Jaka szkoda, że tak bezmyślnie trwoniona jest energia – uważa Elżbieta. Ona pragnie poświęcić wszystkie swoje siły na coś lepszego i ważniejszego, oddać je do dyspozycji temu jedynemu, do którego należy cała jej miłość (...)
Przez lata swego krótkiego życia pozostawała w osobistej relacji z niewidzialnym Bogiem, której fundamentem była jej wiara. Po śmierci idzie do Tego, który od dawna był dla niej "Światłem", "Miłością" i "Życiem".
Widzę potrzebę pisania, pragnę się z Wami podzielić złą czy dobrą nowiną, wspomnień boję się poruszać, o przyszłości mówić nie umiem, a teraźniejszość musi być zero, albo wyraz urojony, tylko w matematyce, z wielką ostrożnością używany; jakże radzić w podobnym położeniu, kiedy nawet i Wy, coście radzić powinni, zawzięliście się na nas. Jak nas moralnie nie będziecie wspierać, sami sobie rady nie damy i marnie zginiemy. Skrapiajcie więc nas rosą dobroczynną pamięci.
Na koniec nadszedł czas wyjazdu do Sieniawy. Przywykłym był, będąc na Litwie, do dworów obywatelskich, nawet mniej zamożnych, lecz trochę wystawą tchnących. Wcalem nie to spotkał w Sieniawie. Mieszkano w bardzo skromnej, parterowej, bez piętra, podłużnej oficynie z werandą od frontu, która zaciemniała z tej strony parę pokoi, czyli saloników, przeto prawie nieużytecznych. W ogóle wszystek prawie budynek był ocieniony. Wnętrze bardzo skromnie zaopatrzone.