Bóg obecny w stworzeniach
s. Immakulata Adamska OCD, Dziedzictwo ducha
Twierdza wewnętrzna ukazuje nam życie Boga w nas, nasze uczestnictwo w tajemnicy Chrystusa i łączność z Trójcą Przenajświętszą w Duchu Świętym. Własne doświadczenia wewnętrzne pozwoliły św. Teresie sprecyzować punkty orientacyjne etapów wchodzenia duszy ludzkiej w tajemnicę trynitarną, a charyzmat wysłowienia umożliwił danie im wyrazu.
Wiemy, jak św. Teresa przeżywała dramat „ukrywania się” Boga i radość z Jego obecności. W stanach mistycznych szczególnie dotkliwie odczuwała tajemnicę grzechu swojego i cudzego.
Jej Bóg jest Bogiem historii zbawienia, jej życie przeżywaniem tej historii, pogłębionym przez doświadczenia mistyczne, odczucie transcendentne i immanentne, przewyższające zwykłe ludzkie pojęcie. Bóg – Współpartner spotkania w Miłości, jest jednocześnie miłosiernym Odkupicielem, który jej przebacza i udziela się aż do zawarcia przymierza miłości. Autobiografia św. Teresy ukazuje duchowy dramat historii zbawienia jej duszy począwszy od nawrócenia aż do duchowych zaślubin. Bóg „pierwszy umiłował”, więc od Niego wychodzi inicjatywa spotkania, na którą ona odpowiada. Potem następuje etap poszukiwań, doświadczenie obecności Bożej, przemiana człowieka i zjednoczenie. To oczywiście schemat ogromnie uproszczony.
Bóg objawia się jej najpierw jako obecny w stworzeniach. „Raz będąc na modlitwie, otrzymałam w jednej chwili objawienie, w jaki sposób wszystkie rzeczy widzialne są w Bogu i wszystkie się w Bogu zawierają„. Dalszy etap doświadczania tajemnicy Boga tak opisuje: „Miałam objawienie, w jaki sposób Pan jest obecny we wszystkich stworzeniach i w jaki sposób mieszka w duszy. Przedstawiło mi się to na podobieństwo gąbki, która wciąga w siebie wodę„. I dalej: „Wszystkie trzy Osoby wyraźnie przedstawiają mi się we wnętrzu duszy, mówią do mnie; udzielają się też całemu stworzeniu, a równocześnie przestają ze mną„. Ta wizja daje jej nowy obraz stworzenia.
Obecność Boga w duszy ludzkiej
„Zdarzało mi się – pisze Teresa – że znienacka przenikało mnie takie żywe uczucie obecności Bożej, że żadną miarą nie mogłam wątpić o tym, że On jest we mnie, a ja cała w Nim pogrążona„. Odczucie to potęgował objawiający się jej Chrystus. Jego obecność ogarnia ją tak potężnie, że przenika całą istotę. „Jednego dnia – pisze gdy razem z innymi odmawiałam w chórze godziny kanoniczne (…) ujrzałam duszę moją na podobieństwo lśniącego zwierciadła, bez strony odwrotnej, bez boków, bez wierzchu i spodu, tylko na wszystkie strony jaśniejącego, a w pośrodku ukazał mi się Pan nasz Jezus Chrystus w takiej postaci, w jakiej Go zwykle widuję. Widziałam Go, zdaje mi się, jasno jak w zwierciadle odbijającego się na wszystkich częściach duszy mojej„. Później dusza ludzka przedstawiła się jej „jako twierdza, cała z jednego diamentu, albo na wskroś przejrzystego kryształu, podzielona na wiele rozmaitych komnat, podobnie jak i w niebie mieszkań jest wiele. Bo w istocie, jeśli dobrze rzecz zważymy, dusza sprawiedliwego nie jest niczym innym jak prawdziwym rajem, w którym – jak Pan mówi przebywa z rozkoszą„.
Bóg św. Teresy jest Bogiem biblijnym, Bogiem miłości, a dusza rajem, diamentem i kryształem Jeruzalem niebieskiego. Jest to najprawdziwszy obraz Boga takiego, jaki się objawia na kartach Pisma św. Znalazł gorący odzew w jej sercu stworzonym do miłości. Stąd już prosta droga do zjednoczenia.
Zespolenie z poszczególnymi Osobami Trójcy Przenajświętszej obecnymi w niej i oddającymi się jej w miłości porównała do nasiąkania gąbki wodą. „Zdaje się, że coś podobnego dzieje się ze mną, jak kiedy w gąbkę przenika i wsiąka woda. W podobny sposób dusza moja napełnia się Bóstwem i niejako opływam w nie i posiadam w sobie trzy Osoby Boskie„.
Wszystko, co św. Teresa pisała o zjednoczeniu z Bogiem w swej autobiografii, w Sprawozdaniach, Łaskach i oświeceniach, Wołaniach duszy do Boga, jeszcze bardziej precyzyjnie i systematycznie wyłożyła w Twierdzy, w opisie siódmego mieszkania. Szukając wyrażenia na objaśnienie zjednoczenia duszy z Bogiem i miejsca w duszy, gdzie się ono dokonuje, zapożycza wyrażeń z Pieśni nad pieśniami. Nie wystarcza jej tradycyjny schemat dusza ciało, i dusza substancjalna – forma ciała. Próbuje go uzupełnić pisząc o „najgłębszym wnętrzu duszy”, o „głębi bezdennej”. Nie dysponując wiedzą na ten temat, „nie potrafi wytłumaczyć, jaka to głębia, ale czuje, że tam mieszka z nią to Boskie Towarzystwo„.
Pisze: „Inaczej tego wyjaśnić nie zdołam i to jedno wiem tylko i rozumiem, że dusza, to jest sam duch tej duszy, staje się jedno z Bogiem, który, będąc najczystszym i najwyższym duchem, ducha tego z sobą jednoczy, chcąc tym sposobem okazać miłość, jaką nas Boski Majestat Jego miłuje„.
Już w swej autobiografii starała się tłumaczyć: „W tym wygnaniu ziemskim Bóg i dusza rozumieją się między sobą, gdyż Boski Majestat Jego chce, by dusza Go rozumiała, i tak bez żadnego doboru słów rozmawiają ze sobą ci dwoje, jak przyjaciel z przyjacielem, i wzajemnie okazują, sobie miłość„.
Św. Teresa widziała umysłowo i poznawała więcej, niż potrafiła wypowiedzieć. Mówiąc o duchowych zaślubinach z Bogiem wspomina, że „chce On sposobem wyższym nad wszelkie widzenia albo znaki duchowe objawić duszy chwałę, która ją czeka w niebie„. I że „dusza – to jest sam duch tej duszy – staje się jedno z Bogiem„. Jedność tę wyjaśnia: „Jest to jakby woda z nieba czy rosa padająca do rzeki albo do zdroju i z wodą tychże się zlewająca. I tu już nikt tych dwóch wód nie rozdzieli ani nie rozróżni, która jest z nieba, a która ze zdroju czy rzeki”. Porównuje ją też do strumienia jednoczącego swe wody z morzem i do światłości dziennej „dwoma oddzielnie oknami do pokoju wpadającej, a przecież stanowiącej jedną światłość„.
Psychologia głębi duszy ludzkiej
Doświadczalne obcowanie z Trójcą Przenajświętszą ubogaca duszę najwyższą aktywnością w myśl słów Jezusa: „Ojciec mój aż do tej chwili działa i ja działam„. Powoduje przede wszystkim w psychice wzniesienie się ponad cierpienie, przygodność i troski życia codziennego. „Ustają wszelkie poruszenia – pisze Święta – jakim dusza przedtem podlegała w swoich władzach i w wyobraźni, które tu już szkodzić jej ani zamącać pokoju nie mogą„. Dusza nie żywi żadnego „uczucia nienawiści czy urazy ku tym, którzy jej szkodzą albo chcą szkodzić; przeciwnie, ogarnia ich szczególną miłością, tak iż gdy ujrzy ich w jakim utrapieniu, serdecznie ich żałuje, gotowa wszystko wycierpieć, aby ich od cierpienia uwolnić. (…) Mając bowiem zawsze przy sobie Pana obecnego, rychło zapomina o wszystkim, co może ją boleć„. Obok wyżej wymienionej aktywności biernej, uzdatniającej duszę do wspaniałomyślnego znoszenia utrapień, doświadczalne obcowanie z Bogiem daje jej wielką aktywność czynną. Dynamika przeżyć religijnych rozszerza jej życie duchowe i odsłania nowe pokłady psychiki otwierające się na nieskończoność Boga. Wiemy, czego dokonywała chorowita i cierpiąca stale Teresa, tytan czynu i aktywności. „Ta siła nadprzyrodzona – tłumaczy – która się tu duszy udziela, wpływem swoim dosięga wszystkich mieszkańców twierdzy, a więc i władz, i zmysłów, i samegoż nawet ciała, które częstokroć nie czuje jakby swej słabości„.
Czyny są według niej sprawdzianem autentyczności przeżyć mistycznych. „Ten jest, jak wam już mówiłam pisze w Twierdzy – jedyny nieomylny znak łask i widzeń, prawdziwie od Boga pochodzących”. „Wartość zaś czynów nie zależy od ich wielkości, lecz od miłości, z jaką je czynimy„.
Święta Teresa w podawanych opisach nie daje żadnych spekulatywnych rozważań teologicznych ani nie wykłada w sposób systematyczny zasad teologii. Pisze, czego doświadczyła sama albo znała z obserwacji. Twierdza nie ma sobie równych w literaturze chrześcijańskiej. Bo też chyba nikt poza Św. Pawłem nie zgłębił tak misteriów zbawczych Chrystusa, jak ona w tym dziele.
Wspomnieliśmy, że dzięki doświadczalnemu obcowaniu z Trójcą Przenajświętszą, św. Teresa odkryła nowe pokłady duszy ludzkiej i stanęła na obrzeżu bezgraniczności, skąd widać wyraźnie, jaki powinien być kierunek wszelkich dążeń ludzkich: mają zmierzać ku swemu ostatecznemu celowi, ku Bogu. Można ją nazwać psychologiem głębi duszy ludzkiej; ukazuje, że natura ludzka nie da się zamknąć w ramach czy schematach, gdyż jest obrazem nieskończonego Boga. Jej dialogi z Trójjedynym świadczą, że człowiek jest głębszy, niż się wydaje sam sobie. Istnieje w nim nie tylko podświadomość, lecz także jakaś nadświadomość, gdzie działają siły pochodzące z najwyższej osobowej Miłości.
Z całą prostotą i nieustępliwością odkrywała przed sobą i innymi rozmaite zakamarki duszy, w której ukrywał się egoizm, i w lot odróżniała prawdę od złudzeń, prawdziwą wielkość od pozornej, zło od dobra. Wiele jej refleksji psychologicznych, do dziś jak najbardziej aktualnych, pomaga nam poznać siebie. Na jej przykładzie widzimy, że rozsądek, rozum i mądrość życiowa nie kolidują z ponadracjonalnym mistycyzmem. Przeciwnie, bliski kontakt z Bogiem uwielokrotnia, umacnia i uduchawia ludzkie przymioty, a wspólnotowość pomaga w rozwoju religijności personalistycznej.
Doświadczenie trynitarne
Z wielu jej wizji Trójcy Świętej wybieramy trzy charakterystyczne. Dnia 29.5.1571 r. po oschle przyjętej Komunii św., roztargniona i niezdolna skupić się, Teresa widzi „pewnego rodzaju zjawę, która była jakby figurą prawdy, przystępną jej nieudolności„. Poznała wtedy, w jaki sposób Bóg jest jeden w trzech Osobach. „Wydało mi się – pisze – że wszystkie trzy Osoby, wyraźnie przedstawiające mi się we wnętrzu duszy, mówią do mnie, oznajmiając mi, że każda z nich użycza mi osobnej łaski„. Od tej pory świadomość zamieszkania Trójcy Świętej we wnętrzu duszy jest jakby w niej „wyryta”. Usiłuje zgłębiać Trójjedynego Boga przez rozważanie i kontemplację, ale daremnie się trudzi chcąc Go objąć ludzkim rozumem. Bóg sam rozświetla te rozważania 30 czerwca tego samego roku: „Mylisz się, wyobrażając sobie rzeczy duszy za pomocą przedstawienia rzeczy cielesnych. Dusza zdolna jest objąć i posiadać wiele rzeczy naraz. Nie kuś się o to, byś ty zamknęła Mnie w sobie, ale staraj się, byś ty zamknęła się we Mnie„.
Dla św. Teresy jest bezmiernym szczęściem cieszyć się Ojcem, Synem i Duchem Świętym obecnymi w duszy. Nie przeczuwa, że Pan odsłoni jej stopniowo tajemnice życia trynitarnego. I tak, rok później, 22 września 1572 r. dane jest jej „oglądać Trójcę Świętą i stan duszy w łasce. (…) Trzy te Osoby miłują się wzajemnie, wzajemnie się jedna drugiej udzielają i wzajemnie siebie znają. Wszystkie trzy są jedną istnością (substantia divina), we wszystkich trzech jedna jest wola, jedna wszechmoc i jedna władza najwyższa„.
Nowe objawienie z 28 sierpnia 1575 r. pozwoliło jej „poznać” i niejako oglądać, jak trzy Osoby Trójcy Przenajświętszej są jedną istnością. „Poznałam to w wyobrażeniu tak nadzwyczajnym i w świetle tak jasnym, że działanie i skutek tego widzenia zupełnie były odmienne od tego, co się poznaje przez wiarę. (…) Są to wielmożności takie, że na wspomnienie o nich znowu powstaje w duszy żądza wyrwania się z tej niewoli, w której ją więzi ciało, przeszkadzając jej cieszyć się ich oglądaniem„.
Bóg zlewając na Teresę coś ze swej chwały czyni to, aby umocnić i oczyścić jej wiarę. „Im mniej jakąś tajemnicę wiary rozumiem – wyznaje – tym mocniej w to wierzę i wzrasta moje nabożeństwo. Niech Pan będzie błogosławiony na wieki, Amen!„.
W otchłanie więzi międzytrynitarnej prowadzi zawsze jedna droga: przez Jezusa. Przed otrzymaniem jakiejś szczególnej łaski, Teresa przeżywa bolesny proces oczyszczania. „Pan jakby czeka chwili – pisze – aż się pierwej w skrusze i zawstydzeniu wyniszczę przed obliczem Jego„. A kiedy już się oczyściła łzami i krwią Zbawiciela, „ujrzałam – pisze – najświętsze Człowieczeństwo. (…) Ukazało mi się w przedziwnie jasnej światłości, jak jest na łonie Ojca, choć w jaki sposób Ono tam mieszka, tego objaśnić nie zdołam. Widziałam tylko, zdaje mi się bez widzenia, że jestem w obecności tego Bóstwa. (…) Przez kilka dni nie mogłam przyjść do siebie. Nie wiem, jak bym miała siłę i odwagę zbliżyć się do tego Pana, gdyby On sam nie wspierał szczególną pomocą słabości mojej„.
Doświadczenie obecności Trójcy Przenajświętszej, poznawanie wzajemnej relacji Osób Boskich, oddawanie się Im i uczestnictwo w Ich życiu – to zaczątek nieba na ziemi. A przecież właśnie w tym okresie Teresa jest najaktywniejsza i waży się na najśmielsze czyny, poczytywane jej często za szaleństwo.
Najwspanialszą wizję Trójcy Przenajświętszej przeżyła Święta w 1571 r. w klasztorze Wcielenia w czasie śpiewu antyfony Salve Regina. „Zdało mi się – pisze – że Osoba Ojca przygarnia mnie do siebie, mówiąc mi rzeczy pełne najsłodszej łaskawości. Między innymi Ojciec powiedział mi te słowa, na dowód swojej do mnie miłości: «Oddałem ciebie Synowi mojemu i Duchowi Świętemu, i tej Pannie Najświętszej. Cóż ty za to możesz oddać Mnie?»„.
Na takie pytanie odpowiedziała jeszcze gorętszym oddaniem siebie: „Oto mnie masz, Panie! Jeśli potrzeba tego, bym jeszcze żyła dla oddania Tobie jakiejkolwiek usługi, nie wzbraniam się od pracy ani od żadnych cierpień„. „O duszo moja! Już więc Miły mój dla mnie, a ja dla Niego! Któż teraz pokusi się rozdzielić i zagasić te dwa ognie, takim płomieniem płonące? Próżny byłby wysiłek, bo oba złączyły się z sobą i zamieniły się w jeden!” „O, gdyby już doczekać się ciosu śmiertelnego z ręki miłości mocnej jak śmierć! Ty, duszo moja, wejdziesz do twego odpocznienia, gdy całą twoją istnością zjednoczysz się z tym Dobrem najwyższym i będziesz znała to, co On zna, i miłowała to, co On miłuje, i tym się cieszyła, czym On się cieszy. (…) Niechaj Tobie, Panie, służę na każdy dzień, a Ty czyń ze mną, co chcesz!„.








