Spis treści
- Rodzinne strony
- Utęskniona Kastylia
- Wstępuje do swego domu
- Sztuka i natura
- Ambitne projekty
- W toku prac
- Dona Anna dobrodziejka i uczennica
- Ożywić wspólnotą
- Łagodność i delikatność
- W zarządzie generalnym
- Kontemplatyk zawsze i wszędzie
- Karmelitanki bose: jego druga wspólnota
- Przyjaciele i uczniowie
- Problemy i napięcia
- Pożegnalne odwiedziny Franciszka
Rodzinne strony
o. Federico Ruiz OCD, Bóg mówi pośród nocy, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 1991.
Jan od Krzyża powraca wreszcie do Kastylii. To są jego rodzinne strony, odpowiadające jego temperamentowi, do których od dawna tęsknił, odkąd posłuszeństwo i przeznaczenie więziły go pośród drzew oliwkowych Andaluzji. Ponieważ nie obnosił się ze swoimi aspiracjami i cierpieniami, przełożeni przyzwyczaili się nie zwracać na niego uwagi. Matka Teresa zdawała sobie z tego sprawę i ubolewała nad tym: „Nie wiem, co się dzieje, że nie ma nikogo, kto by pamiętał o tym świętym” (List z 19.8.1578).
Wreszcie, chociaż późno, nadchodzi także jego kolej. W wieku 37 lat wyjechał z Avila jako więzień, teraz mając 46 lat wraca do Segovii z wszystkimi honorami. Spotyka znowu swoją umiłowaną Kastylię, krainę zamków. Nie mógł wybrać lepszego miejsca dla odpoczynku i samotności. On sam zdaje sobie sprawę z tego, że teraz nie będzie musiał odbywać tylu podróży ani pisać wielu listów przez sam fakt przebywania „w tak ustronnym miejscu jak Segovia” (List z 20.6.1590). Ponadto klasztor znajduje się poza miastem, w polu. Jan będzie mógł zaspokoić swoje pragnienie samotności. Biografowie muszą ograniczyć się do opisania rozwoju jego wewnętrznych przeżyć z tych ostatnich trzech lat (1588-1591). Również jako czytelnicy czujemy ulgę, widząc, że odpocznie nieco po latach pobytu w Granadzie, pełnych intensywnej pracy.
Ale dla Jana od Krzyża nie ma odpoczynku ani tutaj, ani gdzie indziej. Również w Segovii został obarczony urzędem, a nawet dwoma. Jest przeorem klasztoru, z pilnym zadaniem przebudowy i poszerzenia kościoła i klasztoru. Jest także pierwszym radnym i wikariuszem generalnym, właśnie w tych latach, w których przeżywano największe napięcia w Reformie, wewnątrz samego zarządu głównego. Ładny „odpoczynek” go tutaj oczekuje…
Na każdą nową sytuację ojciec Jan odpowiada we właściwy sobie sposób. To prawda, że w Segovii praktykuje swą nierozdzielną trylogię: kontemplacja i samotność, braterskość i praca ręczna, kierownictwo duchowe i zarząd, dlatego sądzimy, że znamy go od wewnątrz i potrafimy przewidzieć jego gesty i reakcje. Ale on się nie powtarza. Rok za rokiem dorzuca nowe przykłady dojrzałości życia i działania. Sprawi nam jeszcze wielkie niespodzianki w ciągu tych kilku lat, jakie mu pozostają. Wyobrażenie, jakie mamy o nim z Granady, zmienia się znacznie. Podczas tych trzech lat pobytu w Segovii nie odbywa podróży związanych z zarządem lub posługą duchową. Nie pisze nowych dzieł ani nie uzupełnia niedokończonych. Obowiązki w Granadzie zajmowały go zewnętrznie, ale bez głębszych trosk. W Segovii dzieje się przeciwnie; tutaj życie zewnętrzne jest bardziej spokojne i skoncentrowane, ale za to z głębokimi napięciami.
Specyfika przeżyć segowiańskich mieści się w syntezie wypracowanej przez życie aktywne i kontemplacyjne, wśród kontaktów z ludźmi i samotnością, między lojalną współpracą i odpowiedzialnym protestem. Jak postępować w harmonizowaniu tych kontrastów? Wobec tych złożonych sytuacji nie zdają egzaminu ogólne teorie historii, psychologii czy świętości. Liczą się konkretne fakty, postawy i reakcje, słowa i milczenie, inicjatywy i cierpliwość każdego dnia.
Na szczęście o okresie spędzonym w Segovii zachowały się liczne szczegóły historyczne i geograficzne. Mówili o tym towarzysze i świadkowie tych wydarzeń. Nad tymi szczegółami zatrzymywali się najlepsi biografowie św. Jana od Krzyża, szczególnie o. Alonso od Matki Bożej, jego nowicjusz, który bezpośrednio przeżył te fakty. Później będzie on jego biografem i postulatorem w procesie beatyfikacyjnym.
Utęskniona Kastylia
Segovia była w tym czasie duszą Kastylii, miastem kastylijskim przez antonomazję. Tak wielkiego znaczenia nadają jej zabytki historyczne, ziemia i krajobraz, kultura i działalność handlowa. Zarówno miasto jak i okolice Segovii odpowiadają pragnieniom jak i tęsknotom Jana od Krzyża, odczuwanym w Andaluzji: wioski i zamki, pola i żniwa, pasma górskie i szczyty, rzeki i drzewa.
Właśnie w XVI wieku Segovia przeżywa okres największego rozkwitu. Od 1474, kiedy Izabela Katolicka została tam ukoronowana na królową Kastylii, aż do czasów Filipa II, który w 1570 wybrał to miasto na miejsce zawarcia małżeństwa z Anną Austriaczką i otacza je troską przez cały okres swego panowania, rośnie znaczenie Segovii.
Miasto wznosi się na wzgórzu, otoczone murem o długości około trzech i pół kilometra. Niewiele trzeba, by poznać dokładnie ten mały skrawek ziemi i jego okolice. Na uwagę zasługuje wiele kościołów: San Millán, San Andrés, San Martin, San Miguel, San Esteban, el Parral ze swymi dziedzińcami i dzwonnicami.
Trzy zabytkowe budowle wydają się być tak usytuowane, by lepiej podkreślić charakter miasta: katedra jako centrum i punkt kulminacyjny, akwedukt na krańcu wschodnim i alkazar (twierdza), który łączy krańce murów miasta zwrócone na zachód. Wszystkie trzy, jasne i wysmukłe, dniem i nocą robią niezapomniane wrażenie.
Kiedy latem ojciec Jan przybywa z Madrytu, akwedukt był pierwszym obiektem, który mu się rzucił w oczy. Pod jego arkadami przechodzili Rzymianie, Wizygoci, Arabowie; królowie, książęta i feudałowie, ubrani świątecznie lub przybrani w zbroje. Ojciec Jan będzie wielokrotnie przechodził pod jego łukami, które można dostrzec schodząc z miasta albo wspinając się z doliny pod górę.
Akwedukt jest najbardziej charakterystycznym zabytkiem Segovii; jest zachwycający z racji swych ogromnych rozmiarów, wspaniałego wykonania i dobrej konserwacji. Zbudowany z bloków granitowych o rozmiarach 3,50 m na 2,50 m, położonych jeden na drugim bez użycia zaprawy, z łukami o szerokości od 4 do 6 metrów. Ojcu Janowi narzuca się wspomnienie jego małego dzieła w Granadzie, gdzie żył do zeszłego miesiąca. Porównywany z tym kolosem, jego „mały akwedukt” z Los Mártires wydaje się być zabawką. Wystarczy skonfrontować niektóre ich rozmiary: długość: Segovia 813 metrów, Granada 73; maksymalna wysokość: Segovia 28 m, Granada 5,30; ilość łuków: Segovia 170, Granada 12; grubość: Segovia 3,50 m, Granada 0,64 m. Ale on nie zwraca wielkiej uwagi na rozmiary, zauważa jedynie dziwne wykonanie, wysmukły kształt, płynącą wodę, trwałość, kamienie prześwitujące, które nie zasłaniają nieba. „Suchy most”, „kamienna harfa” i inne jeszcze nazwy otrzymał w ostatnich wiekach ten zabytek segowiański.
Wstępuje do swego domu
Ojciec Jan już dwa razy był przejazdem w klasztorze w Segovii. Wiosną 1587 zatrzymał się tutaj podczas podróży na kapitułę do Valladolid oraz w drodze powrotnej. Odwiedził już miasto w 1574, towarzysząc matce Teresie w fundacji klasztoru. Ale wówczas nie myślał jeszcze o klasztorze Bosych.
Teraz przybywa tutaj jako przeor i, możemy także powiedzieć, jako fundator. Dona Anna del Mercado y Penalosa finansuje nowy klasztor za radą i przez wzgląd na ojca Jana. Kiedy w 1579 umiera jej mąż Juan de Guevara, zostawia jej w testamencie znaczny majątek z obowiązkiem ufundowania w Segovii, jego rodzinnym mieście, szpitala lub klasztoru. Wdowa radzi się swego brata Luisa del Mercado, którego znamy już z Granady. Zanim podejmą decyzję upływa kilka lat.
Kiedy postanawiają spełnić zamiar, ojciec Jan znajduje się w Granadzie i jest przyjacielem tej rodziny. Anna prosi go o radę, a on proponuje ufundować klasztor karmelitów bosych w Segovii. Rodzeństwo pozytywnie ocenia propozycję.
Wiosną 1586 przybywa do Segovii o. Grzegorz z Nazjanzu, wikariusz prowincjalny Kastylii, z dwoma innymi zakonnikami, w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Zatrzymują się w domu archidiakona Juana Orozco y Covarrubias, przy Plaza de San Andres. Miasto wydaje im się przepełnione klasztorami, które stoją jeden obok drugiego.
Rozglądając się w okolicach znajdują opuszczone i prawie zniszczone zabudowania, w których mieszkali Trynitarze w latach 1207-1566. Wznosiły się one obok kościoła Fuencisla, i składały się z kościoła, klasztoru i działek uprawnych. Są zadowoleni z miejsca i kupują je. Anna płaci sumę 400 dukatów. Trynitarze je opuścili, gdyż wydawało się niewygodne i niezdrowe. Niewygodne z powodu dużej odległości od miasta, a niezdrowe z powodu bliskości rzeki, która przepływa prawie się ocierając o mury klasztoru. Pozostając nie zamieszkany od lat, znajduje się w okropnym stanie. Po dokonaniu najbardziej koniecznych napraw, budynek jest gotowy do zamieszkania i 12 lipca 1586 odbywa się otwarcie klasztoru.
Możemy powiedzieć, że jest to dom ojca Jana, który on zakłada, rekonstruuje, powiększa, ozdabia. Tutaj żyje samotnie przez trzy lata, bez konieczności odbywania podróży. I tutaj pozostaną j ego szczątki po śmierci.
„Klasztor w Segovii jest nasycony wspaniałą dostojnością, nie tyle dla swego piękna czy urządzenia, ile raczej przez fakt, że jest dziełem Czcigodnego Ojca oraz miejscem, w którym on przebywał, ponieważ został zbudowany podczas jego pobytu na tym miejscu, ubogacony przez jego święte ćwiczenia; pozostały w nim nawet ściany i skały pokryte jego pamiątkami i oznakami pobożności. Ponadto jest tu mała grota w ogrodzie, w której Święty pogrążał się w modlitwie; jest cudowny obraz Chrystusa, który przemówił do niego w tym klasztorze; jest także grób ukrywający jego ciało i relikwie” (Hieronim od św. Józefa).
Sztuka i natura
W swoim klasztorze Fuencisla ojciec Jan znajduje nie tylko samotność i oddalenie od świata. Ma przed oczyma, nie wychodząc nawet z domu, to co najpiękniejsze i najbardziej religijne w Segovii. Z klasztoru i ogrodu może podziwiać nieustannie przepiękne pejzaże. Na szerokim horyzoncie rozciąga się dolina w kierunku Avila, Medina del Campo i gór Guadarrama. Na pierwszym planie alkazar i naprzeciwko katedra, Veracruz po lewej stronie i kościółek Fuencisla po prawej. Cztery zabytkowe budowle, które przywołują historię, kulturę, piękno i kontemplację.
Alkazar rzuca się gwałtownie w oczy każdego, kto patrzy z Karmelu. Zbudowany na skale, z dachami szaroniebieskimi i zaostrzonymi wieżami, wydaje się odrywać od ziemi i wzbijać do lotu. Opływają go rzeki Eresma i Clamores. Zbudowany w XII wieku, z biegiem czasu uległ modyfikacjom. Właśnie w latach 1590-1591 w przyspieszonym tempie zakończono przebudową, rozpoczętą przez Filipa II: schody główne, dziedziniec, taras, pozłacanie sufitów… Ojciec Jan ma okazję obserwować przebieg prac. Klasztor skorzystał z przebudowy, ponieważ zastąpione łupkiem dachówki, razem z innymi materiałami budowlanymi, zostały podarowane przeorowi Karmelu.
Katedra była następnym, wspaniałym obiektem ciągłej obserwacji naszego karmelity bosego. Także ona była w trakcie budowy. W 1521, w czasie walk ludowych, została zniszczona poprzednia katedra, usytuowana na równinie, parę metrów od alkazaru. W 1525 Karol V polecił budować nową katedrę w centrum miasta, w miejscu najwyższego wzniesienia. W czasach ojca Jana pracowano jeszcze przy budowie kaplic absydy. Z kopułą o wysokości 67 metrów i główną wieżą o 88 metrach wybija się ponad domy i ostro zarysowuje na tle nieba i gór Guadarrama.
Po lewej stronie klasztoru wznosi się kościół Veracruz o podstawie ośmiokątnej, zbudowany przez Templariuszy w pierwszych latach XIII wieku. Jego surowa sylwetka na nagim zboczu wzgórza karmi kontemplatywne spojrzenie mistyka segowiańskiego.
Z kościołem Fuencisla kontakty nie ograniczają się, tylko do oglądania krajobrazu, ale są również stosunkami sąsiedzkimi. Kościół z tamtych lat pamięta zdarzenie, może legendę, które miało miejsce ok. 1228.
Pewna młoda Żydówka, fałszywie oskarżona o cudzołóstwo, została zrzucona ze szczytu skały. Spadając spogląda na statuę Matki Bożej, która się znajduje na f ronienie katedry i podnosi się bez żadnych obrażeń. Na pamiątkę tego wydarzenia został zbudowany kościółek, który służył za humilladero – miejsce, gdzie wjeżdżający lub wyjeżdżający z miasta zatrzymywali się na modlitwę. Obecne sanktuarium jest stosunkowo niedawne: budowę rozpoczęto w 1598, zakończono w 1613. Jego teren graniczy z ogrodem klasztornym, i wkrótce przeor postara się o kupno tego terenu dla poszerzenia ogrodu.
Ambitne projekty
Praca fizyczna nie zajmuje całego serca ojca Jana. Jednakże poświęca jej tyle czasu, zmysłu artystycznego, zainteresowania, troski, że wydawał się być zawodowcem. Tutaj znajduje okazję do wykazania swoich umiejętności i kompetencji. Wie, że wysłano go tu między innymi dla zrealizowania ambitnych planów. Będzie musiał zająć się budownictwem.
Postanowiono, że klasztor w Segovii będzie jednocześnie siedzibą rady generalnej, nowicjatu i kolegium filozoficznego. Na razie bracia zamieszkują budynek wilgotny i zniszczony, nabyty od Trynitarzy. Trzeba więc pomyśleć nie tylko o naprawie i poszerzeniu, ale również o budowie nowego pomieszczenia. W czasach ojca Jana i aż do połowy XIX wieku koryto rzeki Eresma zajmowało praktycznie całą szerokość dzisiejszej alei Fuencisla, tworząc zatoczkę w jej łuku. Pozostawało tylko miejsce na drogę, która przebiegała obok murów klasztoru i kościoła Fuencisla. Ówczesny autor, uczeń Jana od Krzyża, tak pisze o tym kościółku: „Służył za kapliczkę tym, którzy wyjeżdżali lub wjeżdżali do miasta z tej strony, gdzie wspomniane skały i rzeka Eresma pozostawiają wystarczającą przestrzeń dla drogi, która dziś, jak i zawsze, była jedną z najbardziej uczęszczanych z tej racji, że jest główną drogą prowadzącą do najważniejszego i najbogatszego regionu Starej Kastylii” (Hieronim z Alcalá).
Zrozumiałe jest więc odejście Trynitarzy i postanowienie przeniesienia klasztoru na inne miejsce. Nowy i obszerniejszy zbudowano nieco wyżej, na terenie suchym. Uniknięto w ten sposób zbytniej bliskości rzeki, ulicznego hałasu i ścieków gromadzących się w dolinie. Mógł on pomieścić około pięćdziesięciu zakonników.
Był okolony nie tylko rzeką i drogą, ale również częścią ogrodu. Ogród potrynitarski obejmuje aktualnie uprawiany teren w kierunku Fuencisla.
Mur ogrodzeniowy biegł dalej w kierunku zbocza, pozostawiając na zewnątrz „las penas grajeras” („skały kruków”, nazwane tak z powodu ptaków, które tam zakładają swe gniazda), i załamywał się w prawą stronę, poniżej płaskowyżu, który istnieje do dziś, w środku zbocza. Na zewnątrz pozostaje skalista równina oraz cała górna część ogrodu.
Inne też uzależnienie niepokoiło poważnie Bosych. Wokół posiadłości klasztornych, w połowie wysokości obecnego ogrodu, przebiegała droga dla przeprowadzania bydła, która ciągnęła się przez równinę, biegnąc poniżej „skał kruków” (penas grajeras) i powyżej kościoła Fuencisla, dochodząc aż do pastwisk. Ciągłe przepędzanie bydła i trzód oznacza nieustanny ruch, bardzo przykry dla zakonników. Było to tym bardziej dokuczliwe, że pasterze urządzali sobie nocleg w grotach „skał kruków”, a byli to ludzie hałaśliwi i nieporządni. Nabywając więc obszar skał i górną część ogrodu uzyskano tym samym potrójną korzyść: miejsce pod klasztor, kopalnię skał budowlanych i od chwili przejęcia na własność drogi i równiny ustało przeprowadzanie bydła.
W toku prac
Jan od Krzyża ma już projekt, ogród, tony kamienia i fundatorkę. Pozostaje mu tylko rozpocząć pracę. Nie cofa się. przed trudnościami, przykrościami i kłopotami związanymi zazwyczaj z tego rodzaju pracą. Towarzysze ojca Jana są pełni podziwu dla jego wielkiego zapału do pracy oraz zadowolenia w miarę jak budowa postępuje; zauważa się „przyjemność”, jaką w tym znajduje, mówią nam świadkowie.
O. Jan Ewangelista, towarzyszący mu z Granady, zna jego zamiłowania, które ujawniły się już w poprzednich latach: ogród, klasztor, akwedukt w Granadzie. Ale widzi go tak rozentuzjazmowanego pracami w Segovii, że mówi mu wprost: „Mój Boże, ojcze Janie, jakże bardzo lubi Ojciec przebywać wśród wapna i kamieni”. Odpowiada mu przeor: „Synu, nie dziw się temu, bo kiedy znajdę się pośród tych rzeczy, mam mniej problemów, niż gdy przebywam z ludźmi” (Alonso od Matki Bożej).
Jan od Krzyża zasługuje w pełni na tytuł protagonisty. Musimy jednak pamiętać, że inicjatywa pochodzi od wielu: rada generalna, prowincjał Kastylii… Ale nic nie wiemy o tym, by ktokolwiek z nich pracował w kopalni kamienia, wyrabiał cegły, przewoził materiały budowlane. Tylko ojciec Jan, poeta, mistyk, człowiek najsubtelniejszego ducha, pracuje mieszając zaprawę.
Mobilizuje pół świata, aby budować. W pierwszym rzędzie wciąga członków wspólnoty, zdolnych i ochotnych do pracy. Wśród swoich współbraci znajduje siedmiu godnych podziwu mistrzów i wspaniałych robotników, którzy nie tylko projektują i przygotowują pracę, ale sami pracują, każdy za dwóch albo za trzech”. Czasem cala wspólnota przykłada się do prac najcięższych i do przewożenia kamieni.
Ale i to nie wystarcza. Przeor musi szukać wszędzie pomocników i materiałów, zakupywanych lub otrzymywanych w darze, wymyślając różne sposoby, by zmniejszyć ich koszty. „Niektórzy robotnicy jedli i nocowali w klasztorze, bo tak byli mniej opłacani; innym zaś dawano w tym celu chleb. Czasami sędzia posyłał więźniów do pracy w klasztorze. Mieszkańcy Zamarramala przynosili darmowo wiele drewna do pieców wapiennych, a nie brakowało też jałmużny w pieniądzach… Król ofiarował dachówki z alkazaru oraz wiele materiału budo wlanego” (Silverio de S. Teresa).
Dobrze jest czasem przytoczyć te szczegóły, aby nie ulec naiwnemu przekonaniu, że Jan od Krzyża budował swoje klasztory samą modlitwą i pięknymi słowami, oddając się kontemplacji krajobrazu. Życie ludzkie ma swoje nieuniknione wymagania, od których nikt nie jest wolny, nawet mistyk. Właśnie on, który przyrzekł sobie w Granadzie, że nie złoży ani jednej wizyty grzecznościowej, ani nie pójdzie prosić o jałmużnę, będzie musiał teraz wielokrotnie odwiedzać domy segowiańskiej szlachty, by prosić o pomoc. Pałace nie są jego ulubionym środowiskiem, ale musi robić wszystko, aby spełnić powierzone mu zadanie.
Nie zobaczy planów w pełni zrealizowanych, jednakże będzie mógł ujrzeć klasztor prawie na ukończeniu, a budowę kościoła mocno posuniętą naprzód.
Dona Anna dobrodziejka i uczennica
Dona Anna del Mercado y Penalosa zajmuje znaczące miejsce w opowiadaniu biograficznym o Segovii. Zasługuje na szczególną wzmiankę ze względu na prace prowadzone przy budowie klasztoru oraz swoje kontakty z ojcem Janem od Krzyża. Z tego powodu powiemy o niej najpierw, zanim będziemy mówić o innych osobistościach czy działaniach.
W ślad za ojcem Janem, by być blisko niego, dona Anna wyrusza z Granady, opuszcza także swoją rezydencję na dworze w Madrycie i osiada w Segovii. To jej jednak nie wystarcza. Opuszcza swój pałac w centrum Segovii i zamieszkuje w kilku budynkach, które kupiła, stojących naprzeciw głównego wejścia do klasztoru karmelitów bosych, od którego oddziela je tylko droga. Łączy poszczególne budynki, porządkuje je i buduje ogrodzenie obejmujące łąkę z drzewami. Tutaj się przeprowadza z siostrzenicą Ines, dziewczynką osieroconą przez ojca. Towarzyszy im kilka służących, wśród których jest Leonora de Vitoria, naoczny świadek kontaktów doni Anny z Janem od Krzyża.
Znamy już donę Annę z okresu granadyjskiego: jej wspaniałomyślność, przyjaźń, pobożność, wpływ na powstanie poezji i prozy Żywego płomienia miłości. Była dobroczynna i szczodrobliwa wobec karmelitanek bosych, uduchowiona i uległa radom ojca Jana.
Te same cechy dają się zauważyć w jej postępowaniu w Segovii. Ona patronuje dziełu: budowie, nabywaniu terenów, zaopatrzeniu kościoła w dzwon, paramenty liturgiczne, krzyże, obrusy ołtarzowe… Zachował się dokument z wymienionymi nazwiskami ofiarodawców. Pomoc ekonomiczna doni Anny nie wystarcza na pokrycie wszystkich wydatków, pokrywa jednak te najważniejsze. Sama dogląda pracy z bliska.
Ale nie ten jest główny powód, dla którego poszukuje bliskich kontaktów z ojcem Janem. Powodem, który skłonił ją do zmiany miejsca zamieszkania, była przede wszystkim łatwość komunikowania się z ojcem Janem w sprawach duchowych. O. Alonso, który w tych latach był członkiem wspólnoty w Segovii, mógł osobiście obserwować przez długi czas fakty i słowa, w których objawiały się te relacje. Pisze on: Opuściwszy swój pałac w Segovii zamieszkała w tym domu, z którego przychodziła na Mszę św. do klasztoru; często ciotka z siostrzenicą przychodziły na rozmową ze sługą Bożym, jako że oboje byli osobami uduchowionymi. Zakonnicy, kiedy je widzieli w klasztorze ze świętym (Janem od Krzyża), mieli zwyczaj mówić: „Hieronim, Paula i Eustochia rozmawiają o Bogu”.
Te panie, ich rodziny, miały tak wysokie mniemanie o naszym czcigodnym Ojcu, że w jego nieobecności dawali mu tytuł świętego, mówiąc: „załatwicie tę sprawą dla naszego świętego Ojca”, albo kiedy go zobaczyli, mówili: „Oto nasz święty Ojciec”. I dla wielkiej czci, jaką go darzyli, dona Anna del Mercado i don Luis, jej brat, uzyskali od Mikołaja od Jezusa Maryi, wikariusza generalnego, i od definitorium zapewnienie, że gdziekolwiek by umarł nasz czcigodny Ojciec, oni będą mogli przywieźć jego drogocenne ciało do ich klasztoru (w Segovii) i tam je czcić (Alonso od Matki Bożej).
Ożywić wspólnotą
Prace budowlane i zajęcia, o których wspominaliśmy, wystarczają, by wypełnić nie tylko godziny dnia, ale umysł i serce. Jednakże to wszystko jest dla Jana zajęciem tylko drugorzędnym. Jego serce jest złożone w Bogu, w jego współbraciach, i tych, którzy zwracają siec do niego w różnych sprawach. Lubi żyć we wspólnocie.
Jest przeorem wspólnoty początkującej, licznej i złożonej. Prócz zwyczajnych członków, ojców i braci, są tam nowicjusze; do nich dołączają zakonnicy z zarządu generalnego. Wspólnota, nowicjat, dom generalny. Po raz pierwszy zdarza się taka różnorodność wśród Bosych, więc ojciec Jan musi wynaleźć taki styl życia, który by łączył w sobie współżycie braterskie i uszanowanie autonomii każdej grupy. Jego prestiż osobisty wzmacnia podwójny urząd, który mu daje bezpośrednią władzę nad jednymi i drugimi. Jest przeorem klasztoru i zajmuje w radzie generalnej pierwsze miejsce po ojcu Dorii.
Znamy jego styl rządzenia z Baeza i z Granady. W Segovii objawia te same troski i priorytety: opieka nad chorymi, praca ręczna, kontemplacja, umiar, tolerancja, formacja duchowa… Moglibyśmy na potwierdzenie tego przytoczyć wiele przykładów wspomnianych przez świadków. Większą wagę jednakże przedstawiają niektóre zachowania, które ukazują dojrzałość ludzką i duchową, objawiającą się w tych szczególnych okolicznościach. Zakonnicy zauważają, że bardziej jest przywiązany do swojej wspólnoty niż do rady generalnej. Podczas rekreacji opuszcza członków rady i spaceruje ze swoimi współbraćmi albo siada na ziemi wśród nowicjuszy, by prowadzić z nimi rozmowy duchowe lub żartować.
Chce być jednym z członków wspólnoty: żyć we wspólnocie, a nie tylko nią zarządzać. Przybywa do Segovii z wielkim prestiżem, poza wszelką krytyką. Znany jest jako inicjator Reformy, mistrz duchowy, mistyk, poeta i pisarz; znany ze swego heroizmu w więzieniu i pochwał matki Teresy. Jednakże chce za wszelką cenę żyć jako brat pośród współbraci. Nie chce stać się mitem. Pozwala z łatwością się krytykować, sam to czyni i prosi o to innych. Wyznaje swoim współbraciom: „Kiedy wspomnę głupstwa, jakie pope4niam jako przełożony, pokrywam się rumieńcem wstydu”. Jeden z członków wspólnoty wspomina: „Prosił nas z przejęciem, byśmy mu wytykali jego braki”.
Kierował wspólnotą liczną i zróżnicowaną. Każdy ma swoje obowiązki. Jest tu grupa braci nie kapłanów, specjalistów w różnych zawodach, którzy pracują przy budowie: cieśle, kamieniarze, hafciarze… Przeor zajmuje się każdym zajęciem i każdą osobą, pozostawiając każdemu szeroki margines odpowiedzialności osobistej. Stawia wymagania wspólnocie i chce, by wszystko było wiernie wypełniane. Jednakże nie jest szorstki w korygowaniu usterek. Kiedy zdarzają się niewierności w zachowaniu milczenia, woli zaradzić im na odległość, pozwalając usłyszeć swoją obecność, nie dostrzegając winnych.
Każdego dnia ma okazję rozpalić duchowo wspólnotę, zwracając się do niej w refektarzu po kolacji. Nawet duży pies klasztorny wydaje się być zainteresowany zachętą ojca Jana. Wchodzi do refektarza, krąży wokoło, by otrzymać jakiś kęsek. Czasem, kiedy przemówienie się zaczyna, podchodzi do stołu przeora, siada na tylnych łapach i pozostaje nieruchomo patrząc i słuchając. Nie pojmuje treści, ale słucha głosu spokojnego i czułego.
Łagodność i delikatność
We wspólnocie najdelikatniejszy problem stanowią zawsze ludzie. Sprawom ekonomicznym w ten czy inny sposób można zaradzić. Budynek, jakkolwiek ubogi i walący się, pozostaje zawsze miejscem, gdzie można wspólnie się modlić, wspólnie przeżywać ideały i działalność, a także odpoczywać. Największym staraniem ojca Jana jest osiągnięcie tego stanu, by różne osoby, wchodzące w skład wspólnoty, żyły jak prawdziwi zakonnicy. Tego się nie osiąga wielkimi planami i wymaganiami, ale wielką delikatnością i realizmem.
W jego wspólnocie znaj duj e się pewna ilość zakonników, których można by określić jako istoty delikatne, duchowe, które żywią do niego uczucia przyjaźni i czci. Wśród nich należy wymienić o. Jana Ewangelistę i o. Jana od św. Anny, którzy żyli z nim długo w innych klasztorach i darzą go wielkim uczuciem. Podobnie większość członków wspólnoty i nowicjusze.
Są również zakonnicy przewrażliwieni, skłonni do małych kaprysów. Jeden z nich przygotowuje mu bardzo nieprzyjemną niespodziankę. Jest moment sprawowania w kościele uroczystej Mszy ś w., w której uczestniczą fundatorzy klasztoru, dona Anna i don Luis z innymi ważnymi osobistościami. Przewodniczy Jan od Krzyża. Gdy nadszedł czas kazania, zakonnik, który miał je wygłosić, nie zjawił się.
Ojciec Jan poleca zakrystianinowi, aby poszedł i przypomniał mu o kazaniu, ale on wraca z odpowiedzią, że tamten nie chce wygłosić kazania. Ojciec Jan udaje, że nic się nie stało, przechodzi do dalszej części Mszy św. i kończy ją z naturalnym spokojem. Później usprawiedliwia zakonnika, mówiąc, że „był niedysponowany” i więcej o tym nie mówi. Dni mijają i fakt ten wydaje się być już zapomniany: kaznodzieja odzyskał pogodę ducha. Pewnego dnia idzie do przeora prosić o jakieś pozwolenie. Przeor mu odmawia z powodu jego „niedyspozycji”… Zakonnik uznaje swój błąd i rozmawiają o tym wspólnie. Przyjmuje pokutę i „jest bardzo wdzięczny czcigodnemu Ojcu i wychwalać go będzie, wspominając publicznie zadziwiającą cierpliwość, z jaką go znosił i poprawiał, ponieważ gdyby go skarcił wtedy, gdy szatan go tak zaślepił, bez wątpienia dałby mu okazję do zguby”.
Nie był to jedyny przypadek. To jego stały sposób postępowania, jego kryterium oceny wartości zakonnych. „W zarządzaniu tym klasztorem kierował się natchnieniami, jakich mu Pan udzielał na modlitwie; albowiem w tych okolicznościach, jakie się zdarzały, nie wystarczyłaby roztropność ludzka, a u niektórych brakowało nawet tej dla uznania wielkiego daru jego zarządzania. W jego klasztorze znajdowali się i tacy zakonnicy, którzy nie należeli do najdoskonalszych i najspokojniejszych w Zakonie, z którymi inni przełożeni mieli trudności. Starali się oni pozbyć ich ze swej wspólnoty, by utrzymać wysoki poziom życia zakonnego. Byli też i przygnębieni, którzy zazwyczaj są ciężarem dla klasztorów, a których przełożeni z powodu ubóstwa domów zakonnych mają zwyczaj się pozbywać. Tych wszystkich czcigodny Ojciec obejmował i przyjmował do swojego klasztoru, opiekował się nimi z uczuciem prawdziwej miłości i starał się zaradzić ich potrzebom duchowym i doczesnym” (Hieronim od św. Józefa).
Wśród członków jego wspólnoty znajdował się jeden z tych „niepożądanych” zakonników, który w dodatku szpieguje i informuje o wszystkim, czego udaje mu się dowiedzieć o poczynaniach zarządu generalnego, o. Graciana, który przebywa w Lizbonie. Nazywa się Gaspar od św. Michała. W jednym ze swoich listów do o. Hieronima Graciana (9.11.1590) pisze z sarkazmem o członkach konsulty, a szczególnie o Janie od Krzyża.
Tak pisze: Jeśli chodzi o modlitwę, o której mówią, że jest właściwa tym świętym (członkom rady generalnej), to jest rzeczą zdumiewającą, że mogą do niej zagrzewać innych, chociaż są-mi nie osiągają zjednoczenia z Bogiem z powodu zbyt wielkiego zajmowania się życiem innych. Jednakże mają zawsze czas na składanie wizyt. A jednemu Ojcu, który nosi wezwanie „od Krzyża”, i który z powodu prowadzonych prac odwiedza domy liczących się ludzi, wspomniana rada pozwoliła na to ze względu na jego osobę, bo gdyby to chodziło o Waszą Wielebność, zrobiliby o to wielką awanturę”.
Pomimo nienajlepszej intencji, wyraził on największą pochwałę ojcu Janowi, a to dla dwóch powodów: po pierwsze, ponieważ w ten sposób znamy jego niechęć do tych wizyt, i ile go kosztowało zbieranie pieniędzy na budowę klasztoru. Taka jest wdzięczność! Po drugie, ten fakt ujawnia jego tolerancję, dzięki której godzi się na przebywanie we wspólnocie niechętnych sobie osób, chociaż ma władzę usunąć je i wysłać do innego klasztoru.
On woli być dobrym i znosić to. Taka jest jego postawa, bo jak wielekroć mówili zakonnicy: „Czcigodny Ojciec uznawał za małoduszność i ciasnotę serca zbytnią gorliwość przeciwko niektórym niedoskonałym…, i dlatego mówił: Kto nie potrafi być tolerancyjny, nie nadaje się do rządzenia”.
W zarządzie generalnym
W czasie kapituły generalnej w Madrycie w czerwcu 1588 została powołana konsulta jako stały, kolegialny organ rządzenia. Oprócz wikariusza generalnego wybrano sześciu konsultorów i czterech definitorów. Zarówno ojciec Jan od Krzyża, jak i o. Antoni od Jezusa obejmują obydwa urzędy. W sumie było więc ośmiu rzeczywistych członków; wliczając również ojca wikariusza i o. Grzegorza od Aniołów, sekretarza, rada liczyła dziesięć osób.
W tej grupie ojciec Jan sprawuje urząd pierwszego definitora i trzeciego członka konsulty. Jako pierwszy definitor zastępuje o. Dorię podczas jego długich nieobecności, spowodowanych wizytacjami klasztorów. Jaka jest pozycja Jana od Krzyża wewnątrz tego zarządu kolegialnego, który spowodował tak gwałtowną reakcję wśród ojców i sióstr, także tych najlepszych? Oczywiście rozważył wszystko i działa z niezwykłym taktem. Nie skłania się na żadną stronę. Początkowo nie stawia przeszkód ani nie robi trudności konsulcie, jako zarządowi Reformy. Aprobuje jej poczynania i współdziała lojalnie. Pod tym względem zdecydowanie odcina się od przeciwników, takich jak o. Gracian czy sama Anna od Jezusa, tak wielka zresztą przyjaciółka ojca Jana.
W ramach tej współpracy, szczerej i lojalnej, wyróżnia się jasnością umysłu, odpowiedzialnością i wolnością w ocenianiu własnymi kryteriami każdej decyzji tego kolektywnego organizmu. Nie przystaje z zamkniętymi oczyma na wszystko, co konsulta proponuje. W tym różni siec również od bezwzględnych zwolenników o. Mikołaja Dorii. Na niektórych zebraniach, kiedy nikt nie śmie ust otworzyć, glos ojca Jana nabiera uroczystego akcentu i szczególnej wagi, prawie nie do odparcia. Nieco dalej objaśnimy tę kwestię.
W 1588 konsulta przenosi swą rezydencję do Segovii, by w ten sposób uniknąć nacisków, jakie dwór i szlachta mogłyby wywierać na przełożonych wyższych, gdyby zarząd generalny rezydował w Madrycie. W zamian za przysługi mają oni zwyczaj wymagać przywilejów i szczególnego traktowania dla niektórych ojców i sióstr. Jednakże pobyt konsulty w Segovii trwa tylko dwa lata. W sierpniu 1590 powraca ona znowu do Madrytu. Stosunki z dworem zmuszają ją do przeniesienia swojej rezydencji do stolicy.
Zadaniem pierwszorzędnym konsulty było rządzenie, a nie stwarzanie problemów lub wzbudzanie niechęci. W rozdziale jej poświęconym można przeczytać o różnych jej przedsięwzięciach, w których brał udział również ojciec Jan: prawodawstwo, podręczniki formacyjne, liturgia i obrzędy, fundacje klasztorów. Wyjąwszy sytuacje konfliktowe, o których później będziemy mówić, ten organizm umie pracować i rządzić.
Ojciec Jan jest łatwy we współżyciu. Był w bardzo dobrych stosunkach z o. Dorią. Umiał załatwiać sprawy urzędowe zgodnie ze wskazaniami wikariusza generalnego. Ze swej zaś strony o. Mikołaj Doria cenił go jako współpracownika i jako mistrza duchowego. W rozmównicy karmelitanek bosych wyraża jednego dnia swój podziw: „Słowa ojca Jana są jak ziarnka pieprzu: pobudzają apetyt i rozgrzewają”. Niemała to pochwała w ustach o. Dorii.
Kontemplatyk zawsze i wszędzie
Budownictwo i robotnicy, wspólnota i konsulta, wszystko i każde z osobna wymagają od Jana wiele czasu i poświęcenia. Obserwując jego życie modlitwy, widzimy, że prowadzi je w sposób tak intensywny i stały, iż wydaje się, jak gdyby nie miał innych zajęć. Trudność polega nie tyle na znalezieniu wiele czasu dla kontemplacji, ile na umiejętności łatwego przechodzenia z tomów kamienia do chóru, z adoracji do robotników.
Gdy się raz zakorzeni w duszy przeżycie kontemplacyjne, to wzrasta ono później w każdym środowisku. „Widywałem go często, jak wychodził ze swej celi w Segovii i oddalał się w kierunku skał znajdujących się w ogrodzie klasztornym; wchodził do małej groty, w której nawet się nie mógł wyprostować i stamtąd wpatrywał się w niebo, w rzeki i w pola. Czasem stąd, czasem zaś z okna swojej celi wpatrywał się w niebo, innym znów razem przed Najświętszym Sakramentem spędzał długie godziny na modlitwie” (zakonnik ze wspólnoty). Nocą zazwyczaj pozostawał na kolanach przed Najświętszym Sakramentem; pozwalając sobie na trochę odpoczynku dla ciała, kładł płaszcz na stopniach ołtarza, i na nim, klęcząc, opierał głowę. A kiedy mu mówiono, by poszedł trochę odpocząć, odpowiadał: „Zostawcie mnie, synowie, bo tutaj znajduję moją chwałę i mój odpoczynek” (o. Alonso od Matki Bożej).
W ciągu tych lat spędzonych w Segovii powtarzają się często, według zeznań świadków, okresy skupienia prawie ekstatycznego. Niekiedy podczas modlitwy wspólnotowej musi wyjść z chóru, gdyż czuje, że popada w ekstazę. Widziano go również, jak w ukryciu uderzał palcami w ścianę, by utrzymać żywą uwagę, kiedy przyjmował odwiedzających i rozmawiał w różnych sprawach. W miejscach publicznych musi zadawać sobie gwałt. Kiedy znajduje się sam w grocie lub w celi, czuje się swobodnie, nie będąc obserwowanym.
Odmawia także swoje modlitwy ustne. Bardzo lubi modlitwę różańcową, ale zawsze w jej wymiarze istotnym i kontemplacyjnym. Używa „różańca bardzo ubogiego, z drewna, ale i tego się wyrzeka dla innego, jeszcze prostszego, zrobionego z ości rybich, i na nim się modlił”.
Wydaje się. być oderwanym od rzeczywistości, jednak pozostaje bardzo uważny na wszystko, co odnosi się do służby braciom i miłości. Odwiedza pracownie klasztorne, by poznać potrzeby innych: pożywienie, odzienie…
„Czasem, jeśli spostrzegł, że jego odzienie było nowsze od odzienia innego współbrata, starał się, by brat rozdzielający ubranie wymienił mu to nowe na bardziej ubogie”. W czasie posiedzeń kapituły generalnej „przyjechał z Madrytu zakonnik, skierowany do jednego z klasztorów w Katalonii. Święty widząc, że miał stary płaszcz, dał mu swój lepszy, a sam zatrzymał sobie jego stary” (o. Alonso od Matki Bożej).
Karmelitanki bose: jego druga wspólnota
Również w Segovii, podobnie jak w Beas i w Granadzie, karmelitanki bose są dla niego drugą wspólnotą, jakby przedłużeniem pierwszej: siostrami jednej rodziny. Najlepszym dowodem jest to, że dzieli się z nimi dobrami materialnymi. Co należy do Karmelu, jest dla wszystkich. Zeznaje jedna z sióstr: „Troszczył się nie tylko o swój klasztor, ale również o klasztor sióstr karmelitanek, nakazując swemu prokuratorowi, by przychodził do tego klasztoru i zaopatrywał go w drewno, oliwę, i inne rzeczy potrzebne przez cały rok” (s. Izabela od Chrystusa).
Na polu duchowym dwoi się i troi. Wzajemna znajomość trwa już od dawna, kiedy to brał udział w fundacji jako towarzysz matki Teresy w dniu 19 marca 1574.
On wziął na siebie cały kłopot spowodowany brakiem pisemnego zezwolenia na fundację, kiedy to wszyscy się ukryli, a administrator krzyczał w złości: „Poślę was wszystkich do więzienia”. Gdyby tak się stało, wyprzedziłby o trzy lata swój los.
Chociaż pomagał karmelitankom bosym w potrzebach materialnych i służył im radą we wszelkiego rodzaju sprawach i problemach, to jednak nie lubił zatrzymywać się na tych tematach. Rozwiązywał je, ale poświęcał się ważniejszym sprawom. Przeorysza, Maria od Wcielenia, mogła to stwierdzić własnym doświadczeniem: „Kiedy poruszano sprawy ziemskie, mówił wówczas, jakby zapominając o nich, do mnie, która byłam wtedy przeoryszą: zostawmy te błahostki i mówmy o Bogu”.
Spotkania odbywają się czasem w rozmównicy z cała wspólnotą, przemawia też w czasie Mszy ś w., ale jego ulubioną katedrą jest konfesjonał. Tutaj może się dostosować do każdej, wsłuchać, wyjaśnić, powracać wiele razy do tego samego tematu. Wiele sióstr z Segovii z okazji procesu beatyfikacyjnego pozostawiło świadectwo swoich osobistych doświadczeń. Przytaczam dwa przykłady, jeden dotyczący trudu nauczania, drugi jego serdeczności w stosunkach z innymi.
Jest to przypadek znaczący, zauważony przez wspólnotę, dotyczy zaś s. Marianny od Krzyża. Osoba uczuciowa, obdarzona intuicją, czuła się niezdolną do skoncentrowania swojej wyobraźni i przeprowadzenia najkrótszego aktu rozmyślania, Pomyślmy, jakim to musiało być dla niej męczeństwem na tyle godzin codziennej modlitwy myślnej? Ojciec Jan słucha, obserwuje, pyta i na końcu przedstawia jej nowy sposób modlitwy, uczy jej drogi miłosnej uwagi, modlitwy milczenia. To przynosi sukces.
Inny przykład. Siostry znają i cenią uczucie, jakie ojciec Jan od Krzyża żywi do 13-letniej dziewczyny, s. Izabeli od Jezusa, która żyje w tej wspólnocie. Kroniki klasztorne zapewniają, że ojciec Jan miłował ją bardzo serdecznie z powodu jej dobroci i czystości. Za każdym razem, po zakończeniu spowiedzi, poświęca ona pół godziny na opłakiwanie swoich grzechów i podejmowanie postanowień nawrócenia. Pewnego dnia ojciec Jan znajduje się w rozmównicy wraz z całą wspólnotą i w centrum uwagi jest s. Izabela. Zwraca się do niej z pytaniem, czy go miłuje? A ona, chcąc odpowiedzieć na „czuły sposób miłowania” ojca Jana, odpowiada z wielkim zapałem: „Ja, nasz Ojcze, kocham cię w sposób najsubtelniejszy”. Tylko tyle potrafi wyrazić w swoim języku. Ojciec Jan czuje się zmieszany z powodu takiego entuzjazmu i odpowiada słowami bardziej teologicznymi i wyważonymi: „Ja bardzo cię kocham, ponieważ jesteś przeznaczona do nieba”. I ofiaruje jej autograf strof Pieśni duchowej, które przepisał dla niej.
Odwiedzanie klasztoru karmelitanek bosych w przepięknej porze letniej daje mu okazję miłej przechadzki wśród drzew. Staje się natomiast uciążliwe, gdy pada śnieg lub deszcz. Ale ojciec Jan zawsze zachowuje ten sam rytm życia. Kiedyś wpadł w dół pełen śniegu i następnego dnia czuje palce u nóg poranione z powodu przemarznięcia.
Przyjaciele i uczniowie
Ojciec Jan utrzymuje kontakty ludzkie i duchowe z wielu ludźmi z Segovii. Powody są różne: praca, kierownictwo duchowe lub służba w klasztorze. Pewnego dnia idzie on aż do Zamarramala, by rozmawiać z jednym z mieszkańców w sprawie uzyskania terenu na ogród klasztorny. Dochodzą do porozumienia. Człowiek ten nakłania ojca Jana, by przyjął kieliszek wina. Na długie lata zachowa ten kieliszek jako prawdziwą relikwię.
Innym razem spotyka się z fryzjerem Francisco de Uruena, który przychodzi do klasztoru. Tym razem przeor zmusza go, by posilił się w refektarzu klasztornym razem ze swym pomocnikiem. Czasem ofiaruje mu coś z ubrania, czego on właśnie potrzebuje, ale nie śmie prosić. Ojciec Jan odgadł jego myśli, i nie pozwala mu odmówić.
Jedna „uboga kobieta”, przyjaciółka karmelitanek bosych, chciałaby się wyspowiadać u ojca Jana. Zachęcają ją, by mu sama o tym powiedziała. Poświęca jej wiele uwagi „przez długie godziny”.
Wśród „typowych” penitentek, które przychodzą do konfesjonału ojca Jana, znajduje się dziewczyna szlacheckiej rodziny, bardzo ładna, ale próżna, która lubi się pokazywać. Niczym nie gardzi: ubiorami, klejnotami, makijażem. Nazywa się María Alemán. Z pobożności czy z ciekawości idzie pewnego dnia wyspowiadać się u przeora Karmelu, który w Segovii cieszy się opinią człowieka duchowego. Od pierwszego spotkania dziewczyna zmienia się radykalnie. Odrzuca ubiory i próżność, „zmienia się tak dalece, że wielu, którzy ją znali, dziwili się temu bardzo”, stwierdza jej siostrzeniec, który jej często towarzyszył do klasztoru. Było to nawrócenie zupełne, nagłe i trwałe, jak wszystkie cuda.
Przybywają też archidiakoni, prowizorzy biskupi, kanonicy. Ta sama życzliwość. Charakter stosunków, jeśli możliwe, jeszcze bardziej serdeczny. Opowiadaliśmy już o odwiedzinach doktora Villegasa, penitencjariusza katedralnego, który „często przychodził rozmawiać z nim w ogrodzie klasztornym: obaj siadali na ziemi i spędzali cztery lub pięć godzin, nie zauważając tego, tak bardzo byli pogrążeni w naszym Panu”.
Wśród jego uczniów duchowych jest też grupa młodych, w większości studentów, którzy w ciągu lata schodzą regularnie do klasztoru słuchać konferencji duchowych ojca Jana na tematy biblijne i liturgiczne. Jeden z nich stanie się sławnym pisarzem. Nazywa się Jerónimo de Alcalá Yánez. Urodzony w Murcji w 1570, jeszcze jako dziecko przenosi się do Segovii. Rozpoczyna studia kościelne u Dominikanów, ale je przerywa, by poświęcić się medycynie. Znany jest jako autor opowiadania awanturniczego „Alfons, chłopak wielkiej miłości” albo „Obdarowany mówca”. Jest również autorem „Cudów Najśw. Dziewicy z Fuencisla” i „Prawd życia chrześcijańskiego). W tym ostatnim dziele pisze dosłownie: „Chlubię się również tym, że miałem za mistrza przez cały okres lata świętego ojca Jana od Krzyża, chlubę ojców karmelitów, do których klasztoru udawaliśmy się ja i niektórzy z moich współuczniów, by nam wyjaśnił hymny i psalmy; oni, pociągnięci jego przykładem, przyjęli habit jego Zakonu”. Autor oświadcza też, że on tego nie uczynił „z ludzkich względów”, to znaczy, by mógł dalej kontynuować studia medyczne.
Problemy i napięcia
Najważniejszym i najdelikatniejszym problemem, z jakim borykała się konsulta w ciągu tych lat, była bez wątpienia sprawa o. Hieronima Graciana. Niektórzy żądają od zarządu generalnego surowszego względem niego postępowania, inni zarzucają konsulcie niesprawiedliwość i nadmierną surowość.
Jan od Krzyża musi interweniować bezpośrednio. Zobaczymy, jak potrafi wybrnąć z tych ostrych sporów.
O. Gracian był przewożonym wyższym Reformy aż do 1585, ciesząc się zaufaniem matki Teresy do jej śmierci w 1582. W 1585 nastąpił po nim o. Mikołaj Doria, o tendencji raczej bardziej autorytatywnej i rygorystycznej. Już w chwili zmiany ujawnia się przyszły konflikt. O. Gracian żegna kapitułę przemówieniem, w którym kieruje zarzuty pod adresem nowych przełożonych. O. Doria daje do zrozumienia, że chce podjąć środki zaradcze przeciw nadużyciom wprowadzonym przez jego poprzednika. Brzydki początek.
Od tej chwili starcia się nasilają. Gracian, uważając siebie za urzędowego stróża charyzmatu terezjańskiego, chociaż nie ma już żadnego urzędu, ingeruje we wszystko, co dzieje się w Reformie, poprzez memoriały, rady, listy, propagandę.
Popierany i osłaniany przez władze kościelne i cywilne, żyje trochę na marginesie Reformy, współpracuje z innymi w celu uzyskania z Rzymu brewe przeciwko jej zarządowi. Publicznie krytykuje konsultę.
Z drugiej zaś strony jest zakonnikiem gorliwym, duchowym, pokornym, o delikatnym sumieniu, obdarzony wielkim męstwem w bolesnej sytuacji, w jakiej się znajduje. O. Doria na kapitule w 1588 pozbawia go prawa głosu, by uniknąć możliwości jego ponownego wyboru, i nastawia innych wrogo do niego.
Z problemem Graciana łączy się sprawa karmelitanek bosych. Gracian zaraził je swoją niechęcią do konsulty. Karmelitanki obawiały się, że ich małe problemy będą rozpatrywane przez wielu członków konsulty, podczas gdy dawniej były rozwiązywane przez samych prowincjałów. Piszą więc do Rzymu: uzyskują brewe od Sykstusa V (5 czerwca 1590), który zatwierdza im Konstytucje matki Teresy i mianuje dla nich specjalnego komisarza. Jedynie wikariusz generalny i komisarz będą mogli ingerować w ich sprawy. Reakcja Dorii była mocna i bezpośrednia: opuszczenie sióstr, odsunięcie ojców proponowanych na komisarzy, wydalenie o. Graciana z Zakonu.
O. Jan od Krzyża, który krytycznie oceniał wspomniane nadużycia Graciana, jak również żądanie brewe ze strony sióstr, teraz staje w ich obronie.
Nawet w przypadku, gdyby oni postąpili źle, konsulta nie ma prawa do takiej reakcji, która raczej przypomina zemstę. Tym bardziej że większość sióstr nie prosiła o brewe, a nawet go nie chce. Lojalny współpracownik, ojciec Jan od Krzyża, nie chce popierać decyzji podyktowanej namiętnością. Jeśli zasługują na karę, Zakon posiada środki do jej wymierzenia. Słowa ojca Jana stają się z każdym dniem coraz bardziej stanowcze i twarde na zebraniach konsulty. Nie jest to tylko kwestia opinii, ale bolesna rana w rodzinie. Oczywiście, Gracian nie ma prawa oczekiwać tak stanowczej obrony ze strony pierwszego karmelity bosego.
Jako przełożony nie uczynił nigdy najmniejszego gestu uznania lub zainteresowania nim zarówno kiedy znajdował się w więzieniu, jak i później, kiedy dowiaduje się o jego gorącym pragnieniu powrotu do Kastylii. Ale ojciec Jan zapomina o tych wszystkich drobnostkach czy zazdrościach i ryzykuje życiem i urzędem za współbrata w niebezpieczeństwie.
Słowa ojca Jana mają dla o. Dorii i innych radnych znaczącą wagę, której się trudno oprzeć. Z drugiej zaś strony nawet on nie potrafi powstrzymać tego przypływu złości i namiętności. Z trudnością udaje mu się pohamować je trochę, używając w tym celu całego autorytetu moralnego i prawnego, jaki posiada w Reformie. W czerwcu 1591 schodzi z urzędu, a w grudniu tego samego roku umiera. W kilka miesięcy później, na początku 1592, o. Gracian, osamotniony, pozbawiony swego adwokata, zostaje wydalony z Reformy. Chociaż rozwiązanie tej sprawy nastąpi dopiero w późniejszym okresie, problem Graciana i sióstr przypada na lata pobytu ojca Jana w Segovii. Nasze zdziwienie wzrasta, jeżeli pomyślimy, w jaki sposób ojciec Jan mógł pogodzić te napięcia ze spokojem, z jakim zarządza wspólnotą, z pogodą w stosunkach ludzkich i w pracy, z nieprzerwaną kontemplacją Boga i piękna rzeczy stworzonych.
Pożegnalne odwiedziny Franciszka
Nie po raz pierwszy Franciszek idzie odwiedzić brata w Segovii. Medina del Campo jest oddalona o 90 km; Nie jest to zbyt daleko. „Wkrótce po przybyciu naszego Ojca do Segovii odwiedził go czcigodny Franciszek de Yepes, jego brat; był bardzo smutny z powodu utraty pięciorga dzieci, które w krótkim czasie śmierć mu zabrała. Przybył więc odwiedzić go i pocieszyć siebie” (Alonso od Matki Bożej).
Mamy także wiadomość o podróży, jaką ojciec Jan odbył do Medina, prawdopodobnie w celu pocieszenia swojej bratowej Anny i pozostałej rodziny; korzysta też z tej okazji i odwiedza karmelitanki bose w Medina.
Wspólnota z Segovii przyjęła Franciszka serdecznie. Zna uczucia, jakie żywi ojciec Jan względem swojego brata: to najlepszy klejnot, jaki posiadam na tym świecie – ma zwyczaj mówić. Wszyscy go miłują z powodu jego pobożności i prostoty. Je „w refektarzu razem z zakonnikami i siada blisko swego brata, wszyscy darzą go wszelkimi względami i cenią bardzo”.
Franciszek nie czuje się dobrze. Oznaki czci i wydatki wydają mu się przesadne dla takiego ubogiego, jak on. Chce wracać do Medina trzeciego dnia, ale ani wspólnota, ani przeor nie pozwalają mu na to.
Kończymy rozdział segowiański ojca Jana od Krzyża zeznaniem Franciszka. W swojej prostocie i zwięzłości przedstawia nam ono żywo dwie dusze, ich ludzkie uczucia i harmonię duchową. Streszcza przeżycia mistyczne ojca Jana w Segovii, przepowiadając równocześnie przyszłe wydarzenia…
Mówi Franciszek: Kiedy ojciec Jan znajdował się w Segovii jako przełożony, wezwał mnie z Medina do siebie. Poszedłem go odwiedzić i po spędzeniu tam dwóch albo trzech dni prosiłem, by mi pozwolił odejść. Powiedział mi wówczas, bym się zatrzymał jeszcze kilka dni, bo nie wie, kiedy się będziemy mogli jeszcze zobaczyć. Widziałem go wówczas ostatni raz. Jednego wieczoru po kolacji wziął mnie za rękę i wyprowadził do ogrodu.
Byliśmy sami; powiedział mi: „Chcę ci opowiedzieć pewną historię, jaka zdarzyła mi się z naszym Panem.
W klasztorze mieliśmy krzyż. Przechodząc jednego dnia obok niego, pomyślałem, że byłoby lepiej umieścić go w kościele, pragnąc, by nie tylko zakonnicy go czcili, ale również świeccy, i tak uczyniłem. Po umieszczeniu go w kościele, w najodpowiedniejszy sposób jak mogłem, w czasie gdy jednego dnia znajdowałem się na modlitwie przed nim, powiedział mi Jezus: Bracie Janie, proś mnie o co chcesz za tą przysługą, jaką mi uczyniłeś, a ja ci to spełnią. Ja mu odpowiedziałem: Panie, chcę, byś mi dał wiele cierpieć dla Ciebie i być wzgardzonym i uważanym za nic. O to prosiłem naszego Pana i Jego Majestat tak zrządził, że raczej cierpię z powodu wielkiej czci, jakiej jestem przedmiotem, chociaż na nią nie zasługuję”.
Ten karmelita bosy skarży się, że Ukrzyżowany Pan go nie wysłuchał. Pozostaje mu jeszcze sześć miesięcy życia, aby Pan wysłuchał pragnień jego serca. W klasztorze w Segovii zachowuje się obraz Jezusa dźwigającego krzyż z liną na szyi, który był okazją i świadkiem tej krótkiej i niezapomnianej rozmowy.










