Pełnia twórczości – Pisarz w Granadzie
6 listopada, 2016
Znów w drodze – podróże po Andaluzji
6 listopada, 2016

Apostoł i podróżnik – podróże po Kastylii

Jan od Krzyża podróżnik

o. José Vicente Rodrígues OCD, Bóg mówi pośród nocy, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 1991.

Ojciec Jan od Krzyża, przywiązany do swego kącika i ciszy w klasztorze, jest w ruchu i podróżuje więcej, niż moglibyśmy przypuszczać. Wspomniano już wcześniej o niektórych zmianach jego miejsca pobytu: – jako dziecko udaje się wraz z rodziną w okolice Toledo, opuszczając rodzinne Fontiveros; – potem emigruje z Fontiveros do Arevalo, a stamtąd do Medina del Campo; – z Medina del Campo, już jako młody karmelita, jedzie do Salamanki, żeby tam kontynuować swe studia; – z Medina del Campo, po ukończeniu studiów w Salamance, przenosi się do Valladolid z matką Teresą od Jezusa, a stamtąd do Duruelo; – z Duruelo do Mancera i Pastrany; – z Mancera do Alba de Tormes; – z Mancera do Alcalá-Pastrana-Alcalá; – z Alcalá do Avila; – z Avila do Segovii; – z Avila do Medina del Campo i do Valladolid; – z Avila do Toledo; – z Toledo do Almodóvar del Campo; – z Almodóvar del Campo do Andaluzji i w tejże Andaluzji z Calvario do Baeza, Beas, Caravaca… – z Baeza do Alcalá de Henares; – z Baeza do Avila i z powrotem do Andaluzji. Obszar geograficzny, na którym toczyło się jego życie, nie jest zbyt rozległy, nie wykracza poza Półwysep Iberyjski: najbardziej wysunięty na północ punkt, do którego dotarł, to Valladolid; południowy zaś kraniec, to Malaga; na wschód królestwo Murcji, a konkretnie Caravaca; na zachód dotarł aż do Lizbony. Liczba przebytych kilometrów sięga względnie wysokiej cyfry (około 25.000 km), odkąd stawiać zaczai pierwsze kroki w Fontiveros, aż do ostatniej podróży z Ubędą do nieba.

W rozlicznych podróżach, które realizował, możemy wyróżnić pewne stałe elementy, charakteryzujące Jana od Krzyża jako podróżnika. Dlatego w każdym takim przypadku możemy zapytać: w jaki sposób podróżował?

Konstytucje Zakonu, potwierdzone i podpisane przez niego w 1581 w Alcalá de Henares, zawierają normy i zasady dokładnie ustalone na ten temat. Jedna z nich dotyczy tych, którzy „podróżują z posłuszeństwa”. Mówiąc o sposobie podróżowania i środkach lokomocji określa się: „Chcemy i nakazujemy, żeby nasi bracia chodzili piechotą, jeśli udają się głosić słowo Boże lub w innym celu; ani przeor, ani prowincjał nie może im udzielić dyspensy za wyjątkiem choroby lub pilnej konieczności; dyspensa powinna być wtedy dana na piśmie.

Podróżować należy na grzbiecie osła, a nie w inny sposób, ale gdyby podróż była długa, a potrzeba pilna, można używać muła z siodłem jucznym, ale nie z siodłem dla podróżnych, wędzidło zaś i uprząż nie mogą być ze skóry, ale z konopi. Odnosi się to zarówno do przeorów, jak też prowincjałów i wizytatorów, pod karą ciężką przez dziesięć dni dla postępującego przeciwnie, również dla przełożonego, który by się na to zgodził”.

Były to zasady, które mniej lub bardziej przestrzegał Jan od Krzyża, jak przekazują jego towarzysze podróży. Jeden z nich opowiada: „Szedł pieszo dopóki starczało mu sił, a nawet gdy zaczęło mu ich ubywać, jeśli podróż była krótka; prowadził co najwyżej jedno zwierzę juczne dla siebie i towarzysza. Lecz jeśli podróże były dłuższe, jechał na jucznym zwierzęciu czytając Pismo św. prawie przez cały okres podróży”.

Chociaż wolał nie mieć żadnych bagaży i zapasów podróżnych, nigdy nie zapominał o Piśmie św., i tak się w nie zagłębiał, że nieraz zdarzało mu się spaść podczas jazdy na ziemię.

Lubił przede wszystkim czytać fragmenty z 17 rozdziału Ewangelii według świętego Jana, zawierające modlitwę arcykapłańską Chrystusa o jedność, wielką „modlitwę ofiarniczą i wstawienniczą” Zbawiciela. Oprócz tego, że recytował z pamięci fragmenty Ewangelii, co pobudzało do pobożności słuchającego go towarzysza, było w jego zwyczaju „śpiewanie hymnów i pieśni maryjnych, psalmów Dawida i Pieśni nad pieśniami”.

Apostolski wędrowiec

Podróżował tak, jak apostołowie, biorąc ze sobą tylko to, co niezbędne i wierząc w Opatrzność. Niecały jednak czas zabierały mu śpiewy, modlitwy, cisza kontemplacyjna czy nawet modlitwy, zgodnie z rozkładem dnia obowiązującym w klasztorze.

Podróżowanie na sposób apostolski oznaczało także zabranie z sobą towarzysza, jak to polecało prawo zakonne. Podczas szczególnie długich podróży, w których znajdowało się czas na wszystko, czymś wspaniałym było słuchanie rozmów, które doskonaliły sztukę dialogu przez odwracanie pytań aż do granic „prowokacji”, tak, aby dowiedzieć się, o czym myśli i w jaki sposób odpowie na nie współtowarzysz.

Brat Marcin od Wniebowzięcia, uczestnik wielu podróży, przekazał nam treść kilku rozmów z ojcem Janem. W jednym z bardziej znanych przypadków Jan zawołał brata Marcina, który wędrował w pewnej odległości przed nim i spytał go: „Jeśliby teraz przyszli nieprzyjaciele, aby nas skrzywdzić, zbiliby nas kijami i znęcaliby się nad nami, jak brat zareagowałby na to?” Odpowiedziałem: „Z pomocą Boga, naszego Pana, zniósłbym to cierpliwie”. Święty odpowiedział w zapale dyskusji: „Brat mówi to z taką obojętnością, czemu raczej nie z pragnieniem wielkim, aby doświadczyć cierpienia z miłości do Chrystusa, Pana naszego? Właśnie ich powinniśmy przekonać, że warto dać z siebie jak najwięcej, aż do męczeństwa, dla Chrystusa”.

Odżyło w nich obu, bez wątpienia, wspomnienie dialogu Franciszka z bratem Leonem, „owieczka Bożą”.

Czasami Jan opowiada swojemu towarzyszowi o niektórych wydarzeniach ze swojego życia, kłopotach związanych z więzieniem w Toledo lub niektórych epizodach z dzieciństwa, które przychodziły mu do głowy, gdy widział studnię lub staw. Przystosowuje się w tych rozmowach do zdolności i wykształcenia swojego towarzysza. Znajdując się w towarzystwie zakonnika uczonego i wykształconego, uwzględnia to w swoim opowiadaniu; „podróżując obydwaj nocą, całą tę noc spędziliśmy na rozmowie o cnocie wiary”, i wyznaje: „byłem pełen podziwu, jak bardzo pozwalał poznać głębię swej wiary i światło, które Bóg mu objawił”.

Przygody

Jan prowadził konwersację nie tylko ze swoim towarzyszem podróży, lubił rozmawiać także z woźnicami i poganiaczami mułów. Brat Marcin, który z prawdziwą przyjemnością wspomina te wspólne podróże, potwierdza: „Woźnicom i innym napotkanym na drodze ludziom dawał dobre rady i wskazówki, jak żyć służąc Bogu, naszemu Panu”.

Oprócz udzielania dobrych rad i sugestii dotyczących życia chrześcijańskiego, czasami czuł potrzebę upomnienia kogoś lub zganienia: „a pozostając w zajazdach i gościńcach, w których przypadło mu zatrzymać się w czasie podróży, jeśli ktoś przeklinał, upominał go, a ludzie przyjmowali to zazwyczaj z pokorą”.

Oprócz słów perswazji, pomagała mu w tym prostota jego postawy i pewien szczególny majestat, który niekiedy uderzał u tego człowieka fizycznie tak niepozornego, „tan chico”, jak mawiała matka Teresa.

Wystarczyłoby przypomnieć dwa przypadki. Po przybyciu do Venta de Benalúa zastaje dwóch mężczyzn pochłoniętych bójką i to z użyciem noży; jeden z nich został raniony w rękę. Powiedział do nich: „W imię naszego Pana Jezusa Chrystusa nakazuję wam przestać”, i rzucił między nich kapelusz, który miał w ręku; tym prostym gestem zakończył kłótnię, a oni przypatrywali się sobie…; światy zsiadłszy z konia pojednał ich, tak, że ucałowali nawzajem swoje stopy”. Opowiadanie brata Marcina często było tematem ikonografii dotyczącej św. Jana.

Po przybyciu do innej gospody ojciec Jan spotkał kobietę, która usiłowała skłonić do złego mężczyzn, używając słów nieprzyzwoitych i prowokujących gestów. Ojciec Jan upomniał ją i powiedział jej, żeby się wstydziła i pomyślała o swojej duszy, którą odkupił Jezus Chrystus, nasz Pan, swą najświętszą krwią i poprawiła się. Słysząc te słowa, przeszyta spojrzeniem ojca Jana, kobieta pada na ziemię zemdlona i pozostaje na ziemi bez przytomności przez długi czas. Dochodząc do siebie krzyczy, że chce zmienić swoje życie i wyspowiadać się. Jan rozmawia z nią, dodaje jej odwagi, utwierdza w dobrych postanowieniach i zaleca, aby udała się do spowiedzi do karmelitów bosych do Kordowy, po zrobieniu gruntownego rachunku sumienia.

W tym świecie tak różnym od naszego, w drodze, podczas pobytu w gospodach ojciec Jan stawał w obliczu konfliktów międzyludzkich, ale gdzieżby indziej, niż tam właśnie mógł tego oczekiwać. I musiał bronić się skutecznie przed młodą kusicielką, która groziła krzykiem, że Jan chce zadać jej gwałt. Te i inne przykłady godne zanotowania można znaleźć w opisach jego podróży.

Umiarkowanie

Jan od Krzyża podróżował jak apostołowie, zabierając ze sobą tylko to, co najniezbędniejsze lub zgoła nic. Jednakże nie brakowało mu nigdy niczego. Ponieważ jadł mało i był zawsze chorowity, pewnego razu jego towarzysz postanowił kupić kilka ryb, które wyglądały apetycznie. Chciał to zrobić nie tyle dla smaku, co z potrzeby zjedzenia czegokolwiek. Tak o tym opowiada Jan Ewangelista, jego spowiednik, przyjaciel i powiernik. On to, widząc, że Jan od Krzyża czuł się źle, kupił dwa małe pstrągi, które kosztowały nieco tylko więcej niż sardynki. Nie udało mu się jednak uniknąć nagany ze strony ojca Jana. Niewątpliwie, współżycie ze świętym przynosi ze sobą niemałe problemy. Bywa to nagana braterska, podkreślona poprzez gesty, modulację głosu, taka, która nie da się przenieść po prostu na papier w formie świadectwa pisanego, ale niejeden raz jest później opowiadana i wspominana przez jego towarzyszy. Przy innej okazji, widząc, że w gospodzie nie ma nic do jedzenia, mówi do brata Marcina: „Powstrzymamy się dzisiaj od jedzenia dla Bożej miłości, dzięki której nie zabraknie nam pokarmu”. W chwilę później przybywa jakiś człowiek i, widząc ojca Jana i jego dwóch towarzyszy, mówi im: „Dziś będziecie moimi gośćmi i zjecie ze mną”. I ofiarowuje im wystawny obiad, „dzięki temu, że miał duże zapasy, a w gospodzie nie było nic, ani chleba, ani wina, ani nic innego”, komentuje brat Marcin.

Człowiek modlitwy

Wydaje się, że nie lubił odmawiać brewiarza w czasie podróży, ale czynił to po przybyciu do gospody. Nie wystarczał mu śpiew psalmów podczas drogi; odmawiał więc brewiarz i Officium parvum o Najświętszej Maryi Pannie codziennie na kolanach. W ten sposób przemierzał ojciec Jan nie kończące się drogi, przesycając powietrze modlitwami, wersetami z Pisma św., ciszą, duchowymi rozmowami, a godziny wypoczynku spędzał w zagajnikach lub nad brzegami strumieni, oddając się modlitwie i kontemplacji.

Hieronim od Krzyża, inny spośród tych, którzy najczęściej z nim podróżowali, tak o nim mówił: „dokądkolwiek by się udał, z kimkolwiek by dyskutował, bardzo wszystkich budował, nawet właścicieli gospód; jeśli się choć na chwilę zatrzymał, chociażby po to, by doglądnąć zwierzę, wszyscy mówili: „to nie może być nikt inny, tylko święty”, „pachnie świętością”.

Cechą charakterystyczną Jana, jako podróżnika, która mu zyskiwała u zakonników wielką cześć i poważanie, był jego duch posłuszeństwa: szybki i zawsze gotowy. Udaje się w podróż punktualnie, zaledwie otrzyma polecenie przełożonego, mimo srogiej pogody, złego stanu zdrowia, mimo tego, że zakonnicy radzą mu inaczej. W takich dokładnie okolicznościach, gdy zbiegają się wszystkie przeciwności losu, odpowiada współbraciom, że nie mógłby zalecać im ochoczości w posłuszeństwie, gdyby sam jej nie praktykował.

Echa podróży w jego książkach

Doświadczony w podróżach po ziemi, będąc nieraz zmuszony do przekraczania rzek, czasami niewielkich i spokojnych, czasami wzburzonych pozostawi w swoich książkach tysiące aluzji odnoszących się do podróży, podróżników, trudu wędrówki, niezbędności posiadania silnych i zdrowych nóg, nawiązujących do dróg, ścieżek, bezdroży. Na wielu stronach swoich dzieł o życiu duchowym widział je jako podróż, jako przejście, jako różne drogi prowadzące do Boga; są to echa doświadczeń zebranych na drogach Kastylii i Andaluzji.

Jego zasady i radykalne wymagania, warunkujące osiągnięcie szczytu Góry, zaczynają się od słów: aby dojść do (kosztowania, posiadania, poznania wszystkiego), albo aby dojść do tego, co nie (kosztujesz, poznajesz, posiadasz, znasz), kojarzą się z podróżą i podróżowaniem: musisz iść tam, gdzie nie (kosztujesz, wiesz, posiadasz, jesteś).

Nocy ciemnej (16, 8) jego doświadczenie podróżnika jest bardziej wyraźne i bezpośrednie: „Tak jak podróżny, aby osiągnąć nowe ziemie, dotychczas nie znane, nie zbadane, idzie drogami nieznanymi i niewypróbowanymi; nie korzysta z tego, co wie, ale porusza się pośród wątpliwości, zdany na wskazówki innych; i jest jasne, że on nigdy nie mógłby dojść do nowych krain ani też wiedzieć więcej niż wiedział przedtem, jeśliby nie podążał drogami nowymi, dotąd nie znanymi, a opuścił już znane”.

Podróże w latach 1582-1588

W celu przedstawienia i dokładniejszego prześledzenia podróży naszego bohatera, podzielimy je na urzędowe, wynikające z pełnionych obowiązków, oraz nieurzędowe.

Podróże urzędowe: 1. Granada-Almodóvar del Campo, wyjazd i powrót. 2. Granada-Lizbona, wyjazd i powrót. 3. Granada-Pastrana, wyjazd i powrót. 4. Granada-Madryt (I), wyjazd i powrót. 5. Bujalance-Madryt, wyjazd i powrót do Caravaca. 6. Granada-Valladolid, wyjazd i powrót. 7. Granada-Madryt (II), wyjazd i powrót?

Podróże nieurzędowe. Niemało z nich wynikało z pełnionych przez niego obowiązków; ale nie określamy jako urzędowe tych, które nie wiążą się bezpośrednio z posiedzeniami władz Zakonu czy też z urzędowymi sprawami klasztoru. Na początku wymieniamy niektóre, ilustrując je krótkim opisem: – towarzyszenie mniszkom, które z Granady udają się na fundację do Madrytu; – założenie klasztoru karmelitanek bosych w Maladze; – założenie klasztoru męskiego w Manchuela (Jaen) i w Kordowie; – kierownictwo duchowe karmelitanek w Beas; – przeniesienie zakonnic z Sewilii do nowego domu.

Granada-Almodóvar 1583, wyjazd i powrót

Celem podróży Jana było wzięcie udziału w kapitule prowincjalnej. Kapituła powinna zbierać się co dwa lata, a poprzednia obradowała w Alcalá (1581), kiedy to utworzono prowincję karmelitów bosych.

Jan jedzie więc z towarzyszem do Almodóvar w charakterze przeora Los Martires z Granady. To już trzeci raz udaje się tam; po raz pierwszy w 1576 z Avila; po raz drugi w 1578 z Toledo.

Podróżował wówczas w lektyce, pod opieką służących don Pedra Gonzaleza de Mendoza. Kapituła ta została zwołana przez prowincjała, o. Hieronima Graciana, który jej przewodniczył. Rozpoczęła się l maja 1583 w klasztorze Matki Bożej z Góry Karmel.

Wybrani definitorzy przedłożyli zebranym pod uwagą następujące tematy: 1. Misje zakonne; 2. Wybory i powtórne wybory przełożonych domowych; 3. Zakładanie klasztorów poza Hiszpanią; 4. Ustalenie szczegółów liturgicznych; 5. Usunięcie niedomagań.

Misje. W poprzednim roku, gdy żyła jeszcze matka Teresa, pierwsza grupa misjonarzy karmelitańskich wyjechała do Angoli (dziś Kongo). Ojciec Gracian, popierający tę misję, tak opowiada o tym wydarzeniu: „Nieco później wypłynęli na pełne morze, a o północy, gdy marynarze spali i odpoczywali, pewien statek płynący do Ameryki, o nazwie „Chagas”, staranował ten, na którym przebywali misjonarze, a który nosił imię „San Antón”, tak, że poszedł na dno i prawie nikt się nie uratował, nie licząc jednego czy dwóch marynarzy, którzy opowiedzieli o tej katastrofie”. Informując więc o tym członków kapituły, prowincjał proponuje wysłanie innych zakonników. Nieszczęście, które się wydarzyło, nie może być wystarczającym powodem zaniechania działalności misjonarskiej; przeciwnie, dla prowincjała jest to powód do zdwojenia wysiłków w tym kierunku. Po jego słowach rozpoczęła się dyskusja. Według rozstrzygającej opinii Jana od Krzyża misje bez wątpienia są zgodne z duchem Reguły karmelitańskiej, jednak obecny etap Reformy nie jest najlepszy, aby je kontynuować, z powodu niezbyt licznej jeszcze rodziny zakonnej. Ojciec Gracian obstawał jednak przy swoim i ojcowie kapitułami zdecydowali się wysłać kolejną ekspedycją. Doszło do tego w tym samym 1583 roku.

Wybory i ponowne wybory przeorów. Podczas tej kapituły zmieniono sposób wybierania przeorów. Zdecydowano, że będą oni wybierani nie przez poszczególne zgromadzenia, ale przez kapitułę prowincjalną.

W tym kontekście siłą rzeczy wypływa problem powtórnych wyborów. Jan od Krzyża jest temu całkowicie przeciwny. Jeden z obecnych, ojciec Alonso de Penalver, współtowarzysz przeora w Penuela, będzie potem przytaczał wiele razy słowa ojca Jana, a przed śmiercią zostawi w tej sprawie oświadczenie pod przysięgą: „Wobec wszystkich ojców zebranych na kapitule nasz czcigodny ojciec Jan od Krzyża zaproponował, aby nie wyrażali zgody na powtórne wybory, ale żeby przełożeni, po zakończeniu swych kadencji, nie otrzymywali żadnych urzędów; podkreślał to z taką energią, przytaczał tak żywe argumenty, motywował to z takim przekonaniem, że wywołał podziw wszystkich zebranych”.

Rzeczywiście, propozycja Jana od Krzyża została przyjęta, o czym świadczy tekst uchwały: „Wszyscy przeorzy naszej prowincji, którym kończy się urzędowanie, nie mogą być powtórnie wybrani przeorami żadnego klasztoru w ciągu dwóch pełnych lat, i w ciągu tych dwóch lat mają być podwładnymi”.

Tak stanowi prawo, równocześnie wyjaśniono, że uzyska ono swoją moc dopiero po sześciu latach, ponieważ w prowincji brak zakonników nadających się do rządzenia domami „z powodu wielkiej liczby klasztorów danych nam przez Boga”.

Na tej samej kapitule, po uprzednim zbadaniu zdatności poszczególnych kandydatów, zatwierdzono na urzędzie wszystkich dotychczasowych przeorów. Również Jan od Krzyża został ponownie obrany przeorem Los Mártires na następne dwa lata.

Czy zakładać klasztory poza Hiszpanią? Temat ten nie wiązał się ściśle z problemem misji. Chodziło tu o ustalenie, czy Reforma powinna wyjść poza teren Półwyspu Iberyjskiego, na przykład do Włoch, które wydają się być w zasięgu ręki.

Członkiem kapituły był również ojciec Mikołaj Doria, przybyły z Włoch, który złożył sprawozdanie z misji powierzonej mu przez kapitułę z 1581: przekazał generałowi Zakonu, ojcu Caffardo, w imieniu prowincji karmelitów bosych wyrazy posłuszeństwa i wręczył uchwalone konstytucje. Już wcześniej spotkał się z ojcem generałem w Genui, o czym poinformował matkę Teresę w dwóch listach: z 14 lipca i 3 sierpnia 1582, dodając jej otuchy.

Ojciec Gracian, roztoczywszy szerokie perspektywy ekspansji Zakonu poza kraje Filipa II, proponuje otworzenie bez zwłoki domów zakonnych we Włoszech: w Genui? a może w Rzymie? Propozycja ta jest dyskutowana wśród zgromadzonych. Niektórzy uważali, że nie powinno się w żadnym wypadku opuszczać terytorium Hiszpanii. Inni sądzili, że nie nadszedł jeszcze korzystny moment. Jak w przypadku misji, tak i teraz przeważył punkt widzenia prowincjała: upoważniono więc ojca Mikołaja Dorię do wyjazdu do Włoch, by założyć tam klasztory Reformy, przydzielając mu współbraci do pomocy.

Historia potwierdziła słuszność decyzji rozszerzenia Zakonu w tym właśnie momencie i w tych kierunkach, które zaproponowano. „Było to, moim zdaniem, wielkie dzieło, owo rozprzestrzenienie Zakonu, przez wysłanie braci do Włoch, do Indii Zachodnich, do Konga, do Etiopii”, powie kilka lat później ojciec Gracian.

Ustalenia liturgiczne i duchowe. Ojcowie postanowili, że „uroczystości świętych wspominanych w kanonie będą obchodzone w rycie zdwojonym, i zawsze czynić się będzie przerwy w Oficjum Pańskim, tak śpiewanym, jak też recytowanym”. Biorąc pod uwagę, że „tak Najświętsza Panna, jak i święty Józef są patronami nowej prowincji, zarządzają, żeby w drugą niedzielę lipca celebrowano uroczyste święto z kazaniem ku czci Matki Bożej, i by tak samo uczczono świętego Józefa”.

Postanowiono także, że przeorzy położą nacisk na formację duchową zakonników; w tym celu oraz dla odnowy ich ducha i rozbudzenia w nich wielkiej miłości Bożej, nie będą odmawiali zezwolenia na przebywanie na samotności, gdzie poświęcą się całkowicie Bogu, nie wykonując innych zajęć.

Usunięcie niedomagań. Jeżeli chodzi o braki i nadużycia prowincjała, ojciec Mikołaj Doria zarzucił ojcu Gracianowi słabość w sprawowaniu władzy. Inni kolejno dodawali coś od siebie, tak, że nawet rozważano usunięcie go z urzędu. Nie doszło jednak do tego, ale ograniczono zakres jego działalności kaznodziejskiej, aby skłonić go do zajęcia się w większym stopniu zarządem prowincji.

Jan od Krzyża został również zganiony, gdyż niezbyt często odwiedzał świeckich, aby uzyskać od nich jałmużny; jego odpowiedź na ten zarzut już znamy. Mówił on zawsze z obfitości swojego ducha i na podstawie doświadczenia; następne lata, które spędzi jako przełożony wspólnoty w Granadzie, potwierdzą słuszność jego słów.

Granada-Lizbona 1585, wyjazd i powrót

Będąc posłusznym wezwaniu do wzięcia udziału w posiedzeniu kapituły prowincjalnej, ojciec Jan od Krzyża, wraz z delegatem wybranym przez wspólnotę, wyruszyli w drogę do Lizbony. Kapituła rozpoczęła się 11 maja 1585. Drugim definitorem wybrano Jana od Krzyża. Ojciec Hieronim Gracian proponuje, aby ojciec Mikołaj Doria był jego następcą na urzędzie prowincjała. Ojciec Doria, od pewnego czasu przebywający w Genui, swym mieście rodzinnym, został wybrany miażdżącą przewagą dwudziestu sześciu głosów na trzydzieści obecnych. Podobno ojciec Jan powiedział wówczas do ojca Graciana tonem półproroczym, świadczącym o jego wielkiej przenikliwości: „Jeśli Wasza Wielebność uczyni go prowincjałem, on zdejmie Wam habit”. Jakkolwiek było, sprawy tak się właśnie potoczyły.

Wobec nieobecności nowo obranego prowincjała, przewodniczył kapitule pierwszy definitor, ojciec Gracian, który powiadomił, że już dawniej dał ojcu Janowi od Matki Bożej pozwolenie na udanie się z czterema zakonnikami do Meksyku. Król Filip II, przebywający akurat w Barcelonie, powiadomiony o tym, że Consejo de Indias zgodziła się wysłać nie czterech, ale dwunastu zakonników, na pamiątką dwunastu apostołów, poparł całe przedsięwzięcie. Nalega przy tym na przyśpieszenie przygotowań, by mogli zabrać się z flotą, która wypłynie w lipcu z Sewilli w kierunku Nowej Hiszpanii (Meksyk). Definitorzy zaaprobowali wysłanie dwunastu braci i 17 maja zredagowano odpowiedni dokument, podpisany przez wszystkich. Jako drugi złożył swój podpis Jan od Krzyża. Kapituła postanowiła napisać do Consejo de Indias, „dziękując za przychylność okazaną naszemu Zakonowi”. Ojciec Hieronim Gracian, zadowolony z podjętych kroków, napisze kilka lat później: „Podczas kapituły w Lizbonie nie podjęto innych decyzji, ponieważ powstały wątpliwości o prawomocność postanowień wobec nieobecności prowincjała; odłożono więc dalszy ciąg obrad do chwili przybycia z Genui nowo wybranego prowincjała. Wydaje się więc cudem, że udało się uzyskać zezwolenie na wysłanie ojca Jana do Meksyku, ponieważ gdyby oczekiwano z tym na przybycie prowincjała, nie wyjechaliby nigdy”.

Podczas pobytu Jana od Krzyża w Lizbonie wielu składało wizyty stygmatyzowanej przeoryszy klasztoru Zwiastowania NMP, Marii od Nawiedzenia. Jan uprzejmie odmówił pójścia w odwiedziny, mimo uporczywych nalegań niektórych ojców. Był przekonany i powiedział głośno, że jest to oszustwo i widzi w tym przedstawienie teatralne. Z Biblią w ręku poszedł na spacer na brzeg morza, aby czytać i rozważać słowo Boże, którym karmił swoją wiarą. Byłby niepocieszony, gdyby musiał żywić ją oglądaniem fałszywych stygmatów mniszki.

Podczas drogi powrotnej do Granady zarzuca towarzyszowi podróży, Bartłomiejowi od św. Bazylego, kult mniszki z Lizbony i zobowiązuje go do wyrzucenia wszystkich pochodzących od niej relikwii.

Granada-Pastrana 1585, wyjazd i powrót

Jest to dalszy ciąg i zakończenie kapituły prowincjalnej, przerwanej w Lizbonie. Ojciec Mikołaj Doria wsiadł na statek w Genui 7 sierpnia, a 17 października był już w Hiszpanii, gdzie przewodniczył kapitule w Pastranie. Tam, zgodnie z jego propozycją, aby lepiej zorganizować zarząd, podzielono prowincję na cztery okręgi: Nawarra i Stara Kastylia, Andaluzja, Nowa Kastylia, Portugalia. Na czele każdego z nich, z tytułem wikariusza prowincjalnego, stanie jeden z definitorów. Janowi od Krzyża zostanie przydzielona Andaluzja.

Zgodnie z postanowieniem kapituły przynajmniej raz w roku lub częściej, jeśli to będzie potrzebne, wikariusze prowincjalni zbiorą się z prowincjałem, aby omówić sprawy prowincji. Do prowincjała należy urzędowe zwołanie spotkania, wyznaczenie miejsca i czasu.

Na zakończenie kapituły ojciec Doria wygłosił swoją słynną przestrogę: „obserwy zakonnej, obserwy zakonnej”, zapewniając zaskoczonych tym zebranych, że również po śmierci jego kości szczękiem swoim będą wołać: „obserwy zakonnej, obserwy zakonnej”.

Po serii upomnień, skierowanych tym razem przeciw ojcu Hieronimowi Gracianowi, kapituła zakończyła obrady 20 października. Trwała więc tylko trzy dni. Dokumenty podpisał prowincjał i definitorzy. Na trzecim miejscu znajduje się podpis: Frater Ioannes a Cruce, Diffinitor.

Definitorium odbyło jeszcze kilka posiedzeń w Pastranie. 27 października wręczono ojcu Grzegorzowi z Nazjanzu, czwartemu definitorowi i wikariuszowi prowincjalnemu Starej Kastylii, zezwolenie na przeniesienie ciała matki Teresy od Jezusa z klasztoru w Alba de Tormes, w którym spoczywało, do jej pierwszego klasztoru San Jose w Avila.

I znów do przebycia 395 kilometrów, które dzielą Pastranę od Granady. Tu Jan będzie pełnił swój urząd wikariusza prowincjalnego nie gorzej niż przełożonego klasztoru.

Granada-Madryt 1586, wyjazd i powrót

Jan od Krzyża pisze w liście z Sewilli w czerwcu 1586 do Anny od św. Alberta, że rada już powinna zostać zwołana, ale „nie doszło do tego, ponieważ czeka się na zakończenie wizytacji i fundacji”. W tym samym liście mówi jeszcze trzykrotnie o spodziewanym zwołaniu posiedzenia i że zanim to nastąpi, czas pozwala mu jeszcze załatwić wiele spraw bieżących. Wreszcie w Madrycie zbiera się definitorium, zwane także radą.. Spotkanie wikariuszy prowincjalnych pod przewodnictwem ojca prowincjała, zgodnie z zasadami przyjętymi w Pastranie, rozpoczyna się 13 sierpnia, a kończy 4 września. 14 i 15 sierpnia nie było posiedzeń. Jan od Krzyża uczestniczy w nich dopiero od 16 sierpnia, 13 sierpnia bowiem jeszcze nie przybył do Madrytu, gdyż leżał chory w Toledo.

Podczas pierwszego posiedzenia rady poruszano sprawy o znaczeniu historycznym. Między innymi dyskutowano i postanowiono: – przyjęcie rytu rzymskiego i zaniechanie rytu jerozolimskiego, obowiązującego w Zakonie od początku. Jak się wydaje, Jan od Krzyża nie popierał tej decyzji; – powołanie prokuratora generalnego karmelitów bosych w Rzymie, aby mógł tam załatwiać ich sprawy; – określenie warunków zwrotu ciała matki Teresy, które zostało przeniesione do Avila z klasztoru Alba de Tormes, jako konsekwencja decyzji Sykstusa V, wyrażonej w specjalnym brewe; – postanowiono wydanie drukiem dzieł matki Teresy od Jezusa.

Ta ostatnia decyzja pochodzi z l września. Już z wyprzedzeniem Jan od Krzyża w Cántico espiritual (CB 13 – CA 12) napisał: „Nasza błogosławiona Teresa od Jezusa, nasza matka, pisała w cudowny sposób o rzeczach duchowych; i mam nadzieję w Bogu, że będzie to rychło wydrukowane”. Czy nie od niego więc wyszła propozycja rychłego wydania dzieł matki Teresy?

Oprócz tych decyzji i innych o mniejszym znaczeniu, „zaproponowano i zaaprobowano na tym definitorium utworzenie klasztoru w La Manchuela (Mancha Real-Jaén) w Andaluzji i powierzono ojcu Janowi od Krzyża, wikariuszowi prowincjalnemu Andaluzji, postaranie się o odpowiednie pozwolenia i inne potrzebne rzeczy”.

Bujalance-Madryt 1587, wyjazd i powrót

W lutym 1587 ojciec Jan zajmuje się właśnie zakładaniem klasztoru w Bujalance (Kordowa), gdy zostaje pilnie wezwany przez ojca Dorię do Madrytu dla naradzenia się w sprawach prowincji. Posłuszny przełożonemu wyjeżdża natychmiast, nie słuchając tych, którzy mu radzą zaczekać ze względu na złą pogodę.

W Madrycie rozważano ważne problemy, ale nie wiemy, czego one dotyczyły. Może zbliżającej się kapituły prowincjalnej?

Ojciec Jan wraca szybko z Madrytu i jedzie do Caravaca.

Granada-Valladolid 1587, wyjazd i powrót

Jan udaje się do Valladolid, aby wziąć udział w kapitule prowincjalnej pośredniej. Wyrusza z Madrytu i z powodu gwałtownej burzy, która zaskoczyła jego i innych członków kapituły w Sierra de Guadarrama, po dotarciu do Segovii zatrzymuje się tam kilka dni. 7 kwietnia, w Valladolid, jeszcze przed rozpoczęciem kapituły, uczestniczy w posiedzeniu definitorium, które zgodnie z prawem miało przygotować kapitułę., określając sprawy, którymi powinna się zająć. Podczas tego posiedzenia wskazuje sią i karci uchybienia wikariuszy, pozostawiając kapitule ocenę rządów prowincjała.

Po zakończeniu posiedzenia, w sobotę 18 kwietnia można już było rozpocząć kapitułę. Zakończy się ona 25 tegoż miesiąca. Znana jest ona jako „wielka” z powodu liczby uczestników: czterdziestu sześciu. 18 kwietnia przeprowadzono wybory definitorów, którzy bada nowymi wikariuszami prowincjalnymi.

Kapituła zatwierdza nowe fundacje i koryguje nadużycia, które mimo gorliwości ojca Dorii są nieuniknione. Postanawia też rozpocząć kurs sztuk, czyli filozofii, w niektórych kolegiach zakonnych. Zaproponowano, żeby „Zakon prowadził w Hiszpanii szkoły dla dzieci, ucząc je czytać i pisać i żeby zakonnicy utrzymywali się ze związanych z tym opłat”. Propozycja ta spotkała się z aprobatą większości, ale prowincjał, o. Mikołaj Doria, był jej przeciwny, stąd nie została przyjęta.

Ojciec Doria przedstawił projekt, aby „definitorzy, którzy razem z prowincjałem mieli dotąd głos doradczy, odtąd mieli głos decydujący”. Wobec tej propozycji, tak normalnej z naszego punktu widzenia, doszło do ostrego sprzeciwu. W trakcie wyboru przełożonych domów zakonnych Jan od Krzyża został wybrany po raz trzeci przełożonym klasztoru w Granadzie. Usiłował zrzec się urzędu, ale kapituła zrzeczenia nie przyjęła.

Po zakończeniu posiedzenia ojciec Jan wybiera się w drogę powrotną do Granady, odległej od Valladolid o 627 kilometrów. Ponownie odwiedza po drodze Segovię, a w niej spotyka Alonsa od Matki Bożej, w owym czasie nowicjusza, który w przyszłości będzie jego biografem i prokuratorem w procesie beatyfikacyjnym. Alonso wspomina ze wzruszeniem rady otrzymane od ojca Jana: „Stanąwszy w drzwiach chóru, prosił, by mnie przywołano), a po krótkiej rozmowie „uściskał mnie, udzielił mi błogosławieństwa i odszedł”.

Granada-Madryt 1588, wyjazd i powrót?

Jan, przeor Granady, wyjeżdża ze swym współtowarzyszem Janem od św. Anioła. Udają się na pierwsze posiedzenie kapituły generalnej karmelitów bosych.

Dnia 10 lipca 1587 papież Sykstus V wydał brewe Cum de statu, w którym przyznał prowincji karmelitów bosych: – prawo mianowania wikariusza generalnego; – prawo podziału prowincji i ustanowienia „kongregacji karmelitów bosych”.

Ojcu prowincjałowi polecono „zebranie w odpowiednim miejscu i czasie kapituły karmelitów bosych”.

Po zwołaniu ojcowie zebrali się w Madrycie i rozpoczęli sesję 18 czerwca. Najpierw zapoznali się z treścią papieskiego brewe, potem wybrano definitorów, którzy mieli przewodniczyć pracom kapituły. Pierwszym definitorem został Jan od Krzyża. W wyborach wikariusza generalnego ojciec Mikołaj Doria otrzymał trzydzieści dwa głosy z pięćdziesięciu. Następnie wybrano sześciu konsultorów, którzy będą pomagać wikariuszowi w zarządzaniu kongregacją. Jan od Krzyża został trzecim, stając się członkiem scentralizowanego zarządu, znanego jako Consulta, która wywoła w przyszłości tyle niechęci wśród zakonników.

„Karmelici bosi zostali podzieleni na pięć prowincji: Stara Kastylia p.w. św. Eliasza, Nowa Kastylia p.w. Ducha Świętego, Andaluzja p.w. Anioła Stróża, Portugalia p.w. św. Filipa, Aragonia p.w. św. Józefa”. Wybrano też dla nich prowincjałów.

Od tego momentu w kapitule generalnej nie biorą już udziału przeorzy, ale wyłącznie prowincjałowie i ich socjusze (delegaci prowincji).

Kapituła skończyła się 11 lipca. Jan od Krzyża prawdopodobnie wrócił do Granady, gdzie spędził ostatnie sześć lat, by z kolei udać się do odległej o 520 km Segovii, którą „La Consulta” wybrała na swą siedzibę.

Do Caravaca

W czasie swoich podróży ojciec Jan niejednokrotnie odwiedzał Caravaca, duże miasto Królestwa Murcji. Według przeoryszy karmelitanek, Anny od św. Alberta, „wielokrotnie jako prowincjał wizytował klasztor w tym mieście; zatrzymał się przez kilka dni i założył klasztor braci”.

Podczas pełnienia przez nią funkcji przeoryszy siedem razy przybył do Caravaca. Zasygnalizujemy te bardziej znane odwiedziny; o niektórych nie mamy pewnych wiadomości z powodu braku danych.

Prawdopodobnie był tu w 1580, gdy z polecenia matki Teresy od Jezusa przychodzi „rozproszyć niepokoje duchowe pewnej mniszki”. Teresa przedstawiła go wspólnocie nie szczędząc pochwał.

W czerwcu 1581 przewodniczy wyborom przeoryszy i powiadamia o wyniku prowincjała, o. Hieronima Graciana, który powierzył mu tę misję.

Przechodzi przez Caravaca w październiku 1585, udając się na kapitułę prowincjalną do Pastrany, o której wspominaliśmy.

Powraca w grudniu 1586 w celu założenia klasztoru karmelitów bosych. Pierwszy pomysł założenia tu klasztoru braci odnaleźć można w rozmowach Jana z Anną od św. Alberta. Przeorysza podkreśla, jak bardzo mniszki potrzebują ojców, i wyraża gorące życzenie całej wspólnoty, aby stało się to już w najbliższych dniach. Ojciec Jan replikuje: „Dlaczego tym nie zajmiesz się sama, matko przeoryszo?” Przeorysza uśmiecha się, nie widząc w tym momencie możliwości. Ojciec Jan nalega: „Myśl o tym i poleć to Bogu, i niech twoja wspólnota codziennie prosi o to Matkę Boża; ja także każdego dnia będę prosił Pana w tej sprawie”.

Tak kończy się rozmowa. Ojciec Jan idzie do kościoła odprawić Mszę. Zajmuje mu to więcej czasu niż zwykle, jest zamyślony i tajemniczy, zwłaszcza od momentu Komunii św. Przeorysza, przeczuwając, że coś się stało, „po zakończeniu Mszy i dziękczynieniu poszliśmy do konfesjonału, gdzie zapytałam go: „Dlaczego Msza trwała tak długo?” Odpowiedział: „Przedłużyłem Mszą?” Ja na to, że tak. Wtedy on rzekł: „Córko, Bóg obdarzył wielką łaską duszę moją, dlatego nie dziw się, że przeciągałem. Podoba się Bogu, że w tym mieście powstanie klasztor braci. Nie trzeba się martwić, Bóg pomoże. Ja ze swej strony będę się modlić do Boga i zrobią, co tylko możliwe”. Zaczęłam załatwiać niezbędne formalności, ponieważ dotąd nie zrobiono niczego. Czcigodny Oj ciec zaś wyjechał”.

Rada wikariuszy z ojcem prowincjałem, zebrana w Madrycie w 1586, l września zatwierdziła fundację klasztoru. Jan od Krzyża wraca do Caravaca, aby ją zrealizować. Ojciec Hieronim od św. Józefa w swojej biografii Jana przytacza dokładne dane na ten temat: „W tym celu zakupił plac, na którym wznosił się stary dom o rozmiarach dwadzieścia sześć stóp na szesnaście, nieopodal bardzo szerokiej drogi. Dom należał do morysków, którzy płacili sześć dukatów czynszu. Za tę sumę sługa Boży wydzierżawił posesję. Na parterze powstał kościół, zakrystia, furta, schody; na pierwszym piętrze kuchnia, refektarz, spiżarnia, a na poddaszu sześć pokoików z korytarzykiem: to był cały klasztor”.

Opis dotyczy bez wątpienia innego okresu. Anna od św. Alberta stwierdza, że ojciec Jan po przybyciu do miasta „umieścił Najświętszy Sakrament w bardzo biednym domku, stojącym przy kościele Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia, wynajętym na klasztor”. Stało się to 18 grudnia 1586. Siódma i ostatnia wizyta ojca Jana w Caravaca miała miejsce l marca 1587, gdy wspólnota przenosiła się do nowego klasztoru.

Odwiedziny ojca Jana w Caravaca pozostawiają głęboki ślad duchowy we wspólnocie karmelitanek bosych. Znalazło to odbicie po latach, gdy historycy Zakonu zbierali świadectwa do jego procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego. Matka przełożona, Anna od św. Alberta, wspomina wiele epizodów związanych z Janem i wychwala go w szczególny sposób jako człowieka wielkiej wartości, niedoścignionego mistrza duchowego, „który mówił zawsze tylko o rzeczach związanych z modlitwą i postępem duchowym”.

Zwracały również uwagę jego zawierzenie opatrzności Bożej i głęboka nadzieja.

Bardzo chętnie próbowały rekonstruować postać Jana nie tylko matka przełożona, ale i inne zakonnice. Jedna z nich wspomina go, jak z wielkim entuzjazmem wychwalał trzy cnoty teologiczne, „w szczególności wiarę”. Inna mówi, że nie może go zapomnieć, jak mówił, że „zakonnicy nie powinni się troszczyć o siebie samych, ale pozostawić te troski Bogu i tym, którzy zajmuj ą się zarządem klasztoru”.

Oprócz intensywnych kontaktów bezpośrednich z tą wspólnotą, trzeba wspomnieć o stałych kontaktach listownych, szczególnie listach do Anny

od św. Alberta. Potwierdza ona: „Miałam wiele jego listów, ponieważ szanowałam je i zachowywałam jako relikwie. Po jego śmierci dałam je zakonnikom, którzy z taką pobożnością o nie prosili. Ojcu Marcinowi od św. Józefa, który był tu przeorem, dałam jeden, a niewiele później (w 1614) prosił mnie o inny z takim naleganiem, że też mu go podarowałam. On pokazał list jakiemuś panu, który nie chciał mu go zwrócić, bo czcił go jako relikwię”.

Z pozostałych listów, w większej części niekompletnych, możemy się dowiedzieć, jak zachęca Annę od św. Alberta, aby była odważna w życiu, oddalała niepotrzebne skrupuły i nie przykładała Bogu własnej miary.

List z czerwca 1586, najbardziej chyba osobliwy spośród listów Jana od Krzyża, wprowadza Annę od św. Alberta w sprawy Zakonu, w jego zadania jako wikariusza prowincjalnego, nowych fundacji i projektów na przyszłość. Daje jej rady w sprawie trudnej i delikatnej, związanej z ojcami Jezuitami. W następnym roku, wracając z Madrytu po spotkaniu z ojcem Dorią, Jan pomija Caravaca i 2 marca 1587 zezwala „przeoryszy i zakonnicom klasztoru św. Józefa, karmelitankom bosym w Caravaca, aby wszczęły proces przed jakimkolwiek kompetentnym trybunałem o domy, które im zostały zabrane przez ojców Towarzystwa Jezusowego, a które leżą na terenie klasztornym, a przedtem były własnością Alonsa de Robres, mieszkającego we wspomnianym mieście Caravaca; mogą delegować jako swoich pełnomocników prokuratorów jakiegokolwiek trybunału królewskiego, jak to uznają za korzystniejsze, i kontynuować proces w sposób zgodny z prawem; mając to na względzie, udzielam mojego pełnego poparcia, jakiego tylko zgodnie z prawem mogę dać”.

Proces ten będzie trwać jeszcze kilka lat i zakończy się polubownie dopiero w marcu 1595.

Stosunki Jana od Krzyża z karmelitankami w Caravaca dowodzą, że miała racją matka Teresa pisząc do przeoryszy: „Córko moja, zrobię w ten sposób, że ojciec Jan od Krzyża przyjdzie do was; postąpi tak, jakbym to ja sama uczyniła; otwórzcie przed nim z prostotą wasze serca, on was pocieszy; jest to dusza, której Bóg udziela swojego Ducha” (13 stycznia 1580).

Zobacz podobne wpisy

6 listopada, 2016

Nowe życie – reformator i mistrz z Duruelo

Nieznana, mała miejscowość w prowincji Avila, Duruelo, przypomina początki Reformy terezjańskiej karmelitów. Stanowi jej zalążek i dziś jest symbolem, tak jak klasztor San Jose w Avila jest symbolem reformy dla karmelitanek bosych.

6 listopada, 2016

Z Teresą do Avila – misja wśród zakonnic

Jan od Krzyża przybył do Avila prawdopodobnie latem 1572 z bratem, którego później zastąpią inni karmelici bosi. Początkowo ojciec Jan mieszkał w klasztorze del Carmine, a do La Encarnación przychodził tylko, żeby spowiadać. "Klasztor del Carmine znajduje się w mieście, przy północnym murze, prawie naprzeciw klasztoru La Encarnación".