 266; OC, s. 268-269).

Teresa nigdy nie zapomniała uśmiechu Maryi, który w Zielone Święta 1883, gdy miała dziesięć lat, uzdrowił ją z dziwnej choroby. Maryja pozostanie zawsze dla niej „najczulszą z Matek” (Rps C, s. 267; OC, s. 269), której ufać będzie aż do śmierci, najdoskonalszym przykładem „małej drogi” i „drogi wspólnej”:

W Nazarecie, Przeczysta, pełna Bożej łaski,
W pracy i w biedzie żyłaś pośród swej rodziny,
Nie zdobiły zachwyty, uniesienia, blaski
Dni Twoich szarych, Matko Królewskiej Dzieciny.
Biedakom, których mnóstwo na ziemskim padole,
Otuchę niosło Twoje oblicze anielskie.
Zniosłaś w ciężkim trudzie wspólną z nimi dolę,
By wskazać im wieczyste wybrzeża niebieskie.
W ranku życia mojego Tyś mi uśmiech dała;
Uśmiechnij się znów, oto już wieczoru cienie…
Nie trwożę się Twych blasków po ziemskiej ciemności,
Jam cierpienia dzieliła Twe i ciężkie znoje…
Teraz u stóp Twych pragnę śpiewać hymn radości:
Czemu kocham Cię, Matko? – Bom ja dziecię Twoje!
(Po, P II, s. 59, 61; OC, s. 754, 756).

Modlitwa Teresy
(o pokorę)

O mój Umiłowany, jakże mi się przedstawiasz cichym
i pokornego Serca pod zasłoną białej Hostii. By mnie
nauczyć pokory, nie możesz się już więcej
uniżyć. Toteż, aby odpowiedzieć na
miłość Twoją, chcę, aby Siostry stawiały
mnie zawsze na ostatnim miejscu i abym
ja uważała je jako sobie należne.
(M, P II, s. 216-217; OC 976)

5. Wybierać małą drogę świętości

Wybierać to, czego chce Bóg

Teresa ma stanowczy charakter, który każe korzystać jej z wolnej woli tak, aby wybierać zawsze tylko to, co podoba się Bogu. „Wybierać” – oto słowo istotne w słownictwie Teresy. Oznacza ono postawę wewnętrzną sprawiającą, że działa ona w zgodzie z tym, czego pragnie. Wie, czego chce i czego nie chce. Przypomnijmy ten epizod z wczesnego dzieciństwa, gdy trzyletnia Teresa na widok przyniesionego przez Leonię koszyka z gałgankami wykrzyknęła spontanicznie: Wybieram wszystko! (Rps A, s. 46; OC, s. 84).

Ten drobny szczegół z dzieciństwa streszcza moje życie. Później, kiedy zetknęłam się z pojęciem doskonałości, zrozumiałam, że aby zostać świętą, trzeba dużo wycierpieć, szukać zawsze tego, co doskonalsze, i zapomnieć o sobie. Zrozumiałam, że doskonałość ma wiele stopni i że każdy decyduje w sposób wolny, na ile odpowie na zaproszenie Naszego Pana. Może dla Niego uczynić mało lub dużo; mówiąc krótko, może przebierać pośród wyrzeczeń, których On od nas wymaga. Wówczas podobnie jak w dzieciństwie wykrzyknęłam: „Boże mój, wybieram wszystko! Nie chcę być świętą na pół, nie boję się dla Ciebie cierpieć, jedyne, czego się boję, to że zachowam swoją wolę. Więc mi ją zabierz, ponieważ wybieram wszystko, czego Ty chcesz!…” (Rps A, s. 47; OC, s. 84-85).

Teresa ma wielką duszę, czuje, że „urodziła się dla chwały” (Rps A, s. 82; OC, s. 119). Już w najwcześniejszej młodości pragnęła być „wielką Świętą” (Rps A, s. 82; OC, s. 120). Lektura opowieści o Joannie d’Arc ożywia w niej pragnienie świętości, choć wie, że jej chwały nie dojrzą oczy śmiertelnych.

Pragnienie to mogłoby wydawać się zuchwałym, jeśli zważyć, jak bardzo byłam słaba i niedoskonała i jak bardzo wciąż taka jestem po siedmiu latach w zakonie. Tym niemniej nie przestaję żywić śmiałej ufności, że stanę się wielką Świętą, gdyż nie liczę na swoje zasługi, nie mając żadnych, lecz nadzieję pokładam w Tym, który jest Samą Świętością. To On sam, zadowalając się moimi nieudolnymi wysiłkami, podniesie mnie aż do siebie i – obsypując mnie swoimi nieskończonymi zasługami – uczyni mnie Świętą. Nie myślałam wtedy, że aby dojść do świętości, trzeba wiele wycierpieć (Rps A, s. 82-83; OC, s. 120).

Wybierać, czego chce Bóg, to stawać się świętą. Aby to osiągnąć, Teresa nie boi się cierpieć, rezygnując ze swej woli i nie licząc na własne zasługi. Jej cnotą jest Bóg. Teresa nie pomija żadnej, nawet drobnej ofiary, która może się Mu spodobać; nazywa to „rzucaniem kwiatów” (Po, P II, s. 33; OC, s. 717).

Ten wybór: chcieć, czego chce Bóg, przeniknie całe życie Teresy i wyznaczy „małą drogę” świętości. Wszystko zostanie przemienione: siostrzana miłość, która „polega na tym, by znosić wady innych, by nie dziwić się wcale ich słabościom, by budować się najdrobniejszym dobrym czynem, który się u nich dostrzeże” (Rps C, s. 242; OC, s. 250); miejsce Teresy w sercu tajemnicy Kościoła: „będę Miłością” (Rps B, s. 200; OC, s. 226); jej ufność pośród nocy nicości: „po prostu śpiewam o tym, w co chcę wierzyć” (Rps C, s. 233; OC, s. 244); jej uczenie nowicjuszek: „zrozumiałam, że moją misją jest prowadzić je do Boga” (Rps C, s. 262; OC, s. 266); modlitwa, która ożywia jej działanie, „to coś wielkiego, nadprzyrodzonego, co powiększa mą duszę i jednoczy mnie z Jezusem” (Rps C, s. 266; OC, s. 268).

Teresa wybiera to, czego chce Bóg, gdyż ma wewnętrzne przekonanie, że to On ją wybrał. Nauki humanistyczne nie potrafią wyjaśnić ukrytych dróg łaski Bożej, tego nieuzasadnionego wezwania, które zakłada dobrowolną zgodę. Jest to przymierze miłości, tajemnica wybrania: wybrana osoba czuje, że Bóg kocha ją o wiele bardziej, niż ona potrafiłaby Go kochać. Teresa wybiera wszystko, gdyż jest wybrana od najwcześniejszego dzieciństwa przez Tego, który jest Wszystkim. Kiedy więc odkrywa, że jej powołaniem jest miłość, wszystko zostało powiedziane. Może więc zawołać: „Będę Miłością” (Rps B, s. 200), gdyż „Miłość wybrała mnie na ofiarę całopalną, mnie, słabe i niedoskonałe stworzenie” (Rps B, s. 201; OC, s. 227).

Mała, bardzo prosta droga

Teresa jest przekonana, że Bóg nie podsuwa jej pragnień niemożliwych do spełnienia, może więc mimo swej małości pragnąć zostać świętą. W jaki sposób? Wybierając małą drogę, drogę na swoją miarę. „Wzrastać – to dla mnie rzecz niemożliwa, muszę więc znosić siebie taką, jaka jestem, z wszystkimi swoimi wadami. Chcę jednak szukać sposobu, by dotrzeć do nieba małą drogą, prostą, krótką, małą drogą zupełnie nową” (Rps C, s. 221-222; OC, s. 237).

Konkretny przykład swojej „małej drogi” znajduje Teresa w wyobrażeniu windy: „Chciałabym znaleźć taką windę, która niosłaby mnie aż do Jezusa, jestem bowiem zbyt mała, aby piąć się do góry po stromych schodach doskonałości” (Rps C, s. 222; OC, s. 237). Windą są dla Teresy ramiona Jezusa, powierza się im z ufnością. Odpowiedź na swoje poszukiwanie miłości znajduje w Piśmie świętym: być małą i pragnąć stawać się coraz mniejszą.

Poszukiwałam więc w świętych księgach czegoś, co wskazałoby mi upragnioną windę, i tak wpadłam na te słowa mądrości odwiecznej: „Maluczki niech przyjdzie do Mnie”. Podeszłam więc, odgadując, że znalazłam to, czego szukałam, i chcąc wiedzieć, o mój Boże, co zrobisz dla maluczkiego, który odpowie na Twoje wezwanie, szukałam dalej, i oto, co znalazłam: „Jak matka tuli własne dziecko, tak i ja was tulił będę i będę pieścił was na kolanach”. Ach, nigdy nie spotkałam słów bardziej serdecznych, bardziej śpiewnych, które tak by mnie ucieszyły. Windą, która mnie wzniesie aż do nieba, są Twoje ramiona, Jezu! A w tym celu nie potrzebuję wcale wzrastać, przeciwnie, trzeba, bym pozostała mała i stawała się coraz mniejszą (Rps C, s. 222-223; OC, s. 237-238).

Od tej chwili pragnienie Teresy zostania świętą jest możliwe do spełnienia, bowiem sam Jezus wniesie ją do nieba windą, którą są Jego ramiona. Jest „zupełnie maleńka”, pogodzona ze swoją bezsilnością, którą oddała Jezusowi, może więc osiągnąć szczyt świętości, ale świętości na swoją miarę. Koniec z porównywaniem się z innymi świętymi, porzucona zostaje myśl o świętości heroicznej, z którą Teresa nie może się porównywać. Wystarczy jej małość, jej pragnienie miłości i puste ręce. Znalazła wreszcie „małą drogę”, prostą, która jest drogą świętości. Może więc wołać: „Boże mój! Przerosłeś moje oczekiwania! A ja chcę śpiewać Twoje miłosierdzie!” (Rps C, s. 223; OC, s. 238).

Teresa odczuwa radość, pozwalając się nieść w ramionach swojego Boga, które unoszą ją drogą zupełnie prostą, nie będącą „stromymi schodami doskonałości”. Jej radością jest to, że oddaje się całkowicie Jezusowi, który zniża się do niej, by napełnić ją swoją miłością. Jedyną zasługą Teresy jest to, że nie ma żadnej zasługi. Uznanie własnej bezsilności uwalnia ją od pragnienia heroizmu, ekstaz, rzeczy niezwykłych, które tak często napełniają dusze pychą. Jako nowicjuszka Teresa pisała do siostry Agnieszki na długo przed odkryciem swojej małej drogi: „Nie mam ochoty pojechać do Lourdes, aby mieć ekstazy. Wolę monotonne ofiary! Jakież to szczęście być tak doskonale ukrytym, by nikt nie pomyślał o nas!… być nieznaną nawet dla osób, które żyją z nami!…” (L 85, P I, s. 511; OC, s. 410).

Odkryta w Piśmie świętym mała droga dostępna jest dla wszystkich, a zwłaszcza dla tych, którzy pojęli wewnętrznie, że odpowiedzią Boga na pogodzenie się człowieka z własną nędzą jest miłosierdzie. Teresa będzie uczyła tej małej drogi, mając świadomość, że w dziedzinie życia duchowego jest to droga zupełnie nowa. Jest szczęśliwa, gdy nowicjuszka, Maria od Trójcy Świętej, która słuchała w Paryżu kazań ojca Boulangera, prowincjała dominikanów, cytuje zapamiętane zdania zgodne z duchem jej „małej drogi”: „Jakąż pociechę mi dajesz! Widzę oto, że wspiera mnie człowiek uczony, sławny teolog; jest to dla mnie ogromna radość” (S. Marie de la Trinité, Une novice de sainte Thérèse, Cerf, Paris 1985, s. 101).

Bardzo szybko zdaje sobie Teresa sprawę, że jej mała droga różni się od dróg wielkich świętych przez stosowanie środków zupełnie zwyczajnych i prostych cnót dziecięctwa duchowego, takich jak prostota, pokora, ufność, prawość, śmiałość i radość płynąca z możności cieszenia Jezusa bezinteresowną miłością. Pamięć dawnych błędów staje się źródłem radości, gdyż jest przypomnieniem zawsze obecnego Bożego przebaczenia. Bezgraniczna ufność, wyrzeczenie się pociech duchowych i poczucie bycia bezużyteczną zastępuje ekstazy, niepokoje i szczególne umartwienia. Małość, bezsilność, słabość są więc środkami prowadzącymi do osiągnięcia świętości, która jest przyjęciem, wyborem, przeżywaniem miłości.

Siostra Maria od Trójcy Świętej, która przez trzy lata była z Teresą w nowicjacie, doskonale podsumowuje „małą, bardzo prostą drogę” w liście z 25 maja 1910 do siostry Herminii, młodej profeski Karmelu w Angers:

Sądzę, że jest to pierwszy raz, odkąd świat światem, że kanonizuje się świętą, która nie uczyniła nic niezwykłego. Żadnych ekstaz, żadnych objawień, żadnych umartwień przerażających małe duszyczki, takie jak nasze. Całe jej życie można streścić w jednym słowie: kochała Boga poprzez wszystkie zwykłe uczynki i prace w życiu wspólnotowym, wykonując je sumiennie i z oddaniem. Zachowywała zawsze pogodę ducha w cierpieniu, jak i w radości, gdyż wszystko przyjmowała jako pochodzące od Boga (Tamże, s. 161).

Siedem lat później siostra Maria pisze do tej samej zakonnicy:

Sposób bycia szczęśliwą w „małej drodze” Teresy to oddać się z ufnością Bogu i myśleć o sobie możliwie najmniej, nawet nie zastanawiać się, czy robimy postępy czy nie: niech to nas nie obchodzi. Mamy jedynie ćwiczyć się w tym, aby z jak największą miłością spełniać wszystkie drobne uczynki; w życiu codziennym przyznawać się pokornie, ale bez smutku, do naszych tysięcznych niedoskonałości, które się nieustannie odradzają, i z ufnością prosić Boga, aby przemienił je w miłość (S. Marie de la Trinité, Une novice…, s. 159).

Przygoda świętości

Teresa wierzy w miłość, sobie natomiast nie przypisuje żadnej zasługi, dlatego pośród milczenia otrzymuje miłość Boga, która ją stale stwarza na nowo dla wieczności. „Milczenie, oto mowa, która sama tylko potrafi wyrazić to, co się dzieje w mojej duszy” (L 85, P I, s. 511; OC, s. 410). A tym, co się dzieje w jej duszy, jest głębokie pragnienie świętości i darmo otrzymanego od Boga zbawienia, mimo własnej bezsiły, małości i pustych rąk.

Chcę być świętą, lecz czuję całą moją nieudolność i błagam Cię, o Boże, stań się Świętością moją.

U schyłku życia stanę przed Tobą, o Panie, z próżnymi rękoma, gdyż nie proszę, abyś policzył uczynki moje… Wszystkie nasze dobre czyny mają skazy w oczach Twoich. Pragnę się więc przyodziać Twoją własną Sprawiedliwością i z łaski Twej Miłości dostąpić wiecznego posiadania Ciebie. Nie chcę innej Chwały, innej Korony, tylko Ciebie, o mój Umiłowany!… (M, P II, s. 202-203; OC, s. 962-963).

Bóg jest Święty, ponieważ jest Miłością (l J 4, 8). Teresa, wielkoduszna wobec siebie i wobec innych, rozumie, że im bardziej kocha, czy raczej im bardziej Jezus kocha w niej, tym bardziej jest święta. Wszystkie „słabe i niedoskonałe dusze” (Rps B, s. 192; OC, s. 247) mogą więc osiągnąć ten rodzaj świętości, gdyż to sam Bóg jest ich świętością. Nie tracą czasu na popłakiwanie nad swoimi słabościami, lecz spieszą do windy, którą są ramiona Jezusa, aby oczyściło je nieskończone Miłosierdzie.

Nie chodzi więc już o to, aby zadawać sobie wielkie umartwienia czy wspinać się na drabinie doskonałości. Młoda karmelitanka zastępuje obraz Boga wymierzającego sprawiedliwość, którego mogą zadowolić jedynie dobre uczynki i niezliczone ofiary i poświęcenia, obrazem Boga miłosiernego, który unosi małą duszyczkę windą miłości. W ten sposób maleje pokusa, by oczyszczać siebie z grzechu przez dobre uczynki, by sądzić, że można kupić zbawienie przez własną doskonałość, aby wbijać się w dumę z powodu otrzymanych darów, tak jakby one do nas należały. Żadne uczynki, żadne formy zewnętrzne nie mogą decydować o świętości, jeśli nie są miłością i tym, co z niej wynika: oddaniem, ufnością, nadzieją, wdzięcznością.

Tylko miłość może nas uczynić miłymi Dobremu Bogu, pojmuję to tak jasno, że tylko o tę miłość zabiegam. Jezus z upodobaniem pokazuje mi jedyną drogę, która prowadzi do Boskiego ogniska, a tą drogą jest ufność małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca…

Ach! Gdyby wszystkie słabe i niedoskonałe dusze czuły to, co czuje najmniejsza z nich wszystkich, dusza twojej małej Teresy, ani jedna nie wątpiłaby, że dotrze na szczyt góry miłości, gdyż Jezus nie domaga się wielkich czynów, lecz jedynie, by zdać się na Niego i być wdzięcznym (Rps B, s. 191-192; OC, s. 220).

„Mała droga” dziecięctwa duchowego wyzwoliła świętość z jarzma doskonałości i sprawiedliwości, i to na długo przed Soborem Watykańskim II, który ogłosił, że wszyscy są powołani do świętości. Teresa wskazuje, że pierwszeństwo mają nie wysiłki i cnoty, lecz nieustanne działanie Boga w nas, które pobudza każdego do czynów miłości. Oto przywrócona wreszcie prawdziwa mistyka, świętość dostępna dla wszystkich w swoim wewnętrznym pięknie. W takim rozumieniu młoda karmelitanka rzuca „małym duszom” wyzwanie:

Jezu! gdybym tak mogła powiedzieć wszystkim małym duszom, jak niewysłowiona jest Twoja przychylność!… Czuję, że gdybyś cudem znalazł duszę słabszą, mniejszą od mojej, to chciałbyś ją obdarzyć jeszcze większymi dobrodziejstwami… jeśliby zdała się na Ciebie, ufając zupełnie Twemu nieskończonemu miłosierdziu. Ale czyż trzeba mi to ogłaszać, Jezu? Czyż nie Ty sam mnie o tym pouczyłeś i czyż nie możesz tego objawić innym?… Możesz, ja to wiem i zaklinam Cię, byś to uczynił, błagam Cię, byś skierował swe boskie spojrzenie na rzeszę małych dusz… Błagam Cię, byś wybrał zastęp małych ofiar godnych Twojej MIŁOŚCI!… (Rps B, s. 208-209; OC, s. 232).

Święci czynili dla Jezusa wielkie rzeczy, Teresa uważa siebie jednak za zbyt małą na to. Jej szaleństwem jest nadzieja, że miłość Jezusa przyjmie ją jako ofiarę. Porównując siebie do małego ptaszka, prosi swych braci orłów, którymi są święci, aby uprosili jej przywilej, by mogła wzlatywać ku Miłości. Utkwiła w tej Miłości wzrok, choć zupełnie nie ma sił. Ten ważny aspekt „małej drogi”, utkwienie wzroku w Jezusie, odkrywa modlitwa Teresy: „Tak długo, jak zechcesz, Umiłowany mój, Twój ptaszek pozostanie bez sił i bez skrzydeł, będzie trwać ze wzrokiem utkwionym w Tobie, chce zauroczyć się Twym boskim spojrzeniem, chce stać się ofiarąTwojej Miłości…” (Rps B, s. 208; OC, s. 231).

Modlitwa Teresy
(o pokorę)

Panie, znana Ci jest moja słabość.
Co rano postanawiam być pokorną,
a wieczorem widzę, że popełniłam
wiele win z powodu pychy. Na ten widok
ogarnia mnie zniechęcenie, ale i to wiem,
że zniechęcenie także jest pychą;
w Tobie samym przeto, o Boże,
pokładam całą nadzieję moją;
skoro wszystko możesz, racz wszczepić
w duszę moją cnotę, której pragnę.
By tę łaskę od nieskończonego
miłosierdzia Twego otrzymać,
nie przestanę często powtarzać:
„Jezu cichy i Serca pokornego,
uczyń serce moje według Serca Twego”.
(M, P II, s. 217; OC, s. 976)

6. Nieustannie powracać do Ewangelii

Szerokie pole Pisma świętego

Miłość ma dla Teresy jedno imię i jedno oblicze, „miłość, która niech nie będzie już mną, lecz Tobą, o mój Jezu” (M, OC, s. 957). Tę miłość, ideał swego życia, Teresa znajduje tam, gdzie się ona objawia, w Ewangelii. Swoje wielkie pragnienie miłowania Jezusa żywi pełną wiary lekturą Biblii, zwłaszcza Ewangelii, która daje wewnętrzne poznanie Boga. Liczne odsyłacze biblijne, które nadają kierunek pismom Teresy, dają wyobrażenie, jak dokładnie czytała Pismo święte.

Bezpośrednie zetknięcie się Teresy z Pismem świętym nastąpiło dopiero później. Najpierw poznaje i łączy ze sobą urywki znajdowane w innych lekturach, jak na przykład w Naśladowaniu Chrystusa, jedynej książce, z której wyniosła korzyść w młodości. „Prawie wszystkie rozdziały drogiego mi Naśladowania umiałam na pamięć, ta mała książka nie opuszczała mnie nigdy” (Rps A, s. 111; OC, s. 146). Później, w Karmelu, Teresa czyta Jana od Krzyża, którego pisma pełne są słowa Bożego, zwłaszcza Pieśń duchowaŻywy płomień miłości. W refektarzu czytano przekład Brewiarza oraz Rok liturgiczny Guérangera. Książki te zawierały obszerne wyjątki z Biblii, które Teresa mogła utrwalać w pamięci, co nie było możliwe podczas oficjum i Eucharystii, gdyż nie znała łaciny.

Młode karmelitanki w Lisieux nie mogły w tamtych czasach czytać Biblii w całości, a tylko antologię lub Biblię skróconą. Na szczęście Teresa posiada od 14 września 1894, od chwili wstąpienia Celiny do Karmelu, jej notatnik zawierający ustępy z ksiąg Starego Testamentu: z Pieśni nad pieśniami, Eklezjastesa, Księgi Mądrości, Przysłów, Izajasza, Tobiasza, Eklezjastyka, Ezechiela, Ozeasza, Habakuka, Sofoniasza, Malachiasza, Joela, Amosa, Micheasza i Zachariasza. To dla Teresy prawdziwy skarb. W zadziwiający sposób stosuje cytaty z nich w swoich modlitwach i w pismach. Stamtąd zaczerpnęła teksty decydujące dla odkrycia jej „małej drogi”: „Maluczki niech do mnie tu przyjdzie” (Prz 9, 4); „Będą noszone na rękach i na kolanach będą pieszczone. Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę” (Iz 66, 12-13).

Lektura pism świętego Jana od Krzyża uczy Teresę alegorycznego odczytywania Biblii. Nie dziwi, że za przykładem hiszpańskiego karmelity jedną z jej ulubionych ksiąg stała się Pieśń nad pieśniami. Jest ona obecna zwłaszcza w ostatnim zeszycie Teresy, w Rękopisie C. Teresa zwierzyła się Marii od Trójcy Świętej, że gdy miała wolną chwilę, lubiła komentować tę księgę: „Odkryłam w tej księdze rzeczy tak bardzo głębokie o zjednoczeniu duszy ze swym Umiłowanym”. Przy najmniejszej okazji rozważała któryś z wersetów, jak o tym świadczy list do Celiny z 7 lipca 1894:

Nie wiem, czy jesteś jeszcze w tym samym usposobieniu jak kiedyś, ale pomimo to przytoczę ci fragment z Pieśni nad pieśniami, który wyraża doskonale stan duszy do tego stopnia pogrążonej w oschłości, że nic nie potrafi jej rozweselić ani pocieszyć: „Zstąpiłam do ogrodu orzechowego, abym oglądała jabłka na dolinach…”

Oto wierny obraz dusz naszych. Zstępujemy nieraz do żyznych dolin, gdzie serce nasze tak chętnie się posila; rozlegle niwy Pisma świętego, które tak często otwierały nam szerokie widnokręgi i ukazywały bogate skarby… (L 144, P I, s. 629; OC, s. 497-498).

Z tych „rozległych niw Pisma świętego” wypływają istotne postawy terezjańskie. W Biblii o wiele łatwiej Teresie szukać wiedzy o Bogu, który jest Miłością, niż w jakiejkolwiek innej książce, ta bowiem zwykle szybko ją męczy. „Zamykam uczoną księgę, która zamęt wywołuje w mej głowie, a serce napełnia oschłością, i biorę Pismo święte. Wówczas wszystko staje się jasne i świetlane, jedno słowo otwiera przed duszą horyzonty nieskończone” (L 203, P I, s. 754; OC, s. 589). W ten sposób odkrywa wszystko, co jest potrzebne, aby iść za Jezusem „małą drogą”: pokorę, która jest prawdą jej istoty, zwyczajne sposoby okazywania miłości braterskiej, wierność małym codziennym sprawom, ufność w miłosierdzie Boże, oddanie się miłości w cierpieniu.

Ewangelia ponad wszystko

Z „rozległych niw Pisma świętego” Teresa zbiera przede wszystkim kwiaty Ewangelii, którymi są słowa Jezusa. Oprawiła cztery Ewangelie i nosi je w dzień i w nocy na sercu. W ten sposób strzeże słowa Jezusa i czyta z niego w sposobnej chwili któryś fragment. Na długo przed Soborem Watykańskim II pojęła, do jakiego stopnia Jezus jest obecny w swoim słowie, i że jest w nim obecny w inny sposób niż w Eucharystii. Prosi o miłość i zaprasza ją do swego stołu, aby ją żywić swoim słowem i swoim chlebem. Teresa nie może przyjmować Komunii świętej tak często, jak by pragnęła, ale stół słowa Bożego jest zawsze nakryty. Zachowuje więc to słowo w swoim sercu, rozważając je w milczeniu, tak jak Maryja.

[Jezus] mówił z niewymownie serdeczną dobrocią: „Jeżeli Mnie kto miłuje, będzie chował słowa moje, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy i mieszkanie u niego uczynimy”.

Zachować słowa Jezusa, oto jedyny warunek naszego szczęścia, dowód miłości naszej dla Niego. Ale czymże jest to słowo? Zdaje mi się, że słowo Jezusa to On Sam, On, Jezus, Słowo, Słowo Boskie!… (L 144, P I, s. 630; OC, s. 498)

Dopiero w wieku około dziewiętnastu lat Teresa zaczyna czerpać natchnienie z Ewangelii. Wcześniej jego źródłem było Naśladowanie, gdyż nie znalazła jeszcze „skarbów ukrytych w Ewangelii” (Rps A, s. 111; OC, s. 146). Gdy miała czternaście lat, głód wiedzy skłonił ją do czytania konferencji kanonika Karola Arminjon o końcu świata i tajemnic przyszłego życia. Pisze wtedy: „Jej lektura była dla mnie jeszcze jedną wielką łaską. […] Wszystkie wielkie prawdy wiary, tajemnice wieczności, napełniały mnie szczęściem nieziemskim…” (Rps A, s. 111; OC, s. 146).

Między siedemnastym i osiemnastym rokiem życia jedyną lekturą Teresy są dzieła świętego Jana od Krzyża. Później odrzuca wszelką lekturę, pozostawiając sobie jedynie Pismo święte i Naśladowanie. I pisze: „Przede wszystkim podtrzymuje mnie w modlitwie Ewangelia, w niej znajduję wszystko, co konieczne dla mojej małej biednej duszy. W niej odkrywam wciąż nowe światła, ukryte i tajemne znaczenia…” (Rps A, s. 180-181; OC, s. 211).

W Ewangelii znajduje Teresa światło, którego szuka. Chce iść śladami Jezusa, wdychać zapachy z Jego życia: „Wystarczy, że otworzę Ewangelię, a już wdycham zapachy z życia Jezusa, wiem też, w którą biec stronę…” (Rps C, s. 285; OC, s. 284). Te słowa czytamy na samym końcu Rękopisu C, zostały więc napisane krótko przed śmiercią.

W którą stronę biegnie Teresa? W stronę Jezusa, Boga, który stał się człowiekiem, który, zniżając się do nas, utorował „małą drogę”, na której „wszystko jest łaską” (OR, P II, s. 446; OC, s. 1009). I staje na ostatnim miejscu, zajmowanym przez tych, którzy nic nie mają i liczą tylko na miłosierdzie Boże: Marię Magdalenę, celnika, syna marnotrawnego.

Przywołaniem tych postaci ewangelicznych kończy Teresa swój ostatni rękopis. Nie miałaby siły pisać, gdyby nie Ewangelia, która pozwoliła jej wypełnić zadanie zlecone przez przeoryszę: „Gdyby słowa samego Jezusa nie służyły mi za oparcie, to poprosiłabym cię pewnie o litość i odłożyła pióro… Lecz nie, skoro bowiem z posłuszeństwa zaczęłam pisać, to z posłuszeństwa winnam pisać dalej” (Rps C, s. 253; OC, s. 259).

Ewangelię stawia Teresa ponad wszystkim, w niej Jezus uczy bezpośrednio przez swoje Słowo: „On, Doktor doktorów, poucza w ciszy, bez słów… Nigdy Go nie słyszałam, lecz czuję, że jest we mnie, w każdej chwili, prowadzi mnie i podpowiada, co winnam powiedzieć lub uczynić” (Rps A, s. 181; OC, s. 211). To szczególne upodobanie do Ewangelii zachowa Teresa aż do śmierci:

Co do mnie, nie znajduję już żadnej pomocy w książkach, jedynie tylko w Ewangelii. Ta Księga mi wystarcza. Z rozkoszą przysłuchuję się tym słowom Jezusa, które zawierają wszystko, co powinnam czynić: Uczcie się ode Mnie, żem jest cichy i pokornego serca, one napełniają mnie pokojem, według obietnicy Pańskiej: a znajdziecie odpoczynek duszom waszym (OR, P II, s. 439-440; OC, s. 997-998).

W Ewangelii Teresa znajduje Jezusa, Słowo, które daje życie i które ewangelizując, wyzwala jej pragnienie. Zawierza Mu z pełnym zaufaniem, pozwalając, aby to Słowo ją kształtowało, odnawiało w jej duszy obraz Boga Trójjedynego. Ulubioną przypowieścią Teresy jest historia syna marnotrawnego. Zrozumiała, że największym grzechem wobec Boga jest zwątpienie w Jego miłosierdzie, nieuczestniczenie w święcie przebaczenia, tak jak starszy syn, któremu poczucie sprawiedliwości czysto ludzkiej nie pozwoliło dzielić radości ojca i zasiąść do uczty z odnalezionym bratem. Bóg jest miłosierdziem samym, nie może więc nie odczuwać radości, gdy rzucamy się w Jego ramiona.

Dla Teresy Ewangelia jest przede wszystkim Ewangelią ubogich i maluczkich, to oni są najbliżsi sercu Boga. Ewangelią chce się dzielić z księdzem Bellière: „Jezusowi podoba się niekiedy objawiać maluczkim swoje tajemnice. […] Co do mnie, dziękuję Jezusowi, że wejrzał na Ciebie miłosnym spojrzeniem, jak niegdyś na młodzieńca z Ewangelii. […] Ach! Bracie mój, wraz ze mną możesz wysławiać miłosierdzie Pańskie! Jaśnieje ono w Tobie w całym swoim blasku” (L 120, P I, s. 774; OC, s. 603).

Prawdy szukać w Biblii

Rozmiłowana we wszystkim, co prawdziwe, Teresa zgłębia Pismo święte, szukając prawdy. Będąc już przykuta do łóżka, wyznała matce Agnieszce:

Nie robiłam nigdy jak Piłat nie chcący usłyszeć prawdy. Mówiłam zawsze Panu Bogu: O mój Boże, chcę Cię usłyszeć, błagam Cię, odpowiedz mi, gdy Ci mówię z pokorą: Co to jest prawda? Spraw, bym widziała rzeczy tak, jakimi są, niech nic mnie nie olśniewa (OR, P II, s. 474; OC, s. 1053).

Nic dziwnego więc, że chciała znać język hebrajski i grekę, aby móc lepiej odczytywać Biblię. Gdyby była kapłanem, z pewnością by znała, gdyż w owych czasach jedynie kapłani mogli studiować te języki. Pragnienie to ukazuje, że nie upraszczała sobie lektury Biblii, chciała znać tekst oryginalny, aby lepiej poznawać Boga w duchu i w prawdzie. W roku 1896 opracowała „konkordancję” tekstów Ewangelii mówiących o ukazaniach się Zmartwychwstałego. Swoje pragnienie prawdy wyraża na dwa miesiące przed śmiercią:

Dopiero w Niebie zobaczymy wszystkie sprawy w prawdzie. Na ziemi jest to niemożliwe. Dlatego nawet w przypadku Pisma świętego nie należy się smucić, widząc tyle różnic w tłumaczeniach. Gdybym była kapłanem, studiowałabym język hebrajski i grekę, nie zadowoliłabym się łaciną, i w ten sposób znałabym prawdziwy tekst, podyktowany przez Ducha Świętego (OC, s. 1076).

Widzieliśmy, że podobnie jak Jan od Krzyża, Teresa czyta Pismo święte w sposób alegoryczny, wcielając się w symbole biblijne. Szuka w ten sposób odpowiedzi na swoje pragnienia. Niekiedy porównuje teksty między sobą, aby znaleźć potwierdzenie dla swoich intuicji, jak na przykład dla wyobrażenia windy. „Poszukiwałam więc w świętych księgach czegoś, co wskazywałoby mi tę upragnioną windę, i tak wpadłam na te słowa Mądrości Odwiecznej: Maluczki niech przyjdzie do mnie. Podeszłam więc, odgadując, że znalazłam to, czego szukałam” (Rps C, s. 222; OC, s. 237-238). Chcąc dowiedzieć się, co Bóg uczyni z owym maluczkim, Teresa szuka dalej i znajduje w Księdze Izajasza tekst, w którym Bóg jest przyrównany do matki, która tuli swoje dziecko trzymane na kolanach. Jest uradowana: teraz może śmiało wejść na swoją małą drogę zawierzenia Bogu.

Teresa zagłębia się w pobożną lekturę, aby odgadnąć swoje powołanie w Kościele; jej pragnienie bycia kapłanem, apostołem, doktorem, męczennikiem, prorokiem jest przyczyną prawdziwych cierpień:

Na modlitwie te pragnienia dręczyły mnie ogromnie. Postanowiłam więc poszukać odpowiedzi w Listach świętego Pawła. Gdy je otwarłam, wzrok mój padł na rozdziały XII i XIII pierwszego Listu do Koryntian… I przeczytałam tam najpierw, że wszyscy nie mogą być apostołami, prorokami, doktorami, itd…, że Kościół składa się z różnych członków i że oko nie może być jednocześnie ręką…

Odpowiedź była jasna, ale nie spełniała mych oczekiwań. […] Nie zniechęcając się, czytałam dalej i znalazłam zdanie, które podniosło mnie na duchu: „Starajcie się o większe dary, a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą”. I tu Apostoł tłumaczy, jak wszystkie największe nawet dary są niczym bez Miłości… […] Wówczas w porywie szalonej miłości zawołałam: Jezu, moja Miłości… znalazłam wreszcie powołanie, powołanie moje to Miłość!…

Tak, znalazłam swoje miejsce w Kościele, i to Ty, mój Boże, mi je dałeś… W Sercu Kościoła, mej Matki, będę Miłością… W ten sposób będę wszystkim… W ten sposób moje marzenie się spełni!!!… (Rps B, s. 199-201; OC, s. 225-226).

W liczącym trzydzieści trzy zwrotki wierszu Najukochańszy Jezu, pamiętasz!… (Po, P II, s. 15-24; OC, s. 692-701), Teresa przedstawia życie Jezusa w oparciu o Ewangelię. Utwór ten jest połączeniem opartego na Piśmie świętym studium wiary i utworu okolicznościowego poświęconego Jezusowi. Z tą samą troską o prawdę i wierność Ewangelii pisze Teresa w maju 1897, drżącą już ręką, swój ostatni wiersz Dlaczego kocham Cię, Maryjo! (Po, P II, s. 55-61; OC, s. 750-756). Tutaj nie ma wyszukanego języka, nie ma wielkich słów dla uwielbienia cnót Matki Boga. Teresa ukazuje Maryję taką, jaką zna z Ewangelii, śledząc uważnie i wiernie, co mówią o Niej święci Autorzy. Nie wymienia więc Maryi wśród uczestników Ostatniej Wieczerzy, skoro Ewangelia o niej tam nie wspomina. Maryję wśród Apostołów znajdujemy jedynie w Dziejach Apostolskich; Teresa pozostaje wierna Ewangelii i nie naciąga tekstu. Słyszy tylko oddźwięk w swoim sercu. Ewangelia uczy, reszta jest dziełem natchnionego serca Teresy:

To, co mówią o Tobie Ewangelii słowa
Zbliżyć mi się do Ciebie i patrzeć ośmiela.
Ewangelia mi mówi, że podziwu godny
Wzrastał w mądrości Jezus, a zawsze poddany
Ojcu i Matce swojej, posłuszny, pogodny.
Poznałam tajemnicę, idąc Jego śladem:
Do świątyni nie tylko wiodła Go nauka,
O Matko, Syn Twój pragnął, byś była przykładem,
Niech dusza w nocy wiary też Jezusa szuka.
(Po, P II, s. 55-56, 59; OC, s. 750, 753)

Otwierać Biblię w duchu wiary

Teresa ma inny jeszcze sposób pobożnej lektury Biblii. Modli się, potem na chybił trafił, z wiarą, otwiera ją i czyta krótki tekst, który następnie interpretuje w sposób profetyczny, to znaczy w świetle otrzymanego na chrzcie Ducha Świętego. Wypełnia swoje powołanie proroka, nie przepowiadając przyszłości, lecz nadając znaczenie religijne codziennym wydarzeniom. W taki sam sposób zaczyna spisywać opowieść o swoim życiu, uklęknąwszy najpierw przed figurą Maryi:

Następnie otwarłam Świętą Ewangelię i wzrok mój padł na zdanie: „Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, i ci do Niego przyszli” (św. Marek, r. III, w. 13). Oto tajemnica mojego powołania, całego mojego życia, a przede wszystkim tajemnica upodobania, jakie Jezus ma dla mojej duszy… Nie wzywa tych, którzy są tego godni, lecz tych, których sam chce, lub, jak mówi święty Paweł: – „Bóg lituje się nad tym, nad kim zechce, i miłosierdzie okazuje temu, nad kim chce się zmiłować. Nie zależy to więc od trudu tego, kto chce, ani kto się ubiega, ale od litującego się Boga (List do Rzym. r. IX, w. 15 i 16)” (Rps A, s. 34; OC, s. 71).

Ten sposób czytania Pisma świętego i interpretowania go w wierze poprzez inny tekst biblijny jest dobrze osadzony w tradycji Ojców Kościoła, aż po Vaticanum II. Teresa czerpie wiedzę z tej jedynej w swoim rodzaju księgi, która jest dla niej światłem ukazującym drogę życia; ona sama staje się porte-parole dla innych, starając się ukazywać rzeczywistości życia tak, jak Bóg je widzi. Oto inny przykład, z listu do Celiny z 18 lipca 1893:

Po przeczytaniu twego listu poszłam na rozmyślanie. Biorąc Ewangelię, poprosiłam Jezusa, abym znalazła fragment odpowiedni dla ciebie, i oto, na co trafiłam: Spójrzcie na figę i na wszystkie drzewa. Gdy już z siebie owoc wypuszczają, wiecie, że lato blisko. Tak i wy, gdy ujrzycie, że się to dzieje, wiedzcie, że blisko jest Królestwo Boże. Zamknęłam książkę, dosyć było tego, co przeczytałam; rzeczywiście „te rzeczy„, które dzieją się w duszy mojej Celinki, świadczą, że Królestwo Jezusowe ustalone jest w jej duszy… (L 122, P I, s. 586; OC, s. 466).

Im bardziej Teresa postępuje na drodze miłości, im bardziej rozmyśla nad Ewangelią, tym częściej spotyka Jezusa, jedyne swoje szczęście tu na ziemi. „Sam tylko Jezus jest całym moim szczęściem” (OC, s. 648). Teresa chce za przykładem Joanny d’Arc walczyć i umrzeć dla Niego. Będzie to walka duchowa, bronią Teresy będzie miłość, tarczą Ewangelia, którą zawsze nosi na sercu. Teresa walczy jak rycerz, ale kocha jak dziecko:

W Tobie się ukrywam, z Tobą jam złączona,
Kochać Cię, o Panie, chcę jak dziecię małe:
Jak ono chcę w boskie biec Twoje ramiona
I jak rycerz walczyć chcę przez życie całe!
I dzieckiem być pragnę kochającym, tkliwym,
Które Cię najczulszą pieszczotą otoczy,
I Twą apostołką o sercu cierpliwym,
Idącą w bój, mężnie śmierci patrząc w oczy!
(Po, P II, s. 38; OC, s. 721)

Modlitwa Teresy
(o uproszenie odwagi w walce)

Panie, Boże zastępów, który powiedziałeś
w swej świętej Ewangelii: „nie przyszedłem
przynieść pokoju, ale miecz” –
uzbrój mnie do walki;
pałam żądzą walczenia o chwałę Twoją,
ale błagam Cię, umocnij odwagę moją…
Wtedy będę mogła wołać
ze świętym Królem Dawidem:
„Ty sam jesteś moją tarczą,
Ty sam, Panie, zaprawiasz ręce moje do walki”.
(M, P II, s. 214; OC, s. 972)

7. Wszystko czynić z miłości

Kochać, myśląc tylko o Jezusie

„Wszystko czynić z miłości”: oto postawa, która streszcza całą duchowość Teresy, jakże daleką od jansenistycznej duchowości lęku przed Bogiem. Teresa, kochając, uświęca życie. Czas został jej dany po to, aby kochała. Ma żywą świadomość tego, że gdy się kocha, czas nigdy nie jest martwy. Miłość Jezusa nadaje treść najdrobniejszemu z jej uczynków. Znany przykład daje Teresa w liście z 22 maja 1894 roku do Leonii: „Nie odmawiajmy Mu najmniejszej ofiary, wszystko jest tak wielkie w zakonie… Podnosząc z miłości szpilkę, można zbawić duszę. Jakaż tajemnica! Ach! to Jezus tylko może nadać taką wartość naszym uczynkom, miłujmy Go więc ze wszystkich sił naszych” (L 163, P I, s. 628; OC, s. 497).

Dla Teresy dany czyn jest dobry lub potrzebny tylko wówczas, gdy jest wyrazem miłości Boga w chwili obecnej, „spełniony dnia dzisiejszego” (Po, P II, s. 8; OC, s. 645). Miłość jest natchnieniem wszystkich jej czynów, miłość każe jej wszystko czynić z miłości. „Zrozumiałam, że bez miłości wszystkie dzieła to nicość, nawet te najwspanialsze, jak wskrzeszanie umarłych czy nawracanie narodów…” (Rps A, s. 176; OC, s. 207).

Nawrócenie z Bożego Narodzenia 1886, gdy miała trzynaście lat, utwierdziło Teresę w przekonaniu, że Bóg może w jednej chwili miłości zmienić wszystko, nawet serce takiego zbrodniarza jak Pranzini. W liście do Celiny pisze później, już z Karmelu: „Zdaje mi się, Celinko, że Panu Bogu nie potrzeba lat, aby dzieła swej miłości dokonać w duszy, jednym promieniem swego serca może w jednej chwili sprawić, że kwiat rozkwitnie na wieczność…” (L 104, P I, s. 543-544; OC, s. 434). Dzieło miłości jest jedynym językiem, który mogą zrozumieć wszyscy, gdyż miłość zmienia zło w dobro. Teresa przyswoiła sobie myśl świętego Jana od Krzyża: „Doświadczyłam, że MIŁOŚĆ – o jakaż w niej moc – potrafi obrócić w pożytek wszystko, i dobro we mnie, i zło, i przemienić mnie w SIEBIE” (Rps A, s. 180; OC, s. 210).

Teresa przypomina nam, że najmniejszy nawet, ukryty uczynek, spełniony z miłości, ma większą wartość, niż błyskotliwe dzieło spełnione bez miłości, a znane wszystkim. To miłość, którą w nich odnajdujemy, sprawia, że dzieła są wielkie. Bóg zwraca uwagę tylko na miłość, stąd życie może być krótkie, a jednak bardziej wypełnione niż życie bardzo długie. Nie należy ufać pozorom, temu, co widać, lecz temu, co jest.

Chcąc „wszystko czynić z miłości”, karmelitanka miłuje przede wszystkim Jezusa. Znosi więc „ze spokojem swoje niedoskonałości” i ufa miłosierdziu Bożemu. Gdy w roku 1895 zaczyna „śpiewać miłosierdzie Pana” (Rps A, s. 36; OC, s. 73) doznane w życiu, patrzy na siebie tak, jak patrzy na nią Jezus, z miłością. Cieszy się Nim. Mając pięć lat, podziwiała któregoś wieczoru zachód słońca nad morzem w Trouville; powzięła wówczas postanowienie: „nigdy nie oddalać mojej duszy od spojrzenia Jezusa” (Rps A, s. 65; OC, s. 103).

Życie Teresy stawało się świadectwem działania Boga w niej. Wszystkie swoje wady i zalety, radości i smutki ofiarowuje Jezusowi, myśląc jedynie o Nim samym. W liście do Celiny pisze: „O Celino! Jakże łatwo podobać się Jezusowi, zachwycić Jego Serce! Trzeba jedynie miłować Go, nie przypatrując się sobie, nie zastanawiając się wiele nad swoimi wadami…” (L 121, P I, s. 583; OC, s. 464). Jeśli wspomina swoje wady, jest to przypomnienie miłosierdzia Bożego, jak o tym pisze w liście z 21 czerwca 1897 do księdza Bellière:

Ach! Braciszku mój drogi, od czasu gdy mnie również zostało dane zrozumieć miłość Serca Jezusowego, przyznam się, że wygnała ona wszelki lęk z serca mego. Wspomnienie moich przewinień upokarza mnie, skłania mnie, by nie opierać się nigdy na własnych siłach, gdyż one są jedynie słabością; ale to wspomnienie mówi mi bardziej jeszcze o miłosierdziu i miłości (L 220, P I, s. 774-775; OC, s. 604).

Uczynki, które spełniamy, dowodzą jedynie prawdziwości naszego postępowania i naszej woli miłowania Boga ponad wszystko. Są wielkie tylko wówczas, gdy ujawniają naszą niemoc i niepowodzenie; takie jest prawo Królestwa, ziarna pszenicy rzuconego w ziemię, aby przyniosło owoc, syna marnotrawnego, który wybrał „małą drogę” miłosierdzia, otwierając się w ten sposób na pocałunek ojca. Teresa tak dobrze zrozumiała tę płodną radość ogołocenia się, że została w roku 1927 ogłoszona patronką misji, choć nic nie uczyniła, ona tylko kochała.

Miłość braterska

Wszystko czynić z miłości – to kochać przede wszystkim tych, wśród których żyjemy na co dzień. Teresa ma o sobie właściwy sąd i wie, że jej miłość Boga nie może się wyrażać jedynie w słowach. Czysta miłość potrzebuje testu miłości braterskiej: miłość Boga wyraża się przede wszystkim w miłości bliźnich. Ewangelia dostarcza Teresie światła potrzebnego, aby przejść do działania.

Starałam się zwłaszcza miłować Boga i dzięki temu dopiero zrozumiałam, że moja miłość nie może przejawiać się tylko w słowach, gdyż „to nie ci, co mówią: Panie, Panie! wejdą do Królestwa Niebieskiego, lecz ci, co czynią wolę Boga”. Tę wolę Jezus dał mi poznać wiele razy, winnam powiedzieć: na każdej prawie stronie Ewangelii. Lecz w czasie Ostatniej Wieczerzy, kiedy wiedział, że serca uczniów płoną do Niego ogniem gorętszym, po tym jak dopiero co dał im siebie w niewysłowionej tajemnicy Eucharystii, ów dobry Zbawiciel chciał zostawić im przykazanie nowe. Powiedział do nich z nieopisaną czułością: „Oto daję wam przykazanie nowe, byście się wzajemnie miłowali i byście miłowali jeden drugiego, jak Ja was umiłowałem” (Rps C, s. 241; OC, s. 249).

Cóż robi Teresa wobec tego wymagającego zaproszenia Mistrza? Traci odwagę? To nie leży w jej naturze. Zadaje sobie pytanie, jak Jezus kochał swoich uczniów i dlaczego ich kochał. Powiedział bowiem, „by bliźniego kochali nie tylko jak siebie, lecz tak jak On, Jezus, go umiłował, tak jak On go miłuje po wsze czasy…” (Rps C, s. 242; OC, s. 250).

Teresa łączy tutaj cztery istotne postawy swojej duchowości. Pragnienie: chce odpowiedzieć na wezwanie Jezusa. Nadzieję: wie, że Jezus nie nakazuje niczego niemożliwego. Pokorę: uznaje, że nie dorasta do takiej misji. Ufność: zwraca się do Jezusa, aby On kochał w niej.

Ach! Panie, wiem, że nie wymagasz niczego niemożliwego, znasz lepiej ode mnie moją słabość, niedoskonałość, wiesz dobrze, że nigdy nie potrafiłabym kochać mych sióstr tak jak Ty, gdybyś Ty sam, mój Jezu, nie kochał ich również we mnie. I to właśnie dlatego, by wyświadczyć mi tę właśnie łaskę, dałeś przykazanie nowe. – Ach! jakże kocham to przykazanie, daje mi bowiem pewność, że Ty sam chcesz kochać we mnie tych wszystkich, których przykazujesz mi kochać!… (Rps C, s. 242; OC, s. 250-251).

W radykalizmie nowego przykazania dostrzega Teresa dla siebie korzyść, widzi w nim bowiem, że Jezus chce kochać w niej, gdyż zna jej słabość i niedoskonałość. Może więc wszystko robić z miłości, a zwłaszcza kochać współsiostry karmelitanki. Praktykowanie miłości wydaje się jej wprawdzie łatwiejsze niż na początku nowicjatu, lecz ma świadomość: „Nie chcę jednak przez to powiedzieć, że nigdy się nie potykam, o nie! Jestem w tym zbyt niedoskonała” (Rps C, s. 244; OC, s. 252). Widzi dobrze przebytą drogę, lecz nie jest to dla niej powodem dumy; tak jak Paweł chlubi się swoją słabością:

Kiedy wspominam nowicjat, to widzę jasno, jak bardzo byłam niedoskonała… Zamartwiałam się takimi błahostkami, że teraz się z tego śmieję. Ach! jakąż dobroć okazał mi Pan, że mojej duszy pozwolił wzrosnąć, że dał jej skrzydła… […] Kiedyś zapewne i obecny okres ukaże mi się pełen wad, ale teraz nie dziwię się już niczemu, nie zamartwiam się widząc, że jestem samą słabością. Przeciwnie, to nią właśnie się chlubię i co dzień spodziewam się odkryć u siebie nowe wady (Rps C, s. 247; OC, s. 254).

Teresa zwraca uwagę, że miłość braterska wskazuje na stopień zjednoczenia z Jezusem. Stara się więc właściwie odczytywać intencje swoich sióstr. Chce widzieć tylko dobre strony, tylko cnoty, nastawia się na to, „by nie dziwić się wcale ich słabościom, by budować się najdrobniejszym dobrym czynem, który się u nich dostrzeże” (Rps C, s. 242; OC, s. 250). Spojrzenie Teresy jest spojrzeniem Jezusa, który patrzy tylko na światło i piękno mieszkające w głębi naszych serc i zachęca nas, abyśmy naszą nędzę ofiarowali Jego miłosierdziu. Czyż nie pisała 2 sierpnia 1893 do Celiny: „Jezus miłuje cię miłością tak wielką, że gdybyś to wiedziała, wpadłabyś w ekstazę szczęścia, która by Cię o śmierć przyprawiła; ale nie widzisz tego i dlatego cierpisz” (L 124, P I, s. 592; OC, s. 470).

Teresa podaje wymowny przykład miłości braterskiej, gdzie jej spojrzenie jest zwrócone tylko ku Bogu. Można w nim odczytać cały realizm jej wiary w miłość Jezusa, która odrywa ją od niej samej.

Żyje we wspólnocie pewna siostra, która potrafi zrazić mnie do siebie we wszystkim; jej obejście, jej słowa i jej charakter są dla mnie po prostu nieznośne. A jest to przecież święta zakonnica, będąca zapewne bardzo miładobremu Bogu. Nie chcąc zatem ulegać przyrodzonej antypatii, powiedziałam sobie, że miłość nie polega na uczuciach, lecz na czynach. Zaczęłam więc starać się bardzo, by traktować tę siostrę jakby była kimś dla mnie najdroższym. Za każdym razem, gdy ją spotykałam, modliłam się za nią do dobrego Boga, ofiarując Mu wszystkie jej cnoty i zasługi. Wyczuwałam, że Jezusowi sprawiało to przyjemność, bo któryż z artystów nie lubi zbierać komplementów za swoje dzieła? A Jezus, Artysta dusz, lubi, kiedy nie zatrzymujemy się na zewnątrz, lecz wnikamy do środka, aż do wnętrza świątyni, którą On obrał sobie za przybytek, i podziwiamy jej piękno. Lecz nie tylko modliłam się za tę siostrę, która była dla mnie źródłem tylu zmagań, ale i starałam się jej oddać każdą możliwą przysługę. A gdy cisnęła mi się na usta złośliwość, poprzestawałam na najmilszym z uśmiechów, starając się zmienić temat (Rps C, s. 244-245; OC, s. 252-253).

Teresa widzi tylko Jezusa, który kocha w niej. Im bardziej jest z Nim zjednoczona, tym bardziej kocha swoje współsiostry: „Tak, czuję, że kiedy kocham bliźniego, jedynym, który we mnie działa, jest Jezus; im bardziej się z Nim łączę, tym mocniej również kocham wszystkie siostry” (Rps C, s. 243; OC, s. 251). Kocha je dla Jezusa, który żebrze o jej miłość; dała temu wyraz w swoim wierszu Tylko Ty, Jezu!:

Pragniesz mojej miłości płomiennej,
Ty chcesz serca mego… ja Ci je oddaję,
I moje marzenia, ach, i samą siebie!
A tych, których kocham, o Panie, wyznaję,
Że nie chcę inaczej kochać, jak przez Ciebie!
(Po, P II, s. 38; OC, s. 721)

Miłość braterska jest wypełnieniem naszego powołania, urzeczywistnieniem naszej najgłębszej istoty, która choć niedoskonała, jest stworzona na obraz i podobieństwo Boga. Nasza niedoskonałość rodzi dystans dzielący nas od doskonałej miłości. Teresa powtarza nam, że istnieje dobroczynne napięcie między wezwaniem do nieskończonej miłości przemawiającym w najgłębszym wnętrzu naszej istoty i niezdolnością do odpowiedzi na nie w pełni, jeśli Jezus nie okaże nam śmiertelnym swego miłosierdzia. Spowodowane tym napięciem cierpienie zbliża nas do Boga.

Małe „nic” dnia powszedniego

Życie Teresy jest doświadczaniem miłosierdzia Bożego, jest życiem miłości przeżywanym codziennie w wierze w Jezusa. Teresa wszystko czyni z miłości razem z Jezusem, w prawdzie konkretnego życia, nie uciekając przed odpowiedzialnością. Potrzeba prawdy, widzenia rzeczy i spraw takimi, jakie są, nie kazały jej nigdy pragnąć niczego nadzwyczajnego. Leżąc już w infirmerii, wyznała: „Mogę się karmić jedynie prawdą. Dlatego nigdy nie pragnęłam widzeń” (OR, P II, s. 488; OC, s. 1078).

Troska o prawdę, która każe Teresie nieustannie szukać jej w Biblii, doprowadza ją do odkrycia swego powołania, którym jest Miłość. To powołanie do miłości nie jest czymś niematerialnym, Teresa żyje tym każdego dnia, gdyż „miłość dowodzi się w czynach” (Rps B, s. 203; OC, s. 228). Codziennie rzuca kwiaty.

Rzucać kwiaty, to nieść Ci w ofierze
Największe bóle, najcichsze westchnienia,
I wielkie szczęście, drobne poświęcenia
I smutki życia, jego niepokoje:
To kwiaty moje!
(Po, P II, s. 33; OC, s. 717)

Chodzi o to, aby wszystko czynić z miłości, „czyli nie przepuścić żadnego małego wyrzeczenia, żadnego spojrzenia, żadnego słowa, skorzystać ze wszystkich najmniejszych rzeczy i czynić je z miłości…” (Rps B, s. 203; OC, s. 228). Teresa stara się nie opuścić żadnej z tych „małych rzeczy” dnia powszedniego, które nie błyszczą żadnym zewnętrznym blaskiem, lecz dowodzą jej miłości do Jezusa i ratują grzeszników.

Przykłady tych „małych nic” są liczne: składa odłożone przez siostry płaszcze, nie krytykuje, nie skarży się, powstrzymuje odpowiedź nawet na niesłuszne oskarżenie, siedząc, nie opiera się, chodząc, nie garbi się, uśmiecha się do najmniej sympatycznych sióstr, używa przedmiotów najmniej godnych pożądania, je wszystko, co jej podano, nie daje upustu wzbierającemu gniewowi, zawsze radosnym sercem oddaje drobne usługi.

Codzienne praktykowanie tych „małych nic” wymaga heroizmu znanego tylko Bogu. To właśnie jest dla Teresy „czynieniem wszystkiego z miłości”, tej miłości, która przepędza pychę i egoizm, gdyż pochodzi od samego Boga. Czyż nie jest to nada [nic] Jana od Krzyża, prawdziwe ubóstwo, które zadaje klęskę instynktowi władzy i posiadania.

Teresa pragnie czystej miłości, której „najmniejsze poruszenie […] jest bardziej pożyteczne niż wszystkie inne dzieła razem wzięte” (Rps B, s. 204; OC, s. 229). Chce „posiąść pełnię miłości” (Rps B, s. 205; OC, s. 229), aby wszystko czynić z iłości. „Mała droga” ufności jest drogą pewną, gdyż nigdy nie wiedzie do beznadziei. „Ja, Jezu, jestem zbyt mała, by dokonywać rzeczy wielkich… Moimszaleństwem jest mieć nadzieję, że Twoja Miłość przyjmie mnie na ofiarę…” (Rps B, s. 208; OC, s. 231).

Aby kochać, Teresa opiera się na swojej małości i nędzy, nigdy na swych pragnieniach i cnotach, które nie do niej należą: są darem Boga. W tym rozumieniu bliższa jest bijącemu się w piersi celnikowi niż faryzeuszowi, który powołuje się na swoje uczynki. Przypomnijmy sławny list Teresy do jej siostry Marii: „Im bardziej jest się słabym, bez pragnień i cnoty, tym bardziej jest się podatnym na działanie tej Miłości trawiącej i przekształcającej. Samo pragnienie, aby stać się ofiarą, wystarczy, ale trzeba zgodzić się na to, by zawsze pozostać ubogim i bezsilnym” (L 176, P I, s. 701; OC, s. 553). Taka jest droga ufności, „mała droga”, stąd Teresa poucza siostrę: „Ufność i nic jak tylko ufność winna nas prowadzić do Miłości… […] Skoro widzimy drogę, biegnijmy razem” (L 176, s. 702; OC, s. 553).

W swoim wierszu Dlaczego kocham Cię, Maryjo Teresa daje definicję bezwarunkowej miłości: „Kochać to dawać wszystko wraz z sobą bez miary” (Po, P II, s. 60; OC, s. 755). Ten dar zupełny objawia się w drobnych uczynkach dnia powszedniego, w których oddaje się wszystko, nie licząc i nie pragnąc oglądać owoców. Ważna jest tylko miłość. Resztę wypełnia Jezus, jeśli pozostawić mu miejsce – całe miejsce: „By móc Cię dosyć kochać – daj mi Serce Twoje!” (Po, P II, s. 24; OC, s. 700).

Teresa utrzymuje ogień miłości, nie pomijając żadnej okazji, aby go podsycić. Zmierza prosto ku temu, co istotne, bez infantylizmu: uśmiech, drobna przysługa, milczenie, spojrzenie, czysta intencja, modlitwa… Wszystko to pomaga jej jednoczyć się z Jezusem i postępować coraz dalej na „małej drodze” świętości.

A oto inny jeszcze przykład, który ukazuje nam energiczną i zdecydowaną duszę Teresy, skrajnie odległą od przesłodzonego obrazka, tak bardzo niestety rozpowszechnionego. Czyż nie dlatego właśnie wyczuła w księdzu Bellière bratnią duszę? „Odczułam, że musisz mieć duszę energiczną i dlatego czułam się szczęśliwa, że będę twoją siostrą” (L 220, P I, s. 774; OC, s. 603).

Było to podczas jednej rekreacji, furtianka zadzwoniła dwa razy, by przyjść otworzyć wielkie drzwi, przez które wchodzą robotnicy, aby ci wnieśli choinki do żłóbka na Boże Narodzenie. Ponieważ rekreacja była smętna, gdyż zabrakło na niej ciebie, kochana Matko, pomyślałam, że z przyjemnością poszłabym pomóc, gdyby mnie tylko zawołano. I oto matka Podprzeorysza mówi, bym posłużyła jako trzecia, albo też siostra siedząca obok. Od razu zaczęłam zdejmować fartuch, ale na tyle wolno, aby sąsiadka mogła mnie ubiec, pomyślałam sobie bowiem, że sprawię jej przyjemność, jeśli to ona pójdzie do choinek. Siostra, która zastępowała szafarkę, patrzyła na nas z rozbawieniem i widząc, że wstałam ostatnia, powiedziała: „Byłam pewna, że to nie siostra zdobędzie perłę do Korony, siostra jest zbyt powolna…”

Cała wspólnota sądziła zapewne, że działam zupełnie naturalnie i trudno mi wysłowić, jak rzecz równie błaha ogromnie mnie pokrzepiła, czyniąc mnie wyrozumiałą dla drugich. A kiedy oceniają mnie przychylnie, nie popadam wcale w próżność, ponieważ mówię sobie tak: „skoro moje drobne gesty uczynności można pomylić z wadami, to równie dobrze to, co jest we mnie samą wadą, można pomylić z cnotą” (Rps C, s. 243-244; OC, s. 251).

„Mała droga” Teresy od Dzieciątka Jezus nie jest drogą bierności, lecz drogą zawierzenia działaniu Boga w niej. Ta silna postawa zawierzenia nadaje jedność jej istocie i skupia całą energię, co pozwala jeszcze głębiej zjednoczyć się z Jezusem na Krzyżu, zwłaszcza wówczas, gdy aż do śmierci będzie przeżywała noc nicości.

Modlitwa Teresy
(w dniu profesji)

Niech sprawy tej ziemi nie zdołają nigdy
zamącić mej duszy, niech nic nie zakłóci mego pokoju,
Jezu, proszę Cię tylko o pokój i o miłość, miłość nieskończoną,
której granicę stanowisz Ty sam…
miłość, która nie będzie już moja,
ale Twoja, mój Jezu.
(M, P I, s. 323; OC, s. 957)

8. Łączyć się z Jezusem w cierpieniu

Cierpienie związane z miłością Jezusa

Przegląd postaw duchowych Teresy kończymy, tak jak zaczęliśmy, jej wezwaniem do Jezusa: „W mym Stwórcy mam nagrodę” (Po, P II, s. 123; OC, s. 677). Od pierwszego kroku na drodze, „pragnąć kochać Jezusa”, aż do ostatniego, „łączyć się z Jezusem w cierpieniu”, miłość Jezusa jest klamrą spinającą całe życie Teresy: „Kocham Cię coraz więcej” (Po, P II, s. 125; OC, s. 679).

Po dziewięciu latach życia w Karmelu, na trzy miesiące przed śmiercią, Teresa może napisać: „Od dawna już nie należę do siebie, wydana jestem cała Jezusowi, może więc uczynić ze mną co zechce” (Rps C, s. 240; OC, s. 248). Nieco dalej komentuje dla matki Marii od św. Gonzagi urywek z Pieśni nad pieśniami „Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy!”:

A o cóż innego prosimy w słowach „przyciągnij mnie„, jeśli nie o to, by móc się zjednoczyć – w sposób najbardziej intymny – z tym, który zauroczył nasze serce? Gdyby ogień i żelazo miały rozum i gdyby drugie powiedziało do pierwszego „przyciągnij mnie”, czy te słowa nie dowodziłyby tego, że żelazo pragnie utożsamić się z ogniem, tak by ten je przeniknął, nasączył swą rozżarzoną substancją, stanowiąc z nim poniekąd jedno? Matko umiłowana, oto modlitwa, jaką zanoszę: proszę Jezusa, by mnie wciągnął w promienie swojej miłości, zjednoczył mnie ze sobą tak ściśle, że On sam będzie żyć i działać we mnie (Rps C, s. 284; OC, s. 283-284).

Zjednoczenie z Jezusem zarówno w radości, jak i w cierpieniu, oto podsumowanie całego życia Teresy. Nie ma dla niej pojęcia, idei, zasady, tematu ważniejszego niż zjednoczenie z Jezusem, urzeczywistniane przez „małą drogę, prostą, krótką, zupełnie nową” (Rps C, s. 222; OC, s. 237). Z Teresą bowiem nie dążymy już do Boga jak wielcy święci, wspinając się na górę doskonałości, lecz jak maluczcy, powierzając się po prostu z ufnością i pozwalając się nieść windzie miłości, którą są ramiona Jezusa. W ten sposób docieramy na szczyt o wiele prędzej i pewniej. Czyż ta „mała droga ufności”, która przyjmując cierpienie, prowadzi do radości doskonałej, nie prowadzi najprościej do Boga?

Teresa bardzo wcześnie wyczuła, że w zjednoczeniu z Jezusem można żyć naprawdę jedynie w cierpieniu. Dlatego kochała nie dla siebie samej, ale z powodu swej miłości dla Jezusa. Tę żarliwą miłość manifestowała poprzez pragnienie świętości: „Zrozumiałam, że aby zostać świętą, trzeba dużo wycierpieć” (Rps A, s. 47; OC, s. 84). Cierpienie staje się drogą ogołocenia, przybliża spełnienie pragnienia bycia świętą dla Jezusa, który jest szczęściem jej życia.

Zamiast buntować się przeciw cierpieniu lub zamykać się przed nim, Teresa szuka okazji, by kochać, a więc by cierpieć; dostarcza tego życie we wspólnocie, z założenia oparte na wyrzeczeniu. Wie, że aby być świętą, musi oddać się całkowicie Bogu i bliźnim, a więc oderwać się od samej siebie. Cierpienie, które jest rodzajem śmierci, umożliwia Teresie to jakże trudne, lecz wyzwalające oderwanie się od siebie.

Cierpienie Teresy jest nierozłącznie związane z miłością. Teresa kocha, więc cierpi, gdyż prawdziwą miłością żyje się nie w zupełnym zlaniu się, które prowadzi do zamętu, lecz w odmienności prowadzącej do łączności duchowej, stąd dystans, pustka, rozdział, oschłość, opuszczenie. Cierpienie przygotowuje Teresę do „życia miłością”, gdyż staje się jej sprzymierzeńcem, przyjacielem, siostrą w jej zjednoczeniu z Jezusem.

Mimo tak krótkiego życia Teresie nie zostały oszczędzone rany, łzy, zerwania, śmierci bliskich, odmowy, niezrozumienia, upokorzenia: „Ach, dopiero w niebie będę mogła powiedzieć, ile z tego powodu wycierpiałam!…” (Rps A, s. 80-81; OC, s. 118). Czyż nie jest to droga, którą wybrał Jezus, aby nam okazać całą swoją miłość i otworzył nam bramy Życia? Uczeń nie jest większy od Mistrza, stąd droga Teresy jest również drogą krzyżową, którą idzie razem z Jezusem, a więc drogą radości przynoszącą zbawienie i wolność: „Widzę, że tylko cierpienie potrafi dawać duszom życie” (Rps A, s. 175; OC, s. 206).

Przyjmować cierpienie jak łaskę

Bardzo wcześnie dostrzegła Teresa przekształcającą moc cierpienia, tę potężną energię w człowieku, która, przyjęta z miłością, staje się najbardziej płodnym sposobem współpracy ze zbawczym dziełem Odkupiciela. W chwili śmierci matki miała cztery lata; tak pisze o tym przeżyciu: „Już wówczas, w dzieciństwie, miałam zostać wrzucona w tygiel utrapień i cierpień; dzięki temu mogłam być złożona w ofierze Jezusowi przed czasem” (Rps A, s. 49; OC, s. 87).

W wieku jedenastu lat któregoś dnia po Komunii świętej poczuła, że rodzi się w niej miłość cierpienia, tak bardzo zbijająca z tropu dla nas, którzy zbyt często od niego uciekamy, choć tu na ziemi nie da się go uniknąć. Najlepszym sposobem zapanowania nad cierpieniem jest być może przyjęcie go jako łaski, nie zaniedbując jednak zabiegów mogących złagodzić ból.

Poczułam, że rodzi się we mnie wielkie pragnienie cierpienia, a jednocześnie głębokie przekonanie, że Jezus przygotował mi wiele krzyży. Ogarnęła mnie wtedy otucha tak wielka, że uważam ją za jedną z największych łask w życiu. Cierpienie zaczęło mnie pociągać, zaczęło mieć urok, który mnie zachwycał, choć go nie znałam. Dotąd cierpiałam, nie kochając cierpienia, od tego dnia poczułam do cierpienia prawdziwą miłość. Odczuwałam też pragnienie, by kochać jedynie Dobrego Boga, by znajdować radość wyłącznie w Nim; często w czasie moich Komunii powtarzałam te słowa z Naśladowania: „Jezu słodyczy niewysłowiona, zamień dla mnie w gorycz wszelkie ziemskie pociechy” (Rps A, s. 90; OC, s. 127).

Kto mówi dzisiaj takim językiem? Która z nauk humanistycznych potrafi zinterpretować słowa „urok”, „otucha”, „miłość”, „radość” użyte w odniesieniu do cierpienia? Psychoanalityk dostrzeże w tym jedynie patologiczny masochizm, socjolog historyczny determinizm, podczas gdy można tu mówić jedynie o miłości związanej z cierpieniem. Dojrzałość duchowa tej młodej dziewczyny jest równa jej pragnieniu zjednoczenia się z Jezusem. Cierpienie jest tylko środkiem pozwalającym osiągnąć ten cel.

Teresa cierpi z miłości, a ponieważ jest biedna i słaba, wymyśla „małą drogę” ufności i wolności, w owych czasach zupełnie nową. Od tego, kto chce wybrać tę drogę, nie żąda się, by ukochał cierpienie ani by cierpiał bohatersko, lecz tylko by raz na zawsze zgodził się być biedny i słaby wobec cierpienia. Wtedy Jezus niesie nas w swoich ramionach.

Zaledwie w rok po swoim wstąpieniu do Karmelu pisze Teresa zdumiewająco dojrzały list do Celiny z okazji jej dwudziestych urodzin. Oto kilka wyjątków, które pozwalają już przewidywać to, co odkryje później, i to wszystko, czym będzie żyła – jedynie dla Jezusa:

Pozwólmy, by nas ozłociło słońce Jego miłości… to słońce tak gorejące… niechaj strawi nas miłość! Święty Franciszek Salezy mówi: „Gdy ogień miłości płonie w sercu, wówczas meble wyrzuca się przez okna”.

Och! nie zostawiajmy w sercu nic… nic w naszym sercu oprócz Jezusa!…

Nie sądźmy, żebyśmy mogły miłować bez cierpienia, bez wielkiego cierpienia. Nasza biedna natura istnieje i niemałą gra tu rolę!

Cierpmy z goryczą, to znaczy bez odwagi, bez męstwa… „Jezus cierpiał ze smutkiem; bez smutku czyżby dusza cierpiała?” A my chcielibyśmy cierpieć ochoczo, wielkodusznie… Celino!… Jakież to złudzenie!… Chcielibyśmy nie upadać nigdy? – Co to szkodzi, Jezu drogi, jeżeli upadam co chwila, widzę wtedy słabość moją, a to dla mnie wielki zysk. Ty, Jezu, widzisz wówczas, jak słaba jestem i nic nie potrafię uczynić, a wtedy tym skłonniejszy jesteś, by nieść mnie w swoich ramionach.

Świętość nie polega na mówieniu pięknych rzeczy, nie polega nawet na tym, by myśli mieć wzniosłe, odczuwać je, polega jedynie na gotowości cierpienia.

Świętość! Trzeba ją zdobywać na ostrzu miecza, trzeba cierpieć… znosić mękę agonii…

Korzystajmy z tego jednego momentu cierpienia, patrzmy na każdą chwilę. Chwila każda to skarb… Jeden akt miłości pozwoli nam lepiej poznać Jezusa, zbliży nas do Niego na wieczność całą!… (L 65, P I, s. 479-480; OC, s. 389-390).

W miarę, jak Teresa coraz bardziej jednoczy się z Jezusem, cierpienie staje się synonimem pokoju i radości, tego pokoju i tej radości, których świat nie może dać, a które są owocami zmartwychwstania Chrystusa. Kiedy gruźlica zaatakowała już całe ciało i Teresa wie, że wkrótce umrze, pisze: „Dużo wycierpiałam, odkąd jestem na ziemi, lecz jeśli w dzieciństwie cierpiałam ze smutkiem, tak teraz cierpię z radością i w pokoju. Jestem prawdziwie szczęśliwa, że cierpię” (Rps C, s. 226; OC, s. 240).

Mniej więcej w tym samym czasie pisze do księdza Bellière:

O Bracie mój, jaka jestem szczęśliwa, że umieram! Tak, jestem szczęśliwa, nie dlatego, że będę uwolniona od cierpień (przeciwnie, cierpienie połączone z miłością wydaje mi się jedyną rzeczą pożądaną na tym padole płaczu). Szczęśliwa jestem, że umieram, bo czuję, że to jest wolą Bożą, a także dlatego, bo wiem, że daleko więcej będę mogła być pożyteczna dla drogich mi dusz, a szczególnie dla twojej, Bracie (L 224, P I, s. 778; OC, s. 608).

„Mała droga” miłości pozwala Teresie przemawiać takim językiem, gdyż ma ona absolutne zaufanie do Jezusa, który zna jej małość. Łączy się więc z Nim w swoich najgłębszych życzeniach: „Wiem, że Jezus nie może dla nas pragnąć cierpień bezużytecznych i że nie wzbudzałby we mnie oczekiwań, których nie zamierzałby spełnić… Ach! jak wdzięczna jest droga miłości!…” (Rps A, s. 183; OC, s. 213). Ta sama ufność i zawierzenie Bogu w słowach zanotowanych przez matkę Agnieszkę na kilka tygodni przed śmiercią Teresy:

Nigdy nie chciałabym prosić Boga o większe cierpienia. Jeśli je zwiększy, będę je znosiła chętnie i z radością, gdyż będą pochodziły od Niego. Ale jestem zbyt mała, by mieć siły sama z siebie. Gdybym prosiła o cierpienia, byłyby to moje cierpienia i musiałabym je znosić sama, a ja nigdy nie umiałam nic robić sama (OR, P II, s. 497; OC, s. 1088).

Widać wyraźnie, że pisząca te słowa jest przeniknięta wielką miłością, że wszystkiego pragnie dla Jezusa i godzi się, by pochłaniał ją ogień miłości Boga. „Chcę cierpieć z miłości i nawet rozkoszować się z miłości” (Rps B, s. 203; OC, s. 228). Taka jest jej radość! Im bardziej przyjmuje cierpienie, tym bardziej przyjmuje Jezusa. Taka jest również tajemnica Krzyża. „Jezus dał mi serce wrażliwe. Lecz właśnie dlatego, iż zdolne jest cierpieć, pragnę, by dało z siebie Jezusowi wszystko, co potrafi” (Rps C, s. 238; OC, s. 247).

Noc nicości

Miłość wprowadza Teresę głębiej w tajemnicę cierpienia: Teresa poddaje się miłości Jezusa. Teraz dopiero doświadcza rzeczywiście swej słabości, swej małości, bezsiły i nędzy, tego, co nazywa swoją „nicością”. Przyjmując cierpienie jako łaskę, przejdzie najwyższą próbę, która dotknie samego rdzenia jej nadziei, pozna nieprzeniknioną ciemność nocy nicości. Czuje się jak rozbitek, opuszczona przez Jezusa, osamotniona, pozbawiona wszelkiej pomocy. Woli o tym nie mówić: „Boję się popełnić bluźnierstwo… Boję się nawet, że za dużo już o tym powiedziałam…” (Rps C, s. 231; OC, s. 243). Dotknięta na ciele przez gruźlicę, na duszy przez noc nicości, walczy o wiarę:

Biegnę do Jezusa, mówię Mu, że jestem gotowa przelać krew, aż do ostatniej kropli, by wyznać, że Niebo istnieje. Mówię Mu, że jestem szczęśliwa, nie mogąc cieszyć się pięknym Niebem na ziemi, po to, by On je otworzył na wieczność biednym niedowiarkom. Tak więc pomimo próby, która odbiera mi wszelkie wesele, mogę jednak zawołać: „Panie, napełniasz mnie radością poprzez wszystko, co czynisz” (Ps XCI). Bo czyż istnieje radość większa od tej, kiedy się cierpi z miłości do Ciebie? Im cierpienie jest głębsze, im mniej jawi się oczom innych, tym bardziej raduje ono Ciebie, mój Boże. Lecz gdybyś, co niemożliwe, sam nic nie wiedział o moim cierpieniu, to i tak byłabym z niego szczęśliwa, jeśliby mogło udaremnić choćby jedno przewinienie przeciw Wierze, lub choć za jedno z nich zadośćuczynić… (Rps C, s. 231-232; OC, s. 243).

Wszystko zaczyna się w nocy Wielkiego Piątku 1896, gdy fala spienionej krwi podchodzi Teresie aż do ust. Jest to pierwsze plucie krwią, zapowiadające gruźlicę płuc. Jej dusza istoty kochającej napełnia się rankiem radością, widząc krew. „Ach, doznałam wówczas wielkiej pociechy, byłam dogłębnie przekonana, że Jezus w rocznicę swej śmierci zawołał mnie po raz pierwszy. Było to niczym łagodny szept przychodzący z oddali i zwiastujący przybycie Oblubieńca…” (Rps C, s. 227; OC, s. 240).

Radość ta, zrodzona z nadziei, że wkrótce będzie blisko Jezusa, nagle znika. Teresa wkracza w ciszę Wielkiej Soboty; poczucie nieobecności Boga będzie jej towarzyszyło aż do śmierci, która nastąpi osiemnaście miesięcy później. Ta ostatnia próba, nie przypominająca niczego, co cierpiała dotąd, jest w życiu Teresy cezurą, oznacza wejście w duchową dojrzałość „małej drogi” zawierzenia i miłości.

W czasie dni wielkanocnych, dni tak radosnych, Jezus dał mi odczuć, że rzeczywiście są ludzie, którzy nie mają wiary, którzy nadużywając łask, tracą ten cenny skarb, źródło jedynej, czystej i prawdziwej radości. Pozwolił, by mą duszę osaczyły nieprzeniknione ciemności i by myśl o Niebie, tak dla mnie radosna, zamieniła się w źródło zmagań i udręki… I nie trwało to jedynie kilka dni lub tygodni, kres mojej próby miał nadejść w godzinie wyznaczonej przez Boga i… godzina ta jeszcze nie nadeszła… Chciałabym móc wyrazić to, co czuję, lecz niestety – sądzę, że to niemożliwe. Trzeba przebyć ten mroczny tunel, by pojąć jego ciemności (Rps C, s. 227-228; OC, s. 241).

Któż mógł pod koniec wieku, w którym niewiara zaczynała kiełkować, zrozumieć tę „noc nicości”, ten „mroczny tunel”? Teresa przeżywała wprawdzie trudne chwile duchowej oschłości, zwłaszcza w czasie rekolekcji, jak gdyby Pan przygotowywał ją do głębszej jeszcze nocy wiary. Czuła jednak, że Jezus w ten sposób ją pouczał. Każdego dnia dawał jej nowy pokarm, rodzaj manny, która pozwalała przebrnąć przez tę pustynię wewnętrzną bez zatrzymywania się w żadnej oazie:

Zauważałam często, że Jezus nie chce mi dawać na zapas, że na każdą chwilę ma pożywienie zupełnie nowe; odkrywam je w sobie, nie wiedząc zupełnie, jak się we mnie znalazło… Myślę po prostu, że to sam Jezus, ukryty głęboko w mym biednym sercu, obdarza mnie łaską, że we mnie działa i przywodzi mi na myśl to, co chce, bym uczyniła w danej chwili (Rps A, s. 166; OC, s. 198).

„Noc nicości”, którą przeżywa Teresa, jest cierpieniem zupełnie różnym od dotychczasowych. Jezus wydaje się milczeć już na zawsze. Zamiast Jego głosu Teresa słyszy ciemności, które zapożyczając głosu od grzeszników, mówią:

Marzysz o światłości, o ojczyźnie nasyconej upojnymi zapachami, marzysz o wiecznym posiadaniu Stworzyciela wszystkich tych cudowności, myślisz, że opuścisz kiedyś mgły, w których żyjesz? No to pójdź, pójdź, raduj się ze śmierci, która da ci nie to, czego w nadziei oczekujesz, lecz noc jeszcze ciemniejszą, noc nicości (Rps C, s. 230-231; OC, s. 243).

Zasiąść przy stole grzeszników

Pośród tej nocy wiary, która jest przede wszystkim próbą nadziei, karmelitanka staje się coraz bardziej drugim Chrystusem. Noc odrywa ją całkowicie od niej samej, aby stała się jednym z Jezusem na Krzyżu. Nie ma już nic do stracenia. Jej miłość czyni ją współodpowiedzialną za całą ludzkość, jej dusza jest umocniona w cierpiącym Jezusie: „Odkrywam ze szczęściem, że miłowanie Boga poszerza serce, że wówczas może ono ofiarować nieporównanie więcej serdeczności bliskim niż wtedy, kiedy kocha samolubnie i bezowocnie” (Rps C, s. 259; OC, s. 264).

Teresa nadaje swojej nocy sens przez pragnienie zbawienia „swych braci”, siadając przy ich stole, jedząc ich chleb. Jest naprawdę miłością w sercu Kościoła. Jej powołaniem jest kochać czystą miłością, która ogarnia wszystko, nawet cierpienie i śmierć.

Jednakże, o Panie, Twoje dziecko pojęło Twe boskie światło, przeprasza Cię za swoich braci i zgadza się spożywać chleb boleści tak długo, jak zechcesz. I wcale nie pragnie wstawać od stołu napełnionego goryczą, przy którym siedzą biedni grzesznicy, aż po dzień, który sam wyznaczyłeś (Rps C, s. 228-229; OC, s. 242).

Zjednoczona z Ukrzyżowanym, Teresa jest bliska tym, którzy cierpią i którzy szukają w swoim życiu sensu. Nie chce wstawać od tego „stołu napełnionego goryczą, przy którym siedzą biedni grzesznicy”. Całą swoją nędzę ofiarowuje w imieniu tych, którzy nie wierzą, oddając ich miłosierdziu Bożemu. Spożywając „chleb boleści”, pisze w naszym imieniu modlitwę: „Miej litość, Panie, nad nami, bo jesteśmy biedni i grzeszni!… Ach! Panie, odeślij nas usprawiedliwionymi… By ci wszyscy, którzy nie dostrzegają jaśniejącej pochodni Wiary, mogli wreszcie ją dojrzeć…” (Rps C, s. 229; OC, s. 242).

Siłę, by „cierpieć, kochając”, by ze swej choroby i z nocy uczynić zanurzenie się w świętości, znajduje Teresa, patrząc na stojącą pod Krzyżem Maryję, Matkę grzeszników. Za Jej przykładem pozostaje w cieniu, idąc tam, dokąd szedł Jezus, znajdując radość w walce dla Niego: „Mój Pokój, to walczyć stale / Niecić w sercach żar miłości” (Po, P II, s. 43; OC, s. 734).

Jeżeli Stwórca świata dał cierpienia tyle
Swej Matce, że konała z bólu i goryczy,
To łaską dla nas cierpieć przez wygnania chwile,
A cierpienie z miłości jest szczytem słodyczy!
Wszystko, co dał mi Jezus, niech weźmie z powrotem,
Powiedz Mu, Przenajświętsza, niech mnie nie oszczędza.
Gdy się skryje, zaczekam, Ty wiesz dobrze o tym,
Do dnia, w którym się zetli życia mego przędza.
(Po, P II, s. 59; OC, s. 754)

Święte Oblicze Jezusa jest również dla Teresy wielką pociechą. Często je kontempluje w chórze kaplicy. Zamknięte oczy więcej mówią o milczeniu Miłości niż jakiekolwiek słowa. W święto Przemienienia Pańskiego, 6 sierpnia 1897, zniesiono obraz do pokoju chorej. Wyznała wówczas: „O! ileż dobrego zrobiło mi to Najświętsze Oblicze w ciągu mego życia!” (OR, P II, s. 488; OC, s. 1078). I przypomniała słowa swego wiersza Żyć miłością: „Ach! żyć miłością – to Twarz Twoją ocierać. / To wyjednywać grzesznikom przebaczenie” (OR, P II, s. 488; OC, s. 1079).

Półtora roku po swoim wstąpieniu do Karmelu pisała Teresa do Celiny: „Jedną tylko jedyną rzecz czynić należy podczas nocy życia obecnego, tej jednej nocy, która nastaje raz tylko, a to miłować, miłować Jezusa ze wszystkich sił naszego serca i ratować dla Niego jak najwięcej dusz, aby był miłowany…” (L 74, P I, s. 494; OC, s. 399). Ma zawsze świadomość, że to życie jest cenne, gdyż jest jedyną okazją kochania Jezusa tu na ziemi i ratowania dusz dla Niego; spala się więc w tej „nocy nicości” z miłością, która umacnia jej wiarę: „Zdaje mi się, że od roku uczyniłam więcej aktów wiary niż w całym życiu” (Rps C, s. 231; OC, s. 243).

W lutym 1895 Teresa napisała: „Żyć miłością – to dawać bez miary” (Po, P II, s. 10; OC, s. 668). Daje tutaj pełną miarę miłości, oddając siebie na ofiarę całopalną miłości miłosiernej. Pozwala, by ogień Ducha Świętego przemieniał ją, aż po całkowite stanie się barankiem ofiarowanym za nasze grzechy. Podczas tej straszliwej próby chce tylko jednego: sprawiać, by kochano Jezusa, jedyną miłość jej życia, i spalać się w milczeniu, jednocząc się z Nim w nocy Jego Męki, jako godna córka Jana od Krzyża:

Wsparta, bez żadnego Oparcia,
bez Światła i w Ciemności kroczę,
trawiona Miłością…
(Po, P II, s. 28; OC, s. 711)

Otrzymywać siebie od Boga

Teresa przechodzi przez straszliwą próbę cierpień fizycznych i duchowych, aby inni ludzie otrzymali światło. Wiara w Ewangelię Jezusa Chrystusa, nadzieja na Jego miłosierdzie i miłość braterska prowadzą ją niezawodnie ku jutrzence paschalnej. Otrzymuje siebie od Boga, nie mając już nic do oddania, jak tylko samego Jezusa. Wie z doświadczenia, że jej bezsiła jest znakiem interwencji Boga, stąd ułożyła modlitwę dziękczynną, adresując ją do swojej siostry Celiny, we wspólnocie noszącej imię siostry Genowefy od świętej Teresy. Modlitwa nosi datę 3 sierpnia 1897.

O mój Boże! jakże jesteś słodki dla małej ofiary Twej Miłości miłosiernej! Nawet teraz, gdy do cierpień zewnętrznych dołączasz doświadczenia duchowe, nie mogę powiedzieć: „Ogarnęły mnie boleści śmierci„, ale wołam przejęta wdzięcznością: „Zstąpiłam w dolinę cienia śmierci, lecz nie lękam się żadnego zła, boś Ty jest ze mną, Panie!” (L 233, P I, s. 795-796; OC, s. 621).

Ten krzyk wdzięczności jest znakiem, że Teresa otrzymuje całą miłość serca Jezusa. Zna dobrze to serce, jest bowiem od dawna Jego oblubienicą: „W Twoim Sercu się kryję i Jego tętnem żyję – Ono jest moje!” (Po, P II, s. 21; OC, s. 697). Mając siedemnaście lat, pisała do Celiny, co myśli o Najświętszym Sercu Jezusa, znaku swojego zjednoczenia z Jezusem:

Módl się gorąco do Serca Jezusowego… Wiesz, co do mnie, to nie patrzę na Najświętsze Serce tak jak wszyscy. Myślę, że Serce mojego Oblubieńca jest wyłącznie moje, tak jak moje należy tylko do Niego samego. A myśląc tak, mówię do Niego w rozkosznej samotności serca z sercem, oczekując na tę chwilę, gdy będę mogła kontemplować Go twarzą w twarz (L 102, P I, s. 540; OC, s. 431).

Teresie chodzi nie tyle o to, by brać, lecz by otrzymywać zbawienie darmo od Boga, by nie przede wszystkim dawać, lecz by otrzymywać siebie od Niego, tak jak On chciał zawsze ofiarować się nam. Otrzymywać siebie od Boga w Jezusie, to dawać Mu okazję, by dawał nam wszystko, to znaczy siebie samego. Czyż nie pisała do Celiny 6 lipca 1893: „Zasługa nie polega na tym, by czynić i dawać wiele, ale raczej na tym, by przyjmować i miłować bardzo” (L 121, P I, s. 583; OC, s. 463).

Leżąc już na łożu śmierci, Teresa wie dobrze, że żadna zasługa nie zapewniłaby nam prawa oglądania Boga. Nawet cierpienie jest bezużyteczne, jeśli nie jest ofiarowane i przyjęte w miłości. U Teresy stojącej na progu śmierci nie widzimy śladu cierpiętnictwa. Jej ubóstwo nie ma co robić z własnością, którą są zasługi. W tej godzinie prawdy i oczyszczenia nie kupuje się łask od Boga, przyjmuje się je po prostu, tak jak dziecko. Wszystko jest darem Boga, nawet agonia, która wydaje się trwać wiecznie.

Teresa kocha Jezusa miłością szaloną, pozostając aż do ostatniego tchnienia prawdziwa, radosna, silna i przyjacielska. Nie czas więc na lęk, lecz na miłość Boga ofiarowaną tym, którzy są dość ubodzy, aby ją przyjąć. Nie ma tutaj żadnych pretensji, żadnego heroizmu, żadnej ambicji ze strony Teresy, jest tylko On, Bóg, i to, co jest Jego: miłość, pokój, radość i świętowanie naszego szczęścia.

Teresa jest olbrzymem ducha, przede wszystkim z powodu swej małości, która każe jej żyć zawierzeniem aż po ostateczne ogołocenie, którym jest śmierć. Posiada mądrość świętych pochodzącą bezpośrednio od Ducha Świętego, przy czym jej cechą szczególną jest troska o to, aby również po śmierci przyczyniać się, by kochano Boga. Kocha nas tak bardzo, że chce pozostać z nami w naszym bolesnym szukaniu Boga.

W dniu 13 lipca 1897 powiedziała: „Nie mogę wiele myśleć o szczęściu, które oczekuje mnie w Niebie; sama nadzieja sprawia, że serce mi bije, nadzieja na miłość, którą otrzymam, i miłość, którą będę mogła dawać. A poza tym myślę o dobru, które chciałabym czynić po śmierci” (OC, s. 1041-1042). Następnego dnia pisała do ojca Roulland: „Co do Ojczyzny niebieskiej, pociąga mnie wezwanie Pańskie, nadzieja, że będę Go wreszcie miłowała tak bardzo, jak tego zawsze pragnęłam, i myśl, że będę mogła sprawić, aby umiłowało Go mnóstwo dusz i błogosławiło Go wiecznie” (L 225, P I, s. 780-781; OC, s. 610).

Teresa pragnęła, cierpiała, prosiła, otrzymała więc wszystko. Jej ręce, puste, przyciągnęły ręce Boga. Próba nocy przekształciła się w słowo Boże dla naszych czasów. Walka o wiarę w Jezusa wchłonęła bezmierną noc ludzkiej kondycji. Przez swoje ufne oddanie się miłości Teresa uczy nas, jak mamy otrzymywać siebie od Boga, aby tym lepiej oddawać się Jemu. Jej życie i śmierć wyzwalają słowo zdolne pomagać ludziom ze wszystkich środowisk i w każdym wieku żyć w harmonii z sobą samym, ze światem i z Bogiem.

Cierpienie przemieniło Teresę zupełnie. Nie próbowała sobie wyjaśniać ani zrozumieć tego procesu oczyszczenia. Wpatrzona w przykład Jezusa widziała w nim pokorny sposób i tragiczną drogę dotarcia do tajemnicy Boga-Miłości cierpiącego w człowieku, swoim dziecku. Bóg daje bowiem wszystko temu, kto cierpi w miłości. Jego moc rozbłyska w słabości, jak powiedział do świętego Pawła: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12, 9).

Wyzuta z samej siebie, dwudziestoczteroletnia karmelitanka odchodzi do Boga w ostatnim porywie dziecka, 30 września 1897 około godziny 19.20. Dwa spojrzenia wreszcie się spotykają. Fotografia uchwyciła zdumiewającą przemianę. Błogosławiona twarz Teresy w chwili wejścia w życie odzwierciedla jej zjednoczenie na wieki ze zmartwychwstałym Chrystusem. Na ustach maluje się radość, przez którą przebija uśmiech Boga.

Modlitwa Teresy
(do Najświętszego Oblicza)

O uwielbione Oblicze Jezusa, jedyna Piękności,
Która zachwyca me serce, racz wyryć we mnie
boskie swe podobieństwo, abyś patrząc na duszę
Twej małej oblubienicy, samo Siebie oglądać mogło.
O mój Umiłowany! Dla Twej miłości zgadzam się
nie widzieć tu na ziemi słodyczy Twego Spojrzenia,
nie odczuwać rozkosznego pocałunku Ust Twoich,
lecz błagam Cię, ogarnij mnie płomieniem
Twej miłości, który by prędko strawił i wkrótce
przywiódł do Ciebie
TERESĘ OD NAJŚWIĘTSZEGO OBLICZA.
(M, P II, s. 207; OC, s. 972)

Zobacz podobne wpisy