To, że Bóg jest Ojcem, ba! – że jest przekraczającą wszelkie pojęcie miłością, że jest Bogiem, któremu możemy się powierzyć "bez obawy" i w którego ramionach można się skryć i "spokojnie zasnąć" – jest odkryciem, do której również Teresa dochodziła stopniowo, owocem długoletniej walki o właściwe rozumienie wiary.
Jednakże Teresa nie zadowoliła się na całe życie tym stwierdzeniem, jej tęsknota za pełnią i szczerością w relacji z Bogiem nie pozwoliła jej popaść w rezygnację. "Dobry Bóg nie dawałby mi pragnień nierealnych, więc pomimo, że jestem tak małą, mogę dążyć do świętości.
Elżbieta lubi tę pełną temperamentu, czasami trochę źle zachowującą się, ale ujmującą swoją pobożnością Franciszkę, która jej powierza, niczym starszej siostrze, wszystkie swoje zmartwienia i tęsknoty.
Miłość jest "małą drogą", jak wkrótce nazwie Teresa swój duchowy testament, drogą ufności w miłość Boga i wrastaniem w sposób bycia kochającego Chrystusa – drogą, którą można iść niezależnie od warunków zewnętrznych, w każdym miejscu i w każdym czasie.
Jaka szkoda, że tak bezmyślnie trwoniona jest energia – uważa Elżbieta. Ona pragnie poświęcić wszystkie swoje siły na coś lepszego i ważniejszego, oddać je do dyspozycji temu jedynemu, do którego należy cała jej miłość (...)
"Trwać w duchu u stóp Krzyża" – jest to bodaj jedno z najtrafniejszych znaczeń pewnego słowa, które od XVII wieku często było używane w Kościele, ale też przez wielu z nas, chrześcijan całkowicie opacznie rozumiane: "zastępstwo".
Pragnienie Teresy, by zostać świętą, w jej czasach nie jest niczym niezwykłym. Już w rodzinie, zwłaszcza u swej matki, od dziecka spotykała się z pragnieniem przyniesienia światu jak najwięcej świętych
Mimo to czuje, że Jezus kieruje nią i prowadzi za rękę; swoje własne ciemności Teresa postrzega jako współcierpienie z Jezusem w Jego ciemnościach i jest szczęśliwa, że może Mu towarzyszyć na Jego najtrudniejszej drodze opuszczenia i oddalenia Boga – jak Oblubienica, gotowa dla swego Przyjaciela wziąć na siebie wszystkie trudności.