Ofiarowanie się Miłości Miłosiernej
7 listopada, 2016
W nocy wiary
7 listopada, 2016

Teresa i tajemnica Maryi

Aktualność maryjnego nauczania Teresy

o. François-Marie Léthel OCD

Na krótko przed swą śmiercią, w maju 1897 roku, w długim wierszu zatytułowanym „Dlaczego kocham Cię, Maryjo” (P 54), Teresa odsłoniła jakie miejsce zajmowała w jej życiu Maryja. To jej ostatni wiersz, rodzaj maryjnego testamentu, napisany na prośbę siostry Marii od Najświętszego Serca, jej rodzonej siostry Marii, dla której, kilka miesięcy wcześniej (wrzesień 1896) napisała już swe arcydzieło, drugi Rękopis autobiograficzny.

Obydwa teksty są ze sobą ściśle związane. To modlitwy skierowane do Jezusa (Rękopis A) i do Maryi (P 54), ożywiane wspólnym refrenem „kocham Cię”. Ten akt miłości, który Teresa chciała ponawiać „za każdym uderzeniem serca… nieskończoną ilość razy” (por. Pri 6), był jej ostatnim słowem, wyrażonym w ostatnim tchnieniu. Teresa umarła mówiąc Jezusowi: „Mój Boże, kocham Cię”. To fundamentalne „Jezu, kocham Cię”, które rozjaśnia wszystkie pisma Teresy, nie jest sentymentalnym wyrażeniem, lecz samym aktem miłości, poprzez który Duch Święty wprowadza ją w intymne życie Trójcy Świętej. Teresa pisze: „Ach! Ty wiesz, Boski Jezu, że Cię kocham, / Miłości Duch ogarnia mnie Swym ogniem. / Kochając Ciebie, przyciągam również Ojca” (P I7).

Nieodłącznym od aktu „Jezu, kocham Cię”, jest taki sam akt miłości skierowany do Maryi: „Kocham Cię, Maryjo”. To wielki refren maryjnej poezji Teresy. Zapowiedziany już w tytule, niestrudzenie powtarzany w każdej ze strof, rozjaśniany jest innym refrenem: „Jestem Twoim dzieckiem”. Wiersz ten jest zatem swego rodzaju maryjnym dopełnieniem Rękopisów i posługując się nim możemy spróbować przedstawić miejsce Maryi w życiu Teresy i w jej duchowym nauczaniu.


Chodzi tu o prawdziwą doktrynę maryjną, bardzo aktualną, gdyż pozostającą w linii nauczania Soboru Watykańskiego II (Lumen Gentium, rozdz. VIII), papieża Pawła VI (Marialis Cultus) i Jana Pawła II (Redemptoris Mater). Głęboko zakorzenione w duchowości maryjnej Karmelu, nauczanie Teresy pozostaje również w harmonii z nauczaniem innych świętych, w szczególności świętego Franciszka, świętej Klary i świętego Ludwika Marii Grignion de Montfort. Pośrodku jest zawsze Jezus, a obok Niego, jako Jego Matka, Maryja. To najważniejszy tytuł Maryi, twierdzi Teresa: „Jest bardziej Matką niż Królową” (DE 21.8.3).

To doktryna oparta na Ewangelii, kładąca nacisk na małość, ubóstwo i prostotę Maryi; nade wszystko jednak, to doktryna zwrócona w pełni ku świętości, ku macierzyńskiej miłości Maryi, jaką jest prowadzenie wszystkich Jej dzieci „na szczyt góry Miłości”.

Zauważmy też równowagę tego nauczania, które unika starannie dwóch przeciwstawnych postaw, potępionych przez Sobór zalecający teologom i kaznodziejom, by powstrzymali się „od wszelkiej fałszywej przesady jak i od wszelkiej nadmiernej ciasnoty umysłu” w tym, co dotyczy Maryi (LG 67).

Małość i ubóstwo

Kaznodzieje czasów Teresy, według osobistego świadectwa matki Agnieszki, wpadali najczęściej w pierwszą skrajność, to jest „fałszywą przesadę”: „Mówiła mi, że żadne z kazań, które słyszała o Najświętszej Pannie nie wzruszyło jej. (…) Jakże kapłani ukazują Ją nam niedostępną. Dobrze jest mówić o Jej przywilejach, ale trzeba przede wszystkim, byśmy mogli Ją naśladować. Maryi milsze jest naśladowanie aniżeli podziw; Jej życie było takie proste! Jakkolwiek piękne nie byłoby kazanie, jeżeli od początku do korca zmuszeni jesteśmy wydawać okrzyki podziwu: Ach!… Ach!, szybko będziemy mieli tego dosyć. /…! Jakże lubię Jej nucić: Wąską ścieżkę do Nieba wszystkim ukazałaś / Praktykując zawsze najpokorniejsze cnoty” (DE 23.8.9).

Cytując dwa wersy swej poezji, Teresa sprzeciwia się zdecydowanie kazaniom „triumfalistycznym”, ukazującym jedynie wielkość i przywileje Maryi i opierających się najczęściej na ewangelicznych apokryfach, przepełnionych cudownością i nadzwyczajnością. Skrajnościom tym Teresa przeciwstawia się odpowiadając Ewangelią, która ukazuje nam, przeciwnie, Maryję w całej Jej prostocie, zwyczajności, bliską nam i możliwą do naśladowania. Odnajduje tym samym największy, zapomniany przez kaznodziejów, przywilej: przywilej ubóstwa i małości, tak charakterystyczny dla ziemskiego życia Jezusa i Maryi. Jej odkrycie zbiega się w tym punkcie z odkryciem świętego Franciszka z Asyżu, o którym święty pisze w swej ostatniej woli do świętej Klary: „Ja, mały brat Franciszek, chcę iść drogą życia i ubóstwa naszego Pana Jezusa Chrystusa i Jego świętej Matki”. Dla małej świętej jak i dla Poverello, słowa „małość”, „ubóstwo”, wyrażają w istocie tę samą rzeczywistość: to serce Ewangelii, miejsce spotkania i najintymniejszej komunii z Jezusem i Maryją.

Podczas gdy kaznodzieje, ukazując jedynie „najwyższą chwalę” Maryi, czynili Ją daleką i niemożliwą do naśladowania, Teresa odkrywa Ją w Ewangelii bliską nam w swej małości i ubóstwie: „Rozmyślając nad życiem Twym w świętej Ewangelii, / Ośmielam się na Ciebie spojrzeć i zbliżyć się do Ciebie. / Uważać się za Twe dziecko nie jest mi trudną sprawą, / Gdyż widzę Cię śmiertelną i, jak ja, cierpiącą.” (P 54/2)

Teresa raz jeszcze przeczyta wszystkie fragmenty Ewangelii, w których obecna jest Maryja, przyjmując za klucz swej lektury akt Miłości „kocham Cię”. Takim sposobem, Duch Święty daje jej zamieszkać w Ewangelii, włączając ją natychmiast we wszystkie objawione tam Tajemnice: od tajemnicy Wcielenia do tajemnicy Krzyża. To są właśnie tajemnice Ubóstwa, w których, według wyrażenia świętej Klary, „uboga Panna obejmuje ubogiego Chrystusa”, „kochając Go pełnią swej Miłości”.

Z tego punktu widzenia Miłości, Teresa odnajduje prawdziwe znaczenie sentencji: „numquam satis de Maria”, „nigdy za dużo, jeśli chodzi o Maryję”. Daje temu cudowny wyraz kiedy, w czasie nowicjatu, pisze do swej kuzynki, Marii Guérin, zawsze pełnej skrupułów: „Nie obawiaj się zbytnio kochać Najświętszą Pannę, nigdy nie będziesz kochać Jej dosyć; i Jezus będzie zadowolony, bo Najświętsza Panna jest Jego Matką” (L 92). Dokładnie takiej odpowiedzi udzielał święty Ludwik Maria „pełnym skrupułów pobożnym ludziom”, którzy bali się narazić Jezusowi kochając zbyt mocno Maryję: nigdy nie kocha się zbytnio Maryi, gdyż w Niej i wraz z Nią kochamy zawsze Jezusa. Takie jest właśnie znaczenie owego „nigdy dosyć”: chodzi o Miłość, a nie o wymyślanie nowych przywilejów.

Symbole macierzyńskiej miłości Maryi

Po przeczytaniu ostatniego fragmentu ukazującego Maryję pod Krzyżem Jezusa, Teresa kończy swój wiersz mówiąc: „Wkrótce w Bożych niebiosach będę Cię widziała, / Gdzie pieśń świętych o Tobie napełnia przestrzenie, / W ranku życia mojego, Tyś mi uśmiech dała; / Uśmiechnij się znów, oto już wieczoru cienie!… / Nie trwożę się Twych blasków po ziemskiej ciemności, / Jam cierpienia dzieliła Twe i ciężkie znoje… / Teraz u stóp Twych pragnę śpiewać hymn radości: / Czemu kocham Cię Matko? – bom ja dziecię Twoje!” (P 54/25) / Wiersze te napisane zostały w maju 1897 roku. Kilka dni później, na pierwszych stronach Rękopisu C, Teresa opowie o swej straszliwej próbie wiary, która rozpoczęła się rok wcześniej, i której przedmiotem jest istnienie Nieba. Mówiąc o swej poezji, stwierdzi: „Kiedy opiewam szczęście Nieba (…), opiewam to, w co chcę wierzyć” (C 7v). To heroiczne potwierdzenie istnienia Nieba. Teresa mówi, że w chwale Nieba pozostanie na zawsze dzieckiem Maryi, śpiewając na Jej kolanach, przez całą wieczność „kocham Cię”. W tym samym czasie, daje swego rodzaju streszczenie swego życia na ziemi, od początku do końca ogarniętego macierzyńskim uśmiechem Maryi. Dla Teresy Maryja jest przede wszystkim Panną Uśmiechu, a jej własny uśmiech, który miał opromienić cały świat, jest jednym z najpiękniejszych odblasków uśmiechu Maryi.

W Rękopisie A, karmelitanka opowiedziała o tym „uśmiechu” Maryi „w ranku swojego życia”. Głęboko zraniona w dzieciństwie przez śmierć swojej matki, później przez utratę swojej drugiej matki, siostry Pauliny, która opuściła ją wstępując do Karmelu, Teresa została uzdrowiona przez macierzyński uśmiech Maryi; to uzdrowienie, które stanie się ostateczne dzięki „lasce Bożego Narodzenia” i znajdzie swe ostateczne potwierdzenie w kościele Matki Bożej Zwycięskiej, w Paryżu: „Najświętsza Panna dała mi przeświadczenie, że to naprawdę Ona uśmiechnęła się do mnie. Zrozumiałam, że czuwa nade mną, że jestem Jej dzieckiem, pojęłam też, że nie mogę Jej dać nic więcej ponad to, by nazywać Ją Mamusią, które to imię wydawało mi się tkliwsze niż imię Matka… Z jakąż żarliwością prosiłam Ją, by mnie nieustannie strzegła i wkrótce ziściła moje marzenie o ukryciu się w cieniu Jej dziewiczego płaszcza!… Ach! to było jedno z mych pierwszych marzeń dziecięcych… Kiedy urosłam, zrozumiałam, że w Karmelu znajdę naprawdę płaszcz Najświętszej Dziewicy, toteż ku tej urodzajnej Górze zwracały się wszystkie moje pragnienia… Błagałam również Matkę Bożą Zwycięską, by oddzielili ode mnie wszystko, co mogłoby rzucić cień na moją czystość…” (A 56v -57r).

W ten właśnie sposób, bez żadnych nadzwyczajnych oznak, Teresa doświadcza w najgłębszy sposób macierzyńskiej miłości Maryi i odpowiada na nią całą swoją dziecięcą miłością. Ta miłość, która woli „Mamusię” od „Matki” nie jest w żadnym wypadku sentymentalizmem czy infantylizmem. Podobnie zresztą, kiedy Teresa nazwie Boga „Tatusiem”, odnajdzie spontanicznie całą silę zwrotu Jezusa „Abba”.

Aby wyrazić tę więź pomiędzy dzieckiem i jego Matką, Teresa odwoła się do symbolu płaszcza i welonu Maryi. Wstępuje do Karmelu, by skryć się w cieniu dziewiczego płaszcza Maryi. Będzie przeżywać to w sposób szczególnie intensywny w czasie nowicjatu: „Byłam całkiem ukryta pod zasłoną Matki Najświętszej” (DE 11.7.2). Niedługo potem, radzić będzie Celinie, by w pełni powierzyła się Maryi: „Ukryj się dobrze w cieniu Jej dziewiczego płaszcza, aby Cię uświęciła pełnią dziewictwa!…” (L 105).

Najściślejsze zjednoczenie z Jezusem

Dla Teresy, to ukryte pod płaszczem Maryi życie jest miejscem najściślejszego zjednoczenia z Jezusem, w prostocie codziennego życia. Mówi o tym w jednej ze swoich pierwszych poezji: „Matko Niepokalana, o Gwiazdo srebrzysta, / Spłyń o Promienna z Sercem Jezusa słodkiego, / Płaszczem Twojej opieki najczulszej, Przeczysta / Otul mnie, dnia dzisiejszego!” (P 5/11). / W tym samym znaczeniu, w innej poezji. Maryja sama zwraca się do Celiny: „Ja cię swym płaszczem osłonię, / Pod którym Jezus przebywa… / Lecz, abyś mogła się chronić / Gdzie Jezus, za Mą zasłoną, / Musisz pozostać małą…” (P 13/5,7). / Jak Matka, Maryja daje nam Jezusa i daje nas Jezusowi. Raz jeszcze, nauczanie Teresy spotyka się z nauczaniem świętego Ludwika Marii, by ukazać, jak Maryja zawsze odnoszona jest do Jezusa. Ona nigdy nie zatrzymuje swych dzieci dla siebie, lecz „jednoczy je z Nim bardzo ścisłym węzłem” (Traktat o Prawdziwym Nabożeństwie, nr 211).

Od profesji do Aktu Ofiarowania się

W takim właśnie maryjnym klimacie, 8 września 1890 roku, w święto Narodzenia Najświętszej Panny, Teresa przeżywa swoją zakonną profesję. Opowiedziawszy, jak Maryja pomogła jej w przygotowaniu „ślubnej sukni” na uroczysty dzień zaślubin, Teresa wykrzykuje: „Narodzenie Maryi! Jakież to piękne święto na to, by stać się w nim oblubienicą Jezusa… W tym dniu, mała Najświętsza Dziewica ofiarowała małemu Jezusowi swój mały kwiatek…” (A 77r).

Słowa Teresy z dziecinną prostotą wyrażają najistotniejszy aspekt jej duchowości, jakim jest ewangeliczna małość. Powtarzając i podkreślając trzy razy słowo „mały”, Teresa ukazuje jak jej własna małość spowita jest małością Jezusa i Maryi. To „mata” Maryja ofiaruje ją Jezusowi, by stała się Jego oblubienicą. Z Maryją Teresa może rzeczywiście poślubić małość Jezusa, jak Franciszek i Klara poślubili Jego ubóstwo uczestnicząc w Jego uniżeniu, od Wcielenia aż do Krzyża. Z Maryją, wszyscy ci święci weszli w bulwersującą Tajemnicę ubóstwa i maleńkości Boga. Teresa kontempluje Jezusa jako „Boga, który stał się dla nas tak maleńkim” (L 266). Podobnie, święta Klara rozpoznawała w Nim „Miłość tego Boga, który ubogi położony został w stajence, ubogi żył na tym świecie i nagi pozostał na Krzyżu”.

Tak właśnie ta, która nosi imię Teresy od Dzieciątka Jezus od Najświętszego Oblicza, uczestniczyć będzie coraz głębiej w tej Miłości, której „właściwością jest pochylać się” (por. A 2v), od ubóstwa Wcielenia aż do całkowitego ogołocenia na Krzyżu. Ukryta pod płaszczem Maryi, Teresa wchodzić będzie coraz bardziej w Tajemnicę małości i ubóstwa Jezusa. Odkrywanie ewangelicznej małości ma bowiem charakter stopniowy.

Po profesji, w listach do swej siostry Celiny, młoda karmelitanka odsłania przede wszystkim swe serce oblubienicy, ów fundamentalny, oblubieńczy wymiar swej miłości do Jezusa. W tym świetle, małość utożsamia się praktycznie z czystością. Znajdujemy tego najpiękniejszy wyraz w liście z 25 kwietnia 1893 roku. Poprzez symbol małego polnego kwiatka, wyobrażającego Jezusa w Jego ziemskim życiu, i poprzez symbol kropli rosy oznaczający Jego oblubienicę w tymże ziemskim życiu, Teresa ukazuje, jak małość okazuje się niezbędnym miejscem tego dziewiczego zjednoczenia oblubienicy ze swym Oblubieńcem. Aby należeć do Niego, i tylko do Niego, „trzeba być małą, małą jak kropla rosy” (L 141). To właśnie dziewictwo serca, jak również niepodzielna miłość, prowadzi Teresę do zaślubienia małości Jezusa poprzez całkowite i wyłączne oddanie się Jemu, jak ta kropelka rosy, która sama tylko może odpowiedzieć na Jego pragnienie miłości.

Przy Maryi, Teresa uczy się „Żyć miłością”; kontemplując Ją, stworzy najdoskonalszą definicję Miłości: „Kochać to oddać wszystko i oddać samą siebie” (P 54/22). I dokładnie w tej dynamice całkowitego daru, Maryja obecna jest w sercu Aktu Ofiarowania się Miłosiernej Miłości, 9 czerwca 1895 roku. Teresa ofiaruje się wówczas Miłości Jezusa, której trynitarną rzeczywistość właśnie odkryła: „Dziewiątego czerwca tego roku, w uroczystość Trójcy Przenajświętszej, otrzymałam łaskę lepszego niż kiedykolwiek zrozumienia, jak bardzo Jezus pragnie być kochany…” (A 84r). Oddając się bez reszty jako „całopalna ofiara” Ogniowi jego Miłości, jakim jest Duch Święty, składa swoją ofiarę w ręce Maryi (Pri 6). Teresa bliska jest tu szczególnie nauczania świętego Ludwika Marii de Montfort, który nawoływał ubogich i małych, by w pełni przeżywali laskę swego chrztu oddając się całkowicie Jezusowi poprzez ręce Maryi. Symbol „niewolnictwa Miłości”, jakiego używa, ma w istocie to samo znaczenie, co terezjański symbol „całopalnej ofiary Miłości”, gdyż oznacza taki sam radykalizm miłości pojęty jako całkowity dar siebie.

Współuczestnictwo w Tajemnicy Wcielenia

Oddając się całkowicie Jezusowi, Teresa otrzymuje równocześnie Jezusa, który cały jej się oddaje w nieskończonej wielkości Swej Miłości, jaką symbolizuje ocean. Teresa pisze do swej przełożonej: „Ty, Droga Matko, która pozwoliłaś mi ofiarować się w ten sposób Dobremu Bogu, wiesz, jakie strumienie, a raczej oceany łaski zalały moją duszę…” (A 84r). Teresa, jak Maryja, „może pomieścić w sobie Jezusa, Ocean Miłości” (P 54/3).

Ewangeliczna małość przybiera zatem macierzyński, typowo kobiecy charakter. W taki właśnie sposób święta Klara wzywała Agnieszkę z Pragi, by „złączyła się z najsłodszą Matką”, która nosiła w swoim łonie „Tego, którego nie mogły pomieścić Niebiosa”, by uczestniczyła w Jej macierzyństwie: „Podobnie jak chwalebna Panna nad pannami nosiła go w sposób materialny, tak i ty, idąc w Jej ślady, pokory zwłaszcza i ubóstwa, możesz zawsze, bez najmniejszej wątpliwości, nosić Go duchowo w ciele czystym i dziewiczym, ogarniając Tego, przez którego ty i wszelkie rzeczy ogarnięci jesteście”.

Teresa mówi to w jednej ze swych maryjnych poezji, kontemplując tę samą Tajemnicę Maryi noszącej Jezusa w swym macierzyńskim łonie. Jest nie tylko dzieckiem Maryi, lecz, głębiej jeszcze, jest matką wraz z Maryją, dzieląc jej macierzyńską zażyłość z Dzieciątkiem, które w sobie nosi. Jak Franciszek i Klara, Teresa zwraca się ku Eucharystii: „Ty wiesz, Maryjo, że mimo mojej maleńkości, / Jak Ty w sercu posiadam Wszechmocnego Pana, / Lecz nie wzbudzają we mnie lęku ułomności, / Skarb Matki to skarb dziecka, Matko Ukochana! / Jam dzieckiem kochającym mocą duszy całej, / Czyż Twa miłość i cnoty nie są także moje? / Gdy do serca wstępuje mój Pan w Hostii białej, / Niech w mym sercu znajduje, Matko, Serce Twoje!” (P 54/5).

Jednym z najgłębszych pragnień Teresy było zachować w sobie obecność Jezusa. O to właśnie prosi Jezusa w swoim Akcie Ofiarowania się: „Pozostań we mnie jak w tabernakulum” (Pri 6). W ten sam zresztą sposób prosiła, by mogła być, jak Maryja, „tabernakulum, zasłaniającym boską piękność Pana” (P 54/8). W małości swojej Maryja nosiła Jezusa, w ubóstwie porodziła Go w Betlejem. W tym właśnie Teresa kontempluje całą wielkość Maryi, jej wielkość Bożej Matki przy swoim Dziecięciu: „W każdym domu brak miejsca dla biedaków świętych, / Nikt Wam, Przeczysta Matko, nie chce drzwi otworzyć. / Możni miejsca zajęli! Zaledwie w stajence / Dano Dziewiczej Matce wydać Stwórcę nieba. / O Maryjo, kocham Cię w tej Twojej udręce, / Jakżeś jest wielka w miejscu tak ubogim! (…) / Gdy słyszę, ,jak cichutko Słowo Boże kwili, / Kiedy widzę, jak Stwórca w pieluszki spowity… / Maryjo, nic zazdroszczę aniołom w tej chwili / Ich Bóg jest moim Bratem, to rozkoszy szczyty! / Kocham Cię, boś, Najświętsza, u ziemskich wybrzeży / Kwiat niebiański z Bożego tchnienia rozwinęła (…)” (P 54/9-10).

Dla Teresy, jak i dla Franciszka, Tajemnica Żłóbka jest zawsze bardzo obecna: w niej przejawia się zjednoczenie Maryi z Jej Dzieckiem, przykład naszego zjednoczenia z Nim w Eucharystii, w której jest „jeszcze mniejszy niż w stajence” (RP 2, 5r). W tym świetle, Teresa pisała do Celiny: „Trzeba, abyśmy w tym roku dały wielu księży, którzy potrafią kochać Jezusa!… którzy Go będą dotykać z tą samą delikatnością, z jaką Maryja dotykała Go w kołysce” (L 101). Właśnie o to prosi Maryję dla przyszłego kapłana, seminarzysty Maurice’a Bellière, swego pierwszego duchowego brata: „Racz nauczyć go, z jaką miłością dotykałaś Boskiego Dzieciątka Jezus i owijałaś Go w pieluszki, aby mógł kiedyś przystąpić do świętego Ołtarza i unieść w swoich rękach Króla Niebios. Proszę jeszcze, byś zachowała go w cieniu Twojego dziewiczego płaszcza” (Pri 8).

Pielgrzymka wiary przeżywana z Maryją

Ta, jakże intymna relacja, pomiędzy Maryją i Jej Dzieciątkiem, przeżywana była w wierze. Teresa kładzie na to szczególny nacisk, jak to robił już zresztą święty Ludwik Maria. Za Soborem Watykańskim II, papież Jan Paweł II rozwinął szeroko ten aspekt „pielgrzymki wiary Maryi”: „Błogosławionaś, która uwierzyła” (Redemaptoris Mater, nr 12-20). Jezus był jednocześnie Jej Dzieckiem i Jej Bogiem, owocem Jej żywota, lecz i Jej Stwórcą i Zbawicielem. Tym sposobem, relacja pomiędzy Maryją i Jezusem, staje się nierozłącznie relacją pomiędzy Matką i Jej Bogiem i relacją pomiędzy wierzącym i jego Bogiem. Podczas gdy kaznodzieje, opierając się na apokryfach, napełniali życie Maryi nadzwyczajnymi laskami, Teresa, wprost przeciwnie, ukazuje, na podstawie Ewangelii duchowe ubóstwo Maryi, twierdząc, że „żyła wiarą, tak jak i my” (DE 21.8.3). Dla niej także wiara była ciemną i, czasami, bolesną, wystawianą na próbę przez samego Jezusa. Teresa dostrzega to w ewangelicznym epizodzie odnalezienia Jezusa w świątyni: „O Matko, Syn Twój pragnął, byś była przykładem, / Niech dusza, w nocy wiary, też Jezusa szuka” (P 54/15). Taki jest, dla Teresy, klimat życia duchowego Maryi w Nazarecie: „W Nazarecie, Przeczysta, pełna Bożej łaski, / W pracy i biedzie żyłaś pośród swej rodziny, / Nie zdobiły zachwyty, wniesienia, blaski / Dni Twoich szarych, Matko Królewskiej Dzieciny. / Biedakom, których mnóstwo na ziemskim padole, / Otuchę niosło Twoje oblicze anielskie, / Znosiłaś w ziemskim trudzie, wspólną z nimi dolę, / By wskazać im wieczyste wybrzeża niebieskie” (P 54/17).

Ta strofa jest szczególnie ważna, gdyż odsłania maryjny charakter małej drogi. Teresa odkrywa tajemnicę ubóstwa Maryi jako duchowe ubóstwo wiary ogołoconej ze wszelkich łask nadzwyczajnych.

Z Maryją u stóp Krzyża

Ubóstwo to sięga szczytu w całkowitym ogołoceniu Krzyża. Tam właśnie Teresa spotyka Maryję, czytając ostatni tekst Ewangelii, w którym Maryja towarzyszy Jezusowi: „Ty mi się jawisz na Kalwarii szczycie, / U stóp Krzyża, jak kapłan, gdy ofiarę składa” (P 54123).

Jak Matka, uczestniczy w niepowtarzalny sposób w zbawczym cierpieniu Syna. Jak Abraham, zgadza się na ofiarę z jedynego Syna; a Syn rozciąga wówczas Jej macierzyństwo na ludzi odkupionych Jego Krwią.

Teresa bardzo głęboko wchodzi w tę tajemnicę, uczestnicząc w macierzyństwie Maryi u stóp Krzyża. Doświadczyła jej po raz pierwszy przed swym wstąpieniem do Karmelu. Patrząc na obrazek Jezusa Ukrzyżowanego, kontemplując Jego przelaną Krew, podjęła jedną z najważniejszych w swoim życiu decyzji: „Postanowiłam trwać w duchu u stóp Krzyża i przyjmować tę Boską rosę, która z Niego spływa, z tym przeświadczeniem, że mam ją potem wylewać na dusze” (A 45v). Ta decyzja jest początkiem jej duchowego macierzyństwa; otrzymuje zbawienie tego, którego nazywa swoim „pierwszym dzieckiem” (A 46v): zbrodniarza Pranziniego, skazanego na śmierć przez ścięcie gilotyną.

W kobiecym sercu Teresy, które sama często porównuje do liry, ta „struna” macierzyńskiej miłości jest najważniejszą; współgra ze struną miłości oblubieńczej: „Być Twą oblubienicą, o Jezu (…), być przez zjednoczenie z Tobą matką dusz” (B 2v). To dla Teresy dwa najpiękniejsze aspekty owego „skarbu” miłości, jakim jest dziewictwo: być oblubienicą i być matką. Jej dziewictwo staje się płodne poprzez uczestnictwo w Krwi Jezusa, przelanej w Jego Męce. Kontemplując tę „rosę Miłości” w Jego agonii, Teresa mówi Jezusowi: „Dziewictwa źródłem, gdy schodzi / Krew Twa ze łzami na ziemię, / Orszak dziewiczych serc rodzi, / I ludzkie uświęca plemię… / Jam lilią jedną z nich, Boża Tajemnico, / I matką dusz – bo Twoją jam oblubienicą!” (P 24/22).

Uderza zwłaszcza piękno i siła afirmacji: „Jestem dziewicą… jestem matką”. Jak Maryja, Teresa jest jednocześnie dziewicą, oblubienicą i matką, a jej macierzyństwo znajduje swój pełny wyraz, całą swoją płodność w najściślejszym zjednoczeniu z Jezusem Ukrzyżowanym. Dla Teresy, jak i dla Maryi, owo współuczestniczenie w unicestwieniu Jezusa, w Jego całkowitym ogołoceniu na Krzyżu, charakteryzuje się niezwykle głębokim doświadczeniem wiary, które papież Jan Paweł II nie zawahał się nazwać „kenozą Wiary” (Redemptoris Mater, nr 18). Nie chodzi, oczywiście, o utratę wiary, lecz, wprost przeciwnie, o najbardziej heroiczną marę, która nie przestaje trwać w najbardziej skrajnym ogołoceniu, w najgłębszej ciemności, podtrzymywana przez Miłość i Nadziei.

W istocie, Męka Teresy, która rozpoczyna się w czasie świąt Wielkanocnych 1896 roku, charakteryzuje się niezwykle bolesnym „doświadczeniem wiary”. Wtedy właśnie Teresa uczestniczy w najgłębszym ubóstwie duchowym Maryi, oraz w Jej uniwersalnym macierzyństwie. Duchowe macierzyństwo Teresy rozciąga się teraz na wszystkich ludzi: staje się ona w pełni misjonarką, „adoptując” w szczególny sposób ateistów współczesnego jej świata. Wstawia się za nimi z ogromnym zaufaniem, modli o ich zbawienie.

Miłość macierzyńska Teresy jest wówczas przeżywana w bolesnej wierze i bezgranicznej nadziei, nie tylko dla siebie samej lecz i dla innych, dla wszystkich. Jak współczesny jej poeta, Charles Péguy, Teresa odkrywa Maryję w piękności Jej macierzyńskiej nadziei: nadziei Matki na zbawienie wszystkich Jej dzieci.

Maryja jest największą dlatego, że pozostaje najmniejszą

W kontemplacji Teresy, Maryja jawi się bardzo prostą w swej wierze i nadziei. Jest „cała Matką”, będąc „cała Nadzieją”, a to przede wszystkim dlatego, że jest mała, że jest „cała małością”, na zawsze „pełna łaski”.

Teresa mówi zatem o Maryi, nie nazywając Jej po imieniu, kiedy zwraca się, na końcu Rękopisu B, do Jezusa: „Czuję, że gdybyś co niepodobna – znalazł duszę słabszą i mniejszą niż moja, z radością obsypałbyś ją jeszcze większymi laskami, Gdyby tylko z całkowitą ufnością powierzyła się Twemu nieskończonemu Miłosierdziu” (B 5v).

Słowa te napisane zostały 8 IX 1896, w święto Narodzenia Najświętszej Panny, w łasce małości Tej, która stała się Matką Boga.

Dlaczego kocham Cię, Maryjo!

O Matko, niech pieśń moja dziś ku Tobie płynie.
Dlaczego z mej miłości przynoszę Ci dary,
Czemu w duszy, gdy myślę o Tobie jedynie,
Nie budzą lęku Twojej wielkości bezmiary.
Ach! Twej chwały, Mateńko, ni pojąć, ni mierzyć,
Ona blaskiem przewyższa świętych w zaobłoczu!
Że jestem Twoim dzieckiem, trudno mi uwierzyć…
Ja nie zdołam przed Tobą, Maryjo, podnieść oczu.

Jeżeli Stwórca świata dał cierpienia tyle
Swej Matce, że konała z bólu i goryczy,
To łaską dla nas cierpieć przez wygnania chwile,
A cierpienie z miłości jest szczytem słodyczy!
Wszystko, co dał mi Jezus, niech weźmie z powrotem,
Powiedz Mu, Przenajświętsza, niech mnie nie oszczędza.
Gdy się skryje, zaczekam, Ty wiesz dobrze o tym,
Do dnia, w którym się zetli życia mego przędza.

W Nazarecie, Przeczysta, pełna Bożej łaski,
W pracy i biedzie żyłaś pośród swej rodziny,
Nie zdobiły zachwyty, uniesienia, blaski
Dni Twoich szarych, Matko Królewskiej Dzieciny.
Biedakom, których mnóstwo na ziemskim padole,
Otuchę niosło Twoje oblicze anielskie,
Znosiłaś w ciężkim trudzie wspólną z nimi dolę,
By wskazać im wieczyste wybrzeża niebieskie.

Twą miłość równać można tylko z Jezusową,
Godzisz się na rozstanie, na Syna ofiarę,
By nam być wspomożeniem na ziemi, Królowo;
Kochać to dawać wszystko wraz z sobą bez miary!
Zbawiciel widział w Serca Twojego skarbnicy
I znal ogrom uczucia, miłości i troski,
Więc chciał, by w Tobie mieli ucieczkę grzesznicy,
Gdy po męce do nieba wróci On, Syn Boski!

Wkrótce w Bożych niebiosach będę Cię widziała,
Gdzie pieśń świętych o Tobie napełnia przestrzenie,
W ranku życia mojego Tyś mi uśmiech dała;
Uśmiechnij się znów, oto już wieczoru cienie!…
Jam cierpienia dzieliła Twe i ciężkie znoje…
Teraz u stóp Twych pragnę śpiewać hymn radości:
Czemu kocham Cię, Matko? – bom ja dziecię Twoje!

Teresa od Dzieciątka Jezus

Zobacz podobne wpisy