"W ręce Twe, Panie, powierzam ducha mego". W ten sposób ojciec Jan od Krzyża kończy swoje życie w pierwszej minucie 14 grudnia 1591 roku, w sobotę poświęconą czci Matki Bożej, idąc do nieba, aby odmówić tam jutrznię.
"Gdyby nawet, co jest niemożliwe, Pan Bóg sam nie widział moich dobrych uczynków, nie byłabym tym zasmucona. Tak Go kocham, że chciałabym Go rozweselać moją miłością i małymi ofiarkami, chociażby nie wiedział, że ode mnie pochodzą". "Gdy się z cichością przyjmuje upokorzenie pochodzące z naszych niedoskonałości, wówczas łaska Boża w tej chwili powraca..."
"Kiedy bardzo cierpię - mówiła innym razem - kiedy spotka mnie coś ciężkiego, przykrego, to zamiast przybierać smutny wyraz twarzy, odpowiadam na to uśmiechem. Z początku nie zawsze to mi się udawało; obecnie weszło mi to w zwyczaj i jestem szczęśliwa, że go sobie przyswoiłam".
Dopiero w szesnastym rozdziale Drogi doskonałości czytamy następujące słowa: "Ustawiam dopiero, że tak powiem, figury na szachownicy, nim rozpocznę grę...