
2-3 grudnia | Peregrynacja relikwii na Słowacji [zapowiedź]
2025-12-02
Adwent 2025 | 3 grudnia
2025-12-03
„Gdybym była kapłanem, (...) uczyłabym się hebrajskiego i greki, aby móc czytać słowa Boga tak, jak On raczył je wyrazić w ludzkiej mowie” (Rady i wspomnienia, 9).
To poufne wyznanie, które siostra Celina usłyszała z ust Teresy, wprowadza nas w jej umiłowanie Słowa Bożego i w pragnienie zgłębiania go, chociaż musiała się obchodzić bez wielu narzędzi, jakie do swojej dyspozycji ma dzisiejszy czytelnik. Dla Teresy – jak jeszcze nas wtajemnicza Celina w jej sekrety – Pismo św. stanowi w Karmelu „jej największy skarb”. Często w swoich pismach cytuje je bardzo oryginalnie, co jest owocem lektury i medytacji, a nie faktu, że zasłyszała je u kaznodziejów. Często – w klimacie modlitwy – otwiera je na chybił trafił, aby szukać w nim odpowiedzi na powstające wątpliwości lub pytania. Czyni z niego podstawę swojej modlitwy i uprzywilejowany środek spotkania z Bogiem.
TERESA ODKRYWA PISMO ŚW.
Teresa stopniowo dochodzi do odkrycia Pisma św. jako uprzywilejowanego źródła życia duchowego. Przeszedłszy przez wiele lektur, które jej pomagają i ją formują, jak np. O naśladowaniu Chrystusa, jako pewny punkt oparcia w jej duchowym rozwoju, lub dzieła św. Jana od Krzyża, dochodzi do odkrycia, że tylko słowo Boże – w szczególny zaś sposób Ewangelia – może dostarczyć jej pokarmu, którego potrzebuje. W wieku mniej więcej 17–18 lat, będąc już w Karmelu, będzie ją szczególnie pasjonował i towarzyszył na drodze doskonałości św. Jan od Krzyża, wprowadzając ją równocześnie w rozważanie i rozumienie niektórych tekstów Biblii, zwłaszcza zaś Starego Testamentu. Pismo św. staje się jej jedynym pewnym punktem odniesienia oraz jedyną podstawową potrzebą: „Pomocą w modlitwie jest mi (...) przede wszystkim Ewangelia; ona zaspokaja wszystkie potrzeby mojej biednej, małej duszy. Odkrywam w niej coraz to nowe światła oraz jej sens ukryty i mistyczny” (A 83v). Ustawicznie jej szuka i czerpie z niej treści do modlitwy. Do tego stopnia zżywa się ze słowem Bożym, że także w rozmowach z siostrami często pojawiają się cytaty biblijne. Siostra Maria od Trójcy Świętej powie, że jej „rozmowy zdają się być komentarzami do Pisma św.” (por. Proces de l’Ordinaire, I, 462). Na pamięć zna różne teksty i zawsze nosi przy sobie egzemplarz czterech Ewangelii. W liście do o. Roullanda z lipca 1896 r. napisze, że z książeczką Ewangelii nie rozstaje się nigdy (por. List 173). A mimo to nie jest łatwo w epoce i środowisku, w jakich żyła Teresa, zbliżyć się i zgłębiać Pismo św. Dzisiaj możemy liczyć na całą serię przekładów, pomocy i publikacji, które pod koniec ubiegłego wieku nie istniały. Nawet w kaznodziejstwie i w życiu duchowym Pismo św. nie było prawdziwym centrum i osią, wokół której obracałoby się wszystko. Zatem umiłowanie i pasja Teresy do Biblii są czymś naprawdę nadzwyczajnym. Nie wynika z tego, że Teresa jako podlotek, zanim wstąpiła do Karmelu, bezpośrednio korzystała z Pisma św. Jakkolwiek rodzina Guerin posiadała przynajmniej dwa egzemplarze Biblii, jest czymś mało prawdopodobnym, by Teresa jako mała dziewczynka mogła z niej korzystać. Pierwsze zetknięcie się ze słowem Bożym, jakkolwiek sporadyczne, stało się możliwe na skutek lektury Année liturgique Dom Guerangera. Wtedy to wzrasta zażyłość z tekstami biblijnymi również dzięki różnym książkom budującym, które stanowią zestaw jej lektur w tym okresie: żywoty świętych, życiorysy Pana Jezusa, katechizmy, a nawet dziełko O naśladowaniu Chrystusa. W klasztorze – przynajmniej w przypadku młodszych sióstr – nie ma możliwości korzystać z Biblii bez pozwolenia przeoryszy. Drugi egzemplarz (w przekładzie Le Maistre’a de Sacy) jest do dyspozycji i Teresa rzeczywiście z niego korzysta, jak wynika z jej pism. Każda zaś mniszka ma do dyspozycji także Manuel Du Chretien, który – oprócz części stałych mszy św. i głównych godzin Oficjum Pańskiego – zawiera również Psałterz, Nowy Testament i O naśladowaniu Chrystusa.
Lepiej mówić do Boga, niż rozmawiać o Bogu, ponieważ do rozmów duchowych wplątuje się tak wiele miłości własnej.
Od września 1894 r. może liczyć na nowe źródło, jakkolwiek ograniczone. Otóż siostra Celina wstępując do Karmelu, przynosi ze sobą zeszycik, ręcznie zapisany, do którego, będąc jeszcze w domu rodzinnym, przepisała różne teksty ze Starego Testamentu. Jak sama zaświadcza, stawszy się w zakonie siostrą Genowefą, „święta Teresa od Dzieciątka Jezus z zapałem posługiwała się tym notesem i nie mogła się z nim rozstać, tak że siostra Maria od Eucharystii zaczęła przepisywać go dla siebie”. Również w życiu liturgicznym swojej wspólnoty młoda karmelitanka może obficie czerpać z bogactwa Słowa Bożego, a lektury osobiste i wspólnotowe przychodzą jej z pomocą na tej drodze. To właśnie w szczególny sposób św. Jan od Krzyża natchnie ją umiłowaniem do Pieśni nad pieśniami, do której pragnęłaby napisać komentarz.
TERESA UCZY CZYTAĆ BIBLIĘ
Pisząc do Celiny 7 lipca 1894 r., Teresa podkreśla słowa Jezusa: „Jeśli mnie kto miłuje, będzie zachowywał moje słowa, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać” (J 14:23). I dodaje komentarz: „Zachowywać słowa Jezusa, oto jedyny warunek naszego szczęścia, dowód miłości naszej dla Niego. Ale czymże jest to słowo? Zdaje mi się, że słowo Jezusa, to On sam, On Jezus, Słowo, Słowo Boże!” (List 144). Słowo Jezusa jest samym Jezusem: jest to klucz, by zrozumieć terezjańską lekturę Biblii. W zgodzie z tradycją patrystyczną Teresa na każdej stronicy szuka oblicza Chrystusa. Jej lektura słowa Bożego ma tylko jeden cel: ma ułatwiać spotkanie z Nim i nawiązywać osobowy z Nim kontakt. Napisze to jeszcze raz w ostatnich dniach życia, kiedy będzie kończyć trzeci, spośród czterech, zeszyt autobiograficzny: „Skoro Jezus wstąpił do nieba, mogę postępować za Nim tylko Jego śladami, a jakże świetlane są te ślady, jak wonne! Zaledwie skieruję spojrzenie na Ewangelię świętą, natychmiast oddycham wonią życia Jezusa i wiem, w którą biec stronę (...). Nie wysuwam się na pierwsze miejsce, ale pozostaję na ostatnim; zamiast występować naprzód z faryzeuszem, powtarzam z ufnością pokorną modlitwę celnika; nade wszystko jednak naśladuję zachowanie się Magdaleny. Jej zadziwiającą, a raczej pełną miłości śmiałość, która oczarowała Serce Jezusa, i mnie zachwyca” (C 36v). Uwaga skierowana na Ewangelię jest zatem poszukiwaniem Jezusa, spotkaniem z Nim, a Pismo św. jest rozważaniem, które sprawia, że to spotkanie jest możliwe. Dla Teresy jednak stosunek do słowa Bożego nie stanowi tylko pierwszego spotkania z Jezusem, odkrycia Go, raczej stanowi potwierdzenie tego faktu lub potwierdzenie tego, co przeżywa. W chwilach trudności, kryzysów, doświadczeń, tak samo jak i w chwilach wzrostu i nowych odkryć Biblia staje się dla niej punktem odniesienia, albowiem stanowi potwierdzenie tego, czego ją nauczył w skrytości Nauczyciel. Czytanie więc Biblii nie jest zaspokajaniem ciekawości, by poznać coś nowego w jej stosunku do Boga, lecz pozwala rozpoznać prawdę, którą już żyje lub której doświadcza. Często słowo Boże najpierw wychodzi jej na spotkanie, by nią pokierować, pocieszyć i utwierdzić. Spotkanie z Jezusem-Słowem Ojca pozwala jej mówić na temat do tego, co już przeżywa: „to prawda, tak jest, jestem pewna!”. Bóg już jej się objawił, mieszka w niej, a odwołanie się do słowa Bożego po prostu pozwala jej lepiej wsłuchiwać się w głos, który słyszy już w sobie. Nie ma rozłąki czy pęknięcia pomiędzy życiem modlitwy i medytacją słowa Bożego z jednej strony, a codziennym życiem z drugiej. Dzięki tej wewnętrznej Obecności wszystko sprowadza się do jedności: Teresa wie, że Królestwo Boże jest w niej (por. Łk 17:21) jako Obecność, która nią kieruje i ją oświeca. Wyznaje bowiem: „Odkrywam nieznane mi dotąd światła w tym samym momencie, kiedy ich potrzebuję, a dzieje się to najczęściej nie tyle podczas obfitych chwil modlitwy, co raczej wśród codziennych zajęć” (A 83v). W tym znaczeniu wewnętrznej Obecności Jezusa i Jego Ducha, który ją prowadzi do odkrywania i rozumienia Pisma św., odkrywania, które nie jest owocem zdobyczy i wysiłku ludzkiego, lecz jest darmo danym darem, objawionym maluczkim, darem, który rośnie, mimo iż nie zdajemy sobie z tego sprawy: „Zauważyłam niejednokrotnie – pisze – że Jezus (...) karmi mnie z chwili na chwilę i to pożywieniem zawsze nowym, a ja znajduję je w sobie, nie wiedząc skąd się tam wzięło” (A 76r). Jest to prawdziwa i właściwa „wiedza miłości”: rozumie Biblię, w miarę jak przeżywa i pozwala upodabniać się do Chrystusa. Zawsze chodzi o osobiste przeżywanie Pisma św.: ono jest słowem Bożym „dla niej”, na przeżywaną aktualnie chwilę, dostosowanym do problemów, którym musi stawić czoła. Stąd wydaje się przesadą drastyczny pod tym względem osąd Hansa Ursa von Balthasara, który określa lekturę terezjańską Pisma św. jako subiektywną: „Teresa z pasją czytała Pismo św., ucząc się jej częściowo nawet na pamięć; ale pozwalała oddziaływać na siebie prawie wyłącznie światłu swego życia i swojej osobistej misji. Jakkolwiek może się to wydawać zaskakujące, nie można powiedzieć, że Teresa doznawała prawdziwej kontemplacji Pisma Świętego. (...) W prawdziwej i właściwej kontemplacji słowo Boże powinno rozbrzmiewać takim, jakim ono jest, a nie tak, jak ja pragnąłbym je słyszeć lub jak sobie wyobrażam, że ono jest dla mnie” (Sorelle nello spirito, s. 77). Jeżeli jest prawdą, że Teresa nie ma do swojej dyspozycji odpowiednich narzędzi, by mogła pogłębiać znajomość Biblii, to równocześnie jest także prawdą i to, że jej kontakt ze słowem Bożym nie jest kontaktem człowieka, który słyszy to, co „pragnąłby usłyszeć”. Jest to raczej pokorne i ustawiczne pragnienie, by spotkać Chrystusa, wyczuwając, że to spotkanie wciągnie i przemieni całe jej życie. Na przykład wiersz Dlaczego kocham Cię, Maryjo (Pisma, t. II, s. 55), ułożony na kilka miesięcy przed śmiercią, świadczy, że jej sposób patrzenia na Najświętszą Dziewicę jest o wiele bardziej „obiektywny” i przystający do Ewangelii aniżeli spojrzenie tak wielu ówczesnych kaznodziejów, tak bardzo skłonnych do opiewania z przesadną retoryką przywilejów i szczególnych łask Matki Bożej, przystrajając Jej życie niepotrzebnymi i mdłymi szczegółami. Teresa zaś, opierając się na tekście biblijnym, jest zupełnie pochłonięta ubóstwem, prostotą, pielgrzymowaniem w wierze Maryi. Jakkolwiek w granicach osobistych i swojej epoki Teresa pozostaje nauczycielką duchowego odczytywania słowa Bożego.
PIEŚŃ NAD PIEŚNIAMI DROGĄ DO SPOTKANIA
Jeśli jest czymś naturalnym, że uwaga Teresy przeważnie kieruje się na teksty ewangeliczne, to waga podstawy biblijnej jej nauki i duchowości odznacza się bardziej stałym odwoływaniem się do Starego Testamentu. Spośród ksiąg starotestamentowych bardzo często cytuje Psałterz, który ma stale w rękach, dzięki modlitwie liturgicznej i dzięki książkom do rozmyślania. Natomiast czytelnik jest zaskoczony faktem, że drugą księgą Starego Testamentu, najczęściej cytowaną w pismach Teresy, jest Pieśń nad pieśniami. Cytaty nie odnoszą się po prostu do tego czy innego ustępu księgi, lecz są brane ze wszystkich rozdziałów, co stanowi znak oczywisty, że Teresa czytała i długo rozważała całą Pieśń. Pomagają jej w tym urywki przepisane do zeszytu Celiny, ale Teresa obficie już przedtem korzystała z Pieśni nad pieśniami, jak na to wskazują listy pisane przed wstą18 | Głos Karmelu 2 2020 pieniem Celiny do Karmelu. Terezjańskie odniesienia do Pieśni mogą dobrze zilustrować jej sposób podchodzenia do Pisma św. i czynienia z niego uprzywilejowanego środka do spotkania z Bogiem. Jako wierna uczennica św. Jana od Krzyża Święta z Lisieux przeżywa drogę modlitwy jako oblubieńcze spotkanie z Umiłowanym. Prawdopodobnie od hiszpańskiego mistyka czerpie zamiłowanie do Pieśni nad pieśniami jako wyrazu i źródła jej drogi do zjednoczenia. Cytaty z biblijnego poematu, rozsiane zwłaszcza po listach, są nastawione na opisanie zazdrosnej miłości Boga do swego stworzenia. Do siostry Leonii pisze w maju 1894 r.: „Szczęśliwa jesteś (...), że Jezus jest tak zazdrosny o twoje serce. Mówi do ciebie, jak do oblubienicy z Pieśni nad pieśniami: Zraniłaś serce moje, siostro moja, oblubienico moja, jednym okiem twoim i jednym włosem szyi twojej (Pnp 4:9)” (List 143). Dla duszy, która wkroczyła na drogę poszukiwania Umiłowanego, pobudzanej coraz większym pragnieniem spotkania Go, stale rozbrzmiewa Jego zaproszenie, jako wyraz miłości i coraz większego pragnienia: „Otwórz mi, siostro moja, przyjaciółko moja, boć głowa moja pełna jest rosy, a kędziory moje kropli nocnych”, pisze do Celiny (List 138), zapożyczając słów z Pnp 5:2. Umiłowanym jest Ten, który stoi u drzwi i ustawicznie prosi, by Mu otworzyła, niecierpliwa, by dzielić z Nim chwile zjednoczenia (por. Pnp 2:1013 i 8:1 w Liście 136). Droga do zjednoczenia nie jest pozbawiona trudności. I znowu Pieśń nad pieśniami odsłania przed Teresą tę rzeczywistość. Nieraz Oblubieniec ukrywa się przez dłuższy czas i nie daje słyszeć swego głosu ani zażywać swojej obecności. Komunikuje się z nią, tylko zaglądając „przez kraty”. Jest to wyrażenie, które Teresa zaczerpnęła z Pnp 2:9, żeby opisać swoją sytuację w liście do matki Agnieszki od Jezusa (List 207). Mówiąc o próbie oschłości, Święta jeszcze raz znajduje natchnienie w tekście Pieśni nad pieśniami, albowiem „wyraża doskonale stan duszy do tego stopnia pogrążonej w oschłości, że nic nie potrafi jej rozweselić ani pocieszyć: Zstąpiłam do ogrodu orzechowego, aby oglądać jabłka na dolinach i zobaczyć, czy zakwitła winnica i czy rozwinęły się jabłka granatu. Nie wiedziałam, gdzie jestem; dusza moja zatrwożyła się z powodu wozów Aminadaba (Pnp 6:10-11)”(List 144). W tym samym liście posługuje się jeszcze słowami Pnp 7:1 („Obróć się, obróć, Szulamitko, obróć się, obróć, niech się twym widokiem nacieszymy”), aby ukazać stan duszy, która pomimo doświadczania własnego ubóstwa czuje na sobie łaskawe i miłosierne wejrzenie Pana: „Jakież dziwne wezwanie naszego Oblubieńca! Jakże to! Nie miałyśmy odwagi nawet patrzeć na siebie, do tego stopnia uważałyśmy się za pozbawione blasku i ozdoby, a oto Jezus wzywa nas, przywołuje” (List 144). Pieśń nad pieśniami, podobnie jak całe Pismo Święte, jest więc dla Teresy drogą do spotkania z Bogiem. Słowo Boże czytane i rozważane powtarza tylko nieustannie tajemnicę przynależności zrodzonej z miłości Boga: „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu: tyś moim (...). Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję (...). Nie lękaj się, bo jestem z tobą” (lz 43:1.4.5). Dzięki temu Teresa może stosować do siebie i do własnego życia słowa proroka Ezechiela (Ez 16:8-13): „Przechodząc koło mnie Jezus spostrzegł, że nadszedł czas, by mnie umiłować. Zawarł ze mną przymierze i stałam się Jego. Rozciągnął na mnie swój płaszcz, obmył mnie w drogocennych wonnościach, przyodział mnie suknią haftowaną, dał mi naszyjniki i bezcenne ozdoby. Żywił mnie mąką najczystszą, miodem i oliwą w obfitości. Stałam się więc piękną w Jego oczach i uczynił mnie potężną królową!” (A 47r). Każde słowo prorockie rozbrzmiewa w niej, staje się ciałem w jej życiu, a końcowy komentarz Teresy pod tym względem jest nader wymowny: „Tak, Jezus to wszystko uczynił dla mnie; mogłabym zatrzymać się nad każdym słowem, które tu napisałam i udowodnić, że spełniło się na mnie” (tamże). Wyznaczona przez słowo Boże droga nie jest czymś czysto wewnętrznym i osobistym. Teresa jako młoda oblubienica z Pieśni nad pieśniami pociąga za sobą cały Kościół. Komentując werset: „Pociągnij mnie! Pobiegniemy” (Pnp 1:3), napisze: „O Panie, pojmuję, że skoro dusza da się zniewolić upajającą wonnością Twoich olejków, nie pobiegnie sama, ale pociągnie za sobą wszystkie dusze, które kocha; dzieje się to bez przymusu, bez wysiłku, jest naturalną konsekwencją jej dążenia do Ciebie” (C 34r).
Co do mnie, to nie znajduję już nic w żadnych książkach poza Ewangelią. Ta książka mi wystarcza. Słucham z zachwytem słów Jezusa, który mi mówi wszystko, co mam uczynić.
BIBLIJNE PODSTAWY „MAŁEJ DROGI”
Z lektury słowa Bożego Teresa czerpie sugestie i potrzebne potwierdzenia do swojej drogi duchowej, a sama „mała droga” jawi się jej jako nauka o posmaku głęboko biblijnym. Oczywiście, nie można mówić, że Święta z Lisieux wypracowała systematyczną naukę teologiczną, wychodząc ze studium Pisma Świętego, lecz jej pisma pozwalają domyślić się jej znajomości zdobytej na skutek stałego rozważania słowa Bożego. Wśród tematów, które Teresa przyswoiła sobie najbardziej, uważamy szczególnie pokorę-ubóstwo, miłosierdzie Boże i duchowość zawierzenia.
ŚWIADOMOŚĆ WŁASNEGO UBÓSTWA
Jednym z najczęściej powtarzających się w pismach Teresy tekstów biblijnych jest modlitwa uwielbienia Jezusa skierowana do Ojca: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je maluczkim. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie” (Łk 10:21). Teresa również czytała i rozważała słowa Pawła Apostoła z Listu do Koryntian: „Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga” (1 Kor 1:26-29). Podstawowym odkryciem, które prowadzi Teresę po jej drodze, jest właśnie ta świadomość własnego ubóstwa: nikt nie zbliża się do Boga o własnych siłach i o własnych zasługach, lecz akceptując i ofiarując Mu swoje nic. Teresa włącza się do owego orszaku anawim, czyli „ubogich Pana”, którzy stanowią wierną „resztę” w ciągu dziejów Izraela, a którzy osiągają swój szczyt w Maryi, Córce Syjonu, która wyśpiewuje i uznaje swoją nicość w obliczu Boga. „Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym – syn człowieczy, że się nim zajmujesz?” śpiewał autor Psalmu 8 (Ps 8:5), a Maryja uwielbia i wywyższa Pana za to, że „wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej” (Łk 1:48). Grecki termin tapeinosis, który my przekładamy na „pokorę”, oznacza właśnie „ubóstwo, krańcową biedę, niedostatek”. Stąd Maryja wobec Boga uznaje własną nicość: wszystko, co posiada, jest darem łaski, jest „pełna łaski” (Łk l:28). Duchowość terezjańska ścina u korzeni faryzejską pokusę wysuwania przed Bogiem własnych zasług i pogodnie przyjmuje to swoje ubóstwo. W lipcu 1890 r. Święta pisze do Marii Guerin: „Robisz na mnie wrażenie małej wieśniaczki, do której przychodzi potężny król, pragnąc pojąć ją za małżonkę, ona zaś nie śmie przyjąć go pod pretekstem, że nie jest dosyć bogata ani też nie zna się na dworskich zwyczajach, a nie zastanawia się, że przecież królewski jej narzeczony zna doskonale jej ubóstwo i jej słabość, lepiej nawet niż ona sama (...). Nie pragnij także ujrzeć owocu twoich wysiłków”. Przechodząc zaś do mówienia o sobie, dodaje: „Mylisz się (...), jeżeli sądzisz, że twoja Terenia zawsze gorliwie kroczy drogą cnoty. Ona jest słaba, i to bardzo słaba. Co dnia zbiera doświadczenia pod tym względem, ale, Maryniu, Jezusowi spodobało się nauczyć ją, aby tak jak św. Paweł chlubiła się ze swoich słabości (por. 2 Kor 12:5). Ta łaska jest bardzo wielka, toteż proszę Jezusa, by i tobie jej udzielił, w tym bowiem poczuciu naszej słabości zawarty jest pokój i spoczynek serca. Gdy się pozna i widzi swoją nędzę, przestaje się wpatrywać w siebie. Nie widzi się nic, tylko Umiłowanego!” (List 87).
Bardziej niż kiedykolwiek rozumiem, że najmniejsze wypadki naszego życia kierowane są przez Boga, On budzi nasze pragnienia i On także je spełnia.
DOŚWIADCZENIE MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
Poznanie własnego ubóstwa nie jest dla Teresy źródłem zniechęcenia, albowiem idzie ono równolegle z odkrywaniem miłości miłosiernej Boga. W procesie beatyfikacyjnym siostra Genowefa opowiada, że Teresa od Dzieciątka Jezus zgłębiała Pismo Święte, „żeby poznać charakter Boga” (PO 1, 275). I właśnie Bóg objawia się jej jako Miłość i Miłosierdzie. Cytując początek Psalmu 118, który wielbi Pana, „bo na wieki miłosierdzie Jego” (Ps 117 [118]:1 Wlg), Święta przyjmuje miłosierdzie jako podstawowy i właściwy przymiot Boga: „w jego świetle – pisze – kontempluję i adoruję pozostałe doskonałości Boże” (A 83v). W zgodzie ze Starym Testamentem rozumie, że sprawiedliwość Boga pokrywa się z Jego miłosierdziem: właśnie dlatego, że Bóg jest sprawiedliwy, zgodnie z wyrażeniami zawartymi w Psalmie 103, okazuje swoim dzieciom czułość i litość: „Wieńczy cię łaską i zmiłowaniem (...). Pan czyni dzieła sprawiedliwe, bierze w opiekę wszystkich uciśnionych (...). Miłosierny jest Pan i łaskawy, nie skory do gniewu i bardzo łagodny (...). Jak się lituje ojciec nad synami, tak Pan się lituje nad tymi, którzy się Go boją. Wie On, z czego jesteśmy utworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem” (Ps 103:4.6.8.13-14; por. List 203). Może przypominając sobie wyrażenia św. Pawła z chrystologicznego hymnu z listu do Filipian (2:6-11), Teresa przyjmuje dar tego miłosierdzia nade wszystko w Jezusie, posuwając się aż do przypisywania Synowi Bożemu „szaleństwa”, który z miłości wyrzeka się prerogatyw natury boskiej, a idzie na poszukiwanie zabłąkanej ludzkości (por. List 148). Wśród obrazów ze Starego Testamentu, które ją bardziej uderzają, znajdują się dwa szczególnie wymowne. Pierwszym jest obraz pasterza z Księgi Izajasza (Iz 40:11), który „jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie”. Drugim jest słowo pociechy (Iz 66:12-13): „Ich niemowlęta będą noszone na rękach i na kolanach będą pieszczone. Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę”. Komentując te teksty, Teresa pisze pełna zdumienia: „Po takich słowach trzeba zamilknąć i płakać tylko z wdzięczności i miłości” (B 11rv). Oprócz przypowieści o synu marnotrawnym ewangeliczny obraz miłosierdzia Bożego dla Teresy stanowi grzesznica, otrzymująca przebaczenie od Jezusa i okazująca Mu swoją wdzięczność i miłość gestami uczucia i czułości (por. Łk 7:36-50). Teresa ją naśladuje i czuje się jej bliska, albowiem „serce jej zrozumiało przepastne głębiny miłości i miłosierdzia Serca Jezusowego” (List 220). Doświadczenie miłosierdzia Bożego zawiera dla niej także wymiar darmowości. Wymowny jest fakt, że autobiograficzne rękopisy zaczynają się od cytatu o wyborze Dwunastu według opowiadania św. Marka: Jezus „wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego” (Mk 3:13). Teresa tak ten fakt komentuje: „Oto prawdziwa tajemnica mego powołania, całego mego życia, a przede wszystkim tajemnica uprzywilejowania mojej duszy przez Jezusa. On nie wzywa tych, którzy są tego godni, ale tych, których sam chce” (A 2r). Zgłębiając słowo Boże, Teresa odkrywa tajemnicę tego odwiecznego i wolnego planu Ojca, który „wybrał nas przed założeniem świata, (...) przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, (...) ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym” (Ef 1:4-6). Życie człowieka nie zależy od jego wysiłków czy od jego woli, ale od Boga i od Jego miłosiernej miłości: „Przecież On mówi do Mojżesza: wyświadczam łaskę, komu chcę, i miłosierdzie, nad kim się lituję. Wybranie więc nie zależy od tego, kto chce lub o nie się ubiega, ale od Boga, który okazuje miłosierdzie” (Rz 9:15-16). Teresa odkrywa i przenika tę rzeczywistość aż do uznania, że każda droga, po której Pan ją prowadził, była zawsze utkana z miłosierdzia (por. A 71r). Jeżeli nigdy nie popełniła grzechów śmiertelnych, zawdzięcza to tylko „niewypowiedzianej Opatrzności” Boga, który usuwając z jej drogi okazje do upadków, „odpuścił jej z góry, powstrzymując od upadku”. Teresa wie, że „zabezpieczyło ją przed tym wielkie miłosierdzie Dobrego Boga” (por. A 38v). Nie wiele, ale wszystko zostało jej odpuszczone. W konsekwencji więc będzie więcej miłować tego „Ojca, który zesłał swoje Słowo nie po to, by odkupić sprawiedliwych, ale grzeszników” (A 39r).
UFNOŚĆ, ZAWIERZENIE, NADZIEJA
Siostra Genowefa zaświadcza, jak bardzo Teresa była przywiązana do obrazu przedstawiającego dziecko siedzące na kolanach Jezusa i wyrywające się, by pocałować Jego oblicze. Jest to stała postawa Świętej: świadomość własnej małości i ubóstwa oraz doświadczenie Bożego miłosierdzia z konieczności łączą się w ufnym zawierzeniu dziecka, które czuje się bezpieczne w ramionach ojca lub matki: „Spodobało się Jezusowi wskazać mi jedyną drogę, która wiedzie w sam boski żar; tą drogą jest zaufanie małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach swego Ojca” (B 1r). Jakkolwiek Teresa nie posługuje się wyraźnym cytatem, to jednak przyswaja sobie pełne ufności wyrażenia Psalmu 131: „Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe. Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza” (Ps 131:1-2). Pisma Teresy opierają się na dwóch tekstach literatury mądrościowej. Pierwszy jest wzięty z Księgi Przysłów (9:4 Wlg): „Jeśli kto jest maluczki, niech przyjdzie do mnie”, a drugi z Księgi Mądrości (6:7 Wlg): „Mały otrzyma miłosierdzie”. Te teksty, razem z urywkami już cytowanymi z Księgi Izajasza (40:11; 66:1213), znajdowały się w zeszyciku Celiny, a Teresa miała je zawsze przy sobie. Na tych prostych cytatach została oparta cała nauka o drodze dziecięctwa duchowego. Nie chodzi tu więc o opracowaną teologię, opierającą się na najsłynniejszych tekstach ewangelicznych, które mówią o duchowym dziecięctwie (por. Mt 11:25-27; Mk 9:35-37; 10:13-16). Ponadto zdania wyjęte z Prz 9:4 i Mdr 6:7 są cytatami przypadkowymi. Teresa bowiem nie respektuje w nich ani sensu dosłownego, ani kontekstu, w jakim się one pojawiają, lecz uznaje w tych urywkach tylko to, że mówią one o małości jako o refleksie tego przeżycia, które dojrzewa dzięki życiu modlitwy. Pomimo to, jeżeli nawet to przywłaszczenie pewnych tekstów biblijnych wydaje się do pewnego stopnia zbyt śmiałe, należy przypomnieć, że Teresa przekłada na język sobie właściwy niektóre podstawowe twierdzenia teologiczne Nowego Testamentu. Kiedy 22 | Głos Karmelu 2 2020 św. Paweł mówi o przybraniu za synów, opisuje stan, jaki przysługuje chrześcijaninowi z czystego daru Bożego: „Gdy nadeszła pełnia czasu – pisze do Galatów – zesłał Bóg Syna swego zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4:4-5). Wewnętrzna obecność Ducha Świętego jest gwarancją i źródłem dynamizmu tego synowskiego życia: „Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej” (Ga 4:6-7). Teresa na co dzień żyje praktycznymi konsekwencjami tego stanu synowskiego. Pawłowy dynamizm chrześcijańskiej moralności (odkryj, czym jesteś, to jest synem Bożym z łaski; w konsekwencji żyj jak przystało na syna) znajduje w „małej drodze” swoje logiczne i konkretne zastosowanie. Odkrycie więc, że jest córką Bożą, prowadzi ją do poznania żywotnej zależności od Boga i do kroczenia drogą ufności i zawierzenia. Jest to zatem droga teologicznej nadziei. Jest ubóstwem w duchu, które dla Jezusa jest pierwszym spośród błogosławieństw (por. Mt 5:3). W tym samym kontekście kazania na górze Jezus wskazuje uczniom, że mają się modlić do Boga, nazywając Go „Ojcem” (por. Mt 6:9): Duch Święty, obecny w nas, coraz bardziej kształtuje nas jako dzieci Boże. Teresa wyznaje, że powolne i z zastanowieniem odmawianie „Ojcze nasz ”wprowadza ją w stan skupienia i pomaga karmić duszę. Poprzez modlitwę i zażyłość z Bogiem coraz bardziej jest kształtowana, jako córka, na wzór Syna Bożego, który żyje w niej (por. Ga 2:20). Mała, bo zaledwie jedenastoletnia, Teresa często powtarza te słowa św. Pawła, stosując je do siebie po raz pierwszy, kiedy przystępuje do Komunii św. (por. A 36r). Droga ufnego zawierzenia – uwieńczona aktem ofiarowania się Miłości Miłosiernej w czerwcu 1895 r. – jest najpewniejszym dowodem tego wszystkiego, co Teresa przeżywa jako córka Syna Bożego. Dla Teresy życie wiary, podobnie jak dla „ubogich” i „pokornych” z Pisma Świętego, polega po prostu na powierzeniu się Temu, który jest godzien zaufania. Zawierzyć oznacza uwierzyć do głębi w miłość Boga do nas oraz wierzyć, że tylko miłość może nas zbawić: „przeświadczeni, że człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa, by osiągnąć usprawiedliwienie z wiary w Chrystusa, a nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków (...). Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2:16.20). Kiedy młodej mniszce powierzono odpowiedzialność za nowicjuszki (obowiązek ten będzie jej towarzyszyć aż do śmierci), ona wprawdzie głęboko odczuwa jego ciężar, ale nie traci nadziei ani nie polega wyłącznie na własnych siłach. Po prostu, świadoma swoich ograniczeń, zawierza Bogu, wiedząc, że reszta będzie jej dodana (por. Mt 6:33). W ten sposób doświadcza faktu, że jest zamieszkana przez Obecność, która w niej działa i mówi; często bowiem spostrzega, że mówi słowa, które nie od niej pochodzą. Pewnego razu odgaduje głębokie cierpienie w sercu jednej z nowicjuszek: „Jej zdumienie było tak wielkie, że i mnie się udzieliło, i na chwilę ogarnął mnie lęk przed czymś nadprzyrodzonym. Byłam pewna, że nie mam daru czytania w duszach i dlatego tak się zdziwiłam, że moje powiedzenie okazało się słuszne. Doskonale czułam, że Dobry Bóg jest tuż blisko, że – nie zdając sobie z tego sprawy – powiedziałam jak dziecko słowa, które nie pochodziły ode mnie, ale od Niego” (C 26r).
Karmelitanka, która nie byłaby apostołem, oddaliłaby się od celu swego powołania i przestałaby być córką seraficznej św. Teresy, która pragnęła tysiąc razy oddać swoje życie dla zbawienia jednej duszy.
NOWE PRZYKAZANIE
Zanim skończymy, rzućmy jeszcze jedno spojrzenie na miłość bliźniego. Także i w tym wypadku Święta rozumie jego doniosłość i znaczenie, „rozważając słowa Jezusa” i Jego świadków (por. C 12r). Wśród tekstów biblijnych, ważnych dla Teresy, zasługują na szczególne miejsce dwunasty i trzynasty rozdział Pierwszego Listu do Koryntian. Apostoł Paweł pomaga jej odkryć w miłości istotę jej powołania i miejsce wewnątrz Kościoła. Cały Rękopis C można uważać za szczegółowy komentarz do zagadnienia miłości; nie za komentarz egzegetyczny do różnych urywków biblijnych przez nią cytowanych (Teresa nie miała ani takiego zamiaru, ani odpowiedniego przygotowania do tego), lecz jest próbą skonkretyzowania w ramach swojej wspólnoty zakonnej przykazania przedłożonego każdemu chrześcijaninowi. Uwagę Teresy przyciąga przykazanie Jezusa: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie”(J 13:34). Jej uwaga skupia się na tym tak bardzo nowym i zobowiązującym porównaniu: Jezus żąda od nas, abyśmy się miłowali jak On nas umiłował. Według Teresy na tym właśnie polega prawdziwa nowość przykazania. Oznacza, że Chrystus nie daje prawa zewnętrznego, lecz żąda od niej, by On sam mógł w niej miłować: „Jak powie dalej, mają miłować bliźniego nie tylko jak siebie samych, lecz miłować tak, jak On, Jezus ich kocha, jak miłować będzie aż do skończenia wieków. Ach, Panie, ja wiem, że Ty nie nakazujesz rzeczy niemożliwych ... Wiesz dobrze, że nigdy nie mogłabym kochać mych sióstr tak, jak Ty je kochasz, jeżeli Ty sam, o mój Jezu, nie będziesz ich kochał we mnie ... Chcąc mi udzielić tej łaski, dałeś przykazanie nowe. O, jakże jest mi ono drogie, ponieważ daje mi pewność, że chcesz kochać we mnie tych wszystkich, których rozkazałeś mi miłować” (C 12v). Prorok Jeremiasz przepowiedział nowe przymierze w tych oto słowach: „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu ... Wszyscy ... poznają Mnie ..., ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał” (Jr 31:33-34). Przymierze zaś nowe zostało zrealizowane w darze Ducha Świętego, ta obecność Boża w człowieku, która mu przebacza, czyni go dzieckiem Bożym i daje mu zdolność miłowania samą miłością Boga, albowiem „miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5:5). Teresa bez wyraźnych teologicznych pogłębień przenika naukę św. Pawła o usprawiedliwieniu, podkreślając w niej nie tylko aspekt negatywny przebaczenia i wyzwolenia, ale nade wszystko aspekt pozytywny: rozumie, że Bóg sam darmo daje człowiekowi to, czego żąda, aby spełniał poprzez to przykazanie. Największa miłość polega na oddaniu życia za swoich przyjaciół (por. J 15:13). Dla Teresy oznacza to, w konkrecie jej klasztornego doświadczenia, przełożenie pragnienia męczeństwa na codzienne życie, na walkę z każdą niedoskonałością, na znoszeniu innych, na okazywaniu im szacunku oraz na wzajemnym akceptowaniu siebie (por. C 12r). Miłość powinna stać się całkowitą dyspozycyjnością, otwarciem się bez różnicy na wszystkich, zdolnością do podejmowania inicjatywy i uczynienia pierwszego kroku. Nowe przykazanie jest zachętą do oddania własnego płaszcza (por. Łk 6:29): „Oddać płaszcz znaczy to (...) wyrzec się do ostatka swych praw, uważać się za sługę, za niewolnicę innych. Kiedy pozbędziemy się płaszcza, wtedy łatwiej jest iść, biec…” (C 16v). Spośród różnych ewangelicznych odcieni miłości Teresa jest szczególnie uczulona na wymiar darmowości: „Jeśli miłujecie tych tylko, którzy was miłują (...), jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią (...), jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? (...) Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (Łk 6:32-35). Ta właśnie darmowość jest wyróżniającym znakiem obecności miłości Bożej w nas, jest podstawową cechą charakterystyczną dzieci Bożych. Dlatego tę właśnie zachętę przedstawia logiczna konkluzja terezjańskiego doświadczenia: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6:36). To miłosierdzie, przez które Teresa czuje się spowita, zalana, zbawiona, staje się obecnością żywą, która ją przekształca, pobudza i ustawicznie posyła, aby była znakiem i świadectwem. Stan miłości według Teresy nie polega bowiem na tym, by być ukrytą, lecz jaśnieć: „Przede wszystkim jednak zrozumiałam, że miłość bliźniego nie powinna pozostawać zamknięta w głębi serca. Nikt – powiedział Jezus – nie zapala pochodni, by ją wsadzić pod korzec, ale stawiają na świeczniku, aby oświecała wszystkich, którzy są w domu (por. Mt 5:15). Zdaje mi się, że ta pochodnia wyobraża miłość bliźniego, która winna oświecać, rozweselać nie tylko moich najdroższych, ale wszystkich, którzy są w domu, nie wyłączając nikogo” (C 12r). Pod kierunkiem słowa Bożego spotkanie z żywym Chrystusem, który w niej miłuje, powołanie Teresy – tak samo jak i każdego chrześcijanina, a jeszcze bardziej każdego kontemplatyka – staje się w ten sposób powołaniem do świecenia, do bycia światłem. Mało ważne jest środowisko, w jakim żyjemy. Ważne jest, byśmy byli światłem! Jeżeli słowo Boże jest lampą dla naszych kroków, światłem na naszej drodze (por. Ps 119:105), jest nim w miarę, jak my sami pozwalamy się oświecać i rozgrzewać. Nie można przekazywać słowa Bożego w sposób zimny, obojętny, niepozwalający „poparzyć sobie rąk” tym darem, jak stwierdza jeden z bohaterów Bernanosa. Słowo Boże ma stać się, jak dla Jeremiasza, „ogniem gorejącym i zawartym w kościach” (por. Jr 20:9), wobec którego wyznaje prorok: „Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem” (tamże). Tak właśnie uczy Teresa podchodzić do słowa Bożego: nie powinno być ono przedmiotem studiów, lecz spotkaniem nawrócenia w miłości.






