Fontiveros
o. José Vicente Rodrígues OCD, Bóg mówi pośród nocy, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 1991.
Święty Jan od Krzyża urodził się w Fontiveros. Podróżny, który pragnie dotrzeć pociągiem do tej miejscowości, powinien wysiąść na stacji Crespos, odległej o 64 kilometry od Salamanki, o 48 od Avila, o 169 od Madrytu. Fontiveros, położone nieco na północ w linii prostej, dzieli od Crespos ponad 6 kilometrów.
Niecałe 100 lat temu słynny don Miguel de Unamuno, wielki myśliciel i miłośnik podróży, pisał: „Patrząc z daleka na Fontiveros, usadowione wśród pełnych pyłu stepów, myślałem: Jak to się mogło zdarzyć, że kilka wieków temu tu właśnie urodził się św. Jan od Krzyża? I aby się pocieszyć dochodziłem do wniosku, że duch nie umarł, tylko zdrzemnął się na chwilę”. Pytanie to zawsze pozostanie aktualne, chociaż warunki środowiskowe, socjalno-ekonomiczne i kulturalne tego regionu i całego kraju uległy pewnej poprawie.
Jednak pytanie tego rodzaju zawsze będzie stanowić hołd dla wielkości świętego Jana od Krzyża. A właściwa odpowiedź na nie to właśnie nieustanne przypominanie jego wspaniałego ducha w zestawieniu z ubóstwem krainy, która go zrodziła. Fontiveros, liczące 5.000 mieszkańców w XVI wieku, obecnie liczy ich 1.400, po przejściu zmiennych kolei losu: 1.250 w roku 1826, 1.067 w 1910, 1.144 w 1920.
Fontiveros, dystrykt Arévalo, należący do okręgu La Morana, znajduje się w najwyższej strefie „meseta castellana” (Wyżyny Kastylijskiej). Położone na zachodnim krańcu prowincji Avila, wychyla się ku granicom Salamanki. „Ma niezmierzony świetlisty horyzont, który tylko od południa zakłóca szarawy, ośnieżony zimą profil gór Sierra de Gredos”. Zamknięte w trójkącie: Avila-Arévalo-Penaranda de Bracamonte, tworzy niewielkie zgięcie w kierunku wierzchołka tej ostatniej miejscowości.
Właśnie tu, w Fontiveros, w roku 1542 urodził się Juan de Yepes Alvarez, przyszły święty Jan od Krzyża. Pierwszy człon jego nazwiska jest identyczny z nazwą wioski w prowincji Toledo. W istocie, stamtąd pochodził ojciec Jana, Gonzalo de Yepes.
Przodkowie i rodzina
W lipcu 1628 przeprowadzono badania w sprawie przodków Jana od Krzyża ze strony ojca. Zaczerpnięto dane z drzewa genealogicznego, znajdującego się wówczas w posiadaniu doktora García del Castillo, blisko spokrewnionego z rodziną Yepes, oraz zebrano inne wiarygodne informacje. W ten sposób stopniowo uzyskano coraz lepszy i wyraźniejszy obraz rodziny Jana.
Postacią, która na tym obrazie wyraźnie rzuca się w oczy, jest don Francisco García de Yepes. Jest to „mąż zbrojny”, czy też, mówiąc bardziej prozaicznie, jeden z żołnierzy Jana II, króla Kastylii i prowincji Leon (1405-1454). Posiadamy pisemne świadectwo usług oddanych królowi: „Francisco García de Yepes, wstąpił do mojej służby w dzień Bożego Narodzenia czterdziestego ósmego (1448), należy mu się tysiąc pięćdziesiąt maravedis (pieniądze) co roku. Będzie on pełnił służbę z własnym koniem i uzbrojeniem”.
Potomkowie tego członka rodziny, piątego przodka Jana od Krzyża w linii prostej, zgodnie z powyższą tabelą informacyjną, są następujący: „… ma syna, zwanego Pedro García de Yepes. To właśnie Pedro Garcia de Yepes posiada, oprócz innych dzieci, także syna, zwanego Gonzalo de Yepes 1. Z tego rodzi się Gonzalo de Yepes 2, a z niego jeszcze jeden Gonzalo de Yepes, trzeci tego samego imienia. Ten ostatni żeniąc się w Ontiveros, wiosce podległej biskupowi Avila, z Cataliną Alvarez, pochodzącą z Toledo, ma szczęście zrodzić trzech synów: Francisca de Yepes (ożenionego z Anną Izquierda i zmarłego w Medina del Campo), Luisa de Yepes, zmarłego w bardzo młodym wieku, oraz naszego świętego ojca, brata Jana od Krzyża”. Występuje tu kolejno trzech „Gonzalo”: pradziadek, dziadek i ojciec naszego Świętego.
Niektórzy „prebendados” (korzystający z beneficjów, czyli kapłani posiadający stały dochód) kościoła w Toledo, pochodzący z tej samej wioski Yepes, są krewnymi tych trzech Gonzalów. Otóż, jak chce przypadek, właśnie w domu jednego z takich księży „mieszka i otrzymuje wychowanie Gonzalo 3”, od czasu kiedy pozostał sierotą. I wciąż mieszkając w domu jednego z nich, postanawia ożenić się z Cataliną Alvarez.
Małżeństwo to będzie miało bardzo istotne konsekwencje. Gonzalo de Yepes jest kimś w rodzaju kierownika, administratora czy księgowego, a zatem kimś więcej niż tylko przedstawicielem solidnej firmy jedwabniczej, będącej własnością jego krewnych w Toledo. W sprawach firmy odbywa częste podróże. Bywa między innymi na jarmarkach w Medina del Campo, „miejscu dość ważnym ze względu na handel jedwabiem oraz innymi artykułami, które sprzedaje się innym krainom, a nawet obcym narodom”.
Podczas tych wędrówek do Medina i z powrotem zatrzymuje się zwykle na odpoczynek w Fontiveros, w gościnie u pewnej wdowy, która ma w domu kilka krosien do jedwabiu. W sprawach pracy także i ona udaje się czasem do Toledo. Przy okazji jednej z takich wypraw wdowa spotyka w Toledo Catalinę (Katarzynę), młodziutką sierotę bez ojca i matki. Oczarowana uprzejmością dziewczyny, jej dobrocią i serdecznością, zabiera ją ze sobą do Fontiveros. „Sadza ją przy warsztacie i uczy jak tkać jedwab”.
Przejeżdżając przypadkiem przez Fontiveros, Gonzalo ulega czarowi młodej toledanki i zakochuje się w niej z wzajemnością.
Wdowa, dobrze zorientowana w sprawach życia, przewidując reakcję krewnych Gonzala, wcale nie doradza małżeństwa z pozbawioną dóbr doczesnych sierotą. Lecz Gonzalo podejmuje ryzyko i żeni się, ignorując wszelkie względy i konwenanse natury społecznej i ekonomicznej.
Gonzalo pozostaje na bruku, bez perspektywy, skrępowany ubóstwem żony. Sprawdzają się przewidywania wdowy. Gonzalo, wydziedziczony i odsunięty od interesów, nie ma innego wyjścia jak zacząć pracę jako robotnik w tkalni jedwabiu i pospolitego płótna, w której pracuje Catalina. Wprawdzie potrafi dobrze pisać i tym zajęciem stara się zarobić coś niecoś, ale okazje wykazania się „pisarstwem” są tu nieliczne, zmuszony jest więc zadowolić się rzemiosłem, którym zajmuje się jego żona. Trzeba stawić czoła życiu i starać się jakoś utrzymać rodzinę, stworzoną przez miłość, a nie przez interes.
Kiedy urodził się Jan de Yepes
Choć znamy na pewno miejsce jego urodzenia, jednak dzień, w którym przyszedł na świat, nie jest znany. Jego brat Franciszek załatwia sprawę jednym zdaniem: „urodzony w Ontiveros” (zauważmy dosłowny zapis ludowej wersji nazwy miasteczka Fontiveros, Hontiveros, Ontiveros). Drogą dedukcji i hipotez badacze przybliżyli się do wniosku, że urodził się w roku 1542, zresztą nie mając na to bezpośrednich dowodów.
Zakon karmelitów bosych, pragnąc zweryfikować dane dotyczące rodziny Świętego, rozpoczął w 1627 badania, by sprawdzić, co też można wyczytać z ksiąg chrzcielnych w Fontiveros. Można było przypuszczać, że tam właśnie znajdują się daty urodzenia oraz chrztu braci Yepes, a w szczególności Jana. Badanie zostało przeprowadzone w lipcu 1627, gdy beatyfikacja Sługi Bożego Jana od Krzyża była już kwestią bliskiej przyszłości; rzecz jasna, miało ono miejsce w Fontiveros.
Wezwani świadkowie byli zgodni co do jednej podstawowej daty: 2 lipca 1546, w dzień Nawiedzenia Matki Bożej, w kościele parafialnym w Fontiveros wybuchł pożar tak straszliwy, że nie oparły mu się „ani sprzęty, ani księgi, ani w ogóle nic innego”. Jednakże wszyscy zapytani zapewniali, że zarówno Franciszek jak i Jan urodzili się w Fontiveros.
Na podstawie uzyskanych ustaleń można zebrać cały szereg wiadomości o rodzinie Jana de Yepes. Dotyczy to szczególnie matki Cataliny Alvarez, o której wiemy niewiele z innych źródeł.
Wśród zebranych danych znajdujemy następujące: Rodzina Gonzala i Cataliny z dziećmi mieszkała przy ulicy Cantiveros, a to oznacza, że ich dom znajdował się przy drodze prowadzącej do miasteczka o tej samej nazwie.
Jan de Yepes miał co najmniej jedną siostrę mleczną, gdyż jego matka była mamką siostry Marii Velázquez de Maruena. Wkrótce skomentujemy ten fakt od strony ekonomicznej. Kilku świadków zapewnia zgodnie, że „obydwaj bracia (Franciszek i Jan), ich rodzice i różni przodkowie byli osobami pełnymi bojaźni Bożej, dobrymi chrześcijanami, o znanym pochodzeniu”.
Urodził się w roku 1542 – przyjmijmy tę datę – nadal jednak trwa dyskusja, czy Jan urodził się w czerwcu czy w grudniu. Późniejszy zapis, umieszczony na chrzcielnicy kościoła parafialnego w Fontiveros, przechyla szalę tradycji na korzyść 24 czerwca: „W tym źródle ochrzczony został doktor mistyczny święty Jan od Krzyża, pierwszy karmelita bosy, duma i chluba tego najszlachetniejszego miasta Fontiveros, z którego ród jego pochodził. Urodził się w roku 1542, 24 czerwca.
Zmarł w 1591, dnia 14 grudnia. Umieszczono (tę tablicę) za proboszcza księdza Józefa Yelado w roku 1680″.
Pewnym wydaje się fakt, że imię Juan (Jan) odnosiło się do Chrzciciela, nie zaś Ewangelisty. Tak stwierdza słynny Julian z Avila, kapelan pierwszego klasztoru św. Józefa, założonego właśnie w Avila przez świętą Teresę.
Cień krzyża nad rodziną
Praca w warsztacie tkackim „Yepes-Alvarez” toczyła się zwykłym rytmem i bez przeszkód aż do momentu, gdy Gonzalo zachorował. Od tej pory Catalina czuje się zobowiązana do porzucenia całkowicie pracy przy krosnach, by cały czas poświęcić mężowi.
Wygląda to jak przeznaczenie. Ojciec sierota od lat dziecięcych, także matka osierocona bardzo wcześnie. I oto wkrótce po urodzeniu również i Jan, najmłodszy z rodziny, zostaje sierotą, gdyż ojciec umiera. Ojciec José de Velasco, który był biografem Franciszka, z pewnością dobrze poinformowanym na jego temat, pisze: „Nasz Pan doświadczył jego ojca zsyłając chorobę, która ciągnęła się przez dwa lata, w ciągu których wykazał swoją cierpliwość, jak dobrze umie poddawać się Jego woli. Gdy dopełnił już wszystkich swych obowiązków dobrego chrześcijanina, nasz Pan zabrał go do siebie, przenosząc do wiecznego spoczynku, wyniszczonego ostrym bólem i długimi cierpieniami”.
Szczątki Gonzala znajdują się w kościele parafialnym, obok jego drugiego syna, Luisa, który zmarł będąc jeszcze dzieckiem.
Do wydatków spowodowanych długą i ciężką chorobą ojca dołączają się teraz lata głodu, „jałowe lata”, jak je nazwano, a przy tym czarnorynkowe ceny najniezbędniejszych produktów. „Nie można było dostać chleba, nawet za pieniądze, tak samo jak innych rzeczy do jedzenia. A gdy udało im się zdobyć trochę jęczmiennych placków, uważali to za wielkie szczęście”. Franciszek, starszy syn i brat Świętego, mówi, jakby chciał zamknąć w jednym zdaniu morze cierpienia: „mama od czasu, gdy została wdową, przeszła wiele”. Fakt przytoczony wyżej i mało znany, że Catalina karmiła piersią siostrę Marii Velázquez de Miruena, jest jeszcze bardziej wymowny: nie chodzi tu tylko o zwyczajny dobry uczynek, lecz o świadectwo, jak wiele zabiegów musiało ją kosztować zarobienie kilku groszy dla swoich synów. W istocie, ojciec „woli dać cztery reale miesięcznie więcej tej Yepes, aby to ona, osoba tak cnotliwa, karmiła mu córkę, niż zapłacić choćby mniej jakiejś innej kobiecie”.
Gniazdo
Położenie rodziny staje się coraz trudniejsze, jest im coraz ciężej. Velasco w swej relacji używa zwrotów wręcz dramatycznych: „Catalina, zostawszy sama wraz z dziećmi – sierotami, pogrążona w nędzy tak wielkiej, że nie wie już, do kogo zwrócić się o pomoc, decyduje się opuścić miasteczko i udać się gdzie indziej”. Przyjaciele i znajomi radzą i zachęcają, by przeniosła się w okolice Toledo, swej rodzinnej ziemi.
Ich zdaniem, które zresztą podziela Catalina, bogaci krewni Gonzala zapomną w końcu o swym urażonym honorze, zlitują się nad nią i jej małymi dziećmi, a z ich pomocą zdoła może jakoś związać koniec z końcem. A zatem decyduje się opuścić Fontiveros, szukając lepszych rozwiązań dla swej rodziny.
Pierwszym celem Cataliny jest Torrijos. Mieszka tam Diego de Yepes, brat Gonzala i stryj jej dzieci.
Pomijając nawet naturalne związki krwi, Catalina, osoba głęboko wierząca, sądzi, że również fakt, iż jej szwagier jest kapłanem i dostojnikiem kościelnym, skłoni go do wspomożenia jej i własnych bratanków. Przetrawiając te myśli i żywiąc tę nadzieję podejmuje podróż „długą, ponad trzydzieści mil (l mila ok. 5,5 km), poprzez rozległe równiny i górskie wzniesienia”.
Dobrze zaplanowana trasa musiała przechodzić przez następujące główne miasta: Avila, Cebreros, El Tiemblo, San Martín de Valdeiglesias, Escalona, Maqueda i wreszcie Torrijos. Przepiękna podróż dla dzisiejszego turysty, ale dla Cataliny i jej dzieci z pewnością pełna trudnych do przewidzenia problemów. Księga zawierająca perypetie przeżyte na tej drodze nie zostanie jednak nigdy otwarta na tym świecie.
José de Valasco, dobrze znający temat, tak streści cierpienia przeżyte przez mała gromadkę: „Po podróży pełnej niebezpieczeństw, usianej tyloma wyrzeczeniami i kłopotami, dotarła do Torrijos, gdzie mieszkał archidiakon, stryj dzieci”. Ostatni wielki biograf św. Jana od Krzyża, Crisógono, utrzymuje, że nie ma najmniejszej przesady w następującym opisie przeżyć tej ubogiej rodziny emigrantów: „Pozbawiona pieniędzy, matka obarczona dziećmi, z których najmłodszego Jana trzeba było nieść na rękach… będzie także zmuszona iść po prośbie od gospody do gospody”.
Mimo że podróż była ciężka i trudna, sądzę, że jeszcze ciężej i boleśniej odczuć musiała Catalina spotkanie z księdzem, które przyniosło tylko rozczarowanie. „Rozmawia z nim, przedstawiając mu jego bratanków. Roztacza mu przed oczami obraz swej nędzy, opowiadając wśród łez, błagalnym tonem, tragiczną historię swoich cierpień. Prosi, by im dopomógł, dał schronienie w którymś ze swych licznych domów choć jednemu, urządzając mu życie i biorąc pod swą opiekę”.
Być może narrator, biograf Franciszka, zbytnio ubarwił swój obraz wydarzeń. Ale i sama rzeczywistość jest dość okrutna. Wynik spotkania, z którym wiązała Catalina sny i nadzieje, jest tylko taki: „Nie znajduje u niego gościnności, której się mogła słusznie spodziewać, nie chce on znać ich i nie chce przyjąć ani jednego, mówiąc, że są zbyt mali”. Nie jest to całkiem prawdziwe, jeśli chodzi o Franciszka, który miał wtedy z pewnością czternaście lub piętnaście lat.
Odepchnięci przez tego męża Kościoła, muszą natychmiast myśleć o tym, jaki by wybrać inny cel: Yepes, Toledo, skąd pochodzi Catalina? Gálvez? Decydują się na to ostatnie. Na mapie znajduje się ono około 30 kilometrów w linii prostej na południe od Torrijos, a na południowy zachód od Toledo. W Galvez mieszka inny stryj dzieci, lekarz, „człowiek pełen miłosierdzia, dużo czyniący dla dobra wielu”. Przyjęcie, jakie doktor Juan de Yepes zgotował swym bratankom i ich matce było rzeczywiście dobre i pozwoliło im odetchnąć. Gościnność była tym droższa sercu przybyłych, że tuż przedtem przyjęli zimny prysznic z rąk drugiego stryja, który „zatrzasnął drzwi przed nosem małej gromadce, wygłodzonej i spragnionej”.
Zatrzymują się w Gálvez przez pewien czas, nabierając sił i dochodząc do siebie.
W Gálvez pozostanie starszy z bratanków, Franciszek. Lekarz podejmuje się „nauczyć go liter (materiał szkoły podstawowej), traktować go jak syna i pozostawić dziedzicem swej posiadłości, jako że nie miał własnych dzieci”.
Catalina nareszcie oddycha z ulgą i podejmuje podróż powrotną do swego domku w Fontiveros. Ponownie otwiera swój warsztat, a praca zdaje się przynosić jeszcze większe zyski dzięki radości, która w nim panuje. Mijają miesiące. Jednak w tym czasie żona stryja rujnuje plan wykształcenia Franciszka. Jest wobec niego twarda i surowa, zachowuje się jak typowa macocha. Doktor nie zdaje sobie dobrze sprawy, że żona nie pozwala chłopcu chodzić do szkoły i maltretuje biednego bratanka. Wydziela mu nawet jedzenie: jemu, który tyle głodu już wycierpiał i tyle jeszcze wycierpi go w przyszłości.
Nie otrzymując przez cały rok wieści od swego syna, Catalina zaczyna przeczuwać, co się dzieje: z gotową decyzją wyrusza do Gálvez, gdzie bezpośrednio z ust Franciszka dowiaduje się o wszystkim, co zaszło. Chłopiec błaga ją, by zabrała go ze sobą do Fontiveros. Obiecuje, że gdy znajdzie się w domu, będzie służył pomocą jej i braciom. Jest już w wieku dorastania i chce mieć swój udział w utrzymaniu rodziny.
Catalina „nakazuje mu, by natychmiast wyruszył z nią do domu”, głucha na prośby stryja-lekarza i jego obietnice zmiany postępowania. Zdaje się, że w tę drugą podróż do Galvez zabrała Catalina także małego Jana i Luisa, nie jesteśmy tego jednak pewni. W istocie, biografowie i historycy nadrabiają fantazją brak konkretnych wiadomości o Luisie, który zmarł właściwie nie wiadomo kiedy, choć wiemy z pewnością, że śmierć zabrała go jeszcze dzieckiem.
Wychowanie dzieci
Powrót starszego syna do Fontiveros nie rozwiązuje niestety wszystkich problemów. Zapobiegliwa Catalina pracuje nadal przy swym warsztacie, a równocześnie zajmuje się synami, dokładając starań, by ich dobrze wychować. Franciszek jest już prawie dorosły. W Gálvez nie robił żadnych postępów w nauce. Czy teraz będzie w stanie nauczyć się jeszcze czegoś chodząc do szkoły?
Pewna karmelitanka bosa z Medina del Campo zezna w procesie informacyjnym na temat cnót naszego Świętego, że Catalina, „ta wzorowa chrześcijanka, tak głęboko pobożna i miłosierna”, cała swoją energię wkładała w wychowanie dzieci. Mniszka ta dowiedziała się z własnych ust Franciszka i Jana, że zostali wychowani „w duchu głęboko chrześcijańskim, zawsze gorąco zachęcani przez matkę, by mieli wielką cześć dla Matki Bożej”.
W kilka lat później, w Medina del Campo, sama Catalina powie o swym synu Janie, że „od dziecka był jak anioł”. Może i anioł, lecz równocześnie dość nierozważny, a w każdym razie bardziej niespokojny, niż mogłoby się nam wydawać. Otóż pewnego pięknego dnia Jan, wtedy pięcio-czy sześcioletni, idzie się bawić z rówieśnikami nad brzeg bagnistego stawu, który znajduje się w pobliżu Fontiveros. Była to zwykła i normalna zabawa dzieci tych okolic, gdzie dość często występują takie stawy czy jeziorka.
Możemy sobie łatwo wyobrazić, jak wyglądała ta rozbawiona banda urwisów: „Uczepieni brzegu jeziorka, z całych sił rzucają patyki, tak, by pionowo zanurzały się w wodzie. Następnie, gdy patyk wypływa na powierzchnię, chwytają go. Mały Jan wychyla się, by złapać patyk, lecz jego ciałko traci równowagę. Chłopiec wpada do wody i zanurza się aż do dna, jego ręce dotykają mułu. Potem wypływa ponownie na powierzchnię i znów tonie”.
Sam Jan, na widok tego rodzaju stawów, niejednokrotnie powracał do swej przygody z lat dziecięcych, wspominając, że właśnie wtedy, gdy szamotał się w wodzie, ujrzał „bardzo piękną panią, która wyciągając do niego rękę prosiła, aby podał jej swoją rączkę, lecz on wzdrygał się spełnić prośbę z obawy, że ubrudzi rękę pani. Gdy tak się wahał, nadszedł jakiś wieśniak i tyczką wyciągnął go z wody”. Jan opowiada to zdarzenie wielokrotnie, podkreślając, że od tej pory „żywi dużą cześć i miłość do Matki Bożej”.
Ten „kwiatek” z życia św. Jana od Krzyża, będąc świadectwem opieki Maryi, jest też przepiękny ze względu na ten spontaniczny gest dziecka, które nie chce zabrudzić swą obłoconą rączką świetlistej ręki podanej mu w krytycznej chwili. W tym samym czasie Franciszek, któremu nie dane było uczęszczać do szkoły, uczy się rzemiosła swej matki. Zawód ten będzie uprawiał dalej „przez cały okres swego czynnego życia, aż do późnej starości”. A mały Jan wałęsa się po miasteczku, obserwując i zachowując w swojej świeżej dziecięcej pamięci sceny z warsztatu: bieg czółenka, przesuwanie się tkaniny, powstawanie sztuk. Nie zapomni tego nigdy, nawet gdy po wielu latach będzie pisał swoje wielkie dzieła.
Nowy exodus
Sytuacja ekonomiczna, która nie daje nadziei na poprawę, brak perspektyw w Fontiveros, a wreszcie nadzieja, że emigrując poprawią jakość swego życia, wszystko to sprawia, że rodzina ponownie opuszcza swe ojczyste strony, by przenieść się do niezbyt odległego miasteczka Arévalo. Leży ono zaledwie 25 km na północny wschód, w tej samej prowincji Avila.
Świadomy faktu, że „wyjeżdżać to jakby trochę umierać”, historyk czuje, jak ogarnia go melancholia na myśl, że musi odejść z Fontiveros i, stawiając się w położeniu tej ubogiej rodziny, tak wyczerpanej głodem i nędzą, stara się wyliczyć powody tej nostalgii. „Wyjazd z Fontiveros musiał być ciężką próbą dla matki. Przeżyła tu dwadzieścia lat, najlepszych lat swego życia: wczesną młodość, miłość do Gonzala, ślub, założenie rodziny… A teraz wszystko to zostaje za plecami. Opuszcza dom, gdzie narodzili się jej synowie, warsztat, który ich żywił, a przede wszystkim prochy zmarłego męża”.
W kilka lat po ich wyjeździe, Juan Criado, mieszkaniec Fontiveros, wspomina ze wzruszeniem ulicę Cantiveros, „ciesząc się wielce, gdyż jest to ulica, przy której urodzili się wszyscy moi przodkowie ze strony matki, których łączyły przeróżne więzi z rodzicami jego i Franciszka, to jest z Gonzalem i Cataliną – i byłoby rzeczą wielce interesującą ustalić, co łączyło ich z błogosławionym Świętym”. Przebywanie tak blisko Gonzala, Cataliny, Franciszka, Luisa i Jana sprawiało radość nie tylko temu kronikarzowi, który wspomina liczne szczegóły opowiedziane mu przez matkę, lecz także wielu innym osobom, które ich znały ze swego domu czy warsztatu.
Kronikarz zakonu karmelitańskiego, z początku drugiej połowy XVII wieku, pisze, że w Fontiveros „jeszcze dziś pokazują skromny domek, który, jak powiadają, należał do jego rodziców”. Z pewnością ani Catalina, ani Franciszek, ani Jan nie zapomną nigdy tego drogiego zakątka i domku, w którym mieszkali w Fontiveros. Dawny historyk, Jerónimo de San José, miał rację pisząc w 1641: „Na wszystkie narody i na wszystkie wieki, wraz ze sławą i czcią oddawaną błogosławionemu ojcu Janowi od Krzyża, rozszerzy się chwała jego rodzinnego Fontiveros”.
A warsztat?
Tak go opiewa Miguel de Unamuno, wielki miłośnik Jana od Krzyża: „Ach ten warsztat z Fontiveros, ach, ten mały domek brata Och, ten warsztat z Fontiveros, który sny bez końca splata”.
Sny brata Jana od Krzyża wiążą się ze wspomnieniem jego warsztatu, który, jak powiedzieliśmy, pozostanie na zawsze w jego pamięci. Nie zapomni, że był synem tkacza z Fontiveros. Z ogromnym realizmem i z wielką dumą powie, będąc już zakonnikiem, komuś, kto spotykając go kilkakrotnie zajętego pracą w ogrodzie klasztornym, zwróci się do niego z łagodnym wyrzutem: Ojcze Janie, wasza miłość postępuje jak syn wieśniaka… Nie jestem nim, ponieważ jestem synem biednego tkacza.
Cztery lata w Arévalo
Przeprowadzka do Arévalo nastąpiła prawdopodobnie w 1548. W tej miejscowości, chlubiącej się bogatą historią, rodzina pozostała aż do 1551. Przy wyjeździe z Fontiveros Franciszek miał już 18 lat, a Jan 6. Luis nie żył już od dłuższego czasu.
Nie mamy żadnych konkretnych wiadomości na temat pobytu Jana w Arevalo. Z pewnością nie można więc powiedzieć, że wyróżniał się czymś szczególnym jako dziecko. Z całą szczerością pisze o małym Janie biograf jego brata: „Był młodszym z braci. Dotknęła go bezpośrednio większość przeprowadzek i wyrzeczeń będących udziałem jego matki i braci w Toledo, w Arévalo i w innych miejscach”. Głód, przenosiny, uciążliwe koleje życia wyciskają na nim swe piętno i sprawiają, że dojrzewa, choć jest jeszcze tak małym dzieckiem.
W Arévalo rodzina Yepes zamieszkała u kupca, który zajmował się także wyrobem tkanin. Otoczenie, w którym będzie żył i rozwijał się mały Jan, ma swe dobre i złe strony. Biograf Franciszka poświęca nieco uwagi wadom jego charakteru, lecz także zmianom, jakie zachodzą w jego życiu; zauważa, że jego wiara chrześcijańska staje się coraz bardziej autentyczna.
Z początku opisuje Franciszka jako „dobrze wychowanego i uległego wszystkim, wesołego z natury, potrafiącego śpiewać, grać i tańczyć, zręcznego także w innych zajęciach, właściwych młodym chłopcom”. Wraz z grupą przyjaciół krąży wieczorem po ulicach „przy grywając i muzykując”. Wreszcie, zmęczony naprzykrzaniem się każdemu i zakłócaniem snu spokojnym ludziom, wraz z kompanami idzie odpocząć w jakimś kościele, bo tak się złożyło, że jego młodzi towarzysze byli zakrystianami w miasteczku.
Wkrótce dochodzi do klasycznego wandalizmu, kiedy rozochocona banda zaczyna pustoszyć „tu i ówdzie ogrody i winnice, niszcząc owoce i warzywa, a nawet podkradając to, co znajdą”. Owoc z cudzego pola zawsze kusi. Takie łotrostwo, które nazwałem klasycznym, znali i praktykowali w młodości również tacy święci, jak Augustyn czy Ignacy Loyola. Naturalnie, natychmiast potem przychodzi żal i łzy, nie mówiąc już o zastanowieniu, jak i dlaczego doszło do takich wykroczeń.
Również Francisco de Yepes będzie miał czego żałować. Pewnego dnia, gdy znalazł się w gęsto zasadzonym sadzie migdałowym, „zjedli ich sporo i przekonali się, że są gorzkie”. Na domiar złego zjawia się ktoś, „kto krzyczy na nich, że każdy, kto kradnie w tym miejscu, jest objęty ekskomuniką”. Biograf nie mówi tego wyraźnie, ale uważa się, że miejscem tego złodziejskiego wypadu była jakaś posiadłość duchownego, w każdym razie własność kościelna. Na sam dźwięk słowa „ekskomunika” blady strach pada na nich wszystkich, najbardziej zaś na Franciszka. Jego biograf, który z pewnością nie raz słyszał tę historię z ust samego zainteresowanego, tak opisuje ogólną rejteradę: „słysząc, że padła na nich ekskomunika, poczuli trwogę i bez chwili zastanowienia, nie upewniając się nawet, o co chodzi, wzięli wszyscy nogi za pas”.
Przypadek sprawia, że Franciszek natrafia na dobrego księdza, którego prosi o rozgrzeszenie, a wraz z nim jego towarzysze. Ten właśnie opatrznościowy człowiek, ks. Carrillo, był prebendażem jednego z kościołów w Arévalo. Dzięki spotkaniu z nim Franciszek zawraca z drogi drobnych łotrostw i występków. Od tej pory jest częstym gościem tego kapłana, który naucza go spraw Bożych, zalecając modlitwę i praktykę sakramentów, a przedtem jeszcze generalną spowiedź.
Tę zasadniczą zmianę życia potwierdza matka, potwierdza ją także i mały Jan. Kiedy w kilka lat później będzie pisał swoje dzieło „Noc ciemna”, opowiadając w nim, jak Pan traktuje tych, którzy „stanowczo decydują się służyć Bogu”, może myślał o tym, co zaszło w życiu jego brata Franciszka. Również porównanie z „kochającą matką”, które przytacza Jan w tym miejscu, nie wyszłoby z pewnością spod jego pióra, gdyby nie wspomnienie własnej mamy, Cataliny. Warto zwrócić uwagę na praktykę wytrwałej modlitwy oraz sposób jej odprawiania, przejęty od tej pory przez Franciszka. Tak bardzo przypomina ona modlitwę, której poświęci się z czasem Jan. Franciszek ma zwyczaj wychodzić wieczorem z domu „między winnice i ogrody, gdzie swego czasu oddawał się zabawom i rozrywkom z przyjaciółmi”, poświęcając czas modlitwie i pokucie. Jego biograf i spowiednik, Jose de Yelasco, tak opisuje „metodę modlitwy” Franciszka: „Latem, pod wieczór, gdy zaczynało się ściemniać, po skończonej pracy wychodził zawsze i, po kryjomu, udawał się w jakieś odludne miejsce. Znajdował głęboką zapadlinę terenu, na przykład rów, i tam rozciągał się na ziemi jak martwy, z ramionami na kształt krzyża, z oczyma utkwionymi w niebo, i tak spędzał kilka godzin na modlitwie, kontemplując tajemnice Boże”. W przypadku złej pogody czy też w zimie ta nocna modlitwa odbywała się w jakimś kościele, a kiedy indziej także „we własnym domu, w miejscu najbardziej odosobnionym”.
Małżeństwo Franciszka
Wydarzeniem najwyższej wagi w życiu Franciszka było jego małżeństwo z Anną Izquierda, pochodzącą z miejscowości Muriel de Zapardiel, położonej niedaleko od Arévalo. „Kobieta cnotliwa i godna szacunku, dobra i pobożna chrześcijanka” – pisze o niej Velasco, znający dość dobrze młodą parę, i dodaje: „była z dobrej rodziny, chociaż uboga”. Tak więc od tej pory zjawia się w domu rodziny Yepes jeszcze jedna osoba godna szacunku. A także dwie sprawne ręce do pracy. W istocie Anna bardzo szybko uczy się „tkania sztuk jedwabiu i wydatnie pomaga w pracy ręcznej”.
Rolę odegraną przez Catalinę Alvarez w sprawie małżeństwa syna biograf opisuje w sposób dość jednoznaczny: „Jego matka rozkazuje mu się ożenić, gdyż uważa, że w ten sposób nie tylko zdoła ustatkować się i uniknąć okazji związanych z przebywaniem w świecie młodzieży, lecz także uporządkuje lepiej sprawy swej duszy, swego ciała i zarządzania domem… A on poddaje się rozkazom matki, która go żeni z kobietą godną i cnotliwą”. Kroki podjęte przez Catalinę rzucają światło na jej przezorność i zdecydowanie w rozwiązaniu problemów syna.
W takim otoczeniu rodzinnym i wśród takich wydarzeń rośnie młodziutki Jan de Yepes w Arevalo. Franciszkowi i Annie zaczynają rodzić się dzieci. I tu czekają ich najboleśniejsze próby: młodą parę, Catalinę i małego Jana. Zarówno radości jak i smutki przeżywa wspólnie cała rodzina. Lecz żadna próba, żadne nieszczęście nie może równać się z przedwczesną śmiercią ośmiorga dzieci. Tragedia ta, rozpoczęta w Arevalo, będzie ich nadal nękać w latach następnych, spędzonych w Medina del Campo.
A jednak jeszcze w Arévalo, ta rodzina, naprawdę uboga, zaczyna wyróżniać się dobroczynnością i miłością ku bliźnim. Ubogi, wierny Ewangelii, czyni tak zawsze. We wszystkich dobrych dziełach, które ma okazję wypełnić, znajduje Franciszek zachętę i pomoc u swej małżonki. „Kiedy w zimowy wieczór on sprowadza do domu jakiegoś nędzarza, ona usługuje mu z wielkim staraniem i miłością, goszcząc go w domu i pocieszając na wszelki sposób”.
Jeszcze jedna lekcja dla Jana de Yepes, który tak wiele uczy się od swego brata i tak bardzo się z nim utożsamia, że jak wyzna wiele lat później, uważa go za „najdroższy i najcenniejszy dar, jaki otrzymałem na tym świecie”.
Wyjazd z Arévalo
Po spędzeniu około czterech lat w Arévalo, pojawia się projekt nowej przeprowadzki. Tym razem do Medina del Campo, leżącego mniej więcej trzydzieści kilometrów na północ od Arévalo. Wyruszają, jak zwykle, z nadzieją, czy też ufnością, że poprawią swoje położenie materialne, znajdą nowe możliwości zatrudnienia, i tak dalej. Tak więc ponownie formuje się karawana: młode małżeństwo, być może, z którymś z dzieci, babka Catalina i Jan, liczący już w tym czasie dziewięć lat.
Pobyt w Fontiyeros naznaczony był „kwiatkiem” stawu, natomiast podróż z Arévalo do Medina del Campo ozdobiona jest „kwiatkiem rzeki”. Franciszek opowiadał tę historię wielokrotnie jednemu ze swych spowiedników, a także innym osobom. U bram Medina „z jeziorka lub może z samej rzeki Zapardiel… wynurza się ryba niespotykanej wielkości, jak wieloryb, lub nawet większa. Usiłowała z otwartą paszczą rzucić się na przyszłego ojca Jana od Krzyża i pożreć go. Przerażony chłopczyk powierzył się opiece Bożej i ryba znikła. Zwierzę widział też Francisco de Yepes, który wystraszył się widoku tak okropnej bestii… I opowiedział całe zdarzenie temu świadkowi (wezwanemu do złożenia zeznań)”.








