Spis treści
- Teresa wybiera ojca Jana
- Przybycie ojca Jana
- La Torrecilla
- Do dzieła
- Pierwsze osiągnięcia
- U kogo spowiada się Teresa?
- Różne wydarzenia
- Szerokie pole działania
- Duchowe wyzwanie
- W Segovii
- Opętana mniszka
- Nieporozumienia wśród braci
- Kapituła w Almodóvar
- W Avila bez matki Teresy
- Powrót matki Teresy do Avila
- Skandaliczne wybory
- W poszukiwaniu ojca Jana
Teresa wybiera ojca Jana
o. José Vicente Rodrígues OCD, Bóg mówi pośród nocy, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 1991.
W październiku 1571, po pokonaniu olbrzymich trudności, które miały w sobie coś tak dramatycznego, że aż śmiesznego i nieprawdziwego, Teresa od Jezusa została przeoryszą klasztoru La Encarnación w Avila. Mianował ją wizytator apostolski ojciec Pedro Fernández, dominikanin, zwalniając ją jednocześnie ze stanowiska przeoryszy w Medina del Campo. Matka Teresa stanowczo sprzeciwiała się podjęciu tego nowego zadania w rodzinnym mieście. Znała dobrze ten klasztor i jego najdrobniejsze problemy. Bała się, że nie starczy jej siły, aby przewodzić i zarządzać tym światem klasztornym.
La Encarnación „to duży klasztor, położony na północ od miasta, prawie 500 kroków za murami, naprzeciw Puerta del Carmen. Od Avila dzieli go tylko mała dolina Ajates. Za nim ciągną się jałowe, pofałdowane ziemie, pełne granitowych głazów. Klasztor zbudowano z kamienia. Z cegły zrobiono tylko sklepienia i zwróconą w stronę miasta dzwonnicę” (O. Crisógono).
Teresa rozpoczęła sprawowanie władzy w klasztorze, w którym kiedyś przywdziała zakonny habit, złożyła śluby, przeżyła wiele lat, aż do roku 1562, gdy opuściła te mury, żeby założyć również w Avila klasztor św. Józefa. Zaczęła od usunięcia wielu nadużyć i uporządkowania finansów klasztoru.
Z kolei stara się wprowadzić w życie plan, który snuła od początku: żeby klasztornymi spowiednikami zostali karmelici bosi, konkretnie Jan od Krzyża, ceniony przez nią za rozwagę, dojrzałość, mądrość i ducha zakonnego.
Teresa nie miała wątpliwości. Wysłała Juliana z Avila do Salamanki, żeby przedstawił jej prośbę ojcu Pedro Fernándezowi i osobiście przekonał go, że obecność i praca ojca Jana od Krzyża jest w Avila niezbędna. Po przybyciu na miejsce wysłannik przekazał prośbę matki Teresy i sam ją poparł. „Ojciec (Fernández), mimo przewidywanych trudności, tak ze strony mniszek jak też ze strony karmelitów, udzielił pozwolenia, które zawiozłem świętej Matce”. Dwoił się i troił, żeby w parę dni sprowadzić dwóch karmelitów bosych jako spowiedników dla klasztoru.
Ojciec Jan przebywał wówczas w Alcalá de Henares, gdzie był wychowawcą młodych studentów karmelitańskich. Matka uważała, że powinien raczej zająć miejsce spowiednika i wikariusza przy klasztorze La Encarnación. Cel ten osiągnęła.
Jan od Krzyża opuścił Colegio del Carmen w Alcalá. Na polecenie komisarza apostolskiego, zatwierdzone przez nuncjusza Nicola Ormaneto, przeniósł się do Avila.
Kiedy Teresa była już pewna przybycia Jana, z wielką radością ogłosiła nowinę mniszkom. Opowiada jedna z nich: „Gdy święta Matka sprowadziła świętego ojca Jana, powiedziała: Daję wam za spowiednika Ojca, który jest świętym”. Wiadomość została różnie przyjęta przez 130 mniszek. Jedne były bardzo zadowolone, inne pozostały nieufne, a wiele ukrywało swoje obawy.
Przybycie ojca Jana
Jan od Krzyża przybył do Avila prawdopodobnie latem 1572 z bratem, którego później zastąpią inni karmelici bosi.
Początkowo ojciec Jan mieszkał w klasztorze del Carmine, a do La Encarnación przychodził tylko, żeby spowiadać. „Klasztor del Carmine znajduje się w mieście, przy północnym murze, prawie naprzeciw klasztoru La Encarnación”. Mniej więcej od stycznia 1573 Jan i jego towarzysz nie byli już jedynymi karmelitami bosymi w klasztorze del Carmine. Matka Teresa pisała o tym w listach: „Ojciec wizytator Pedro Fernández wyznaczył na przeora, jego zastępcę, furtiana i zakrystiana klasztoru del Carmine karmelitów bosych. Uczynił dla nas wiele dobrego. Inni bracia także podobają mi się”. Tak pisała 13 lutego 1573, a w tym samym liście, uradowana obecnością w Avila swoich braci, dodała: „To była trafna decyzja. I jeśli ten dom zostałby w ich rękach, a pokładam taką nadzieję w Bogu, ja nie musiałabym być tu, gdzie teraz jestem”.
Wysyłając karmelitów bosych do klasztorów trzewiczkowych, komisarz apostolski liczył na ich zreformowanie, ale plan ten nie został zrealizowany. Pragnienie matki Teresy, żeby oddać Bosym cały klasztor del Carmine, pozostało tylko marzeniem.
La Torrecilla
Prawdopodobnie w połowie 1573 ojciec Jan i jego towarzysz opuścili del Carmine i zamieszkali „w domku znajdującym się w południcwo-zachodniej części ogrodu klasztornego La Encarnación. Może uczynili to, by uniknąć przykrości, które zaczęły spotykać Jana od Krzyża, a może dlatego, że jako spowiednicy powinni być bliżej klasztoru? Możliwe, że wzięli pod uwagę obie przyczyny. W każdym razie chodziło o ubogi domek”. Dzisiaj znany jest pod nazwą La Torrecilla (Wieżyczka). Stał obok innych domków należących do klasztoru, „które przylegały do muru klasztornego ogrodu, znajdowały się jednak poza nim. W domkach mieszkali szafarz i ogrodnik. Przed Torrecillą znajdował się dziedziniec otoczony łatwym do przebycia murem.”
Do dzieła
Zadanie Jana od Krzyża, który posiadał tytuł „spowiednika i wikariusza zakonnic klasztoru La Encarnación”, polegało przede wszystkim na pomocy w doskonaleniu duchowym mniszek.
Gdy Jan zaczynał swoje dzieło, Teresa już od kilku miesięcy pracowała nad usunięciem nadużyć, ukróceniem niepotrzebnie przedłużanych wizyt zakonnic w klasztornym parlatorium, które zmieniło się prawie w klub dyskusyjny. Kiedyś zagroziła pewnemu dostojnikowi, że jeśli jeszcze raz przekroczy próg klasztoru, ona doniesie o tym królowi, a wtedy za niestosowne zachowanie i skandaliczne żądanie zetną mu głowę. Ojciec Jerónimo Gracián wspominał, że zainteresowany słysząc tę reprymendę przeoryszy, „nie mógł się doczekać, żeby wyjść, i drżał jak listek”.
Teresa sprowadziła karmelitów bosych na spowiedników klasztoru, jednakże przez ostrożność nie odsunęła karmelitów trzewiczkowych. Wiedziała, że mniszki same dokonają wyboru na korzyść ojca Jana. I rzeczywiście, przeczucie jej nie zawiodło. Kto mógłby udzielać rad Teresie, „tej pięknej, mądrej głowie”, jak nazywał ją ojciec Fernández?
Ze względu na duża liczbę mniszek do klasztoru przybywali i spowiednicy bosi, i trzewiczkowi. Pewnego razu zdarzyło się, że zakonnica klękając przy konfesjonale zapytała: „Ojciec jest bosy czy trzewiczkowy?” Ojciec Jan wykorzystał grę słów, przykrył stopy brzegiem habitu i odpowiedziała Jestem trzewiczkowy (obuty), córko”. Wtedy mniszka spokojnie się wyspowiadała.
Jedna z najbardziej przywiązanych do ojca Jana zakonnic, Anna Maria Gutiérrez, córka słynnego „Niculasa”, o którym Teresa pisała w 19-tym rozdziale Fundacji, wspominała o początkowym oporze niektórych sióstr wobec nauk i wymagań Jana od Krzyża. Nie rozumiały one, dlaczego powinny żyć w ściślejszym odosobnieniu, w głębszej ciszy. Dlaczego nie powinny tak wiele czasu spędzać w parlatorium. Opowiadała także, jak te same zakonnice, „kiedy grzmiało lub błyskało się… drżąc ze strachu prosiły Boga o zmiłowanie i uciekały do chóru modlić się i polecać się Panu”. Biegły z parlatorium (gdzie traciły czas na niepotrzebnych rozmowach z mężczyznami) do chóru, żeby rozmawiać z Bogiem.
Patrząc na to widowisko, ojciec Jan uśmiechał się z pobłażaniem, wiedząc, że wszystko może skłonić do myślenia i do zmiany sposobu życia.
Jan kontynuował swoją pracę, dzień po dniu wprowadzając je na drogę modlitwy. Potrafił czekać na chwilę zesłaną przez Boga i wewnętrzne przekonanie, które ułatwiało korzystanie z nauk ustnych i pisemnych, z dobrego przykładu, a ten więcej znaczył niż tysiące książek i napomnień. W La Encarnación od początku budował to, co zostało później nazwane systemem wychowawczym Jana. Posługiwał się metodami, które uznano za typowe dla jego pracy: rozdawał bileciki i karteczki z sentencjami duchowymi, zawierającymi tematy do rozmyślań pobudzających wolę i serce. Anna Maria Gutiérrez wspominała z tęsknotą: „Miał dar pocieszania każdego, kto się do niego zbliżył. Czynił to za pomocą słów i za pomocą bilecików. Ja także je dostałam, jak też karteczki zawierające święte myśli. Szkoda, że dziś już ich nie mam”.
Duże wrażenie wywarła na wszystkich pewna bardzo długa nauka o cnotach. Jedna z mniszek, chyba dona Maria de Yera, była ciężko chora. Jan spędził przy jej łóżku całą noc. Jedna z obecnych przy tym zakonnic pamiętała, że ojciec Jan czuwając „uczył mniszki miłosierdzia, pokory i posłuszeństwa. Mówił o różnych sprawach duchowych, a na koniec dodał: kiedy już posiądziecie te cnoty, pomyślcie, że otrzymałyście je od Boga bez żadnej zasługi”.
Stan mniszki pogarszał się. Przepisywano różne kuracje, ale nic nie pomagało. Jak powiedzielibyśmy dzisiaj, zapadła w śpiączkę i nie dawała znaków życia. Przerażone mniszki znów wezwały ojca Jana od Krzyża. „On i jego towarzysz natychmiast przyszli. Weszli do klasztoru i zbliżyli się do łóżka chorej, a może już zmarłej”. Anna Maria Gutiérrez zapytała świętego Jana od Krzyża: „Ojcze, co się stało? Czy nie mógł Ojciec zająć się tą córką, która zmarła bez spowiedzi i sakramentów?” Ojciec Jan nic nie odpowiedział. Poszedł do chóru i pogrążył się w modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Po pewnym czasie mniszki zawołały go. Chora, którą wiele osób uważało za zmarłą, odzyskała przytomność. Ojciec Jan wyspowiadał ją i był przy niej aż do chwili, gdy skonała w pokoju Chrystusa.
Na naukach i posłudze sakramentów płynęły jego dni. Ale nie zapomniał o czymś, co dziś nazwalibyśmy działalnością społeczną. Była ona owocem jego wspaniałego miłosierdzia. Pewnego dnia Jan, idąc spowiadać, zobaczył, że mniszka, która zamiatała krużganek, była bosa. Okazało się, iż „nie miała butów ani pieniędzy, żeby je kupić”. Jan zebrał datki i przekazał je mniszce, żeby zaopatrzyła się w tak potrzebną część garderoby. Podobnie odnosił się do chorych w klasztorze. Gdy potrzebowały jakichś lekarstw lub pociechy, robił wszystko, żeby im to zapewnić. Od dziecka był przyzwyczajony do zbierania jałmużny, np. w Medina del Campo dla dzieci z Colegio de los doctrinos, albo dla chorych ze szpitala de las bubas. Był biedny, ale nie chciał niczego dla siebie. Prosił o wsparcie dla innych. Gdy mieszkał w domku Torrecilla, przynoszono mu różne zakonne przysmaki, lecz on z radością oddawał je chorym. To był jego sposób umartwiania się i praktykowania miłosierdzia.
Pierwsze osiągnięcia
Z czasem apostolska praca ojca Jana wydawała obfite owoce. Anna Maria Gutiérrez opowiadała o pewnej rozmowie z Janem od Krzyża. Zastanawiając się nad niezaprzeczalnymi zmianami w klasztorze, w niej samej i w zachowaniu sióstr, pewnego dnia zapytała Jana: „Na czym polega sekret postępowania z mniszkami? Dlaczego, kiedy Ojciec wskazuje im drogę doskonałości i zachęca do miłowania Boga, są tak posłuszne?” Jan odpowiedział: „Bóg sam to wszystko czyni i dlatego sprawia, że ludzie zaczynają mnie miłować”. Brzmiało to jak echo wezwania Teresy do przełożonych: „Postępuj tak, by cię kochały, a wtedy będą cię słuchać” (Konstytucje, 34).
Owoc przemiany był zasługą obojga: przeoryszy Teresy od Jezusa i spowiednika Jana od Krzyża. Tylko Bóg wie, na ile każdego z nich. Nie można też pominąć wkładu innych osób.
Teresa, w pokorze, starała się umniejszyć swój udział w dziele: „Przypisuj e mi się przemianę i odnowę tego domu. Mogę zapewnić, że to ojciec Jan od Krzyża i jego towarzysz zamknęli drzwi przed złym duchem w taki sposób, że płochość i rozrywki zostały zapomniane. Dusze zakonnic zajęły inne sprawy”. Słowa Anny od św. Bartłomieja, sekretarki i pielęgniarki Teresy, ukazują pedagogikę św. Jana. Miała ona charakter pozytywny. Uczył modlitwy, rozmowy z Bogiem, przebywania w Jego obecności, płodnego milczenia, umiejętności wsłuchiwania się w słowo Boże. To wszystko zastąpiło nagle całe zło, które przeszkadzało kroczyć radośnie za Chrystusem.
Ta sama towarzyszka Teresy przytaczała jeszcze inne szczegóły o owocach nauk i pracy Jana od Krzyża. „Niektórzy twierdzili, że mówiąc o mniszkach z klasztoru La Encarnación, można przytoczyć przysłowie: „Po wiedz, z kim pasiesz owce, a powiemy ci, jaki jesteś. Powiedz, kto jest twoim nauczycielem, a będziemy wiedzieli, co umiesz”.
I tak komentuje to przysłowie: „La Encarnación nie jest taki, jak dawniej. Nie ma tu miejsca na przyjemności ziemskie, teraz wszyscy żyją boską strawą. Mniszki nie mają żadnych zachcianek, nie biegają na rozmowy do furty klasztornej. Chcą jedynie pić wodę żywą z duszy ojca Jana. Odkąd go zrozumiały, reszta wydaje im się fałszem i złudą”.
U kogo spowiada się Teresa?
Owoce pracy Jana od Krzyża zostały ocenione pozytywnie przez wiele osób, ale przede wszystkim prze matkę Teresę. W wielu listach wyrażała z tego powodu szczególne zadowolenie. Potwierdziła je w post scriptum listu do siostry Juany de Ahumada, w którym wracała myślami do września 1572: „Czyni dużo dobrego ten karmelita bosy, który spowiada w klasztorze; jest to ojciec Jan od Krzyża”. Do ojca Gaspara de Salazar napisała, o czym już wspominaliśmy: „…od pewnego czasu mamy tu za spowiednika jednego z nich, bardzo świątobliwego”. Jeszcze po latach powtórzy te same słowa pochwały.
U kogo spowiadała się w tym czasie Teresa od Jezusa? To dziwne, ale w połowie lutego 1573 jej spowiednikiem był pewien jezuita. Potwierdziła to sama: „Spowiadani się u ojca Larez” (List z 13.2.1573). Czy to ostrożność nakazała jej nadal spowiadać się u ojca Antonia Larez, rektora Colegio de San Gil, mimo iż ojciec Jan był już od kilku miesięcy w Avila? W każdym razie w tym czasie spowiadała się także u Jana i rozmawiała z nim na szczególnie ważne tematy. Jan od Krzyża stał się świadkiem jej duchowych zaślubin z Chrystusem (18 listopada 1572 w La Encarnación), o których sama opowiadała. Na krótko przed porwaniem ojca Jana z Avila, 29 listopada 1577, Teresa skończyła pisać Twierdzę wewnętrzną, w której dwukrotnie wspominała o Janie, bez wymienienia jego imienia. Zresztą wiele rozdziałów tego dzieła nosi ślady jego wpływów.
Znamy jeszcze jedno wydarzenie, które miało miejsce 17 maja 1573. Oboje, rozmawiając o tajemnicy Przenajświętszej Trójcy, popadli w ekstazę. Później Teresa wyjaśniała żartując: „Z ojcem Janem od Krzyża nie można rozmawiać o Bogu, bo zaraz wpada w ekstazę i wciąga w nią także innych”. Jeszcze dziś można obejrzeć parlatorium w La Encarnación, które było miejscem rozmowy o Przenajświętszej Trójcy: tam uległy zawieszeniu zmysły obojga Świętych i zatopiły się w Bogu. Jak głosi tradycja, wielka siła duchowa oderwała ich od ziemi (ojca Jana nawet z krzesłem, na którym siedział).
Różne wydarzenia
W tak małym mieście jak Avila wszyscy wszystko wiedzieli i odpowiednio komentowali. Szybko rozeszły się wieści o duchowej przemianie i zmianach gospodarczych w klasztorze La Encarnación. Wszyscy mówili o nowej drodze duchowej, nawet ci, którzy odnosili się do przemian z niechęcią.
Omawiano i chwalono wspaniałe dzieło pracy ojca Jana w klasztorze i poza nim. Jako przykład jego zdolności przekonywania przytaczano pewną historię. Nie wiadomo czy dotyczyła ona La Encarnación, czy innego klasztoru w mieście. Faktem jest, że pewien człowiek utrzymywał dwuznaczne stosunki z osobą poświęconą Bogu.
Często ją odwiedzał i przynosił prezenty. W mieście zaczęto o tym plotkować, krzyczano o skandalu. Owa poświęcona Bogu osoba, nakłoniona przez ojca Jana, wyspowiadała się i nie chciała więcej słyszeć o tamtym człowieku. Odtrącony wielbiciel dowiedział się, kto wpłynął na tę zmianę i poprzysiągł Janowi zemstę. Okazja nadarzyła się prędko.
Pewnego dnia, o zmroku, kiedy ojciec Jan wracał z kościoła do klasztoru, został napadnięty i ciężko pobity. W takim stanie długo leżał na ziemi; rozpoznał napastnika, ale nie wydał go. Po latach mówił, że myśl o motywie napaści dała mu siłę do zniesienia razów, a uderzenia wydały mu się tak słodkie, jak św. Szczepanowi uderzenia kamieniami.
W czasie gdy Jan mieszkał w Torrecilla zdarzyła mu się jeszcze jedna dziwna przygoda. W okolicy klasztoru kręciła się młoda i ładna dziewczyna ze szlacheckiego rodu. Prześladowała ojca Jana pochlebstwami. Nie próbowała nawet ukryć swojego zainteresowania nim. Pewnego dnia późnym wieczorem weszła do domku zakonnika.
Młody Ojciec miał wtedy 31-32 lata. „Poczuł gwałtowną pokusę, ale natychmiast się opanował i łagodnie upomniał dziewczynę, a ona zrozumiała swą winę. Ze wstydem wybiegła z domu, przeskoczyła przez mur ogrodzenia i wróciła do swojego domu” (Crisógono). Ojciec Jan Ewangelista, spowiednik Jana, przypomniał sobie, w jaki sposób tę historię opowiadał sam ojciec Jan: „Mówił mi często, że nigdy nie znalazł się w tak trudnej sytuacji, bo chodziło o piękną dziewczynę, mającą wiele przymiotów. Pokusa stawała się przez to jeszcze silniejsza”.
W Avila mieszkała pewna czarująca dziewczyna, ale kłótliwa do tego stopnia, że nazywano ją „Robertem-diabłem”. Mimo zła, którego się dopuszczała, któregoś dnia zapragnęła wyspowiadać się u słynnego braciszka. Chociaż nigdy go nie widziała, czuła dla niego szacunek i jednocześnie strach. Namówiona przez przyjaciółki, ostatecznie pokonała lęk i podeszła do konfesjonału. Najpierw wyznała, że się go boi, bo jej grzechy na pewno go oburzą. Jan od Krzyża odpowiedział jej z dobrocią i prostotą: „Im bardziej święci są spowiednicy, tym mniej gorszą ich grzechy spowiadających się. Przecież oni sami najlepiej znają słabości ludzkiej natury. Ja nie jestem świętym, ale nic mnie nie zgorszy”. Penitentka uspokoiła się, a po spowiedzi odmieniła swe życie. Pokuta, jaką otrzymała, była bardzo dziwna: „Za pokutę policzył jej strach, który musiała pokonać, by przyjść do niego do spowiedzi”.
Szerokie pole działania
Opisane wydarzenia dowodzą, że duszpasterstwo Jana od Krzyża nie ograniczało się wyłącznie do mniszek z La Encarnación. Opowiadając o tamtych czasach świadkowie stwierdzili: „Gorliwość, życzliwy sposób traktowania dusz i pociągania ich do doskonałości – tego doświadczało od Jana wielu ludzi. Gdy mieszkał w La Encarnación, udawał się na rozmowy o modlitwie i o sprawach duchowych z mniszkami różnych klasztorów, a także z innymi ludźmi. Wszystkich prowadził do coraz doskonalszego życia”.
Spośród świeckich znamy dwa nazwiska, które odegrały ważną rolę w życiu Teresy od Jezusa. Jednym z nich jest jej brat don Lorenzo de Cepeda, który miał kontakty z ojcem Janem w 1576. Teresa była bardzo zadowolona z przyjaźni brata z tak wspaniałym i bogatym w doświadczenie nauczycielem. „Ucieszył mnie fakt, że dostrzegł, iż ojciec Jan go rozumie, ponieważ ma doświadczenie. Franciszek (de Salcedo) także miał go trochę, ale nie tak wiele, by zrozumieć, co Bóg w nim czyni…” (List z 11.1.1577).
Drugą osobą, bardzo silnie związaną z Teresą, była dońa Guiomar de Ulloa, o której matka Teresa napisała: „Dona Guiomar… opłakuj e swego Jana od Krzyża” (List z 15.4.1578). Za tymi łzami nie kryje się wyłącznie nieszczęście Jana, o którym Teresa donosiła w tym samym liście. Była tam też tęsknota za mistrzem, spowiednikiem i jego wyjątkowymi naukami, których nie można było zapomnieć.
W grupie klasztorów miejskich, odwiedzanych i wspomaganych przez ojca Jana, na pierwszym miejscu trzeba wymienić dom karmelitanek bosych św. Józefa. Jan bywał tam od początku swego pobytu w Avila.
Obok takiego rodzaju apostolstwa, które wydaje się najbardziej właściwe dla niego, ku naszemu zdziwieniu Jan zajmował się uczeniem dzieci czytania, katechizmu, modlitwy. 40 lat później przypomniał sobie o tym Antonio de Palacios. Bardzo sympatycznie przedstawił ojca Jana i jego towarzysza. Powiedział: „Ojciec German był dobrze zbudowany i rumiany. Ojciec Jan był mały i miał czarną brodę”.
Duchowe wyzwanie
Monotonię codziennego życia i apostolską misję ojca Jana przerwało to, co w historii oraz w dziełach o św. Teresie nazywano duchowym wyzwaniem.
W tamtych czasach było to bardzo modne. Poeci przekładali na język duszy (a lo divino) poezje o ziemskiej miłości. Mnisi i mniszki stawali do duchowych pojedynków posługując się świeckimi regułami.
Zgodnie ze zwyczajem, w pierwszych dniach marca 1574 z Pastrany nadeszło pismo z takim właśnie wyzwaniem. Z dużym prawdopodobieństwem, prawie z pewnością, wysłali je karmelici i karmelitanki bose.
Teresa od Jezusa, przeorysza z La Encarnación, przygotowała odpowiedź dla tych, którzy je przysłali. Nazwała ich „rycerzami i córkami Madonny”. Jej mniszki w wyzwaniu czegoś żądają i jednocześnie coś ofiarowują: wyrzeczenie, cierpliwość w chorobie, wprawianie się w cnotach. Teresa odmówiła uczestnictwa. Napisała przy tym o pewnym „rycerzu” – prawdopodobnie myślała o ojcu Janie od Krzyża. Oto jej słowa: „Pewien rycerz mówi, że jeżeli ktoś wyprosi dla niego od Pana łaskę, której potrzebuje, by służyć Mu doskonale we wszystkim, co zlecą mu przełożeni, on zrezygnuje na jego rzecz ze wszystkich zasług osiągniętych w tej służbie”.
Ojciec Jan wiele zyskał sprawując z posłuszeństwa przełożonym nuncjuszowi i wikariuszowi apostolskiemu obowiązki spowiednika La Encarnación. Wiele też będzie miał do ofiarowania, kiedy sprzysięgną się przeciw niemu okoliczności i doprowadzą go do całkowitego odosobnienia.
W Segovii
Podróż, którą odbył ojciec Jan z matką Teresą w marcu 1574, aby poświęcić nowo założony klasztor karmelitanek bosych w Segovii, trochę urozmaiciła jego życie. Teresa dopiero co wróciła przez Alba de Tormes i Medina del Campo do Salamanki. Później pojechała na parę dni do św. Józefa, pierwszego klasztoru, który ufundowała, skąd wybrała się do Segovii. „Pięć mniszek, dwóch kapłanów i paru służących tworzyło orszak założycieli, powołanych do wzniesienia nowego alcázaru (twierdzy) w Segovii. W czwartek, 18 marca, wszyscy gotowi byli do drogi” (Efrén). Ci dwaj kapelani to Jan od Krzyża i Julian z Avila.
Biskup dał im tylko ustne zezwolenie, ponieważ przebywał w Madrycie, a więc poza swoją siedzibą. Klasztor otwarto w dniu św. Józefa i dlatego nazwano San José del Carmen. Jan odprawił drugą Mszę, po pierwszej uroczyście celebrowanej przez Juliana z Avila.
Później przybył ksiądz Juan de Orozco Covarrubias, kanonik katedralny i kuzyn biskupa. Widząc wszystko tak pięknie przygotowane, zapragnął także odprawić Mszę. Otrzymał pozwolenie i rozpoczął sprawowanie ofiary. Msza już się zaczęła, gdy pojawił się Hernando Martínez de Hiniesta, sędzia diecezjalny. Dowiedział się o otwarciu nowego klasztoru, ale nie chciał uwierzyć, że zostało na nie wydane zezwolenie. A był przy tym zapalczywy i miał gwałtowny temperament, „najgwałtowniejszy ze wszystkich” – opowiadał rozbawiony Julian z Avila. Kiedy zobaczył księdza Covarrubiasa przy ołtarzu, nie wytrzymał i stojąc powiedział: „Trzeba było mnie o tym uprzedzić”. Julian skomentował jego zachowanie: „Myślę, że dzięki pobożności, jaką musi odznaczać się kanonik, złość szybko minie”.
Sędzia nie panował nad sobą, szukał odpowiedzialnych za to, co się wydarzyło. Julian z Avila schował się: „Ukryłem się za drabiną – opowiadał – która stała przy wejściu”.Jan od Krzyża słuchał Mszy odprawianej przez kanonika. Sędzia podszedł do niego i zapytał: „Kto to zrobił, ojcze?” „Dokładnie nie pamiętam odpowiedzi” – ciągnął opowieść Julian z Avila – „ale sędzia dodał jeszcze: Natychmiast przerwijcie to wszystko, bo was wyślę na galery”. Ojciec Jan nie poruszył się, co tym bardziej rozsierdziło jego rozmówcę. W końcu nakazał rozebrać ołtarz. Sprawa wyjaśniła się po sprawdzeniu dokumentów.
Matka Teresa została w Segovii, a Jan natychmiast wrócił do pracy w La Encarnación. Teresa była spokojna, chociaż przebywała tak daleko od swej wspólnoty. Wiedziała, że może liczyć na ojca Jana i jego towarzysza.
Teresa wróciła do Avila pierwszego października 1574. Szóstego skończyło się jej przełożeństwo w La Encarnación i musiała wrócić do klasztoru św. Józefa, gdzie także została wybrana przeoryszą. W klasztorze przebywała do pierwszych dni grudnia, kiedy to podjęła nową podróż przez Valladolid i Medina, która zakończyła się w Avila w styczniu 1575.
Opętana mniszka
Gdy Teresa przebywała w Segovii, w Avila zdarzyły się rzeczy niepojęte w życiu ojca Jana. Zdobył tam rozgłos
wielkiego egzorcysty z powodu swej władzy nad szatanami. Najgłośniejszym przypadkiem, obserwowanym przez całe miasto, była historia Marii de Olivares Guillamas, augustianki z klasztoru Matki Bożej Łaskawej, w którym Teresa de Cepeda y Ahumada mieszkała jako pensjonarka. Klasztor „to mały budynek o nędznym wyglądzie, wzniesiony na miejscu, gdzie przedtem był meczet. Położony jest na południowy wschód od miasta, za murami, obok potężnych maszt Puerta del Alcázar” (O. Crisógono).
Maria de Olivares, rodem z Avila, złożyła w tym klasztorze śluby w 1563. Zwróciła na siebie uwagę serią dziwnych zdarzeń, których nie można było wyjaśnić. Bez odbywania dokładnych studiów znała i bardzo dobrze umiała objaśnić Pismo święte. Mówiono, że „rozmawia we wszystkich językach i zna wszelkie dziedziny nauki”. Przybywało wielu uczonych, aby wysłuchać jej komentarzy Teologicznych i interpretacji Biblii.
Niektórzy historycy bawili się nawet w sporządzanie listy sławnych mężów, którzy badali tego wyjątkowego ducha: Mancio de Corpus Christi, dominikanin, Bartolomé de Medina, także dominikanin, Juan de Guevara, augustianin (jego wykłady na uniwersytecie w Salamance były tak wzniosłe, że uchodziły za „cudowne”), Luis de Leon, mistrz wielu nauk, znawca Biblii, augustianin. Nie wiemy, czy brały w tym udział inne osobistości Avila: don Franciszek de Salcedo, Julian z Avila, czy któryś ze znakomitych Dominikanów lub Jezuitów. Krótko mówiąc, uczeni teologowie i sławni erudyci odwiedzający Avila „uznali tego ducha za dobrego, a cudowną znajomość nauk za rzecz nadprzyrodzoną”.
Nie wszystko jednakże było jasne. Do Avila przybyli prowincjał Augustianów i prawdopodobnie ojciec generał. Rozmowa z mniszką wcale ich nie uspokoiła. Odnieśli się do cudu z rezerwą i nie potrafili zapomnieć o swoich wątpliwościach. Słyszeli o świętości ducha i wiedzy Jana od Krzyża. Dlatego chcieli, aby zobaczył on mniszkę. Nalegali, ale Jan odmawiał, motywując to prawdopodobnie brakiem doświadczenia w tej dziedzinie i swoim młodym wiekiem. Miał wtedy niespełna 32 lata.
Przełożony Augustianów wydał mu pozwolenie na wielokrotne wchodzenie i wychodzenie z klasztoru, aby bez przeszkód mógł zbadać tę wyjątkową sprawę. Natychmiast uzgodnili termin pierwszego spotkania. O wyznaczonej porze Jan od Krzyża wszedł do parlatorium. Z drugiej strony nadeszła mniszka. Zawsze wprawiała wszystkich w podziw ostrym językiem, dobrymi, dowcipnymi powiedzeniami. „Jednak, gdy ujrzała małego, niepozornego zakonnika, nie potrafiła niczego z siebie wykrztusić. Oniemiała, zaczęła drżeć i pocić się jak winowajca przed sądem. Nie zamienili ani słowa”.
Ojciec Jan wyszedł z parlatorium i oznajmił w sekrecie ojcu generałowi, że mniszka została opętana przez złego ducha i że wiele razy będzie trzeba powtarzać egzorcyzmy. Przełożony zgodził się. Od tej chwili Jan mógł czynić wszystko, co uznał w tej sprawie za słuszne. W końcu zgodził się więc udzielić pomocy. Wiele lat później powiedział, że przed rozpoczęciem egzorcyzmów „poinformował inkwizytorów dystryktu o otrzymanym pozwoleniu czynienia wszystkiego, co niezbędne” (Biblioteca Mistica Carmelitana 14, 190).
Zaczęły się dziać rzeczy nieprawdopodobne. Jan, nie zdając sobie sprawy z ryzyka, jakie podjął, rozpoczął duchowe przygotowania: modlił się, pościł, odprawiał pokutę i czynił różne wyrzeczenia. Całe dni i tygodnie poświęcał pracy: egzorcyzmom, spotkaniom, katechezie. Chciał uwolnić biedną opętaną nie tylko od demona, ale i od zamętu umysłowego, którego padła ofiarą.
Szatan odmawiał opuszczenia ciała, twierdząc, że mniszka jest jego własnością. Oddała mu się dobrowolnie, podpisując własnym imieniem pakt i pieczętując go krwią. Jan nie rezygnował i pewnego dnia, podczas mszy, ukazał mu się ten dokument. Natychmiast go spalił.
Po zniknięciu tajemniczego papieru mniszka na pewien czas odzyskała równowagę ducha, ale szatan nie poniechał jej. Zjawiał się pod postacią ojca Jana lub zakonnicy, pisał w imieniu Jana, dawał złe rady doprowadzając mniszkę do szaleństwa. Kazał jej iść do konfesjonału, gdzie kusił przebrany w szaty ojca Jana i niszczył nadzieję na ratunek.
Ostatni atak był wyjątkowo silny. Egzorcyzmy przekształciły się we wstrząsające widowisko. Po długich sprzeciwach i dyskusjach złe duchy „odeszły krzycząc, że od czasów Bazylego nikt im się tak zdecydowanie nie przeciwstawił. Mniszka zemdlała, ale po chwili przyszła do siebie. Siedziała na ziemi odpoczywając po wysiłku. Wstała już całkiem zdrowa” (Alonso).
Ojciec Jan sporządził memoriał, w którym przedstawił swój pogląd na sprawę. Został on dołączony do procesu Marii de Olivares. Święta Inkwizycja z Valladolid przesłała materiały procesowe do głównego trybunału w Madrycie. 23 października 1574 z Madrytu przyszedł list: „Natychmiast po jego otrzymaniu przed Trybunałem Świętej Inkwizycji ma się stawić ojciec Jan od Krzyża, karmelita bosy. Zostanie przesłuchany w sprawie memoriału przysłanego tejże Inkwizycji”.
Ojciec Jan udał się do Valladolid. W pierwszych dniach listopada przywieziono tam także Marią de Olivares, która została umieszczona w klasztorze Matki Bożej.
Ojciec Jan, wielki egzorcysta, posiadający moc zwalczania złych duchów, stał się znany. W liście do przeoryszy z Medina del Campo, Agnieszki od Jezusa, jesienią 1574 matka Teresa pisała: „Córko moja, bardzo mi przykro z powodu choroby siostry Izabeli od św. Hieronima. Przysyłam wam ojca Jana od Krzyża, żeby ją uzdrowił. Bóg obdarzył go łaską wypędzania demonów z ciał ludzi opętanych. W Avila właśnie uwolnił pewną osobę od trzech legionów demonów. W imieniu Boga zażądał, by powiedziały mu, kim są. Usłuchały go natychmiast”.
Ojciec Jan pojechał do Medina del Campo i spotkał się z mniszką, która uchodziła za opętaną. Zrozumiał, że zaszła pomyłka. Izabela od św. Hieronima (Alvarez) była po prostu chora psychicznie. Zmarła 23 listopada 1582.
Przypadek Marii de Olivares był najtrudniejszy i bez wątpienia najsłynniejszy, ale nie jedyny, w którym pomógł spowiednik z La Encarnación. Świadkowie mówili jeszcze o paru podobnych.
Nieporozumienia wśród braci
W 1575 (maj-czerwiec) w Piacenzy zebrała się kapituła generalna karmelitów. W następstwie nieścisłych i tendencyjnych informacji, krążących o karmelitach i karmelitankach bosych z Hiszpanii, zostały podjęte specjalne kroki: „wysłanie wizytatora, likwidacja klasztorów założonych bez pozwolenia generała, zakaz zakładania nowych kasztorów (męskich i żeńskich), izolacja matki Teresy w klasztorze, który sama wybierze”.
Ojciec Hieronim Tostado, komisarz generalny, przybył do Hiszpanii, by wprowadzić w życie decyzje kapituły. Teresa napisała: „…przybył z góry źle nastawiony do karmelitów bosych i do mnie”.
Sytuacja była napięta. W grudniu 1575 przeor karmelitów trzewiczkowych w Avila, Alonso de Valdemoro, wywołał wielki skandal. Porwał ojca Jana i jego towarzysza z La Encarnación i uwięził ich w klasztorze w Medina del Campo. (Więzienie klasztorne składało się zazwyczaj z odosobnionej celi, w której oskarżeni odbywali karę, zgodnie z zasadami obowiązującej wtedy klasztornej dyscypliny). Nuncjusz Ormaneto polecił, by obu spowiedników odesłać do Avila. Polecił także, aby spowiednikami mniszek z La Encarnación byli wyłącznie karmelici bosi. W Medina del Campo do dziś pozostały resztki celi, w której był więziony ojciec Jan od Krzyża.
Kapituła w Almodóvar
Ojciec Hieronim Gracian, mianowany przez nuncjusza Ormaneto komisarzem apostolskim, zwołał kapitułę karmelitów bosych do Almodóvar del Campo (Ciudad Real) na wrzesień 1576. Oprócz przełożonych klasztorów uczestniczyło w niej wielu specjalnie zaproszonych, wśród nich na pierwszym miejscu ojciec Jan od Krzyża. Zebrali się w pierwszych dniach września, by przebadać prawa, czyli konstytucje własne, by lepiej regulowały życie klasztorów. Ojciec Jan zwrócił uwagę na znaczenie kontemplacji i na odpowiedzialność za jej’ pielęgnowanie. Poza tym podał przykłady nadużyć, których był świadkiem.
Zadecydowano także, że ojciec Jan zrzeknie się obowiązków wikariusza i spowiednika mniszek z La Encarnación, co stało się główną przyczyną niezgody z karmelitami trzewiczkowymi. Tę dymisję bez wątpienia zaproponował sam Jan. Decyzja nie została jednak wykonana, bo mniszki opowiedziały się przeciw niej. Wobec tego nuncjusz ponownie zatwierdził ojca Jana na dotychczasowym stanowisku.
W Avila bez matki Teresy
W 1575, po Trzech Królach, Teresa wyjechała z Valladolid. Zatrzymała się na parę dni w Medina del Campo i w Avila, gdzie spotkała się z ojcem Janem od Krzyża. Później udała się do Toledo, a stamtąd 21 lutego do klasztoru Beas de Segura (Jaen). Dalsza podróż zawiodła ją do Sewilli. W Toledo spędziła rok swego zesłania. Do Avila mogła pojechać dopiero w lipcu 1577. W tym czasie ojciec Jan od Krzyża znów był spowiednikiem La Encarnación (dwa i pół roku). Duchową obecność matki Teresy czuło się w klasztorze na każdym kroku. Przypominał ją nawet vejamen (literacka kompozycja w stylu żartobliwym, zob. s. 138).
Jan mówił o Bogu, wspierał duchowo wielu ludzi, walczył z piekłem, uczył okoliczne dzieci czytania i katechizmu. Zostawił po sobie także rysunek przedstawiający ukrzyżowanego Chrystusa, dzisiaj cenna relikwia i wielki skarb. Wykonał go w Avila między 1572 a 1577 (zob. s. 146-149). Nie można określić dokładnej daty.
Powrót matki Teresy do Avila
27 lipca 1577 Teresa znów znalazła się w Avila. Chciała, by klasztor św. Józefa, założony przez nią w 1562 pod jurysdykcją biskupa don Alvaro de Mendoza, przeszedł pod rządy zakonu karmelitów. 2 sierpnia biskup przychylił się do tej prośby. Klasztor został przekazany prowincjałowi karmelitów trzewiczkowych i bosych w Kastylii, ojcu Juanowi Gutierrez od św. Magdaleny (Teresa nazywała go „el Madaleno”). „Pomagał on naszemu świętemu ojcu Janowi, wikariuszowi klasztoru La Encarnación. Utrzymywał ścisłe związki z karmelitankami bosymi z klasztoru św. Józefa. Po pięciu latach pobytu w mieście potrafił przewidzieć, co się stanie, gdy zabraknie karmelitów bosych. Dlatego też od dłuższego czasu podzielał poglądy Świętej” (Alonso).
Decyzja Teresy pozwalała mieć nadzieję na przywrócenie zgody między karmelitami bosymi i trzewiczkowymi.
Po powrocie matki Teresy w klasztorze La Encarnación zdarzyła się pewna bulwersująca sprawa. Teresa zamieszkała tymczasem u św. Józefa. Dlaczego wrócił niepokój? Nie było w tym nic nadzwyczajnego. W pierwszych dniach października minęły trzy lata, od kiedy Teresa przestała być przeoryszą w La Encarnación. Opuściła go, ponieważ skończyła się jej kadencja. Zwyczajny zbieg okoliczności, ale…
Skandaliczne wybory
Wyborom nowej przeoryszy w klasztorze La Encarnación przewodniczył prowincjał, ojciec Gutiérrez de la Magdalena. Spośród 98 mniszek, posiadających prawo głosu, duża część chciała znów wybrać na to stanowisko matkę Teresę od Jezusa. 7 października zebrała się wspólnota klasztoru. Prowincjał polecił, by spowiednicy-wikariusze: Jan od Krzyża i German od św. Macieja, „którzy zwykle uczestniczyli w tego rodzaju sprawach”, wyszli z sali kapitulnej. Obaj natychmiast zastosowali się do zarządzenia. Tymczasem prowincjał przeczytał obecnym list wikariusza generalnego Hieronima Tostado, pełen upomnień i dobrych rad. Przeczytał i drugie pismo, „w którym wikariusz zagroził ekskomuniką, jeśli ktoś będzie głosował na mniszkę nie należącą do tego klasztoru”.
Głosowanie przebiegało w niczym nie zmąconej ciszy. Po jego zakończeniu policzono głosy. Odczytano pierwsze nazwisko, a potem drugie: Matka Teresa od Jezusa. „Wtedy” – opowiadali naoczni świadkowie, którzy sami głosowali na Matkę Teresę – „prowincjał i jego towarzysz poczęli miotać straszne wyzwiska. Z wściekłością powiedzieli, że ta zakonnica (matka Teresa) nie jest godna tego zaszczytu. Mniszki były bardzo zdziwione słysząc te złorzeczenia”.
Świadkowie opowiadają dalej: „Wszystkie głosy oddane na matkę Teresę były policzkiem dla prowincjała i dlatego złorzeczył. Po zakończeniu obliczeń z gniewem spalił karteczki”. Na 98 możliwych głosów matka Teresa otrzymała 54, jej rywalka 39, a 5 pozostałych gdzieś zagubiono. „Matka Teresa otrzymałaby ich więcej, gdyby nie rzucona na początku groźba ekskomuniki. Wiele mniszek przyznało później, że z tego powodu zmieniły pierwotny zamiar”.
W liście z 22 października Teresa nazwała te wybory skandalicznymi – machucadas. Twierdziła, że prowincjał specjalnie spalił karteczki z głosami. Prawdopodobnie nie wiedziała, że przedtem „tłukł je wielkim kluczem”.
Rozgniewany prowincjał kazał powtórzyć głosowanie. Zastępczynie matki Teresy odmówiły, twierdząc, że elekcja zgodna z prawem kanonicznym już się odbyła. Wtedy prowincjał nałożył na zgromadzenie klątwę. Mniszki prosiły, by mogły powiadomić o tym przynajmniej wikariusza generalnego. Prośba została odrzucona, ale one i tak postawiły na swoim. Także prowincjał napisał do wikariusza. Następnego dnia ponownie zarządził wybory. Mniszki nalegały, by zaczekał chociaż na odpowiedź, ale wypędził je, „znowu złorzecząc i ponawiając ekskomunikę”. Uciekły do górnego chóru, aby pomyśleć o swoich udrękach przed Ukrzyżowanym, ale i stamtąd zostały wyrzucone. Drzwi od chóru zamknięto na klucz. Tymczasem z Madrytu nadszedł list od ojca Tostado, w którym ostro rozprawił się z grupą buntowniczek. Rzucił na nie klątwę, nałożył pokutę, usunął spowiedników i potwierdził wybór Juany del Aguila na przeoryszę.
Pokutujące zwolenniczki matki Teresy nadal działały zgodnie z własnym sumieniem. Porozumiały się z kompetentnymi w tej materii osobami, które potwierdziły prawidłowość głosowania. Wobec tego mniszki zażądały nowej oceny sprawy i wynikłych konsekwencji. Ojciec Bartolomé de Medina, dominikanin, doktor Rueda, kanonik katedralny i przeor Dominikanów z Avila próbowali je uspokoić.
Co o tym myślał Jan od Krzyża? Należy przypuszczać, że wyrażał te same poglądy, co wielcy profesorowie i prawnicy. Dziwna sytuacja panowała do końca listopada. Dziesiątego tego samego miesiąca ojciec Jan napisał do matki Teresy. Ubolewał nad wszystkim, co zaszło. Klasztor określił jako „dom, w którym panuje zamęt” nie do zniesienia.
W poniedziałek 2 grudnia 1577 bicie dzwonów oznajmiło ponowne zebranie wspólnoty La Encarnación. Przybył na nie ojciec Hernando Maldonado, przeor karmelitów trzewiczkowych z Toledo. Chciał uwolnić od kary mniszki, w którą popadły dokonując „skandalicznego” wyboru. Ale one zażądały prawa odwołania się do trybunału. Jedyny rodzaj uniewinnienia, jakie mogły zaakceptować, to decyzja trybunału królewskiego. Konflikt nie został więc rozwiązany. Przeciwnie, Maldonado, który przybył z misją uwolnienia zakonnic od kar kościelnych, „przysporzył im wiele przykrości. Był dla nich niesprawiedliwy i bardzo nieuprzejmy. Były więc przygnębione, bo w dalszym ciągu obciążone karami” – pisała Teresa 4 grudnia do króla Filipa II.
W poszukiwaniu ojca Jana
4 grudnia kleryk Pedro Orejón, mieszkaniec Avila i pisarz Vicente de Hernanclares zastukali do furty klasztoru del Carmine. Wyjaśnili bratu furtianowi, że muszą porozmawiać z ojcem Janem od Krzyża i z jego towarzyszem Germanem od św. Macieja. Szukali ich w domku Torrecilla, ale nikogo tam nie zastali. Kleryk domagał się, aby go zaprowadzono do obu spowiedników z La Encarnación. „Brat furtian powiedział, że widział ich, gdy wchodzili do klasztoru załatwić jakąś sprawę, ale później już ich tam nie było”.
Co się stało? To, co podejrzewano od dawna. Poprzedniej nocy z 3 na 4 grudnia obaj karmelici bosi zostali zabrani z domku. Osadzono ich w klasztorze del Carmine. Dokonał tego ojciec Maldonado ze swymi ludźmi, którzy wywieźli więźniów poza Avila. German od św. Macieja dostał się do więzienia klasztornego San Pablo de la Moraleja (Avila).
Natomiast Jana od Krzyża zabrał ze sobą ojciec Maldonado, przeor z Toledo. Ale właściwie dlaczego ci dwaj zostali uwięzieni? Takie posunięcie musiało mieć związek ze sprawą mniszek z La Encarnación. Uznano, że obaj byli zamieszani w ten bunt. Ojciec Tostado uważał, że posiada najwyższą władzę sądową. Nie brał pod uwagę, że karmelici bosi przebywali w Torrecilla za zgodą nuncjusza i komisarzy apostolskich. Potraktowano ich jak buntowników przeciw prawowitej władzy Zakonu. Zapłacili za to nieporozumienie stosownym wtedy uwięzieniem w klasztorze.
Ojciec Jan wiele wycierpiał. „Poganiacz mułów, który towarzyszył mu w drodze, był oburzony. Łagodność młodzieńca i straszny stan karmelity bosego zdołały go poruszyć. W gospodzie, w której nocowali, postanowił porozmawiać o więźniu z oberżystą. Ustalili plan ucieczki i w sekrecie powiedzieli o nim ojcu Janowi. Chcieli pomóc mu przebyć góry, zanim zorientowaliby się strażnicy. Jan podziękował, ale nie przyjął propozycji. Kontynuował swą podróż nieznanymi drogami, w obce strony, nie wiedząc, gdzie odpocznie jego słabe ciało, wyniszczone cierpieniem i pokutą” (O. Crisógono).
Czyż nie napisze później: Aby dojść do nieznanego celu, musisz iść nieznanymi drogami? Teraz prowadzili go do nieznanego celu, drogami, których nie znał.








