Spis treści
- Duruelo
- Teresa: zamiary i zezwolenia
- W kierunku Duruelo
- Rozpoczyna się
- Wyposażenie domu i kościoła
- Modlitwa i apostolstwo
- Inauguracja klasztoru
- Pamiętna wizyta
- Pierwszy bilans
- Inne wizyty
- Życie w Duruelo
- Przeniesienie klasztoru do Mancera de Abajo
- W kierunku Pastrany
- Pierwsze spotkanie z Anną od Jezusa
- W Alba de Tormes
- W Alcalá de Henares
- Znów w Pastranie
- Powrót do Alcalá
Duruelo
o. José Vicente Rodrígues OCD, Bóg mówi pośród nocy, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 1991.
Nieznana, mała miejscowość w prowincji Avila, Duruelo, przypomina początki Reformy terezjańskiej karmelitów. Stanowi jej zalążek i dziś jest symbolem, tak jak klasztor San Jose w Avila jest symbolem reformy dla karmelitanek bosych. W Duruelo Jan wraz z kilkoma współbraćmi urzeczywistnia nową formę życia kontemplacyjnego. Usiłuje odnowić duchowo Zakon.
Te doświadczenia tylko po części są nowe. Zachodzą w samym środku Karmelu, w którym dojrzewało jego powołanie, w którym złożył śluby i doszedł do kapłaństwa. Ich najgłębsza treść nie była dla niego niespodzianką.
Po prostu w Duruelo stały się ciałem ideały życia kontemplacyjnego o jakich marzył i dla jakich cierpiał Jan od św. Macieja, w ciągu lat spędzonych w Medina dcl Campo i Salamance. Pomiędzy okresem poprzednim a chwilą obecną zaszła wielka zmiana, nie nastąpiło jednak zerwanie.
To była próba, eksperyment, powiemy po latach. On jednak miał gwarancje. Matka Teresa od Jezusa próbowała takiego samego sposobu życia z siostrami od 1562 roku. Właśnie ona opowiedziała o przygotowaniach i przygodach w Duruelo w swojej Księdze fundacji. Teresa przejawia zainteresowanie i uczucie typowe dla matki i fundatorki, łącząc w swym opowiadaniu ważkość projektu w aspekcie zakonnym z anegdotami z życia rodzinnego. Jej narracja, choć niekompletna, jest bezcenna i kompensuje milczenie, które przyrzekli sobie pierwsi mieszkańcy Duruelo.
Duruelo stanowi jednak dla ojca Jana początek nowego doświadczenia: ukazywać się zacznie na powierzchni to, co w przyszłych latach będzie jego głównym zadaniem formacja duchowa, którą rozwinie w samotności pierwszego klasztoru.
Teresa: zamiary i zezwolenia
W pewnym momencie życia matka Teresa zatrzymuje się na krótko, aby przeanalizować swą sytuację. Odczuwa dysproporcję pomiędzy swoimi pragnieniami a środkami, jakimi dysponuje. Nie wie więc czy stawić czoła dziełu z heroizmem, czy też po prostu poczekać na lepsze czasy. W tym sensie napisze sama: „Oto biedna mniszka bosa, bez pomocy z niczyjej strony, z wyjątkiem Pana, obciążona dobrymi chęciami bez możliwości ich wykonania. Odwagi jednak mi nie brakowało: miałam nadzieję, że Pan, dając jedną małą rzecz, da także i resztę. Już wszystko wydawało mi się możliwe i zabrałam się do pracy” (Fundacje 2,6).
Autorka nawiązuje do zezwoleń otrzymanych od generała Zakonu, Jana Chrzciciela Rossi, które były obiecujące, gdyż zachęcał do założenia w Kastylii tylu klasztorów żeńskich, „ile włosów miała na głowie”. Nawiązuje ona przede wszystkim do zezwolenia tego samego ojca generała na fundację dwóch domów „braci kontemplacyjnych” czyli też bosych w Kastylii. Czyni również aluzję do zgody ze strony obu przełożonych prowincjalnych, poprzedniego i obecnego: Alonsa Gonzaleza i Angela de Salazara, na nową fundację dla braci. Teresa otrzymała oprócz tego aprobatę don Alvara de Mendoza, biskupa Avila. Pierwszy klasztor braci miał bowiem powstać w jego diecezji.
Z tymi wszystkimi zezwoleniami rozpoczyna realizację swoich pragnień. Byliśmy już świadkami jej osobistego spotkania z pierwszymi dwoma braćmi, gotowymi do rozpoczęcia odnowionego życia Karmelu: Antonim Heredia i Janem od św. Macieja, który przyjmuje imię Jana od Krzyża. Sama Teresa zasugerowała czy też tylko zaaprobowała to nowe imię. Ktoś zapewnia, że podarowała mu poza tym krzyż z Chrystusem, który będzie on odtąd nosić na piersi.
Przy okazji pożegnania w Valladolid, w końcu września 1568, Teresa powierza Janowi listy polecające do różnych osób w Avila, przez którą będzie miał okazję przechodzić. Młody Ojciec wyjeżdża zadowolony i pełen entuzjazmu, mając listy matki Teresy, przełożonych kościelnych i zakonnych. Towarzyszy mu jeden z dwóch murarzy, którzy pracowali w klasztorze sióstr bosych w Valladolid. Niosą oni różne drobne przedmioty, zebrane tu i ówdzie, a które mogą się przydać na początek nowego życia w Duruelo.
Ojciec Jan ma na sobie habit zakonny, uszyty na miarę podczas lata spędzonego w Medina del Campo, który matka Teresa wraz z zakonnicami kończyły w Valladolid. Świadkowie zapewniają, że pierwszy habit bosego został skrojony „z niemałą radością tych, co go szyły, a nawet naszej świętej matki Teresy, która miała w tym swój udział”. Ona, która umiała tkać tak znakomicie, znała się również nieźle na kroju i szyciu.
Po przybyciu do Avila Jan odwiedza mniszki z pierwszego klasztoru San Jose, spotyka też różne inne osoby i wręcza list matki Teresy don Franciszkowi de Salcedo. Tego dnia, kiedy pisała ten list, przygotowywała jeszcze „siedem czy osiem” innych. Komunikuje mu, „że pisanie podnosi ją na duchu i jest dla niej chwilą odpoczynku”.
Spośród wszystkich listów, napisanych przez Teresę w tym dniu, zachował się tylko ten jeden. Oprócz zwyczajnych grzeczności poleca w nim ojca Jana. Jeśli Franciszek de Salcedo czytał go na głos przy doręczycielu, ten ostatni musiał się zaczerwienić słysząc pochwały, jakich nie szczędziła mu matka Teresa. Po wielu wiekach nabierają one szczególnej i niepowtarzalnej wartości.
W liście można przeczytać: „Bardzo proszę pomówić z Ojcem i pomóc mu w tej sprawie. Chociaż jest on niewielkiego wzrostu, według mnie jest on wielki w oczach Bożych. Z pewnością tu (w Valladolid) będzie mi go bardzo brakować, ponieważ ma on wielką mądrość i świetnie nadaje się do naszego sposobu życia. Wierzę, że Pan go powołał do tego. Trudno znaleźć zakonnika, który mówiłby mniej niż on. Jego życie jest pełne pokuty, mimo młodego wieku. Wydaje się, że Pan chroni go w sposób szczególny. Mimo że jest czasami między nami różnica zdań (a ja czasem stwarzam okazję do tego, gdyż nieraz bywam zdenerwowana na niego), nie udało mi się w nim dostrzec niedoskonałości. Jest mężny, ale będąc sam potrzebuje wsparcia Pana, by móc podążać naprzód. On Warn przekaże ten list”.
Po omówieniu różnych kwestii i przesłaniu pozdrowień dla wspólnych znajomych, Teresa pisze jeszcze na temat Jana w post scriptum. Jest to jej ostatnia próba zainteresowania adresata tą sprawą: „Proszę Was jeszcze raz o porozmawianie z tym Ojcem i doradzenie mu czegoś, co wyda się Warn korzystne dla jego nowego sposobu życia. Duch Pana, który jest mu dany w obfitości i cnoty, jakie widać u niego w sytuacjach trudnych, dodają mi odwagi i myślę, że nasze zamiary są dobre. Jest to człowiek modlitwy, obdarowany zdrowym sądem. Oby Pan prowadził go tak dalej”.
Nie wiemy nic o ewentualnych radach i pomocy Franciszka de Salcedo. Nie posiadamy nawet informacji, jak długo Jan zatrzymał się w Avila. Prawdopodobnie krótko. Możliwe że spotkał tam don Rafaela, tego, który zaofiarował Matce Teresie miejsce na klasztor dla zreformowanej gałęzi męskiej Zakonu.
W kierunku Duruelo
Kolebka rodziny de Yepes, Fontiveros, i kolebka zakonu karmelitów bosych, Duruelo, znajdują się niewiele kilometrów jedno od drugiego. Duruelo leży w części zachodniej prowincji Avila, przy granicy z prowincją Salamanki. Dziś, wyjeżdżając z Penaranda de Bracamonte i przekraczając drogę do Piedrahita, po ośmiu kilometrach przybywa się do Mancera de Abajo (Salamanka). Skręcając na lewo, bez wjeżdżania do Mancera i pozostawiając drogę do Piedrahita, po około ośmiu kilometrach docieramy do Duruelo.
W pierwszych dniach października owego 1568 roku, gdy Jan przybył tam wraz ze swym towarzyszem, Duruelo było miejscowością prawie nieznaną. Była to raczej grupa domów niż miejscowość. Teresa, która była tam już kilka razy, określiła je jako „wioska o niewielkiej liczbie mieszkańców, wydaje mi się, że jest ich około dwudziestu” (Fundacje 13,2).
Zachował się opis podróży z końca XVI wieku lub z początku następnego, w każdym bądź razie zredagowany przed 1637, w którym Zakon powrócił na swe dawne miejsce. Duruelo „położone jest między dwiema wioskami. Jedna, od strony północnej, nazywa się Bercimuelle, druga natomiast, od południa, nosi nazwę Blascomillan. Obydwie odległe o około milę od Duruelo. Wioska rozciąga się wzdłuż rzeki niezbyt szerokiej, o nazwie Rio Almar. Najbliższe miasta to Salamanka i Avila. W kierunku wschodnim, w odległości dwóch, trzech strzałów z rusznicy wznosi się niewielka góra, pokryta wiecznie zieloną roślinnością, która wraz ze strumieniami i polami uprawnymi tworzą miejsce miłe i spokojne”. Ojciec Jan szedł do Duruelo w towarzystwie murarza. Mimo informacji otrzymanych od matki Teresy, która poznała drogę podczas swojej podróży w czerwcu, muszą pytać ludzi spotkanych na drodze i w sąsiednich wioskach, którędy iść.
Jan nosi czarny habit, właściwy „braciom trzewiczkowym”. Słysząc, że ludzie miejscowi spodziewają się zakonników zamierzających pędzić bardzo surowe życie, mówi do siebie i do towarzysza: „Aby nie uważano nas za oszustów, zdejmę teraz ten habit, który noszę i założę nowy, tak żeby ludzie tego nie widzieli”. W ten sposób, „zanim ktokolwiek mógłby go ujrzeć, zdjął habit braci trzewiczkowych, zdjął także obuwie i ubrał habit bosych, który uszyto mu w Valladolid”.
Rozpoczyna się
Zaledwie przybyli, Jan i jego towarzysz murarz, którego imię nie dochowało się do naszych czasów, rozpoczęli prace zmierzające do przekształcenia zabudowań w klasztor z małym kościółkiem. Z grubsza biorąc zrealizowano plan matki Teresy, opisany w Księdze fundacji: „Była tam sień dość obszerna, pokój podzielony na dwie części z poddaszem i małą kuchnią: oto cały budynek klasztorny. Myślałam, że najlepiej będzie w sieni zrobić kościół, na poddaszu chór, a spać można w pokoju” (13,3).
Przed rozpoczęciem robót, bez wątpienia, trzeba było zrobić porządek w całym otoczeniu. Podczas swojej wizyty Teresa uderzona była „wielkim nieporządkiem, jaki tam panował”, dlatego też poszły przenocować do kościoła. „Z powodu dużego zmęczenia nie chciałyśmy spędzić nocy na dworze”.
Cały pierwszy dzień poświęcili pracy. Nie przerywają jej nawet na obiad. Trzeba jednak pożywić się, dlatego ojciec Jan wysyła swego pomocnika, aby w okolicy znalazł coś do jedzenia. Wraca po jakimś czasie z torbą pełną chleba. Tym pokarmem, spożywanym już po zachodzie słońca, kończą pierwszy dzień. Kilka lat po tym Jan będzie opowiadać, że te kawałki chleba w pierwszy dzień w Duruelo wydawały się znacznie smaczniejsze niż „czubki bażancie”. Z pewnością cytował powiedzenie: „nie wierzę, żebyś nigdy w życiu nie kosztował bażanta”. W każdym razie chciał w ten sposób wyrazić swoje zadowolenie z tego dnia i z wielu innych, kiedy przyszło mu jeść tylko chleb.
Prace przygotowawcze zakończyły się szybko. Sama matka Teresa, poinformowana o tym, pisze: „W krótkim czasie dom został uporządkowany. Można byłoby zrobić jeszcze więcej, ale brak było pieniędzy” (Fundacje 14,2).
Przy okazji ojciec Jan informuje o stanie robót ojca prowincjała i matkę Teresę, spragnionych rozpocząć nowe dzieło.
Wyposażenie domu i kościoła
Po zakończeniu pracochłonnych adaptacji zaczęto myśleć o sprzętach domowych. W Valladolid Teresa przekazała Janowi”kilka papierowych obrazków i Chrystusa, którego przyniosła pewna nowicjuszka”. Jan wziął chętnie mówiąc, „że przyda się to do ozdobienia chóru i pustelni, które zostaną wybudowane”. Przy wejściu do małej kaplicy, „nad kropielnicą z wodą święconą, zajął swoje miejsce Chrystus. Przede wszystkim było dużo krzyży i trupich czaszek. Na zewnątrz, przed klasztorem, nad drzwiami do kościółka przytwierdzono wielki drewniany krzyż. Kiedy wieśniacy przechodzili tamtędy idąc na pola, czy też powracając z nich, przybliżali się do budynku domowym sposobem przerobionego na klasztor i zapytywali zdziwieni: „Co oznacza tyle krzyży i trupich czaszek?” (O. Crisógono). Pierwszy biograf zadając to pytanie odpowiedział szybko, że miały one „poruszyć i przywieść do skruchy tych, którzy wstępowali na to miejsce” i zapewnia, że wieśniacy byli „bardzo radzi, że mieli między sobą sługę Bożego i byli bardzo zbudowani jego świętością i doktryną, której ich nauczał”.
Modlitwa i apostolstwo
Podczas dwóch miesięcy, rozkoszując się samotnią Duruelo, ojciec Jan pracę przeplata modlitwą i kontemplacją. Rozwija też działalność apostolską z korzyścią dla ludzi, którzy odwiedzali maleńki klasztor. Udaje się również do pobliskich wiosek, aby spowiadać, głosić kazania i katechizować.
Do tego właśnie okresu, spędzonego w oczekiwaniu na inaugurację klasztoru, odnosiła się pewna anegdota opowiadana przez jego brata Franciszka, przybyłego z Medina do pomocy i towarzystwa. Towarzysza! Janowi także, „gdy ten chodził głosić słowo Boże, ponieważ nie było jeszcze zakonników, mogących chodzić razem z nim”. Franciszek opowiada tę historię dwukrotnie, podkreślając, że miało to miejsce, gdy „zbudowano chatę, ażeby tam się modlić. Jedzono to, co uzyskano z jałmużny, ale nie jedzono mięsa”. Franciszek opowiada dalej, używając trzeciej osoby: „Wczesnym rankiem ojciec Jan udawał się do pobliskich wiosek głosić słowo Boże. Jego brat (narrator) i wielu wieśniaków chodziło go szukać, aby się wyspowiadać. Pewnego wieczora przed wyjściem zawołał brata i poprosił o trochę chleba i sera. Następnego dnia, gdy skończył nauczać, musiał szybko wracać, bo gdyby został dłużej, zaofiarowano by mu wspaniały posiłek i potraktowano by z ogromnym szacunkiem. Przy powrotnej drodze było źródełko: usiedli więc z bratem i popili trochę wody. Następnego dnia po kazaniach udali się znów szybko do tego samego źródełka. Wkrótce nadszedł jakiś człowiek i w imieniu proboszcza zaczął zapraszać na posiłek. Ojciec Jan poprosił go o wybaczenie: zjedli i napili się tu, przy wodzie. Za żadne skarby nie chciał przyjąć zaproszenia. Najwyżej, jeśli chcą, mogą przysłać jakiś kąsek dla niego i dla brata. Gotowi są poczekać. Tak więc człowiek ten wraca i wkrótce potem przynosi jedzenie. Jedli i pili, a potem wrócili do klasztoru unikając zaszczytów. Kiedy zostali sami, Jan powiedział do brata, że nie przyjął żadnego wynagrodzenia, gdyż za to, co czyni dla Boga, nie oczekuje żadnej zapłaty ani podziękowań. I rzeczywiście, chociaż niektórzy dawali mu coś podczas jego kaznodziejskich wędrówek, nie przyjmował nic”. Tacy byli bracia Yepes: biedni z konieczności, ale także biedni, i zarazem szczęśliwi, z własnego wyboru.
Inauguracja klasztoru
Wraz z otwarciem domu zakonnego i kościoła rozpoczyna się oficjalnie nowa forma życia karmelitańskiego, wypróbowanego już przez Jana w miesiącach poprzedzających to wydarzenie.
Ojciec prowincjał Alonso González zaakceptował zrzeczenie się przez ojca Antoniego przeoratu w Medina del Campo. Zastąpił go ojciec Alonso Fernandez. Wszystko było więc gotowe. Do Duruelo przybywają: ojciec prowincjał, wspomniany przez matkę Teresę jako „człowiek wiekowy, dobroduszny, bez cienia złośliwości” (Fundacje 13,6) i dwaj jego współbracia.
Oczywiście jest z nimi ojciec Antoni de Heredia, o którym matka Teresa powiedziała: „idzie sobie do swego domku z największą w świecie radością” (Fundacje 14,2). Znamy także imiona dwóch zakonników towarzyszących: Lucas de Celis, kapłan, i brat Józef od Chrystusa, diakon. Obydwaj chcieliby spróbować tego nowego rodzaju życia.
Cała grupa przybywa do Duruelo 27 listopada. Pierwsi kronikarze opowiadają, że kiedy ojciec prowincjał „zobaczył świętego ojca Jana ubranego w krótki i ciasny habit z szorstkiego płótna oraz uszyty z takiego samego materiału płaszcz, zaledwie sięgający kolan, krótki szkaplerz, kaptur i wąskie rękawy, a także ubogi pas i różaniec, bose stopy i niewielki drewniany krzyż na piersi, który zsuwał mu się trochę na lewy bok, przypomniał sobie pierwszych pustelników z Góry Karmel i wzruszył się do łez”.
Z radością „dobrodusznego staruszka” kontrastowało zachowanie się ojca Antoniego. Nie ucieszył się wcale widząc ojca Jana. „Zasmucił się raczej. Miał żal, że tamten nie poczekał, żeby obaj razem stali się bosymi”. Była w tym przygana, z którą w przyszłości będzie zwracać się często do Jana. Przyszły Święty zmieniać będzie wówczas temat rozmowy, „gdyż bardzo szanował siwiznę ojca Antoniego). Od tej pory Teresa musi postępować ostrożnie, mając na uwadze wrażliwość ojca Antoniego. Jednakże w swej Księdze fundacji, ukrywając to pod płaszczykiem wyrozumiałości i miłosierdzia, tak pisze: „Ojciec Antoni powiedział mi, że przybywając do wioski odczuł olbrzymią wewnętrzną radość. Wydawało mu się, że jest zupełnie oddzielony od świata, zostawiwszy wszystko, aby skryć się w tej samotni. Dla niego i dla drugiego brata (Jana) dom wydawał się wystarczająco wygodny, więcej nawet, będąc tu odczuwali wielką przyjemność” (14,3).
Oficjalna inauguracja, prosta i skromna, miała miejsce następnego dnia po przybyciu gości, to jest 28 listopada 1568. Uroczystą Mszę św. celebrował ojciec prowincjał. Zbliżają się do ołtarza ojciec Antoni de Heredia, który od tej chwili nosił będzie imię od Jezusa, Jan od św. Macieja, z nowym imieniem od Krzyża i brat Józef od Chrystusa. W obecności prowincjała wyrzekają się złagodzonej reguły Karmelu i przyrzekają żyć według reguły niezłagodzonej, poprawionej przez Innocentego IV. Dziwnym zbiegiem okoliczności trzy przydomki zakonne trzech pionierów układają się w słowa: Jezus Chrystus Ukrzyżowany.
Z okazji otwarcia klasztoru został zredagowany odpowiedni dokument: „Dom i teren ofiarował jaśnie wielmożny don Rafael Mejia Velázquez, pan tych włości. Zgody na założenie wspomnianego klasztoru udzielił jaśnie wielmożny don Alvaro de Mendoza, biskup Avila”.
Lucas de Celis nie ślubuje nowej reguły: woli spędzić tu jakiś czas na próbę przed podjęciem zobowiązania. Mówi się o nim, że był „wyśmienitym kaznodzieją”. Wycofa się jednak z powodu słabego zdrowia.
Ojciec Antoni został wikariuszem nowego domu zakonnego. Prowincjał, zadowolony z podjętego dzieła, żegna wszystkich i obiecuje, że wkrótce powróci. Następnego roku zrealizuje tę obietnicę: „Po powrocie o. Antoniego od Jezusa mianował przeorem, ojca Jana od Krzyża podprzeorem i mistrzem nowicjuszy”.
Pamiętna wizyta
Najbardziej oczekiwano odwiedzin matki Teresy. Ona sama świetnie spełniła rolę kronikarza tego wydarzenia. Powinniśmy być jej wdzięczni za tak szczegółowe opowiadanie, ponieważ obydwaj „jej” pierwsi bracia postanowili milczeć na temat początków w Duruelo i pozostawić wyłącznie Bogu wszystko to, co się wydarzyło w Jego służbie i w służbie bliźniemu. Teresa wspomina, że inauguracja odbyła się w 1568 i porównuje dom w Duruelo ze „stajenką betlejemską, ponieważ nie sądzi, żeby tu mogło być lepiej” (Fundacje 14,6).
Śledzimy krok po kroku opowiadanie Teresy, która opisuje kolejno: przybycie i spotkanie z ojcem Antonim; odwiedziny kościółka ozdobionego krzyżami i czaszkami; lokalizację pomieszczeń i szczególny sposób modlitwy braci; apostolstwo i jego dobre owoce wśród okolicznych mieszkańców; rozmowę z zakonnikami; uwagi o ich stylu życia i odpowiednie zalecenia.
„W pierwszym tygodniu wielkiego postu następnego roku (w końcu lutego 1569) wracając z fundacji w Toledo przejeżdżałam przez te strony. Przybyłam rankiem. Ojciec Antoni od Jezusa zamiatał akurat przed drzwiami kościoła ze swym żywym i wesołym wyrazem twarzy. Powiedziałam do niego: A to co, ojcze? Gdzie twój honor? On odpowiedział mi z wielką radością: Przeklęty niech będzie czas, gdy dbałem o niego” (Fundacje 14,6).
Dalej kontynuuje na temat dalszych wrażeń swoich i towarzyszy podróży: „Weszliśmy do kościoła. Zdziwiłam się widząc ukwieconego Chrystusa i inne oznaki gorącego ducha. Nie tylko ja byłam zdumiona. Dwaj kupcy, moi przyjaciele, którzy z Medina przywędrowali tu ze mną, mieli łzy w oczach. Było tu tyle krzyży i tyle czaszek! Nie mogę zapomnieć małego, drewnianego krzyża, wiszącego nad kropielnicą. Przyklejony był do niego papierowy wizerunek Chrystusa. Pobudzał on bardziej do pobożności, niż jakieś słynne dzieło sztuki” (Fundacje 14,6).
Po tych, tak bardzo osobistych wrażeniach związanych z Chrystusem, następują inne, dotyczące domu i jego mieszkańców: „Chór mieścił się na poddaszu, które w środkowej części było wystarczająco wysokie i pozwalało recytować oficjum. Trzeba było jednak schylić się mocno, żeby wejść i wysłuchać Mszy św.
W dwóch rogach przy kościele znajdowały się dwie niewielkie pustelnie, w których nie dało się stanąć. Można było tylko siedzieć lub leżeć. Były pełne siana z powodu zimna, tak więc ojcowie niemal dotykali głową dachu. Dwa okienka wychodziły na ołtarz, dwa kamienie służyły za oparcie. Również i tu liczne krzyże i czaszki. Widziałam potem, że po skończeniu jutrzni nie odchodzili, ale pozostawali na modlitwie aż do prymy. Byli nią tak pochłonięci, że nie zauważyli, iż ich habity były pokryte śniegiem” (Fundacje14,6).
Jeszcze drobna wzmianka o dwóch zakonnikach napotkanych w Duruelo z ojcami Antonim i Janem, po czym nasz kronikarz przechodzi do opisu wypraw apostolskich swoich braci.
Styl ich jest taki sam, jak ten, który wypróbował i praktykował Jan będąc sam: „Wychodzili głosić słowo Boże do wielu okolicznych wiosek, pozbawionych możliwości katechezy; dla mnie jest to jeszcze jeden powód do radości, że klasztor został założony właśnie w tej okolicy. Powiedziano mi, że w okolicy nie było żadnych innych klasztorów, ani żadnej innej możliwości słuchania słowa Bożego. Była to wielka szkoda. W bardzo krótkim czasie otoczono ich wielkim szacunkiem, na który zasłużyli, co mi sprawiło wielką radość. Chodzili więc, jak powiedziałam, o milę lub dwie stąd, boso, gdyż w owym czasie nie nosili w ogóle obuwia, co później im jednak zalecono, mimo śniegu i zimna. Po wygłoszeniu kazań i wyspowiadaniu powracali późno do klasztoru, aby coś zjeść. Zawsze wydawało im się, że zrobili za mało” (Fundacje 14,8).
Na temat ich wędrówek Matka dodaje jeszcze, że „jedzenia mieli więcej niż było potrzeba, gdyż mieszkańcy okolicy przynosili im wciąż duże ilości. Chodzili oni także spowiadać okolicznych właścicieli ziemskich, którzy ofiarowywali im większe domy i lepsze tereny” (Fundacje 14,9).
Pierwszy bilans
Podsumowując wszystkie fakty, wrażenia i niezapomniane radości, Teresa pisze: „Widziałam więc ten domek, jeszcze niedawno nie do zamieszkania, teraz zaś ożywiony takim duchem, że i ja mogę znaleźć tu coś dla swego zbudowania. Czułam się więc na siłach opisać ich sposób życia, ich umartwienia i modlitwy, a także dobry przykład, który dawali. Odwiedziłam pewnych ludzi, mieszkających w sąsiedztwie. Nie mogli oni się nachwalić ich świętości i ogromu dobra, jakie wyświadczyli w sąsiednich wioskach. Tak więc bez ustanku dziękowałam Panu, odczuwając ogromną radość wewnętrzną, że oto widzę początek wielkiego dzieła, mogącego dać wiele korzyści naszemu Zakonowi i przysłużyć się Bogu.
Oby spodobało się naszemu Panu poprowadzić tę sprawę dalej, a spełni się moje najgorętsze pragnienie. Kupcy, którzy ze mną przybyli, stwierdzili, że za żadne skarby świata nie zrezygnowaliby z takiej wizyty. Jak pociągająca może być cnota. Ocenili wyżej ubóstwo niż całe własne bogactwo. Ubóstwo bowiem dało im radość i podniosło ich na duchu” (Fundacje 14,11).
Ostatnia część opowiadania matki Teresy jest nie mniej znacząca i dotyczy tematów omawianych z ojcami: „Rozmawiałam z ojcami o kilku problemach. Ja, która jestem biedna i słaba, prosiłam ich szczególnie o to, by nie byli tak surowi w praktykach pokutnych. Ponieważ kosztowało mnie to wiele i tak długo modliłam się do Pana, aby dał mi spotkać takich ludzi, i widząc w dodatku dobry początek, tym bardziej obawiałam się, by szatan nie osłabił ich ducha, zanim spełnią się moje nadzieje. Będąc niedoskonała i małej wiary, nie sądziłam, że jest to dzieło Boże i przymnoży Mu chwały. Oni natomiast posiadając wiele cnót, których mnie brakowało, nie zważali na moje prośby, aby złagodzić swe praktyki” (Fundacje 14,12).
Stan duszy Teresy, po obejrzeniu tego wszystkiego, odzwierciedla się w zakończeniu kroniki z podróży: „Wyjechałam bardzo zadowolona, choć nie dość chwaliłam Boga za tak wielką łaskę. Oby się spodobało Panu tak dobremu, żebym okazała się godna, aby Mu służyć w tak wielkim dziele, amen. Zrozumiałam, że ta łaska jest większa niż pozwolenie mi na zakładanie klasztorów żeńskich” (Fundacje 14,12).
Tak kończy się ten rozdział historii, najbardziej godny uwagi, najbardziej bezpośredni i z najgorętszym duchem napisany spośród innych relacji o odnowie Karmelu w miejscu tak odległym i nieznanym. Teresa pomyślała także o tym ostatnim elemencie i oceniła go pozytywnie. Zrozumiała rzeczywiście, że w końcu łatwiej było otrzymać zezwolenie na fundację w dalekim i nieznanym miejscu. Gdyby chodziło tu o „imponujący dom”, przełożeni obawialiby się dać pozwolenie w obawie przed reakcją innych zakonników (Fundacje 13,4).
Mamy wiadomość o podróży ojca Jana do Medina del Campo, gdzie spotyka się z matką Teresą. Było to z pewnością w lutym 1569, na kilka dni przed jej udaniem się do Duruelo. Może więc Jan towarzyszył Matce w podróży do ich maleńkiego klasztoru? Faktem jest, że tam w Medina prosi go Matka o naukę dla swych córek. Ojciec Jan mówi do nich stojąc przed kratą chóru. Po zakończeniu przenoszą się wszyscy do rozmównicy. Dwoje Świętych modli się razem. Istnieją świadectwa o tym, jak to wyglądało po żeńskiej stronie kraty: „Padła twarzą i ustami do ziemi. W tym samym momencie wszystkie zakonnice uklękły i prosiły Sługę Bożego, aby kazał jej wstać. On zaś miękkim głosem odpowiedział: zostawcie ją tak w prochu ziemi, ponieważ jej tak dobrze. Po jakimś czasie poprosił ją, by wstała. matka Teresa podniosła się, a na jej twarzy widoczna była ogromna radość”.
Inne wizyty
Początek Reformy opisał także Julian z Avila, osoba bardzo bliska karmelitom. Przyjaciel Teresy i Jana, kapelan klasztoru św. Józefa w Avila, towarzyszył Matce Teresie w jej licznych podróżach, szczególnie tej do Duruelo w czerwcu 1568, aby rzucić okiem na dom podarowany na klasztor (Fundacje 13).
Nie było go jednak z matką Teresą w czasie wizyty opisywanej powyżej, w roku 1569. Mimo to wyraża swoje pochwały pod adresem ojców Antoniego i Jana, ich modlitwy, kontemplacji i apostolatu. Porównuje ich życie z życiem ich świętych patronów: świętym Antonim, opatem, i św. Janem Chrzcicielem. Warto zacytować jego sąd o Janie od Krzyża: „Wracamy do mistrza Jana od Krzyża. Ma on w sobie szczególną pokorę, ukochał ubóstwo i umartwienie, pragnie także ratować inne dusze. Udowodnił to wielokrotnie w różnych sytuacjach, w których się znajdował. Jeśli miałbym mówić tu o jego cnotach, byłoby tego bardzo wiele”.
W żartobliwym stylu Julian z Avila opisuje pomoc, jaką otrzymywali zakonnicy od okolicznej ludności: „Pan, który z góry patrzy na swoje sługi, pocieszył ich w sposób szczególny. Świętemu Antoniemu i świętemu Pawłowi, pustelnikowi, Bóg zesłał kruka z chlebem. W tym zaś przypadku kruk nie był potrzebny, gdyż Bóg pomyślał o ludziach. To był cudowny widok, jak wieśniacy przybywali do klasztoru z koszami pełnymi chleba i innych rzeczy do jedzenia”.
Odwiedził on jeszcze Duruelo przy innej okazji i pozostał tam przez kilka dni wraz z pewnym księdzem z Avila. Tak o tym pisał: „Ten pierwszy domek, w którym wielu braci przywdziewa habity, skłaniał bardzo do pobożności. Tak więc ja i pewien pobożny ksiądz, który nazywa się Gonzalo de Aranda, udaliśmy się piechotą z pielgrzymką w tamto miejsce i pozostaliśmy tam przez kilka dni. Wydawało się nam, że trafiliśmy do raju”.
Do Duruelo przybyła także rodzina Jana od Krzyża: matka Catalina Alvarez, jego brat, Franciszek z żoną Anną Izquierda. Anna pierze bieliznę, Catalina zajmuje się kuchnią, a Franciszek, znający się na wszystkim, wykonuje drobne prace przy domu i wokół niego.
Życie w Duruelo
Z opowiadania św. Teresy możemy wywnioskować, że życie samotników w Duruelo charakteryzowały: długie okresy modlitwy osobistej i liturgicznej, płodne milczenie, apostolstwo poprzez głoszenie kazań, katechizację i udzielanie sakramentów świętych ludziom z okolicy.
Można więc mówić o wcieleniu w życie tego, co ojciec generał zalecił w zezwoleniu, w którym wyróżnił fundamentalne cele i „zezwolił na założenie kilku domów braci naszego Zakonu. Odprawialiby w nich Mszę św., recytowali i śpiewali oficja Pańskie, w odpowiednim czasie poświęcaliby się modlitwom, medytacjom i innym ćwiczeniom duchowym w taki sposób, aby ich domy można nazwać klasztorami karmelitów kontemplacyjnych. Przy okazji w różnym stopniu pomagaliby bliźnim i żyli według dawnych konstytucji i naszych postanowień, podlegając obecnemu prowincjałowi i jego następcom”.
Do tych słów dodano inne, o prawie proroczym charakterze, które dotyczyły przeżyć mistycznych i łączności duszy z Bogiem. Pod tym względem Jan od Krzyża wyróżnia się w sposób szczególny. W liście, który stanowi dokument fundacyjny „Bosych”, ojciec generał pisze jeszcze o „naszej Pani z Góry Karmelu, Matce Bożej”, o „najjaśniejszej Królowej niebios”, zwracając uwagę na maryjny charakter Zakonu.
Jeżeli chodzi o wędrowanie piechotą boso, należy przyznać, że pomysł ten nie przypadł do gustu Matce Teresie. Odbiło to się echem w jej listach, jak na przykład w tym z 12 grudnia 1576: „Śmieszne wydaje mi się stwierdzenie ojca Jana od Jezusa (Roca) o chodzeniu boso, utrzymujące, że to ja tego chciałam. Ja zawsze tego zabraniałam ojcu Antoniemu”.
Życie braci przebiegało w pokoju, w pogodnej i braterskiej atmosferze, w której nie ukrywały się cudze wady i nie zapominało się o swoich. Opowieści o tym przekazywane były następnym pokoleniom.
Wracając do bosych nóg: pewnego ranka, gdy było wyjątkowo zimno, a okoliczne pola pokryte były śniegiem, ojciec Antoni wychodził nauczać. Ojciec Jan znalazł jakiegoś osiołka, „na którego wsadził swojego przełożonego. Osiołek miał sakwy pełne siana, Jan otulił nim stopy Antoniego. Pomagał mu i opiekował się szczególnie troskliwie z uwagi na jego starszy wiek. Aby dokończyć dzieła, spiął poły habitu grubą szpilką. Zrobił to niezgrabnie, tak że szpilka wbiła się w nogę ojca Antoniego. Ten zajęczał, a Jan odpowiedział z humorem: „Niech ojciec nie narzeka. Tak będą lepiej zabezpieczono). Wieczorem, gdy ojciec Antoni wrócił do domu i spożyli kolację, według zwyczaju jako wikariusz zapytuje: „Ojcze Janie od Krzyża, jakie winy zostały dziś popełnione?” Ojciec Jan wstaje ze swego miejsca i mówi: „Dzisiaj rano Wasza Wielebność skarżył się, gdy go ukłułem szpilką”.
Opowiadano również inne fakty z ich życia w stylu kwiatków św. Franciszka. Pewnego razu ojciec Jan powrócił do domu zmęczony i udał się na spoczynek przed oznaczoną godziną. Następnego dnia dręczy go jednak sumienie: może dał zły przykład braciom. Z wielką pokorą i skruchą prosi wszystkich o przebaczenie. Wybaczają mu, napominają, żeby był bardziej gorliwy w czynieniu dobra i zadają mu niewielką pokutę. Teraz może spać spokojnie.
Przeniesienie klasztoru do Mancera de Abajo
Przybywają nowi aspiranci: dom zaludnia się nowicjuszami i trzeba coś zrobić ze zbyt ciasnymi pomieszczeniami. Jeden z tych, którzy przywdziali habit we wrześniu 1569, opowiada, że po jego przybyciu do Duruelo „wykorzystano na cele pomieszczenie w głębi domu”, za wyjątkiem przestrzeni niezbędnej „od strony kościółka, gdzie ustawiono dwa konfesjonały dla ludzi z okolicy”.
Inne przeróbki dotyczyły kuchni: „Podzielono ją na dwie części, jedna pełniła rolę refektarza. Wyposażenie stanowił stół, na którym ustawiano posiłki”. Chór „nadal miał gołe dachówki w suficie, tak że podczas opadów deszcz lub śnieg dostawały się do środka. Za okienko służyła dachówka: na dzień zdejmowano ją, a wieczorem zakładano na swoje miejsce”.
Był to jakby raj, jak mówił Julian z Avila. Jednak dom w Duruelo, mimo przeróbek, był za ciasny. Zaczęto myśleć o przeniesieniu się do domu bardziej obszernego. Przychodziły do głowy różne pomysły nie tylko zakonnikom, ale i ludziom świeckim, którzy ich znali i odwiedzali. Nic dziwnego. Tyle osób miało im bardzo wiele do zawdzięczenia.
Najlepszą była propozycja ze strony don Luisa, pana Mancery. Jeszcze raz możemy polegać na Matce Teresie jako na kronikarzu przenosin klasztoru.
Opisuje ona, jak don Luis de Toledo „zbudował kościół dla pewnego obrazu Matki Bożej, który był szczególnie czczony. Przysłał go ojciec z Flandrii dla jego babki lub matki (nie pamiętam już, dla której z tych dwóch) za pośrednictwem pewnego kupca… Ojciec Antoni od Jezusa, kiedy udał się w tamto miejsce i zobaczył obraz, spodobał mu się tak, że zaakceptował przeniesienie tam klasztoru. Miejscowość nazywa się Mancera. Mimo że nie było tam wody i wy dawało się, że nie było jej w żadnym miejscu, gdzie próbowano kopać studnię, ów pan wybudował klasztor zgodnie z regułą ich Zakonu, niewielki, i zadbał też o wyposażenie. Zrobił to bardzo dobrze” (Fundacje 14, 9).
Przeniesienie ustalono na 11 czerwca 1570. Odbyło się bardzo uroczyście, zgodnie z życzeniem ojca prowincjała, Alonsa Gonzaleza. Poprosił o wygłoszenie przemówienia ojca Alonsa de Villalba, kolegi ojca Jana ze studiów w Salamance, a teraz zakonnika w tym mieście. Ustalonego dnia przybył ojciec prowincjał w towarzystwie siedmiu innych braci. „Ojcowie, księża i mnóstwo ludzi z okolicznych wiosek towarzyszyło Bosym z Duruelo do Mancera. Stamtąd zaś wyszła im naprzeciw procesja na czele z proboszczem i tak razem doszli do nowego klasztoru”. Prowincjał celebrował Mszę śpiewaną i, mimo wcześniejszych ustaleń, w ostatnim momencie zalecił, „żeby kazanie wygłosił ojciec Antoni od Jezusa, przeor klasztoru, a ojciec Villalba go słuchał”. Ten ostatni będzie w przyszłości wspominać to wydarzenie.
Teresa, tak wrażliwa na punkcie wody, nie zapomina opowiedzieć, jak bracia znaleźli ją w Mancera. „Pewnego wieczora po kolacji, podczas rekreacji na dziedzińcu klasztornym, rozmawiano na temat braku wody. W pewnym momencie przeor, ojciec Antoni, podnosi się, kijem wskazuje miejsce i mówi: „To tu, kopcie tu”. Zaledwie zaczęto, wypłynęło tyle wody, że jeszcze dzisiaj, kiedy czyści się studnię, trudno jest ją wybrać. Jest bardzo smaczna. Stosowano ją do wszystkich prac w klasztorze i, jak mówiłam, nie brakuje jej nigdy”.
Do opowiadania Teresy kronika pierwotnego klasztoru dodaje, że woda trysnęła tak obficie, że zalała, klasztor. Obawiając się, że podmyje fundamenty, ojciec Antoni krzyknął: „Panie, prosiliśmy Cię o wodę, ale nie o tyle!”.
Również na nowym miejscu Jan pełni obowiązki podprzeora, mistrza nowicjuszy i wychowawcy. Kontynuują ten sam styl życia co w Duruelo, z pewnymi udoskonaleniami podyktowanymi doświadczeniem. Te same były prawa. Ten sam rodzaj apostolstwa.
Pod nieobecność ojca Antoniego, w dniu 8 października 1570 nowicjusze złożyli śluby na ręce ojca Jana. Wstąpili oni do Zakonu w Duruelo. Byli to: brat Jan Baptysta, pochodzący z Avila, i brat Piotr od Aniołów z Lanzahita (Avila), drugi brat konwers pośród Bosych.
W kierunku Pastrany
W momencie dokładnie nie określonym, pomiędzy czerwcem a wrześniem lub też od połowy października do połowy listopada, Jan od Krzyża udaje się do Pastrany (Guadalajara), aby ukierunkować nowicjat.
Pastrana to drugi klasztor Bosych w Kastylii, założony w następstwie zezwolenia wydanego przez ojca generała w 1567, tego samego, które dało początek Duruelo. Miasteczko Pastrana z punktu widzenia geograficznego i historycznego miało o wiele większe znaczenie niż Duruelo, które samo w sobie nie znaczyło nic. Tu natomiast odczuwało się powiązanie z historią Hiszpanii, głównie z powodu związków z księżniczką Eboli, doną Anną de Mendoza y de la Cerda, małżonką Ruy Gomeza de Silva. Fundacja Bosych, o której nie mieliśmy okazji opowiedzieć, została zainaugurowana w lipcu 1569 przy kaplicy św. Piotra.
Założycielką była praktycznie matka Teresa. W Księdze fundacji, w rozdziale 17, opisuje swoje spotkanie w Madrycie z pustelnikami włoskimi Mariano Azaro i Janem Narducci. Obydwaj, pozyskani przez Matkę, przenoszą się do Pastrany i ubierają habit Bosych 9 lipca w pałacu książęcym. „Przygotowałam dla nich habity i płaszcze z kapturem i zrobiłam wszystko, co możliwe, aby obłóczyny odbyły się szybko” (Fundacje 17, 14). Oni sami mają zezwolenie obydwu prowincjałów, Alonsa i Angela, na założenie nowego klasztoru Bosych. Przybywa ojciec Antoni, którego Teresa celowo zawezwała z Duruelo, i następuje uroczysta inauguracja 13 lipca 1569. Wyznaczono przełożonego, którym został ojciec Baltazar od Jezusa (Nieto).
W 1570 przybywa do Pastrany ojciec Jan od Krzyża. W drodze z Mancera towarzyszy mu drugi nowicjusz z Duruelo, brat Piotr od Aniołów. Opowie on później ojcu Józefowi od Jezusa i Maryi (Quiroga), biografowi Jana od Krzyża, „jak to czcigodny Ojciec zbudował go ogromnie podczas wędrówki swoimi cnotami i rozmowami o Bogu. Wędrowali piechotą żyjąc z jałmużny. Z tego, co otrzymano, wspomagano napotkanych biedaków”.
W Pastranie, „kiedy ojciec Jan przybył do klasztoru, doznał wewnętrznego zadowolenia. Znalazł tu samotność. W kierunku południowym otwiera się szeroka panorama doliny, która rozszerza się i niknie u brzegów rzeki Tag. Jest tu kilka grot, wykutych w skale pod kaplicą”. W klasztorze mieszka około piętnastu zakonników, profesów i nowicjuszy. Jan od Krzyża „organizuj e nowicjat według stylu Duruelo i Mancera. Proponuje normy, ustala praktyki pokutne i pozostawia żywy wzór doskonałości”. Proponuje jako mistrza Gabriela od Wniebowzięcia i powraca wraz z towarzyszem do Mancera.
Pierwsze spotkanie z Anną od Jezusa
W końcu listopada lub raczej może w grudniu 1570 z Mancera jechały do Salamanki trzy karmelitanki bose, wywodzące się z klasztoru św. Józefa w Avila. W grupie tej znajdowała się Anna od Jezusa (Lobera), jeszcze nowicjuszka. Ona sama tak opisuje ich wizytę w Mancera: „Tego samego roku, kiedy otrzymałam habit w Avila (1570), ale przed złożeniem ślubów, Matka wysłała mnie na fundację naszego domu do Salamanki. Zatrzymaliśmy się w Mancera, która była po drodze i odwiedziłyśmy klasztor braci Bosych. Pokazali oni nam w praktyce to, czego nauczyła ich Matka i jej towarzyszka Antonina od Świętego Ducha. W owym czasie mieszkali w tym świętym miejscu dwaj pierwsi Bosi, to znaczy przeor, ojciec Antoni od Jezusa, i podprzeor Jan od Krzyża. Nauczyli się oni od naszej Matki nowego stylu życia. Ona z upodobaniem omawiała z nimi wszystkie szczegóły, o które ją pytali. Dzięki Panu spotkali się mniej więcej pięć lat po założeniu pierwszego jej klasztoru dla sióstr. Opowiedzieli mi mnóstwo rzeczy. Teraz wiem z pewnością, że była ona założycielką ich klasztoru tak samo jak i naszego. Oni ją za taką uważają i będą uważać w przyszłości” (Biblioteca Misticct Carmelitana 18, 464).
To zeznanie procesowe ma duże znaczenie, gdyż potwierdza ogromny szacunek, jakim pierwsi Bosi obdarzali matkę Teresę. Annie od Jezusa, którą spotykać będzie wiele razy w Beas i w Granadzie, Jan od Krzyża zadedykuje swoją Pieśń duchową.
W Alba de Tormes
W Mancera życie płynie wciąż tym samym rytmem. Przerywając regularność codziennych czynności, w styczniu 1571 ojciec Jan od Krzyża udaje się do Alba de Tormes, gdzie 25 stycznia, w uroczystość Nawrócenia św. Pawła, otwarto klasztor karmelitanek bosych (Fundacje 20). Jan nie jest tu tylko widzem. Jako jeden z robotników, przywykłych do pracy, nosi „w koszu ziemię, kamienie i inne materiały z rozbieranych domów, przydatne do budowy klasztoru” (Alonso). Jak będą wspominać później mniszki z Alba, nie zaniecha przy tym pouczeń duchowych, których udziela siostrom Bosym. Spotkania z matką Teresą są zawsze ubogacające obie strony, ponieważ oboje potrafią dawać, ale i przyjmować.
W Alcalá de Henares
Po powrocie z Alba de Tormes Jan udaje się na powrót do swego klasztoru w Mancera, zajęty formowaniem młodych, do czego jest szczególnie powołany.
Powstało kolegium Bosych w Alcalá de Henares. Otwarto je l listopada 1570. Potrzeba tu więc człowieka wykształconego i pełnego ducha. Któż mógłby być lepszy, niż Jan od Krzyża? Komisarz apostolski, dominikanin, ojciec Pedro Fernandez, po konsultacji z ojcem Antonim, mianuje Jana od Krzyża rektorem tego kolegium w kwietniu 1571. Wyjeżdża więc on natychmiast z Mancera, jak zwykle w towarzystwie brata Piotra od Aniołów.
Od utworzenia uniwersytetu w Alcalá miasto „jest w pełnym rozkwicie…; wraz z Salamanką tworzą centrum kulturalne Hiszpanii”. Tu studenci karmelitańscy mogą uczęszczać na wykłady. Daje się zauważyć ich skromny i skupiony sposób bycia, gdy wędrują na zajęcia uliczkami miasta. Wyjątkowy jest ich rektor, dzięki któremu jest niemało nowych powołań do karmelitów bosych. Syntezą jego nauczania jest maksyma: Religioso y estudiante, religioso por delante (Zakonnik i student, zakonnik jednak przede wszystkim). Zdobywa sobie prestiż wśród profesorów uniwersytetu jako znawca Pisma świętego, jako człowiek biegły w sprawach filozofii i teologii scholastycznej oraz mistrz duchowy.
Pierwsze doświadczenia związane z utworzeniem kolegium w centrum uniwersyteckim potwierdzają dobrą intuicję matki Teresy, gdyż w ten sposób można było liczyć na dobre powołania ze środowisk uniwersyteckich.
Znów w Pastranie
W czasie, gdy ojciec Jan zajęty był swoją pracą w Alcalá, z nowicjatu w Pastranie nadeszły wiadomości nie napawające otuchą. Co takiego się wydarzyło? Anioł od św. Gabriela, który właśnie w Pastranie był nowicjuszem ojca Jana, został wyświęcony na kapłana w listopadzie 1571. Poszedł na studia filozoficzne do Alcalá i wydawało się, że będzie mógł być mianowany przełożonym kolegium. W ten sposób Jan od Krzyża powróciłby do formowania nowicjuszy w Pastranie. Ojciec Anioł niechętnie ustosunkował się do tego projektu i nie chciał tak szybko zostać przełożonym. Po naradzie z matką Teresą i wizytatorem apostolskim uznano, że najlepiej będzie zostawić ojca Jana jako rektora w Alcalá, natomiast ojca Anioła wysłać jako mistrza nowicjatu do Pastrany. Powierzenie nowicjatu w ręce Anioła od św. Gabriela okazało się decyzją niefortunną.
Matka Teresa, opisując sytuację, tak przedstawia mistrza nowicjuszy, który równocześnie zastępował nieobecnego przeora: „był zbyt młody, o niskiej kulturze, niezbyt roztropny i doświadczony, aby rządzić” (Fundacje 23,9). Uważa go za człowieka niezrównoważonego, który nie potrafi okazać posłuszeństwa, a tym mniej rządzić. Pociesza się trochę myślą, że „Bóg pozwala czasami popełnić błąd i powierzyć urząd osobie niezdatnej, aby udoskonalić cnotę posłuszeństwa w tych, których kocha” (Fundacje23,9). Po latach sam Anioł od św. Gabriela rozpozna zło, do jakiego doprowadził go jego charakter: „Z energią, którą wszyscy uznali za przesadną, pozwalałem nieść się duchowi, który mną powodował. Bez wątpienia, w większości przypadków surowość, jaką stosowałem w nowicjacie i z jaką zarządzałem klasztorem, nie była objawem działania Bożego, ale skłonnością mojego charakteru”. Doprawdy rozliczne były ekstrawagancje i ekscesy, jakie wynikały z działalności Anioła od św. Gabriela zarówno we wspólnocie, jak i na zewnątrz: – wysyłanie nowicjuszy na ulice Pastrany, aby umartwiali się w tak dziwny sposób, iżby ludzie uważali ich za wariatów, tak jak to było ze św. Franciszkiem z Asyżu i innymi świętymi; – uczestniczenie w procesjach, pogrzebach, prowadzenie niestosownego apostolstwa, bez żadnej kontroli; – nieprzemyślane stosowanie surowych praktyk pokutniczych, o jakich czyta się w żywotach dawnych mnichów i świętych, bez wybierania tego, co nadaje się do naśladowania; – zapominanie o tym, że najbardziej potrzebną rzeczą jest skupienie wewnętrzne w samotności, na modlitwie i w kontakcie z Panem Bogiem; – stosowanie przesadnych umartwień i pokut. Przypuszczalnie te fakty miał na myśli Jan od Krzyża opisując „pokutę zwierzęcą”, „za którą idą te dusze, jak zwierzęta pociągane pożądaniem i smakiem, jaki w niej znaj dują” (Noc ciemna I, rozdz. 6). Święta Teresa pisze: „Przesadny był sposób, w jaki ich prowadził i umartwienia, jakie im nakazy wał” (Fundacje 23, 9).
W takiej sytuacji Jan od Krzyża musi użyć wiele taktu i stanowczości, aby nie zaniepokoić tych dusz, natomiast przywrócić klimat szczerości i pokoju.
Całym swym autorytetem przełożonego klasztoru i nowicjatu rozpoczyna ograniczanie tych bez mała komedii, odgrywanych na oczach ludzi po ulicach miasta. Łagodzi zdecydowanie umartwienia wspólnotowe i określa właściwy dla nich czas. Zachęca do pogłębienia ciszy, wewnętrznego skupienia, słuchania słowa Bożego i naucza modlitwy. Imponujący jest jego wpływ na innych i podejście pedagogiczne.
Mistrz nowicjuszy nie skapitulował jednak tak łatwo. Napisał do matki Teresy, żaląc się na ograniczenia i wprowadzane nowości. Matka prosi więc o radę i pomoc swego spowiednika i przyjaciela, dominikanina, ojca Dominga Baneza. Jego odpowiedź stanowi dokument pedagogiczny o wyjątkowym znaczeniu dla Karmelu terezjańskiego. Wyczerpująco punkt po punkcie burzy całą teorię Anioła od św. Gabriela i potępia jego praktyki w stosunku do biednych nowicjuszy. List ten, datowany w klasztorze San Esteban w Salamance 23 kwietnia 1572, jest zaadresowany „do przewielebnej Matki mojej i mojej Pani Teresy od Jezusa”. Matka zaś, poczyniwszy odpowiednie uwagi, przesyła list do owego mistrza nowicjatu, jak wyraźnie sobie tego życzy ojciec Banez: „Proszę Waszą Wielmożność o przesłanie mu tego listu i poproszenie go o zaakceptowanie moich rad, co będzie korzystne dla jego gorliwości”. Nieco wyżej pisze: „Niech Wasza Wielmożność pocieszy go i doradzi mu posłuszeństwo i milczenie. Pan nasz milczał przez trzydzieści lat, a głosił słowo zaledwie przez dwa lata”.
Przy tej okazji, jak zawsze, Jan odwiedza wspólnotę sióstr Bosych, prowadzoną przez przeoryszę Izabelę od św. Dominika (Ortega).
Powrót do Alcalá
Nie wiemy dokładnie, jak długo trwała pedagogiczno-duchowa interwencja ojca Jana w Pastranie. Powrócił on jednakże do swego kolegium w Alcalá, gdzie przyszli studiować także niektórzy z nowicjuszy, których nauczył pogody ducha.
Kończymy nasze opowiadanie pewnym epizodem, opowiedzianym przez jego biografa, ojca Alonsa, a który zakonnica z Segovii potwierdziła, słysząc go z ust samego ojca Jana. „Kiedy ojciec Jan przebywał w Alcalá, kilka pobożnych osób prosiło go, aby opisał życie świętych dzieci, męczenników, Justa i Pastora, patronów miasta. On jednak stwierdził, że nie może tego zrobić. Powód podał następujący: wydaje mi się, że jeśli zabiorę się do pisania, stworzę książkę do modlitwy, a nie książkę historyczną, której sobie życzą. Potrafił jasno odgraniczyć dziedzinę ducha, w czym był specjalistą, od działalności wyłącznie kulturalnej.








