
Matka Boża
16 maja, 2017
Matka Boża
16 maja, 2017W dzień św. Andrzeja Boboli patrona Polski warto przypomnieć, że wielu naszych rodaków wpisało się chlubnie na karty mistyki chrześcijańskiej. Kilka lat temu ojciec Marian Zawada zebrał świadectwa świętych mężczyzn i kobiet z naszej ojczyzny w dwa opasłe tomy. Lektura tych wyjątkowych stron nie tylko ubogaca nas duchowo, ale również zachwyca pięknem staropolszczyzny. Okazuje się, że wiele słów dziś zapomnianych, ma niespotykaną siłę wyrazu, i może warto czasem do nich powrócić, objąć ochroną – tak jak czyni się z zabytkami, bo czyż nie wzrusza wyznanie Matki Teresy Marchockiej – karmelitanki bosej z XVII wieku, gdy pisze o widzeniu Chrystusa?
Trafiło się przy święcie Józefa św., komunikowałam w piątek według zwyczaju. Czułam się w ten dzień z zebraniem osobliwym w duszy, z przytomnością obecności Boski. Miała też różne potrzeby do pilnowania się prośbami do Pana, czasu nie miała, ilem pragnęła na modlitwy, bo królowa Jejmość była u nas na nabożeństwie w klasztorze, nie miałam dostatecznego czasu, tylko w dorywki. Po komunii nie zaraz w dziękczynieniu we mszą, rzekł mi Pan te słowa rzetelne w duchu: „Krwi moja, okupie mój, własności moja”. W tym pierwszym słowie, kiedy rzekł „Krwi moja”, pomyślałam jako to, co jest, co mnie Pan nazwał krwią swoją? Odpowiedział zaraz: „Abom jej mało dla ciebie wylał? Czy nie wszytkę? Aza nie do krople obficie dla ciebie samej?” A w tych słowach wyrażało się, jako ją z boku i z wodą wylał, wyrażały się i owe słowa: „Obmyli szaty we krwi Barankowej”. Rozkładam coś i siła piszę, a tam wszystko było w jednym momencie, w takiej krótkości, jako okiem mgnął, i w ten czas, kiedy mówił: „Okupie mój”, ukazał mi się pełen ran swoich, iże mnie nimi odkupieł; nie wiem, jako to długi czas mógł być, był z wielką, czułą obecnością Boską, z odejściem od zmysłów. Jako ja zlękniona, obróciłam się patrzyć, co się dzieje, jeśli mnie kto nie słyszy; obaczyłam się, że panna jedna królowej jejmości blisko mnie klęczała i wpadło mi na myśl, żebym czyniła co, co bym się obaczyła, czyniłam, com mogła, szczypałam, biłam się, i tak jakoby ze snu przychodziłam do siebie. Bałam się myślić o tym, sprzeciwiałam się, co ze mnie było, obaczywszy się między świeckimi, a mnie coraz wszytko porywało w się i wciągało ducha do onych słów obecności Boskiej wyraźnej. Tak w uwijaniu onym musiałam być cały dzień, przecie we mnie wszytko zostawało w żywej pojętej pamięci; z wielką kontencją i pociechą w duszy przeszedł mi on dzień. Nazajutrz też obecność Boża we mnie trwała z zebraniem we mnie, a przy komunii więcej odnowiona, bom tak szła wrzucić się chcąc w Krew Chrystusową, w zasługi Jego i w własność, przy tym oddawałam Mu się przez śluby zakonne; przez ślub posłuszeństwa wolą swoją, w ślubie ubóstwa afekty i w nich ogołocenie, we wszytkim obnażenie, ubóstwo ducha – w krew Chrystusową topiłam wszytkie grzechy moje i złości. Krótko piszę w jednym słowie, ale było z rozszerzeniem afektu i z przytomną obecnością Boską, ze wszytkim zebraniem i skupieniem siebie.
Ta polska Teresa od Jezusa, zostawia nam również polski odpowiednik zawołania Solo Dios basta:
Nic mię nie kontentuje, co nie jest Bóg.
Publikacja: Marian Zawada OCD, Antologia mistyki polskiej t.1, t.2, Kraków2008.
o. Piotr Hensel OCD









