W szkole Ducha Świętego
22 lipca, 2016
Maryjny kształt życia
22 lipca, 2016

Pismo Święte jako Słowo Boże

Biblia w czasach św. Teresy

s. Immakulata Adamska OCD, Dziedzictwo ducha

W XVI wieku w Hiszpanii modny jest humanizm biblijny zwany erazmianizmem, od imienia głównego twórcy tego prądu, Erazma z Rotterdamu. Zwalczał on każdą formę formalizmu i za ideał życia wewnętrznego uważał harmonijne zespolenie pobożności ze szlachetnością życia. Głosił, że sprawą „jedynie konieczną” jest osobisty stosunek do Chrystusa i kształtowanie siebie według Jego postępowania i nauki. Należy więc przede wszystkim powrócić do źródeł, do Pisma św., do Ojców Kościoła, a także do klasyków greckich i łacińskich będących wzorem humanizmu. Zwalczając formalizm, odrzucił Erazm także wszelką modlitwę ustną, i liturgiczną oraz sakramenty. Uznając za ideał etyczny „aurea mediocritas” – złoty środek mądrego umiaru, wykluczył jednocześnie cnotę heroiczną i miłość Krzyża. Studium Pisma św. i jego rozważanie miało intelektualistom zastąpić spekulacje teologiczne, a ludziom nieuczonym ich pobożność ludową.

Św. Teresa zna te prądy i zajmuje wobec nich własne oryginalne stanowisko. Na krytyki Erazma pod adresem Kościoła zdwaja modlitwy za Kościół i „heretyków”. Odnawia i ożywia w sobie i swych duchowych córkach życie sakramentalne oraz podkreśla wielką wartość modlitwy ustnej i liturgicznej. Darzy ogromną czcią Pismo św. jako słowo Boże, przyswaja je sobie na pamięć i nim żyje. Nie zna wprawdzie całej Biblii ani nie ma do dyspozycji własnego egzemplarza Pisma św. nawet Nowego Testamentu, a przecież zaświadcza: „Słowa Ewangelii najmocniej mnie do siebie pociągały i zawsze łatwiej mi było czytać i rozważać te słowa z ust najświętszych pochodzące niż wszelkie książki najznakomitszych autorów„.

Według Biblii i na wzór Chrystusa Ukrzyżowanego kształtuje też cnoty w stopniu heroicznym, nie zaś według erazmowej miary „czysto ludzkich wartości”. Jej życie modlitwy i jej mistyka również ukształtowane są biblijnie, co znajduje wybitny wyraz w jej dziełach, w które na poparcie własnych wywodów mistrzowsko wkomponowuje całe fragmenty Pisma św. Zawierają one przeszło 500 cytatów, aluzji, porównań i obrazów biblijnych; z Nowego Testamentu około 350, ze Starego – 200. To zestawienie mówi za siebie, zwłaszcza gdy się zważy, że Święta nie rozumiała tekstów łacińskich, nawet tych, z których modliła się w brewiarzu. Nieliczne teksty w języku ojczystym zostały jej zabrane na skutek indeksu inkwizycji z 1559 r., zakazującego, z obawy przed nieścisłością przekładu, czytać książki w języku hiszpańskim „Miałam z tego wielką przykrość – wyznaje – bo pisanych po łacinie czytać nie mogłam, gdyż jej nie znałam.

Jak doszło do zakazu czytania Biblii w Hiszpanii?

Erazmianizm ze swoją interpretacją Pisma św. nie był tu jedyną przyczyną. Wiemy, że w tym czasie szerzy się reformacja i że Półwysep Iberyjski rozpaczliwie się przed nią bronił. Władze państwowe zjednoczyły się w tej obronie z władzami kościelnymi. Chodziło nie tylko o zachowanie jedności religijnej, ale także państwowej. Nie będziemy tu rozpatrywać szczegółów tej religijnej polityki. Wspomnimy tylko, że z niezwykłą surowością zarówno państwo, jak i inkwizycja tępiły wszelkie podejrzane ruchy. Przeprowadzono drakońską akcję wobec małych gmin protestanckich, jakie utworzyły się w Valladolid i w Segowii, a także wobec Bartłomieja Carranza, arcybiskupa Toledo i prymasa Hiszpanii, podejrzanego o herezję. Oba procesy miały miejsce w r. 1559. Prymas spędził sześć lat w więzieniu. Dopiero Ojcu św. Piusowi V udało się przezwyciężyć twardą opozycję rządu hiszpańskiego i więźnia sprowadzić do Rzymu; miał być tu poddany ponownemu procesowi, w którego wyniku uwolniono go w 1576 roku i rehabilitowano.

Wspomniany indeks z 1559 r. jest rozszerzonym indeksem rzymskim; wydał go generalny inkwizytor Fernando Valdes, wciągając na listę nawet dzieła późniejszych kanonizowanych świętych, jak Franciszka Borgiasza, ówczesnego generała jezuitów, oraz wielkiego teologa, Jana z Awili. Nie brakło na niej najbardziej wnikliwych, pism duchowych mistrzów epoki, jak Ludwika z Grenady i brata Ludwika z Leonu, którego komentarz do Pieśni nad pieśniami inkwizycja obłożyła cenzurami. Nic dziwnego, że i Pisma Teresy, zwłaszcza jej autobiografia, zawierająca jej przeżycia mistyczne, były uważane za nieortodoksyjne. Pamiętamy, że Święta w 1575 r. w Sewilli została poddana badaniu inkwizycji, które chociaż bolesne, potwierdziły prawdziwość jej nadzwyczajnych łask.

Te surowe wystąpienia miały na celu uchronić lud od wpływów protestanckich, a także od mocnej w tym okresie pseudomistyki. Zainteresowanie fenomenem mitycznym było tal silne, że nawet świeckie osoby poszukiwały gorączkowo metod modlitwy wewnętrznej, które by ich w krótkim czasie doprowadziły do takich przeżyć religijnych jak wizje, ekstazy, objawienia, proroctwa, ze stygmatami włącznie.

Wiele mówiono o „recogimento„, sposobie dojścia do dogłębnego skupienia i opróżnienia swego wnętrza dla całkowitego poddania się działaniu Bożemu. Przeceniając oświecenia mistyczne i przesadzając w spirytualizmie, zaczęto wkrótce – jak to czynił erazmianizm – odrzucać sakramenty św. i modlitwę ustną jako niepotrzebną. Wyznawcy tej nauki zwali się „alumbradami” lub „oświeconymi” i bardzo szybko znaleźli licznych zwolenników. Odrzucając wszystko, co cielesne, odrzucali jednocześnie człowieczeństwo Chrystusa i wszelką aktywność człowieka w życiu duchowym. Te idee zrodziły całe rzesze pseudomistyków, a niekiedy szarlatanów lub ludzi opętanych przez diabła, jak w sławnym przypadku klaryski z Kordoby.

Hiszpańska inkwizycja napiętnowała ich z nieludzką surowością zasądzając na śmierć przez spalenie na stosie. Kobietom z natury skłonnym do iluzji radzono poprzestać na odmawianiu różańca i zajmowaniu się pracami ręcznymi. Przestrzegano je przed rozmyślaniem i kontemplacją w ogóle, a zwłaszcza w duchu illuminizmu, i przed czytaniem Pisma św. Zachowało się osławione zdanie Melchiora Cano reprezentujące te poglądy: „Źle doprawdy, że kobiety sięgają po ten owoc; tym konieczniej należy temu przeciwdziałać, i zabronić, aby nie przedostało się to do ludu„.

Skąd św. Teresa czerpała znajomość Biblii?

Wspomniano, że Święta nie dysponowała całościowym wydaniem Pisma św. Z tym większą żarliwością zachowywała w swym sercu i pamięci każdy okruch Ewangelii i każdy cytat ze Starego Testamentu. Pisarze duchowni i kaznodzieje szafowali nimi bogato w swej pracy duszpasterskiej, świadomi wagi wprowadzania wiernych w żywy kontakt z autentycznym słowem Bożym. Zakaz czytania Pisma św. miał tę dobrą stronę, że okrył je nimbem tajemnicy i wyczulił na jego sakralność; stąd ogromny pietyzm dla Ewangelii i szukanie w niej ostatecznej normy postępowania.

Słowa Bożego nie może skrępować nawet zakaz inkwizycji. Homilie, teksty liturgiczne, książki do nabożeństwa i do rozmyślania zaczęły obfitować we fragmenty biblijne, głównym jednak ich źródłem dla św. Teresy była jej ukochana książka Życie Chrystusa napisana przez Landulfa von Sachsen i w 1499 r. przełożona na język hiszpański. Zawierała ona nie tylko wyjątki z Ewangelii i z Pisma św. Starego Testamentu, ale również wypowiedzi Ojców Kościoła. Duch Święty w otwartym na Jego działanie sercu Teresy dokonał reszty. Każdemu usłyszanemu zdaniu Objawienia nadał charakter osobowy, ożywiał je swoją boską mocą, która do dziś pulsuje w dziełach Świętej. Przeczuła ona i rozumiała znaczenie Pisma św. jako słowa Bożego, które jest przekaźnikiem światła Ducha. Sama nie umiała się obejść bez Chrystusa i Ewangelii i doświadczyła, że cokolwiek się dzieje między ludzkim sercem a Bogiem, musi przejść przez uwielbione Człowieczeństwo Syna Człowieczego; tylko przez Jego słowa i czyny przechodzi na nas działanie Ducha Świętego i zstępuje w nas Jego królestwo. Znamy Go o tyle, o ile znamy Jezusa, a miarą znajomości Jezusa jest poznanie Ducha Świętego. Teresa z ogromną wiarą weszła w ten zamknięty krąg, do którego rozum nie ma dostępu. W słowach Pisma św. otwarła się przede wszystkim na Ducha Bożego i czerpała bezpośrednio z Jego światła i mocy ku nieustannemu przebóstwianiu swego człowieczeństwa według wzoru, jaki dla siebie odkryła w Jezusie.

Pismo święte a kontemplacja

Kiedy Teresa zdecydowała się wejść na drogę kontemplacji, zdecydowała się jednocześnie na bolesne doświadczenie dna własnej istoty. Boże światło Ewangelii dawało jej nowe spojrzenie na siebie samą, bo prześwietlało ją całkowicie. Przestraszyła się zrazu tunelu wiary i bezinteresowności ciemnej kontemplacji, gdy w bolesnym oczyszczaniu duszy za całą rękojmię prawdziwości tego etapu swej drogi miała słowo Pańskie o trwaniu w cierpliwości i słowo spowiednika, że idzie dobrze. Po rocznej przerwie zachwiania się w tej decyzji podjęła nową próbę zgody na uczestnictwo w opuszczeniu, które kiedyś przeżywał Chrystus. Przetrwała momenty najstraszliwszych ciemności, jakich może doświadczyć duch ludzi prześwietlony przez Ducha Bożego, i przekonała się, że w ogołoceniu i męce Chrystusowego Ogrojca działanie Ducha Świętego jest najbardziej przejrzyste.

Dlatego nalega z mocą, by każdą modlitwę wewnętrzną zaczynać od „rozmyślania nad nieogarnioną wielkością łaski, jaką Bóg nam uczynił dając swego Syna; postępując dalej, przejdźmy w myśli – pisze – wszystkie tajemnice Jego boskiego życia. Gdy zaczynamy od modlitwy w Ogrojcu, rozum wychodząc z tego punktu idzie za Panem bolesną drogą, aż do Jego zawiśnięcia na krzyżu. (…) Tą drogą idźmy z wszelką, na jaką nas stać, pilnością, (…) reszta zaś sama przyjdzie, gdy Pan zechce„. Ogrojec i słowa Pana: „beze Mnie nic uczynić nie możecie” Wracają jak refren na kartkach jej Pism, jakby nas chciała siłą pchnąć w ramiona Chrystusa, który jest jedyną mocą udręczonego serca człowieka.

Im wyżej wznosiła się w kontemplacji, tym bardziej dosięgała w sobie samej tych pokładów duszy, które normalnie wymykają się możliwości własnego oddziaływania, i jakie jedynie Duch Jezusa może rozświetlić i przekształcić.

W posusze wewnętrznej i w pozornej nieobecności Pana wymaga, aby „dusza za. przykładem oblubienicy z Pieśni nad pieśniami (3, 3) szukała Go i pytała stworzeń o Tego, który je stworzył (…) Czy byłoby dobrze, gdyby czekała z założonymi rękoma, ażeby ogień zstąpił z nieba i pochłonął tę ofiarę, którą z siebie chce uczynić Bogu, jak to niegdyś uczynił nasz św. Ojciec Eliasz„.

Od Chrystusa uczyła się Teresa tych wymiarów nadziei, które spinają życie teraźniejsze z przyszłym, nadziei płynącej z Krzyża i z wierności słowu Bożemu. „A jako Jego życie na tej ziemi – pisze – było jednym ciągłym krzyżem i męką, tak też trzeba, by nasze życie było do Jego życia podobne. Duszy dość tego! że ma z sobą swego Pana, że już nie ona żyje, ale On w niej„.

Niech te dość przypadkowo dobrane aluzje biblijne pomogą nam zrozumieć, jak Teresa żyła Pismom św., jak kontemplowała w nim Oblicze Jezusa, jak dotykała miłości Bożej i współpracowała z mocą Ducha Świętego.

Pismo święte jako duchowy pokarm

Dla Teresy nie istniały naukowe problemy Biblii, kwestie egzegetyczne czy krytyczne. Nie znała się na ich subtelnych dystynkcjach ani nie szukała komentarzy. Brała ją jako słowo Boga skierowane do niej. Do tego stopnia je zasymilowała, że często staje się ono jej własnym wyrażeniem i cytując je, nie używa cudzysłowów. Zresztą cudzysłowów nie stosuje nawet wtedy, gdy się wyraźnie powołuje na cytat z Pisma św., np.: „Sam Pan nam mówi, że On jest drogą” i również mówi, że On jest światłością, i że nikt nie przychodzi do Ojca jeno przez Niego, i że kto ujrzał Jego, ujrzał i Ojca”. Cały cytat jest kompilacją słów Jana 14, 6; 8, 12; 14, 6; 14, 9. Teresa bierze je dosłownie i według nich kształtuje swe życie.

Pisze: „Może mi kto zarzuci, że słowa te mają się rozumieć w innym znaczeniu. O innych znaczeniach nic nie wiem; znam tylko to, które zawsze czułam w głębi duszy, że jest prawdziwe, i było mi z nim bardzo dobrze„.

W innym miejscu Święta nam tłumaczy: „Pozdrowienie Pana do Apostołów, równie jak te słowa, które rzekł do św. Magdaleny: «Idź w pokoju» (Łk 7, 50) musiały w skutkach swoich dużo więcej zdziałać niż to, co oznajmiało samo ich brzmienie. Słowo Boga do nas jest w nas czynem. (…) I wszyscy moglibyśmy je zrozumieć, gdybyśmy z własnej winy naszej nie pozbawiali siebie tego szczęścia! Słowo Jezusa Chrystusa, Króla i Pana naszego, nie może zawodzić; ale my Jemu i sobie czynimy zawód, nie starając się o należne przysposobienie siebie; nie uchylamy się bowiem od tego wszystkiego, co może nam tę światłość przysłonić; dlatego nie mając światła nie widzimy siebie w tym zwierciadle, na które patrzymy, a w którym jest wyobrażenie nasze„.

Bardzo swobodnie cytuje Teresa słowa Chrystusa na poparcie swych wywodów o zjednoczeniu z Bogiem: „Pan Jezus – nie pamiętam, w którym miejscu to napisano, modląc się z Apostołami swymi, prosił Ojca, aby wszyscy byli jedno, jako Ty, Ojcze, we Mnie, a ja w Tobie, aby i oni byli jedno w nas (J 17, 21). Powiedzcie, jaka może być większa miłość nad tę, która się w tych słowach objawia? A do tej miłości przystęp nikomu z nas nie jest wzbroniony, bo tak jeszcze mówi Pan: «A proszę nie tylko za nimi, ale i za tymi, którzy dla słowa ich uwierzą we Mnie» (J 17, 20). I dodaje: «Jam w nich!» (J. 17, 21). Wielki Boże! Jakże te słowa prawdziwe! Jak je rozumie dusza, gdy w tych zaślubinach duchowych widzi je sprawdzone na sobie„.

Opisując skutki łask mistycznych powołuje się Teresa na „pocałunek oblubienicy z Pieśni nad pieśniami”, na „zranioną łanię, która tu w obfitości znajduje zdroje upragnionych wód„; „tu raduje się w rozkoszach przybytków Bożych„, tu gołębica wypuszczona z korabia „natrafiła na grunt stały pośród burz i powodzi tego świata„.

Mimo że słowo Boże przenika do głębi jestestwo Teresy, czuje nie dosyt i raz po raz wzdycha: „O Jezu, kto by umiał dojść ukrytego znaczenia wszystkich, a musi być ich wiele, miejsc Pisma świętego, opisujących całą głębokość pokoju duszy!„.

Pomijamy wspomniane wielokroć cytaty z Ewangelii dotyczące Męki Pańskiej z 26 i 27 rozdziału według Mateusza, którego cytuje 109 razy, oraz scenę z Samarytanką i Magdaleną. Także fakt zmartwychwstania. Również wielokroć podkreślaliśmy, że Pismo święte było dla Teresy potwierdzeniem prawdziwości jej własnych przeżyć wewnętrznych. Swe sprawozdania duchowe kończy oświadczeniem, że uczeni teologowie, którym rękopis dała do przejrzenia, „nie znaleźli w wewnętrznych przejściach moich niczego, co by się nie zgadzało całkowicie z Pismem św.” I dodaje: „odtąd już jestem spokojna”. Własne doświadczenie podyktowało jej mocne słowa pod adresem sióstr obdarzonych przez Boga łaską słów wewnętrznych. Przestrzega je: „Choćby te słowa rzeczywiście i niezawodnie były od Boga, nie dowodzi to bynajmniej, byście wy były dobre i lepsze od innych; Bóg i do faryzeuszów mówił. (…) Każde słowo niezupełnie zgodne z Pismem Świętym odrzućcie od siebie, jako pochodzące od szatana„.

Może warto tu wyjaśnić sławny epizod z kandydatką do Karmelu w Toledo, która uparła się przynieść do klasztoru swą Biblię. Matka zareagowała spontanicznie: „Biblia, moja córko? Raczej nie wstępuj! Nie trzeba nam ciebie ani twojej Biblii. Jesteśmy tylko nieuczonymi kobietami i znamy się jedynie na przędzeniu i czynieniu tego, co nam każą!„. Jakie były kulisy tej sceny? W tym czasie – rok 1569 – czytanie Biblii w języku ojczystym było zabronione i kandydatka narażałaby Karmel na niebezpieczeństwo. Jeśli zaś miała wydanie łacińskie, to być może zbyt podkreślała swoją „uczoność”, co ją dyskwalifikowało w oczach Matki Fundatorki. Nie została przyjęta, później odpadła od wiary. Widocznie Biblia nie była dla niej życiem, jak dla Teresy, a tylko lekturą, którą samowolnie interpretowała.

Identyfikacja z postaciami biblijnymi

Dla Teresy zarówno Stary jak i Nowy Testament jest głosem Pana kształtującym jej postawy, a jego bohaterowie wzorem tych postaw. Identyfikuje się z nimi, zapożycza ich słów w swoich modlitwach. Mojżesz, Jozue, Jonasz, Jeremiaszowy sługa Pański, oblubienica z Pieśni nad pieśniami, Maria i Marta, celnik, faryzeusze – w ich szkole uczy się odczytywać duchową treść Pisma św. w której odkrywaniu jest mistrzem.

Aby nie mnożyć cytatów, wybieramy tylko kilka z genialnego komentarza Świętej do Modlitwy Pańskiej. Dosłowny jej sens jest tutaj tylko bazą, na której wzbija się do Boga w swej zaskakującej często interpretacji. Przy słowach Ojcze nasz woła do Jezusa: „Wspomnij, że Ojciec Twój jest w niebie, jak sam, Panie, nam mówisz, i Tobie należy mieć staranie o Jego cześć. Skoro już sam zechciałeś ofiarować siebie na wszelkie dla nas zelżywości, Ojca Twego przynajmniej zwolnij i nie zniewalaj Go do świadczenia nam, grzesznym stworzeniom, takich niesłychanych łask”.

Święć się Imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje” – „Wiedział Boski nasz Pan, że nie zdołamy tak jak należy święcić, chwalić, wielbić, sławić, wywyższać to święte Imię Ojca Przedwiecznego, gdyby On sam nie wspomógł słabości naszej, dając nam tu, na ziemi, królestwo swoje„.

Chleba naszego powszedniego” – „Ofiaruję Tobie ten Chleb Najświętszy i wziąwszy go od Ciebie, Tobie go oddam. Przez zasługi Jego błagam Ciebie, (…) spraw, by ucichło to morze! Niech ustaną nawałności, z którymi wciąż musi walczyć łódź Kościoła. Ratuj nas, Panie, bo giniemy„.

I odpuść nam nasze winy, jajko i my odpuszczamy” – „Ja od nikogo nie doznałam krzywdy, a co mnie spotkało od innych, było sprawiedliwe. (…) Odpuść mi więc darmo, Ojcze Przedwieczny! Dobrą tu masz sposobność do okazania miłosierdzia Twego. Bądź błogosławiony, że znosisz mnie tak nędzną„.

Sens przenośny Pisma świętego

Czasy Teresy lubowały się szczególnie w metaforyce Pisma świętego. Teresa lubiła czasem stosować do swych stanów duchowych ewangeliczną opowieść o burzy na morzu. Pisze: „Często przychodziła mi na myśl owa nawałność wielka, którą Pan jednym słowem uśmierzył i rozkazał wiatru i morzu «i nastała wielka cisza» (Mk 4, 39). Tak i ja mówiłam sobie: «Kto jest Ten, że wszystkie władze mej duszy są Mu tak posłuszne, który w jednej chwili wśród takich ciemności daje światłość?»…„.

Tę opowieść – jak już cytowano – odnosiła też do wzburzonego morza reformacji, która zdawała się zatapiać łódź Kościoła.

Przypominała ją również siostrom w czasie bratnich zatargów z trzewiczkowymi, zapewniając je, że Pan, choć zdaje się spać w swej łodzi, przecież uspokoi burzę, gdy Go będą prosić. Sama zaś porównuje się do Jonasza, którego należałoby wrzucić w morze, aby ucichła nawałnica jak stwierdza w Księdze fundacji .

O Jonaszu myślała także, gdy się bała, że usłyszane przez nią słowo Pańskie jest diabelskim omamem. Pisze: „Zostając w takim zawieszeniu wspominałam historię proroka Jonasza i jego obawę, by zlecona mu przepowiednia o upadku Niniwy nie powstała bez skutku (Jon 4, 1 n). A ponieważ słowa te pochodzą od Ducha Bożego, wzrasta w duszy pragnienie, by one nie wydały się omylne, bo Ten, który je wyrzekł, jest Prawdą najwyższą„.

Księgę Jozuego i Wyjścia cytuje w jednym kontekście gdy mówi o nieudolności uczynienia czegoś na chwałę Bożą, Woła: „Nie zważaj, Panie, na niegodność duszy ani na jej miękkość! Wszechmogący jesteś i na Twój rozkaz rozstępują się głębiny morskie i Jordan zatrzymuje się w swym biegu, otwierając swobodne przejście synom izraelskim„.

Okres prześladowania Reformy porównuje do prześladowania narodu wybranego przez Egipcjan. „Miałam przekonanie – pisze – że Bóg przeprowadzi nas suchą stopą, a nieprzyjaciele będą pogrążeni w falach morskich„.

Kilkakrotnie wspominaliśmy już, że Teresa ewangeliczny symbol wody żywej stosowała w najróżniejszych wariantach. „Wiem, o Panie mój, że w wielkiej dobroci swojej nikomu tej wody nie odmówisz! Sam to obiecałeś, a słowo Twoje nie zawodzi. Ale jeśli ktoś wzrósłszy w płomieniach pożądliwości już upalenia jego nie czuje i w zaślepieniu swoim nie zdoła się opamiętać – jaki na to sposób, Boże mój? Jaki jeszcze może być dla niego ratunek?„.

O Życie, które wszystkich ożywiasz! Nie odmawiaj i mnie tej wody najsłodszej, którą obiecujesz każdemu, kto jej pragnie. Ja pragnę jej, Panie, i proszę o nią, i idę do Ciebie! (…) O żywe źródła ran mojego Boga! Jakże hojne czerpałby na każdy dzień pokrzepienie (…) kto by spragnionym sercem usta swe do was przykładał i starał się napawać wnętrze swoje tryskającymi z was boskimi zdrojami!„.

Pismach Teresy nie brak nawet cytatów z Ksiąg mądrościowych. „O jakże mizerna jest mądrość śmiertelnego człowieka, jak niepewne wszelkie jego przewidywania! (Mdr 9, 14). Nie karz mnie, dając mi, czego chcę i pragnę, a czego by nie chciała Twoja miłość, która niech wiecznie żyje we mnie! Niech już umrze to moje ja! Niech żyje we mnie większy niż ja i lepszy dla mnie aniżeli ja, abym Jemu służyć mogła. On niechaj żyje i mnie ożywia! On niech króluje, a ja niech będę Jego niewolnicą – innej wolności nie chce dusza moja!„.

Sens mistyczny Pisma świętego

Czytając modlitwy, zwłaszcza psalmy po łacinie, zwykle nic prawie nie rozumiem. Lecz gdy jestem w stanie modlitwy odpocznienia, rozumiem nie tylko samo brzmienie wiersza, jak gdyby był napisany po hiszpańsku, lecz także z rozkoszą pojmuję sens ukryty w słowach„.

Było to swoiste „objawienie” Boże, w skutkach tak samo wspaniałe jak objawienie ściśle mistyczne. Czasem oba rodzaje objawienia łączą się u niej w jedno. Teresa wspomina: „Duszy ukazuje się Trójca Przenajświętsza, w płomiennej jasności, na podobieństwo olśniewającego obłoku, która najpierw ogarnia duchowy szczyt duszy i w tej jasności niewypowiedzianym sposobem poznania widzi ona wszystkie razem trzy Osoby, i każdą oddzielnie. (…) Trzy Osoby Boskie udzielają siebie duszy i mówią do niej, i dają jej zrozumienie tego, co Pan mówi w Ewangelii: «Jeżeli Mnie kto miłuje, będzie przestrzegał mojej nauki, i Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i u niego mieszkać będziemy» (J 14, 23). „O, Boże wielki woła – jakaż to różnica słyszeć te słowa i z wiarą je przyjmować, a w ten sposób czuć i rozumieć całą ich prawdę!„.

Z pokorą przyznaje, że nie rozumie, jak się to dokonuje. To tylko wie, że otrzymuje dusza „tak jasne i głębokie poznanie wielkości Boga, że choćby wiary nie było, która jej mówi, kim jest Bóg, i która każe Weń wierzyć i czcić Go jako Boga, samo już byłoby nieprzepartą siłą do oddania Mu boskiej czci i pokłonu; tak uczcił Go i pokłon Mu oddał Jakub, gdy w swoim widzeniu ujrzał drabinę z ziemi do nieba sięgającą (Rdz 28, 12), a wraz z nią widział zapewne inne jeszcze tajemnice, których wypowiedzieć nie zdołał„.

Tak samo i Mojżesz nie wszystko zdolny był wypowiedzieć, co w krzaku ognistym oglądał, jeno to tylko, co mu Bóg wypowiedzieć dozwolił (Wyj 3, 2). Gdyby duszy jego nie objawił tajemnic, z których poznał i uwierzył, że On, Bóg, do niego mówi, nie byłby się chyba Mojżesz podjął swego posłannictwa pełnego trudów. Snadź wielkie rzeczy oglądał wśród cierni onego krzaka ognistego i stąd nabrał odwagi do tych wielkich czynów, które spełnił dla wyzwolenia ludu izraelskiego„.

Teresa zastrzega się, że może fakty przedstawia niedokładnie, bo zna je jedynie z drugich ust. Pisze: „Powtarzam tylko to, co w tym przedmiocie z ust uczeńszych ode mnie słyszałam, być może jednak, że niedobrze słowa ich pamiętałam„.

Wśród dzieł św. Teresy znajduje się jedno szczególnie zdumiewające, nazywane chętnie g1osą mistyczną; jego tytuł oficjalny brzmi: Podniety miłości Bożej napisane na niektóre słowa pieśni Salomona. Napisała je Święta będąc przeoryszą klasztoru Wcielenia w Awili, przypuszczalnie w latach 1571 – 1573. Był to okres ogromnie dla niej trudny, pełen chorób, trosk o domy Reformy i o Karmel Wcielenia, czas wszelakich udręk, ale też wielkich wzlotów mistycznych. Teresa jakby zapomniała o cechującej ją zwykle roztropności i pod okiem inkwizycji odważyła się jako kobieta i zakonnica pisać na temat strof Pieśni nad pieśniami. Wiedziała dobrze, że komentarze nawet tak sławnych teologów, jak Ludwik z Leonu, inkwizycja zabroniła czytać, mimo to – jak pisze – „poszła za zdaniem osób, wobec których miała obowiązek posłuszeństwa”, aby siostrom „choć w części objaśnić te sprawy głębokie, które zachodzą między duszą a Panem„. I dodaje: „Brak bowiem jasności w tych rzeczach jest dla duszy niemałym strapieniem. Kilka lat temu udzielił mi Pan łaski niewypowiedzianej pociechy wewnętrznej, jakiej doznaję, ile razy słyszę lub czytam niektóre słowa Pieśni Salomonowej. Łaska ta tym dziwniejsza, że choć nie rozumiałam tych słów bez przekładania ich z łaciny na język ojczysty, to jednak sprawiały we mnie głębsze skupienie i wzruszenie niż wszelkie inne najpobożniejsze książki. (…) Teraz już drugi rok daje mi Pan, jak tego pragnęłam, zrozumienie tych słów. I sądzę, że myśli te i uczucia mogłyby posłużyć na pociechę siostrom„.

Siostry rzeczywiście podchwyciły te oblubieńcze strofy i zaczęły je sobie nawet ukradkiem przepisywać, a także, jak pragnęła Matka „pobudzać się” do miłości Bożej. Tej ich „zachłanności” na słowo Boże w języku ojczystym zawdzięczamy, że tekst Podniet ocalał. Kiedy bowiem Matka powiedziała o swoim rękopisie O. Yanguasowi OP, ten z obawy przed inkwizycją, czy też aby ją wypróbować, kazał jej go zniszczyć. Wrzuciła go bez słowa w ogień.

Na początku tego dziełka Teresa wyznaje, że jej poznanie Pieśni jest nadprzyrodzone; jest jej „wrażone” w głąb duszy, choć rozumem treści nie pojmuje. „Co to znaczy, tego nie rozumiem, i niewymownie cieszę się z tego, że nie rozumiem. Bo w istocie, córki, duszę do podziwiania pobudzają i czcią dla Boga przenikają nie tyle te rzeczy, które tu sami możemy objąć rozumem, ile raczej te, których żadną miarą pojąć nie zdołamy„!.

,,Z prostotą bierzmy, co Pan da! (…) Że nie rozumiemy tego, co napisano po łacinie, po hebrajsku albo po grecku, to nie dziw; ale i w przekładzie na nasz rodzimy język ileż jest np. w psalmach chwalebnego króla Dawida fragmentów, które choć w mowie ojczystej, tak przecież są ciemne, jakby były po łacinie!„.

Jedno mam na myśli, pisząc o tych boskich słowach, że pociecha, jakiej ja doznaję z tego, co Pan mi daje poznać, może się i wam udzielić, gdy ją tu opiszę„.

Święta, pisząc na temat Pieśni nad pieśniami, chce siostrom uświadomić ogrom miłości Bożej i uspokoić je, że idą dobrą drogą, gdy je Bóg zaleje łaskami mistycznymi. Pisze: „Dusza rozmiłowana w swoim Ob1ubieńcu może doznawać z Nim wszystkich pociech: omdlewania i konania z miłości, słodkich strapień, rozkoszy i słodyczy, skoro jeno dla Jego miłości porzuci pociechy tego świata i całą siebie odda w Jego ręce„. A więc po prostu przeżycia oblubienicy z Pieśni nad pieśniami staną się jej udziałem.

Jakiej jednak trzeba prostoty i czystości serca, by słów duchowej miłości nie brać w sposób zmysłowy! Teresa przytacza fakt, którego była świadkiem. W Wielki Czwartek przy ceremonii umycia nóg kaznodzieja, na wyrażenie ogromu miłości Chrystusowej, użył słów oblubieńczych z Pieśni. „Kazanie było piękne – stwierdza – a jednak ku mojemu zdumieniu słuchacze tak je opacznie zrozumieli, iż powstał ogólny śmiech. (…) Przykład ten stwierdza naocznie, jak mało jesteśmy świadomi miłości Bożej i sposobni do Jego miłowania, iż zdaje się nam rzeczą niepodobną, by dusza mogła z nim tak poufale obcować i takich z Nim używać rozkoszy„.

Mamy nadzieję, że ten pobożny szkic unaocznił w jakimś stopniu biblijność św. Teresy i ukazał, że Pismo św. było dla niej i w niej życiem, Duchem ożywiającym, jak zresztą każde słowo Pańskie. Należałoby jeszcze prześledzić jej cytaty z listów Apostołów, zwłaszcza św. Jana i Pawła, od których roją się strony jej dzieł, ale to pozostawiamy dociekliwości czytelników. W niniejszym rozdziale – jak zresztą we wszystkich innych – chodzi jedynie o ukazanie konturów duchowości terezjańskiej, nie zaś o jej szczegółową analizę.

Zobacz podobne wpisy